grubix
Książka opowiadać ma o rzeczach ważnych, jak zakładam, czy to jednak robi? I tak i nie – już wyjaśniam. Szczerze, zauważyłam to dopiero czytając komentarz jednej z osób, ale jest to idealne podsumowanie tej książki: za każdym razem gdy autorki poruszają temat ważny, dogłębny, poważny, zamiast zagłębić się w niego to walną taką firmóweczkę, tak płytkie stwierdzenie, że wszystko co powiedziały wcześniej przestaje się liczyć. Autorki zdają się zagłębiać, popierać wieloma badaniami tylko to, co pasuje do ich narracji. Jasne, można powiedzieć, że o to chodzi w tej książce ! Mówimy o grubości to jasne, że będziemy szukać rzeczy, które ją popierają ! Ale no kurde no nie, nic nie jest czarno białe i brak JAKIEJKOLWIEK self reflection nad tym co autorki uważają jest po prostu głupi, daje wrażenie uczucia wyższości, pyszności, która nie wiem skąd się bierze. Dodam, że to nie jest tak, że nie zgadzam się ze WSZYSTKIM co autorki mówią. Szczególnie w medycznym aspekcie: nie, bycie grubym nie jest odpowiedzialne za wszystkie choroby świata, a bycie szczupłym remedium na to; nie powinno się udzielać rad komuś kto o to nie prosił; lekarze nie powinni umniejszać czyjegoś cierpienia, dlatego że jest ulany i tak dalej. Dużo tematów jest liźniętych: homofobia, seksizm, rasizm jednak … jednak też nie, jakby autorki uznały wspomnimy je, żeby nie było. Czy problem fatfobii dotyka szczególnie kobiet ? No tak, to raczej oczywiste – czy dowiemy się czegoś więcej ? W sumie, to średnio. Jednak przyznać autorkom trzeba, że poszedł w te książkę duży reaserch (z tego co widzę po 17 stronach bibliografii w wersji pdf), ale jak wspominałam, reaserch tylko jednej strony, tylko taki, który popiera zdanie autorek. Ostatnią rzeczą jaką wspomnę we wstępie – nie wiem co mam z niej wyciągnąć. Naprawdę ! Po prostu nie wiem ! Co wydaje mi się najbardziej prawdopodobnym morałem – traktuj osoby grube z szacunkiem, tak jak każdą inną normalną (?) osobę, zasługują na szacunek bez względu na to kim są. I jest to prawda, jak każdy człowiek osoby grube zasługują na szacunek. Jednak powtarzającym się w tej książce motywem jest – bycie grubym nie ma żadnych negatywnych konsekwencji samo w sobie, to społeczeństwo sprawia, że jest źle, że te osoby cierpią, one nie odpowiadają za to, że stały się grube. Co jest po prostu nieprawdą, są jakieś podstawowe prawa termodynamiki, przyjmowanie kalorii, metabolizm, zużywanie ich i tak dalej. To w większości nie są grube kości, to nie geny, a styl życia. Jasne, ciągły hejt na kogoś popchnie go pewnie w zaburzenia odżywiania w jedną albo drugą stronę – obie złe, jednak jedna (co przyznam autorkom) jest drogą pożądaną przez szeroko pojęte społeczeństwo (bycie turbo chudym). Ale jak poruszamy negatywy bycia anorektykiem, dlaczego nie ma żadnych minusów bycia grubym ? Przez całą książkę miałam wrażenie, że zdaniem autorek grube osoby po prostu .. się pojawiają. To nie wydarzenia, dieta, trauma i tak dalej popychają je w stronę zbyt dużego przyjmowania pokarmu tylko … tak się po prostu zdarzyło i koniec. To TY jako osoba mieszcząca się na siedzeniu w samolocie masz się dostosować, nie ja – osoba którą bolą kostki przez moją wagę. Brak tu szczerego spojrzenia w lustro i przyznania przed samym sobą, nie jestem osobą zdrową, to nie jest normalne, co nie zmienia faktu, że nie chce słuchać komentarzy i rad przypadkowych osób na ulicy – tym moim zdaniem powinna być ta książka, przewodnikiem, analizą szacunku i podejścia do takich osób przez społeczeństwo. Oczywiście, to pojawia się w książce, ale przytoczenia naukowe o medycznych, biologicznych aspektach przejmują ogół narracji. Jednak jak można nie patrzeć na coś związanego z ludzkim ciałem w sposób biologiczny ? Jako studentka lekarskiego, nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić – to chyba już zboczenie zawodowe.
A skąd bierze się ocena gwiazdkowa ? Odjęłam jedną za język – bardzo prześmiewczy, co tego wrócę przy cytatach; odjęłam drugą gwiazdkę – za sposób wspomnienia o Roxane Gay; odjęłam pół gwiazdki – za ciągłe powtarzanie tego samego, jeśli ta książka miałaby być jedzeniem byłaby masłem – nie dlatego, że jest tłuste a dlatego jakie jest mdłe - gubiłam się, co jest z którego rozdziału, co dotyczy czego, jeden temat można rozwinąć na wiele sposobów, a nie ciągle mówić to samo.
W tej recenzji będę opierała się głównie na cytatach i moich komentarzach do nich. Postaram się unikać takich, które trudne będą do zrozumienia bez kontekstu.
• Do roli przytyła 15 kilo, stosując dietę oburzających 4 tysięcy kalorii dziennie
• Cóż, 4 tysiące kalorii to JEST dużo, więc nie mam pojęcia dlaczego użyte jest tutaj prześmiewcze ‘’oburzających’’, to po prostu jest dużo za dużo kalorii dziennie, a przytycie 15 kilo w, jak zakładam, krótkim czasie, może w bardzo negatywny sposób wpłynąć na organizm …
• Wąskie przejścia czy fotel z podłokietnikami
• Jestem osobą chorą, plain and simple, sama zauważam w sobie, że bardziej skurczone mam mięsnie po lewej stronie – dlatego muszę uważać by trzymać ręce na tym samym poziomie, podłokietniki w tym mi pomagają i ja mówię serio, jeśli ktoś serio nie mieści się w standardowym miejscu to sory, ale problemem chyba nie są siedzenia
• Powtórzmy więc: nie każda grubość bierze się z traumy
• Czy to prawda ? No tak, jednak dziwne, że ten aspekt nie będzie w ogóle poruszony – nawet w przypadku Roxane Gay, ale do tego jeszcze wrócimy
• Wygląda na to, że według przemysłu odzieżowego klientki o takich potrzebach [rozmiar powyżej 64] nie istnieją
• Starałam się zrobić reaserch, dotyczący rozmiar – waga, nie jest to takie od razu proste bo idiotyczne AI googla mówi mi, że ktoś o rozmiarze 64 ważyć może 64 kilo. Z porównywania różnych numeracji (co generalnie rzecz biorąc, jest koszmarnie trudne nawet dla kogoś o wadze normalnej) wychodzi, że rozmiar 64 przekłada się na rozmiary 4XL-5XL czasem 3XL. Tłumacząc to tak, doskonale widać dlaczego autorki postanowiły tego tak nie tłumaczyć, bo od razu to źle wygląda. Więc przeliczając dalej jeśli chodzi o obwody: pierś 120 cm; talia 100 cm; biodra 125. Tutaj jednak trzeba się na trochę zatrzymać, przy jakiej wysokości ? Przecież mega napakowany gość, też będzie musiał kupować ubrania 4XL, ale ta książka zdecydowanie nie mówi o osobach napakowanych, co więcej w pewien sposób je krytykuje, mówiąc, że trening nic nie daje (będzie później). Ten reaserch zrobiłam dla wiedzy własnej, bo autorki w ogóle się nad tym nie pochylają. Tutaj akurat rzucają numerkami i zatrzymują się, wyjątkowo nie wchodząc głębiej.
• Chcę naprawdę żyć swoim życiem. Nie chce po prostu istnieć. To właśnie robię teraz. Chcę się bawić, czuć się dobrze ze sobą i żyć.
• To jest akurat bardzo istotne, w odniesieniu do wszystkich – nie czekaj by się cieszyć, bo może nie być na to czasu. Ale jak jesteś osobą, która nie mieści się na siedzeniu to może to być trudne, mówiąc bez szyderczości. Jednak we wszystkim trzeba znać umiar.
• Póki nie zmienisz nastawienia i nie zaczniesz siebie akceptować, to nawet w szczuplejszym ciele nie odnajdziesz ulgi.
• Czy to prawda ? Jak najbardziej ! Akceptacja siebie jest niesamowicie istotna. Ale w tym przypadku, pełna akceptacja siebie trzyma cię w miejscu. Autorki zdają się chcieć przekazać: jeśli chcesz schudnąć to się nie akceptujesz, to się nienawidzisz, my się kochamy i chcemy być grube – akceptujemy się i nie chcemy schudnąć, TY się nienawidzisz, ale to nie przez ciebie, to przez społeczeństwo, niedziałające diety, niedziałające treningi, zaakceptuj się nie próbuj się zmienić, bo na zmianę nie ma możliwości
• Kult szczupłości prowadzi do dramatycznej kalkulacji tego, co się bardziej opłaca: podjąć wysiłek często przeciwko sobie i swojemu zdrowiu i dopasować się czy wzmocnić siebie emocjonalnie ze świadomością, że stygmatyzujące sytuacje dalej będą się pojawiać.
• TO kult szczupłości odpowiada za to, że źle się czujesz, to nie twoja wina ! Ta jednostronna narracja – wysiłek zły, zdrowie psychiczne dobre jest … bardzo dziwny ? Wysiłek pomaga, wysiłek może pomóc nawet w cukrzycy i to nie jest hiperbola ! Wysiłek jest często przeciwko sobie ? Jasne, jak potrzebujesz co chwilę usiąść bo bolą cię kostki od dźwigania tej wagi to jasne, ale wysiłek jest bardzo ważny – dla osób chudych i grubych. Ten bardzo w pewien sposób patronizujący ton autorek: to co oni mówią jest złe, to co ja mówię jest dobre zawsze jest bardzo niebezpieczny !!!
• ,,byli otyli’’, czyli osoby, które schudły i w związku z tym ,,uważają, że większość ludzi też tak powinna umieć’’, bo to kwestia ,,silnej woli, samozaparcia czy pracowitości’’. Czyli cech, które uchodzą za warte posiadania.
• Po raz kolejny ton wypowiedzi jak do dziecka. Nie ma garstki ,,byłych otyłych’’, wtedy można by mówić o tym, że to kwestia przypadku, genów i tak dalej. Takich osób jest dużo, a jak się coś chce – to zwykle się to osiągnie. Poza tym … co to znaczy ,,uchodzą za warte posiadania’’, jakby autorki poddawały w wątpliwość – czy aby na pewno są warte posiadania ?
• Powracająca waga to jednak nie jeden epizod, to ciągła walka organizmu o przetrwanie.
• Koleżanka zapomniała, że nie musi walczyć o przetrwanie, krytykując wypowiedź jakiejś influencerki (branie na poważnie wypowiedzi influencerki jest idiotyzmem samym w sobie, ale słuchają się ich masy ludzi więc rozumiem) jednak organizm walczący o przetrwanie brzmi, jakby rzeczona osobowość medialna walczyła 15 kilo. Twoja grubość ochroni cię w przypadku apokalipsy zombie może bo będziesz miała zapasy na miesiące.
• Tak w ,,Głodzie’’ pisze Roxane Gay – i mamy przytoczony jej cytat …
• I tu zaczynamy jazdę. Książka Roxane opowiada o tym, jak została w wieku 12 lat zgwałcona przez kilku mężczyzn, a jej waga stanowiła dla niej pewnego rodzaju barierę ochronną. Cytat tego nie dotyczy. Przytoczony cytat ma popierać tezę autorek, ponownie, o tym że grubym osobom cośtam. Jeszcze bardziej dołujący jest fakt, że w żadnym przypadku nie odwołują się do tego, że dla Roxane była to reakcja na straszną traumę. Dlaczego ? Zaprzeczałoby to temu co autorki starają się przekazać. Używanie jej w tej książce jest po prostu obrzydliwe, okropne w stosunku do niej i jej przeżyć. Oto co Roxane pisze w OPISIE swojej książki Głód: “I ate and ate and ate in the hopes that if I made myself big, my body would be safe. I buried the girl I was because she ran into all kinds of trouble. I tried to erase every memory of her, but she is still there, somewhere. . . . I was trapped in my body, one that I barely recognized or understood, but at least I was safe.”
• Osoby, które robiły gruby coming out
• Czy słowo coming out pasuje ? Błagam, cały sens w coming out’cie jest taki, że mówi się o czymś czego nie widać, a jakby … bycie grubym widać, to jest po prostu fakt. Nie możesz ważyć 200 kilo i uważać się za osobę chudą – to jest po prostu nieprawda
• Jesteśmy gotowe zaoferować innym zrozumienie i akceptację, ale nigdy, przenigdy nie chcemy się znaleźć w ich sytuacji
• Bez urazy, czy to nie jest normalne ? Dlaczego mam chcieć znaleźć się w sytuacji kogoś kto jest turbo gruby i nie może siedzieć w samolocie, albo doświadcza werbalnych nieprzyjemności z powodu swojej wagi ? Nie zmienia to faktu, że mogę być w stosunku do tych osób … normalna ?
• Sprawdzamy na Instagramie #bodypositive, wyświetlają się nam zdjęcia wymodelowanych brzuchów i pup, bardzo różnych od naszych. Ale nie wszystko marność !
• A co w tym jest złego? Nie wyświetlają się TYLKO takie zdjęcia, a osoby zdrowe i wysportowane mają się nagle… wstydzić tego jak wyglądają ? Wstydzić tego że nie wylewają się na boki ? I ponownie, umniejszający, wyśmiewający zwrot ,,Ale nie wszystko marność’’, trzymajcie mnie ludzie.
• Istniał też wycinek ich działalności, który, nie ukrywamy, budzi wesołość ukrytych w nas nastolatek (…) dręczenie lokalnych instytucji odchudzania (…) Naszym celem było odebranie osobie prowadzącej pewności i odstraszenie klientów.
• Autorki przywołują cytat działalności FU (Fat Underground) i tak mi to nie siedzi, cały czas mówią – nie dręczcie nas werbalnie, nie atakujcie, nie komentujcie … a tutaj PRZYZNAJĄ, że cieszą się jak ktoś dręczy inną osobę – i na pewno nie ukrytych w nich nastolatek, tylko ich teraz, jakie to są hipokrytki
• Produkcja dba (…) żebyśmy (…) nie przeoczyły trudności z higieną, uszkodzeń ciała wywołanych długotrwałym przebywaniem w pozycji leżącej.
• Cytat odnosi się części książki poświęconej serialowi Historie wielkiej wagi, czyli opisującemu osoby ważące ok 300 kg. Nie ma w nim żadnego, ŻADNEGO wspomnienia o tym że, ważenie 300 kurde kilo jest skrajnie nienaturalne. Czy fakt, że te osoby nie są w stanie się poruszać bez wózka, nie mieszczą się w łazience, nie są w stanie nawet całe wytrzeć się ręcznikiem nie jest niepokojący? Absolutnie zerowy self-awarness, tylko: biedne grube osoby wykorzystywane przez telewizje, ale czy same się nie zgłosiły do tego programu? Dla nich operacja bariatryczna może być jedynym ratunkiem przed nieuchronną śmiercią.
• Problemy zdrowotne powszechnie rozwiązujemy łykaniem ibuprofenu i przyjmowaniem antybiotyków na katar
• Przyczepię się, ale patrząc na dezinformacje autorek mogę – nikt nie jest w stanie brać antybiotyku na katar, bo wszystkie antybiotyki są na receptę. Śmieszna hiperbola? Może, ale ma coś pokazać – i nie podoba mi się to.
• W codziennej dyskusji o ,,powinnościach’’ grubych osób i ,,leczeniu’’ ich z grubości kompletnie pomijamy tę część definicji WHO, która mówi, że zdrowie to także dobrostan
• Tak, a ta definicja krytykowana jest ze względu na jej idealistyczne podejście – bo pełny dobrostan jest nieosiągalny
• Wcześniej pracodawca z powodu wagi opłacał mu zajęcia ruchowe i fitness, jednak nie poskutkowało to zmniejszeniem masy ciała w dłuższej perspektywie (co za zdziwienie).
• Kolejne szydercze wspomnienie, kolejna przytoczona sytuacja mająca potwierdzać narracje autorek. Ale w tym przypadku nie mają PRAWA mówić, że to status społeczny wpływa na wagę – gość miał opłacane zajęcia przez pracodawcę, co nie poskutkowało zmianą wagi. Czyja to jest wina w tym momencie? Kapitalizmu? Społeczeństwa? Miał podane na złotej tacy sposoby i możliwości, nie skorzystał – to JEGO WINA. Dlaczego w całej tej książce, nie ma podanego ANI JEDNEGO SPOSOBU na zrzucenie wagi, który zdaniem autorek by działał? Bo nie zgadza się z tezą ,,bycie grubym jest spoko, to nie twoja wina, społeczeństwo jest złe a ławki to już w ogóle’’
• Przywołana jest wypowiedź Artura Dziambor, który w momencie mówienia jej był posłem Konfederacji. Wypowiedź mówi, że dyskryminacja ludzi ze względu na płeć, wiek i kolor skóry nie istnieje, ale ze względu na atrakcyjność już tak.
• Jakie chorągiewki! Powołują się na wypowiedź gościa z kurde KONFEDERACJI, w ogóle nie odwołują się do pierwszej części wypowiedzi (którą pozostawię bez komentarza, idiotyzm)… a potem piszą: Zawsz miło, kiedy ktoś dzieli się swoim wow! Moment, w którym odkrył, że coś się faktycznie dzieje, bo dotknęło akurat jego, ale nie będziemy się dłużej nad tą wypowiedzią znęcać. Po drugie to się w ogóle nie znęcają nad tą wypowiedzią!
• Nie można, będąc szczupłą osobą, udawać, że doświadcza się dyskryminacji ze względu na grubość, choć i takie fikołki umysłowe widujemy niekiedy w mediach społecznościowych.
• Prawdziwe fikołki umysłowe to autorki robią, a to śmieszne bo pewnie nie byłyby w stanie ich zrobić. Osoby chude też mogą doświadczać dyskryminacji z powodu swojej wagi, co lepsze – autorki mówią to nawet gdzieś na początku książki.
• Jest wiedzą powszechną, że duży rozmiar ciała i cukrzyca typu 2 mają silne korelacje, jednak pytanie, czy to tkanka tłuszczowa i problemy metaboliczne wywołują cukrzycę, czy możę wysoki poziom insuliny w organizmie prowadzi do przybierania na masie i cukrzycy.
• Tu przytoczę po prostu część opisu cukrzycy typu 2 z medycyny praktycznej, bo dopowiada na wszystkie zawarte pytania w tym idiotycznym cytacie: drugi czynnik powodujący cukrzycę - otyłość - jest przyczyną insulinooporności; trzustka, aby utrzymać stężenie glukozy we krwi w normie, musi produkować coraz więcej insuliny. Po kilku-kilkunastu latach takiego stanu komórki ß trzustki ulegają wyczerpaniu i produkują coraz mniej insuliny. Jest to okres, kiedy stężenia glukozy we krwi ulegają zwiększeniu, co prowadzi do rozpoznania cukrzycy typu 2.
Podsumowanie: Bardzo mi przykro, że limity słów istnieją i nie mogłam powołać się na wszystkie 87 zaznaczonych cytatów. Czy da się być osobą grubą, a zdrową? Jasne że tak! Spójrzmy chociażby na zawodników sumo – nikt nie powie, że nie są wysportowani, bo są! Potrafią robić szpagaty, są w ciągłym ruchu, dużo trenują… a dlaczego są grubi? Nikt nie uwierzy, bo mają specjalną dietę! To nie ich geny, to nie społeczeństwo mówiące im ale jesteś ulany wariacie. Wspominane są podzielone na części ławki, to jak nie da się położyć tam toreb (po pierwsze można obok po drugie torby powinny stać na ziemi i nie zabierać miejsca), to jak można oprzeć o nie tylko tyłek (jeśli się nie mieścisz na ławce to problemem jesteś chyba ty). Wspominanie popularnego argumentu o miejscach w samolocie. Sory, zajmujesz dwa miejsca płacisz za dwa – sam się doprowadziłeś do tego stanu. Dlaczego mam płacić tyle samo, jeśli twój brzuch wlewa się na moje miejsce, dlaczego nie mogę mieć problemu o to, że zabierasz moją przestrzeń? Kolejna rzecz, niby detal ale jednak, leki w reklamach wspominane mogą być JEDYNIE w przypadku leków nie wydawanych na receptę, jednak w książce te wspominane jako zło, są lekami wyłącznie na receptę. Przytoczone są cytaty ludzi mówiących o tym, że muszą zrzucić wagę dla lekarzy, jednak gdzie tu jest przepraszam roblem? Czy lekarz ma przeprowadzić operację na każdym, bez względu na ryzyko? Ponownie, absolutny brak zrozumienia – duże ilości tłuszczu po prostu przeszkadzają, wiąże się to z dużym ryzykiem zakażeń i tak dalej. ,,Zamiast uczyć się jak nas operować" może naucz się jak dbać o zdrowie, naucz się jak nie przeszkadzać innym. Trudno mi w tym momencie nie rzucać przekleństwami, bo jest to skrajny debilizm i powoływanie się na coś takiego, czyni wielką szkodę temu wątpliwemu dziełu. Ta książka pełna jest jednocześnie małych szczególików a jednocześnie generalizacji. Nie ma w niej zupełnie spojrzenia – może czasem, to ja jestem problemem? Może czasem, to moja wina? W stronę autorek, spójrzcie na siebie, fakt zrobionego niesamowitego reaserchu nie zmienia faktu, że próbujecie ukryć pod tym, szyderstwo i niezadowolenie. Poruszanie ważnych kwestii nie zmienia faktu ukrywania innych, równie istotnych kwestii, które nie wpasowują się w waszą narrację.