To powieść graficzna o miłości między artystą i muzą, między tym, co zewnętrzne, a tym, co wewnętrzne, to syntetyczne dzieło więzi i połączeń - między przeszłością i teraźniejszością, Michałem Aniołem i historią obejmującą nie tylko jego twórczość, ale i życiorys. Autor czerpie z badań przeprowadzanych w zakresie historii oraz historii sztuki, opierając się między innymi na opracowaniach Johna Addingtona Symondsa, autora analiz korespondencji i innych kronikarskich źródeł poświęconych Michałowi Aniołowi, które zbudowały fundamenty nienormatywnego wizerunku tej postaci. Na stronach komiksu w tekstach autora odczytać można fragmenty sonetów w tłumaczeniu Symondsa (1904). Z kolei przedstawienie Florencji lat 30. XVI, to dokumentacja i efekt osobistej wizyty autora zafascynowanego miastem i jego mieszkańcami.
Gdyby ktoś nie miał czasu na czytanie całej recenzji, oto streszczenie: rewelacja!
Komiks, który - jak można przeczytać w posłowiu autora - stanowił część jego pracy magisterskiej - jest dla mnie jednym z najciekawszych odkryć w polskim komiksie ostatnich lat. Mateusz Leszczyński wziął na tapet epizod z życia starszego już Michała Anioła, czyli znajomość artysty z młodym arystokratą Tommasem de Cavalieri, i w sposób zapewne zaskakujący dla osób nie znających biografii tego tytana sztuki, stworzył z niego subtelną impresję o rozwoju głębokiej więzi między tymi dwoma mężczyznami. Jeśli wierzyć zachowanym listom Michała Anioła do Cavalieriego i utworom poetyckim (a badacze stwierdzili, że tak, należy im wierzyć 🙂 ), połączyła ich miłość romantyczna, prawdziwa więź dusz - ale też pełna pasji (choć dziś nie dowiemy się już, czy wyszło to poza związek dusz... Zapewne nie, ze względu na różnicę statusu społecznego i być może też wieku). Sonety-erotyki, pisane przez Michała Anioła do Cavalieriego, przez wieki cenzurowane (zmieniano płeć adresata na żeńską), pokazują jasno, jak intensywne było to uczucie. Skądinąd bardzo polecam te poezje, czy w oryginale, czy w polskim lub angielskim przekładzie Symondsa, który przywrócił wierszom właściwe zaimki. Gdy pierwszy raz trafiłam na nie jako osoba dorosła, w pewnej chwili zapłonęły mi policzki 😉. Michał Leszczyński czerpał w komiksie hojnie z tych poezji i z tych listów, a w utrzymanej w brązach warstwie wizualnej, przesyconej symboliką miłosną, biblijną (jabłko!), sięgnął też wyraźnie i ze wspaniałym efektem po inspiracje szkicami i freskami Michała Anioła (w tym tymi najsłynniejszymi - stworzenie Adama, drzewo poznania dobra i zła). Przy drugiej lekturze komiksu zapewne wychwycę więcej, a z pewnością do niego wrócę, bo to właśnie taka opowieść, do której wraca się wiele razy, żeby zauważyć coś nowego i nacieszyć się kolejnym skojarzeniem. I będę pokazywać go swoim studentom, niezależnie od ich wieku - może na zajęciach dla seniorów o poezji Michała Anioła? Wspaniała, liryczna impresja, cała utkana z aluzji, symboli, tęsknoty, domysłów. Jestem zachwycona.
Bądź co bądź... wszyscy w końcu ukorzymy się przed upływem czasu. to prawda, która od wieków trwa niezmienna. Przetrwa jedynie sztuka, która żyje wbrew prawom czasu czy śmierci.