W XIX wieku Kazachstan został podbity przez Rosję, która traktowała go jak swoją kolonię. Przez kolejne dekady tutejsza dobra naturalne były bezwzględnie eksploatowane, a rodzima ludność dziesiątkowana. Kazachstan stał się też miejscem zsyłek. W czasach ZSRR trafiali tam wrogowie polityczni, kułacy, członkowie elity intelektualnej i zwykli kryminaliści. Wśród więźniów znaleźli się Polacy, Niemcy, Koreańczycy, Łotysze, Estończycy i Litwini, Turcy meschetyńscy, Kurdowie, Ormianie, Czeczeni, Karaczajowie i Ingusze. Bywali ofiarami gwałtów, mordów, ale też uczestnikami obozowych powstań.
Dziś Kazachstan jest niepodległym państwem, wydaje się jednak, że jego pamięć wciąż pętają niewidzialne kajdany. Temat łagrów porusza się niechętnie, a jeśli już, to mówi się o zasługach, jakie lokalnej społeczności oddali zesłani tu naukowcy, milczy zaś o cierpieniu, głodzie i przemocy, których doświadczali więźniowie. Czy to bliskość groźnego sąsiada, Rosji, spowija cieniem kazachską przeszłość? Czy może trauma jest zbyt wielka i łatwiej ją wyprzeć, niż się z nią mierzyć? A może to ciężar winy jest nie do udźwignięcia? Przecież obok wnuków zesłańców mieszkają tu potomkowie obozowych strażników.
Joanna Czeczott odwiedza miejsca, gdzie znajdowały się łagry, poszukuje ich śladów w przestrzeni i w pamięci mieszkańców Kazachstanu. Stara się pokonać ciszę, która unosi się nad kazachskim stepem.
Joanna Czeczott – politolożka i reporterka. Ukończyła stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie Warszawskim, studiowała też na Państwowym Uniwersytecie w Petersburgu i w Warszawskiej Szkole Filmowej. Pracowała w Przekroju. Jest jedną z twórczyń i założycielek pisma reporterskiego dla dzieci Kosmos dla Dziewczynek, którym kierowała pięć lat. Debiutowała książką Macierzyństwo non-fiction. Relacja z przewrotu domowego (jako Joanna Woźniczko-Czeczott), która była ważnym głosem w debacie o nowej roli matki Polki. Jej książka Petersburg. Miasto snu zdobyła nagrodę Warszawskiej Premiery Literackiej oraz Nagrodę Fundacji im. Kościelskich, a także znalazła się w finale Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego.
Jak w pierwszym zdaniu książki pada słowo ŁAGRY, to już wiadomo, że czytasz polski reportaż o Kazachstanie. Tytuł jest mylący, autorki nie interesuje ani Kazachstan, ani Rosja, wyłącznie łagry i wspomnienia na ich temat.
Oczywiście wyłącznie wprowadzający w błąd tytuł nie usprawiedliwia tak niskiej oceny - za to zmyślanie faktów pod tezę już tak. Na stronie 142 autorka pisze:
"To, że w takich przypadkach klątwa pada na całą rodzinę, wymyślił już w 1919 roku Lew Trocki. Wydał wówczas prikaz numer 162, pod dosadnym tytułem Śmierć Zdrajcom. Nakazał w nim karać także bliskich osób uznanych za wrogów narodu"
Zaskoczył mnie ten fragment, w życiu nie słyszałem o takim rozporządzeniu Trockiego. Nic dziwnego, bo łatwo sprawdzić, że prikaz 162 z 1919 dotyczy krytyki nieodpowiedzialnych dowódców kilku oddziałów, których zaniedbania w przestrzeganiu regulaminu doprowadziły do strat osobowych. Ani słowa o zdrajcach lub karaniu rodzin. Nie znalazłem żadnych informacji o takim rozporządzeniu Trockiego.
W tym momencie odpuściłem sobie dalszą lekturę, szkoda czasu.
ksiazka napisana swietnie nie wiem co mozna powiedziec wiecej o tak tragicznej historii ludzi tego kraju wydarzenia ktore mialy miejsce w kazachstanie sa czyms o czym wiele osob nie wie i ciesze sie ze powstala ksiazka ktory ta historia przedstawia w tak jasny sposob sam pomysl na konstrukcje ksiazki tez bardzo dobry
O postsowieckich terenach powstało wiele książek i reportaży. Jedne koncentrują się na sytuacji współczesnej, a drugie zagłębiają się trochę bardziej w przeszłość. Najważniejsze jednak jest czy wnoszą coś nowego do gatunku. Reportaż Joanny Czeczott z serii Sulina nie zawodzi.
Kazachstan i inne republiki należące do byłego ZSRR stanowi pewnego rodzaju tajemnicę. Niepodległe państwo, bardzo powoli odradzające się po latach uzależnienia, walczące o własną tożsamość i szukające drogi we współczesnym świecie. Autorka dokonuje wiwisekcji kompletnej. Postanawia rozdrapać wszystkie rany i traumy, które męczą współczesne społeczeństwo. Cień Niedźwiedzia wisi nad Kazachstanem niepodzielnie. Jest to zauważalne we wszystkim: historii, języku, kulturze, rozsczepionej i rozwarstwionej świadomości jego mieszkańców. Czeczott porusza bolesne tematy stalinowskich czystek, przesiedleń, repatriacji, Głodu, który podobnie jak Ukrainę dotknął i Kazachstan. Podróżuje wgłąb państwa by porozmawiać z ludźmi Karłagu, jednej z największych wysp Archipelagu GULAG, opowiada o jednym z nielicznych powstań, próbuje zrozumieć mentalność kazachskiego człowieka sowieckiego, kreśli bardzo grubymi kreskami sytuację Ujgurów, by na sam koniec przedstawić ważny temat dziedziczonej traumy, która toczy powojenne społeczeństwa zostawione samym sobie, bardzo opornie wychodzące ze stanu otępienia.
Jest to bardzo dobry reportaż. Pokazujący jak dziedzictwo sowieckiej Rosji odcisnęło piętno na kraju, który miał być swego rodzaju eksperymentem. Nie odbiera mu godności, ale pokazuje jego skomplikowaną sytuację, która podejrzewam, dotyczy wielu postsowieckich republik, i rzuca światło na podobne procesy w sąsiedniej dla nas Ukrainie. Ważny element w zrozumieniu wschodniej kultury i układanki niewytłumaczalnych traum i zależności
Bardzo mocno polecam. Dla czytelników badających wschód ważna pozycja.
Początek zapowiada się obiecująco, autorka przytacza interesujące badania dotyczące kolonializmu i w interesujący sposób przedstawia swoje rozmowy z mieszkańcami Kazachstanu zajmującymi się upamiętnianiem ofiar zsyłek i GUŁagów. Po pewnym czasie lektura staje się jednak nużąca, bo ma się wrażenie, że słyszy się w kółko tą samą historię i zmieniają się tylko nazwy łagrów. Będzie to nudne zwłaszcza dla osób, które przerabiały już historię Związku Radzieckiego i tego rodzaju tematykę.
Poza tym dosyć bawi, że autorka jest postępowa i używa "feminatywy", a z drugiej strony w negatywnym świetle przedstawia postęp przyniesiony przez Rosję na azjatycki step. Przecież Kazachowie dalej siedzieliby w jurtach i zbieraliby bawełnę, gdyby nie spróbowano rozbić tradycyjnych i tym samym zacofanych struktur społecznych. Joanna Czeczott sama zresztą przyznaje, że zwłaszcza na wsiach kultywuje się dalej tradycję "porywania narzeczonych", a problem zapewne będzie się pogłębiał, bo nawet władze w Astanie są zaniepokojone postępującą islamizacją kraju.
Zdążyłem się już do tego przyzwyczaić, ale jednak dalej trochę mierzi mnie próba narzucania innym ludziom polskiej wersji historii. Autorzy w Polsce niestety nie potrafią zrozumieć, że ich punkt widzenia nie musi być wcale jedyną słuszną narracją historyczną.
Ogółem po "Ciszę nad stepem" można sięgnąć, ale bardziej w celu jej przekartkowania, zwłaszcza jeśli miało się już nieco do czynienia z historią ZSRR.