Drugi tom wierszy Laury Osińskiej potwierdza, że to jeden z najsilniejszych głosów w najnowszej polskiej poezji lesbijskiej. Miłość bohaterek jest tu chwytana na gorących uczynkach, nie tylko tych erotycznych czy niecodziennych, jak wspólne wakacyjne wyjazdy, ale też w mozołach, banałach, rytuałach i rutynach zwykłych dni. Te drobne wspólne doświadczenia – spięte wzajemną relacją, uwiecznione w telefonicznych notatkach, a następnie przeniesione w mowę wiązaną – ukazują w wierszach swoją nadzwyczajność. Osińska, podobnie jak jej wielka poprzedniczka Adrienne Rich, pokazuje, że „dwie kobiety razem to praca, której nic w cywilizacji nie ułatwia” (tłum. J. Głuszak). Pracą miłości jest też ten tom, który im bardziej odziera uczucie z wzniosłych mitów, tym bardziej je uprawomocnia.
Czuję całą sobą każdą cząsteczkę tej książki. Mam przyjemność dzielić życie z ogromną fanką autorki i obie czujemy, jakby każdy z wierszy był o nas. Niesamowite
Towarzyszy mi ostatnio niemal narkotyczny głód poezji i nie mogłam lepiej trafić, niż tutaj.
Pierwsza lektura — jak wiadomo, zawsze będzie pobieżna. Przeczytałam w biurze. Jest w tym akcie coś wspaniale subwersywnego, zwłaszcza, że ostatnie teksty doczytywałam podczas lanczu, na który jadłam pad thai ugotowany przez moją cudowną żonę. Frank O’Hara nie mógł sobie wyśnić wspanialszego ziszczenia wierszy w przerwie na lancz haha!
O samych wierszach nie napiszę wiele mądrego, bo trawię (w obu tego słowa znaczeniach), ale jedno jest pewne — bliżej serca się nie dało.
{ja-w tym tomiku odnalazłam się tylko szczątkowo. podobał mi się, choć niezbyt intymne jest to podobanie. nieporównywalnie bardziej wolę animalię i stłuc. aczkolwiek uśmiecha mi się myśl, że znam osoby którym ten zbiór wierszy (s)podoba się bardziej, więc się mogę pobawić w podaj dalej}