Czas nadszedł.
Chwytam książkę.
Zaczynam czytać.
Przepadam.
Kochani, to się tak dobrze czytało, nie mogłam się oderwać. Co prawda nie jest to ideał i chyba z tą częścią miałam najwięcej zgrzytów, jednak satysfakcji przy czytaniu była jak nie z tego świata. Przywiązałam się do bohaterów i już prawe przyzwyczaiłam się do ich krytycznie beznadziejnych pomysłów na uratowanie świata.
Elaine jest bardzo ciekawą postacią. Z jednej strony uwielbiam jej zapał, inteligencję, upór ale zarazem mam jej ochotę przyłożyć. Jak ta kobieta czasami coś powie, albo ulegnie chwili i nie użyje ostatnich szarych komórek, to marny jej los. Ale przyznajmy sobie, Balian to też niezłe ziółko. Kolejny uparty dzieciak, który ma takie skille i tak wielkie serce, że nie jestem w stanie być na niego zła. Kocham też całą resztę ekipy i tworzą oni cudowną rodzinę, w której szeregi bardzo chciałabym wstąpić.
Jeśli nie chcecie wiedzieć absolutnie nic o trzeciej części, to w tym momencie się pożegnamy, a ja chciałabym podzielić się jeszcze z resztą moimi paroma wrażeniami odnośnie finałowego tomu.
KOCHAM TE KSIĄŻKI ZA POGRYWANIE Z CZASEM. Ten wątek jest tak wybitny, skonstruowany jak marzenie i to tylko "Miłość, która jest początkiem" konstytuuje. Genialne sceny walki, szczególnie kiedy dochodzi do konfrontacji El i Bale, bo bądźmy szczerzy, każdy wiedział że prędzej czy później to się wydarzy. Warto było czekać.
No i w tym momencie dochodzimy do punktu, w którym powiem wam, że ta książka z całej serii jest najbardziej schematyczna i mam z nią takie love hate relationship. Nie polubiłam się z zakończeniem i nie raz decyzje podjęte przez bohaterów były irracjonalne. Siłę przyjaźni i moc miłości zostawmy My Little Pony, ale kto tylko mnie zna, to wie, że mnie praktycznie żadna relacja romantyczna pomiędzy bohaterami nie kupuje.
Moi drodzy, czytajcie. Nie pożałujecie. Seria jest bardzo dobra, łączy sci-fi z dystopią i dostarcza cudownych przeżyć.
A TERAZ JAK KTOŚ DOTRWAŁ DO TEGO MOMENTU, TO POJEDZIEMY SPOILEROWO I Z MOIMI WSZELKIMI ROZKMINAMI WIĘC UWAGA
SPOILERY ZA
3
2
1
DLACZEGO i za jakie grzechy on musiał zmartwychwstać?? Po co komu jakiś happy end? Bohater-Bale musiał się wykazać i stwierdzić “hej, mało mnie było w tej książce, zajezusuje sobie żeby był fame” I'M NOT BUYING IT! Echhh echhhhhhhhhhhhhhh
I jeszcze dwa momenty w których zamknęłam książkę i musiałam wziąć dwa głębokie oddechy, żeby się uspokoić:
Elaine, szkrabie ty mój, Katniss w płomieniach skąpana, czy ty musiałaś tak się wyżywać na rodzicach Bale?? Rozumiem, źli ludzie dziecko nie fajnie traktowali, ale ty już nie jesteś małolatą, opanujta sie. Gilbert ci zaufał, a ty takie głupstwa odwalasz, to było tak bardzo żenujące, że woo.
Nie wiem jaki enchantix tu się zadział i jak wiele autorka się naoglądała My Little Pony przed napisaniem tej książki, ale moglibyśmy sobie odpuścić uzdrowienie siłą przyjaźni i miłości. Ta książka tak pięknie stała inteligencją i logiką i tu mi nagle gamonie wylatują z tekstem - On będzie zdrowy, jak na niego przeniesiesz aurę miłości i potrzymasz za rąsię… Guys.. Dosłownie słabo mi się zrobiło i to były 3 najbardziej żenujące strony tej całej serii. Już pomijam fakt, że ta miłość to wogl narodziła się na dniach i to, że nastolatków z żadnym przeszkoleniem, czytaj Susie, wysyła się na misje, od których zależą losy świata, bo dziecko się uparł, że musi iść i koniec kropka.
A teraz do pozytywów, bo tych to akurat jest sporo. CZY JA MOGĘ OD PODRÓŻY W CZASIE ZACZĄĆ???? Jak ja kocham ten wątek i szczerze to tak niewiele książek go posiada i to jeszcze tak wybitnie dopracowany, no to było cudo. Czytałam wiele powieści sci-fi, ale no kochani, to jest druga seria ever, która tak bardzo zwróciła moją uwagę!! Do podium, na którym dumnie stoi Aurora Cycle, dołącza Vortex. To jak oni myślą, że zmienili przyszłość, ale nie zmienili i robiąc coś inaczej, tak naprawdę prowadzą do tego co już miało być itd itd KOCHAM!
Strasznie podobał mi się też fakt, iż Elaine, nie okazała się być tą jedyną, która może uratować świat i ten pravortex to tak naprawdę był przypadek, super moim zdaniem to wyszło i dość realistycznie. Also, kiedy dowiedzieliśmy się, to to wszystko kiedyś się skończy i vortexy znikną, ale Elaine tę informację zostawiła dla siebie, co mnie urzekło i to było super zakończenie. Początek też był świetny, tak naprawdę każda akcja w tej książce była świetnie rozegrana i te epickie sceny walki z podróżami vortexem. No ja dosłownie kuliłam się z emocji, kiedy Elaine zasadziła się na Bale i próbowała gościa dorwać, a on ją prał. Majstersztykkkk.
Kocham Lukę, jak ja go ubóstwiam i jestem przeszczęśliwa, że odpuściliśmy sobie jego sprawy sercowe w tym tomie, bo w poprzednim był cringe. Holden to kolejny mój chłoptaś i bardzo podobał mi się sposób w jaki jego postać została wykreowana i ten finał z tego tatulkiem <3 Miałam takie A Sky Beyond The Storm vibes. Gościula do ostatniego momentu próbowała wyrwać Elaine i szacun za to xd jakby go Bale zobaczył, to by go wypatroszył, ale El się dzielnie do końca trzymała swojej wielkiej miłości i zostawiła Holdena dla mnie.
Super był też moment, kiedy mogliśmy ponownie spotkać postaci z poprzednich części, jak Arrisa. Cały ten jej podziemno-wodny team był mega i fajne akcje razem kręcili. Gilberta mi szkoda, jego żony jeszcze bardziej, ale choć trochę usatysfakcjonował mnie fakt, że jednak jakieś żniwa śmierci się tu zadziały. Co prawda, jakby wgl jeszcze Luka tam zginął, to ja bym dopiero biła pokłony!!!
Tak żeby podsumować te moje dwie strony wywodów, uszeregujmy sobie od najgorszej do najlepszej książki w serii Vortex.
Tak na dłuższa metę to z jednej strony pierwsza część wypada najgorzej i najlepiej. Byłam zakochana w tym pomyśle i mam taki sentyment to tych początków, ale do tej pory pamiętam moje wątpliwości i zażalenia odnośnie większości wydarzeń i decyzji bohaterów, więc dajmy tej części trzecie solidne miejsce.
Zaraz za nią, a raczej przed, postawiłabym finał, który zawiódł mnie finałem, ale akcja w tej książce powala i na długo będę nią zachwycona.
No i na pierwszym miejscu postawmy drugą część, choć szczerze powiem, że nie wiem, czy za jakiś czas jednak nie stwierdzę, że jednak trzecia była lepsza. Na ten moment, wydaje mi się, że to jednak druga trochę bardziej mi podchodzi i mega była ta bitwa z czasem, wyścig szczurów i niezła końcówka. Terminator Holden i podwodne avatarki mnie zauroczyły.
Dobra, na tym kończę moje wywody, bo już pół dnia tu siedzę i próbuję to poskładać w jakąś sensowną całość. Teraz pozostaje mi czekać na kolejną trylogię spod pióra Anny Benning i mieć nadzieję, że pójdziemy bardziej w fantastykę, niż romanse.
3.5