Rozpoczęłam ten rok książką wyjątkową. Wielki ukłon kieruję w tym miejscu, w stronę Renaty Piątkowskiej, która już od pierwszego akapitu oczarowała mnie przedstawioną historią. Wielkie brawa dla Macieja Szymanowicza, który stworzył piękne ilustracje, dodające uroku tej opowieści. To dzięki niemu byłam w stanie wyobrazić sobie wszystkie detale ukryte gdzieś między wierszami. Naprawdę kawał dobrej roboty! Poza tym bardzo podoba mi się to, że osoby uczestniczące w wydawaniu tej pozycji zadbały nawet o maleńkie szczegóły. W przypisach wyjaśniono wszystkie typowe żydowskie zwroty (m.in. napisano czym jest Chanuka, czulent czy bajgiel). To się ceni.
Dorosły Szymon Bauman opowiada czytelnikom swoją historię.Przedstawia nam świat oczami dorastającego chłopca. Mówi o tym, jak wraz z kolegą Dawidem bawił się w wojnę a potem wojna naprawdę nadeszła. Wtedy przestali wierzyć w to, że będą sikać do hełmów niemieckich żołnierzy.
W tej książce wyobraźnia dziecka brutalnie ściera się z rzeczywistością. Dowiadujemy się o tym, jak bardzo przesunęły się granice strefy komfortu. Kiedyś piwnica była siedzibą pająków, teraz jest oazą bezpieczeństwa. Bombardowanie Warszawy, zniszczone domy i marzenia z nimi związane, uliczne łapanki, obowiązek noszenia opaski z gwiazdą Dawida. Autorka nie ubarwia historii, pokazuje jej najgorsze momenty.
"Wszystkie moje mamy" to nie tylko losy rodziny, ale przede wszystkim dziecięce pojmowanie otaczającego świata i tego, co się w nim dzieje. Młody Szymek wyjaśnia zaistniałe sytuacje na swój własny sposób. Czym było getto? Dlaczego Niemcy zajmowali żydowskie mieszkania poza jego granicami? Dowiadujemy się również o ciasnocie, głodzie, przeraźliwym zimnie, lewym handlu i chorobach. No właśnie, jednej rzeczy, której mi zabrakło, to wyjaśnienia, czym jest tyfus. Nie każdy młody czytelnik będzie to przecież wiedział. Z drugiej strony, autorka zostawiła tu chyba pole do popisu rodzicom. Uwierzcie mi, tematów do dyskusji po lekturze będziecie mieć całe mnóstwo.
W książce pojawia się także postać Ireny Sendlerowej, która odgrywa w niej ważną rolę. Jeśli chcecie dowiedzieć się jaką, to koniecznie sięgnijcie po ten tytuł.
Z tej historii bije taka dziecięca niewinność i naiwność zarazem. To ona tworzy niesamowity kontrast z całym tłem, z zimną i bezsensowną wojną. Może właśnie dlatego aż tak duże wrażenie zrobiła na mnie ta pozycja. Determinacja, siła, poświęcenie matki dla dziecka. Naprawdę można się wzruszyć.
Nie dajcie się zwieść! Ta książka jest nie tylko dla dzieci. Dorośli również znajdą w niej coś dla siebie a może nawet pokochają ją bardziej niż najmłodsi, którzy jednak nie mają aż tak dużego doświadczenia życiowego. Spokojnie jednak możecie dać im tę pozycję. A potem z nimi o niej porozmawiać.