Kiedy pierwszy raz dotarła na Wyspy Trobrianda, poczuła się jak w środku czarno-białego zdjęcia Bronisława Malinowskiego sprzed niemal stu lat. Jego „Życie seksualne dzikich” nabrało kolorów. Naczelny wódz przyjął ją jak córkę, wodzowa nadała jej imię swojego podklanu, zamieszkała w chatce z liści. Bez prądu, gazu, toalet. Turystów przybywa tu niewielu, pieniądze nie są niezbędne, a moc czarowników zwalcza się po nowemu – mocą Jezusa. Szesnastoletnie dziewice nadal jednak nie istnieją. A nocą, jak wówczas, atakują wiedźmy.
"Seks, betel i czary" to taki rodzaj książki podróżniczej, jaką lubię najbardziej. Bez nużących wywodów historycznych, szczegółowych opisów topografii i podziału na "nas" i "onych". Autorka mieszka w wioskach na Triobrandach, uczestniczy aktywnie w życiu społeczności, integruje się z nią. Analizuje życie "dzikich" w odniesieniu do książek Malinowskiego, ale nie pojawiają się tutaj przemądrzałe wnioski, jedynie porównania do tamtych lektur i jego badań. Rewelacyjna, ciepła i wciągająca książka - czuję się, jakbym właśnie wróciła z Omarakany.
Jest to chyba trzecia książka podróżnicza jaką przeczytałem i nie zrobiła na mnie wrażenia , nie umywa się na przykład do cejrowskiego , w którego książce byłem zakochany. Ale pokazała mały ale za to ciekawy i egzotyczny kawałek świata jak i całkowicie odmienną od naszej ( europejskiej) kulture.