Ta książka jest przykładem na to, jak NAPRAWDĘ gust ludzki może być różny...
83% czytelników dało tej historii oceną 5 lub 4 gwiazdkową...
No cóż, ja się mieszczę w tym niepełnym procencie, który daje 1 👀
Usiłowałam znaleźć choć jedną pozytywną rzecz, którą mogłabym napisać o tej książce.
Tylko JEDNĄ....
I nic mi do głowy nie przychodzi 🤦♀️
Historia była okropna.
Bohaterowie byli OKROPNI, zwłaszcza Whit. Nie cierpiałam ich wręcz pasjami.
Nie znosiłam ich, dynamiki między nimi - zarówno w przysłowiowej sypialni, jak i poza nią.
Powinnam zrobić DNF już po 3/4 rozdziale, kiedy doszło do zdrady. Nie cierpię tego. Nie jestem w stanie usprawiedliwić takiego zachowania. Nawet, jeżeli zdradziło się swojego obecnego chłopaka ze swoim byłym mężem. Cytat z Whita:
"I cheated on my boyfriend.
With my ex-husband.
What the hell is wrong with me?
Thirty-five days later, and I still can’t wrap my head around that decision. It makes zero sense. It’s completely out of character for me. I’m not a cheater, and Conrad and I have been over for years. I’ve moved on; Reggie and I have been together almost three years now. I just don’t understand what would possess me to do what I did. And to top it off, as if that’s not bad enough, I initiated it all! I practically begged him to help me cheat on my nice, loyal, sweet boyfriend."
Cóż tu więcej dodawać?
A ja, jak ta masochistka, którą najwidoczniej jestem, poleciałam dalej...
Whit zerwał ze swoim naprawdę przyzwoitym, dobrym, fajnym i oddanym chłopakiem dopiero pod koniec 9 rozdziału - tak mniej więcej po 1,5-2 miesiącach od zdrady (do której zresztą nigdy się nie przyznał). W dodatku w takim stylu, że nic, tylko zapodać mu kopa w dupę, bo inaczej tego nazwać nie można 👀
Autorka dodatkowo z nieznanych mi przyczyn postanowiła, że Whit będzie w spektrum autyzmu. Dlaczego? Myślę, że to tajemnica dla Archiwum X...
Ile było niekonsekwencji lub durnot 🤦♀️
Tylko dwie dla przykładu:
1. Matka Whita zmarła i - wg Whita - to ona była tym spoiwem rodziny, która trzymała ją razem. Ale... okazało się, że tak naprawdę była funkcjonującą alkoholiczką, która wyżywała się na ojcu, kiedy tylko mogła, robiła mu non stop awantury - ale ten jej nie opuścił, bo bardziej ją kochał, niż nienawidził jej nałogu. No cóż, dla mnie nie brzmi to jak świetna rodzina, której spoiwem była matka. Ale co ja tam wiem, nie znam się najwidoczniej 😜
2. Po śmierci rodziców Conrad był na nich m.in. wściekły (bo oczywiście był też smutek, żałoba itd.). Dlaczego? Bo zostawili go samego z prowadzeniem rancza i odpowiedzialnością za nie, a on je miał przejąć dużo później. Koleś, kiedy jego rodzice zginęli tragicznie, miał jakieś 42-43 lata... Naprawdę? W takim wieku był wściekły, że musiał wziąć na siebie odpowiedzialność za ranczo??? Na którym zapieprzał od najmłodszych lat i wiedział, że je przejmie wcześniej czy późnej? Jak na mój gust, to było raczej później... Ale jak widać, znowu się nie znam 😜
I takich idiotyzmów było dużo więcej, ale te dwa wystarczą, bo nie chce mi się więcej tego opisywać...
A końcówka była tak słodka i ckliwa, że mało mnie na wymioty nie zebrało. Autorka wykorzystała chyba wszystkie możliwe chwyty i stereotypy, które po prostu dla mnie są na wielkie NIE...
To miała być najlepsza część tej serii - przynajmniej wg komentarzy, które czytałam - dlatego się za nią wzięłam. Ale po raz kolejny się przekonałam, żeby raczej ufać swoim wewnętrznym przeczuciom, niż opinii innych w takim przypadku...
Z pięciu tomów tej serii średnia wychodzi mi 2,4 - co oznacza, że ta autorka po prostu totalnie nie jest dla mnie 🤷♀️
A najbardziej chyba jestem wściekła na siebie, że zmarnowałam na tę historię kilka dni - w tym weekend - w który mogłam zupełnie coś innego czytać...