Potężne twierdze, w których możni strzegą władzy i wpływów, staną w obliczu siły gwałtownej i nieokiełznanej. Jak mawiają stetryczali mędrcy: kobieta i tajemna magia to przepis na katastrofę. Pytanie tylko, jak wielką… i dla kogo.
Na usiłującego przetrwać w nowej rzeczywistości wewnątrz bariery Schenka po raz pierwszy spada konieczność bycia odpowiedzialnym za innych. Podążający wiernie za Katarzyną, lecz uwikłany w przeszłość i starzejący się Erquicia trafia na trop potężnego sekretu.
Sama adeptka sztuk tajemnych, niesiona młodzieńczą zapalczywością, przystępuje do politycznej rozgrywki. Wszyscy stają przed wyborami, które zadecydują o ich przyszłości.
Trzeci tom świetnie przyjętych Psów Pana to nie tylko bitewne widowisko, ale i zaskakujące zwroty akcji, a w bohaterach nadzieja nieustannie mierzy się z lękami.
Przyszła pora na... przemiany bohaterów. Sami odkrywają siebie na nowo. Do tego Burzycielka twierdz idzie przez księstwo jak prawdziwa... burza 😉 Czyta się szybko i z wielką przyjemnością. Ciekawe, czy ostatecznie sprawdzi się obraz kształtujący się już w głowie czytelnika. Czy spodziewamy się spodziewanego, czy wręcz przeciwnie - niespodziewanego?
Psy Pana i Księstwo Różanego Krzyża jako powieści nie rzuciły mnie na kolana, ale system magii przedstawiony w obu tomach już tak. ;) Dlatego z czystej ciekawości (i lekkiego masochizmu) sięgnęłam po trzeci tom serii Psy Pana Marcina Świątkowskiego pod tytułem Burzycielka twierdz, by znów zagłębić się w tajniki magii i kibicować zadziornej Katarzynie von Besserer.
Zakazana księga. Potężne twierdze, w których możni strzegą władzy i wpływów, staną w obliczu siły gwałtownej i nieokiełznanej. Jak mawiają stetryczali mędrcy: kobieta i tajemna magia to przepis na katastrofę. Pytanie tylko, jak wielką… i dla kogo. Na usiłującego przetrwać w nowej rzeczywistości wewnątrz bariery Schenka po raz pierwszy spada konieczność bycia odpowiedzialnym za innych. Podążający wiernie za Katarzyną, lecz uwikłany w przeszłość i starzejący się Erquicia trafia na trop potężnego sekretu.
Sama adeptka sztuk tajemnych, niesiona młodzieńczą zapalczywością, przystępuje do politycznej rozgrywki. Wszyscy stają przed wyborami, które zadecydują o ich przyszłości.
Ciągle coś… ;) Czytając każdy kolejny tom Psów Pana, mam nieodparte wrażenie, że to literacki fast food – szybkie tempo, dużo akcji, sporo intryg i efektownych bitew, ale jakoś brakuje mi tej jednej tajemniczej przyprawy, która zrobiłaby z tej serii prawdziwą ucztę.
Główna bohaterka Katarzyna von Besserer to prawdziwy fenomen – jej kariera rozwija się szybciej niż najnowszy startup w Dolinie Krzemowej. Jeszcze wczoraj uciekała przed wrogami, a dziś dowodzi armią. Ten typ przemiany, po przeczytaniu jednego manuskryptu, trochę jednak do mnie nie przemawia, a wręcz momentami nawet „trąci mi myszką”.
Schenk, jak zawsze, kręci się gdzieś w tle, ale tym razem nawet da się go polubić. Erquicia z kolei przeżywa rozterki jak bohater telenoweli, ale przynajmniej dodaje historii trochę dramatyzmu. A magia? Magia wciąż mnie kupuje i to chyba ona sprawia, że wciąż pcham ten wózek dalej. ;)
Podsumowując – Burzycielkę twierdz czytało mi się dobrze, bo szybka akcja nie pozwalała na nudę. Ale po trzech tomach, w których ciągle czegoś mi brakowało, mam nadzieję, że finał serii wreszcie czymś mnie zaskoczy!
Czuję się po tej lekturze jakbym mogła rzucić wyzwanie na temat zdobywania twierdz w XVII wieku mojemu wujkowi historykowi. A jak zapyta o szczegóły to powiem, że można wymierzyć zaklęcia w spiżowe bramy, by się wedrzeć do miasta i będę się upierać, że to prawda.
A tak na serio bawiłam się bardzo dobrze. Jak i poprzednim razem byłam w stanie uwierzyć, że wszytko to zdarzyło się naprawdę. Uwielbiam pyskówki róznorakich, epizodycznie występujących chłopów, drukarzy, żołnierzy, czy wielmożnych, którzy przewijają się na kartach powieści.
To co odróżnia ten tom od poprzednich to ujęcie magii. Wcześniej była to nauka, precyzjologia, coś czego można byłoby sje nauczyć przy odpowiednich staraniach i talentcie. Teraz mamy do czynienia z aspektem bardziej tajemniczym, pochłaniającym, niebezpiecznym, czymś czego znający wszystkie odpowiedzi Dominik już nie wytłumaczy.
Katarzyna z panny w opałach zmieniła się kreatorkę zdarzeń i broń totalna. Wszytko jej sienudawalo, ale zapracowała na to nauka w II tomie. Lepiej jej nie drażnić, kiedy ma okres. No i ciągle chce więcej, jest głodna.
Nie mam pojęcia jak się to skończy, więc tym bardziej czekam na kolejną części. Oby von Barbie się jeszcze pojawiła.
Czy Waszym zdaniem fantastyka musi opierać się na alternatywnych światach lub tych nam współczesnych?
Co raz częściej zastanawiam się nad tym wracający myślami do genialnej serii „Psy Pana” i dochodzę do wniosku, że historia nowożytnej Europy, ale nie tylko, to kopalnia dla tego typu opowieści! Tym razem mogłam zatracić się w kontynuacji przygód Katarzyny, Erqucia i Schenka opisanych na kartach „Burzycielki twierdz” i co to była za przygoda! Udajemy się bowiem w świat, aby podbijać, palić i plądrować, niekoniecznie w tej kolejności, a dodatkowo odkrywać kolejne talenty eteromantów i tajniki systemu magicznego, który stworzył autor. Nie spodziewałam się, że wciągnę się w opowieść tak bardzo. Bohaterowie, którym mimo umiejętności i tych wyćwiczonych i wrodzonych blisko do tak znajomych nam ludzi, prowadzą nas przez świat, który znamy, a który jednocześnie odkrywamy. Krew, pot, łzy i mięsne kawałki. Rozdzielające się i krzyżujące ścieżki, które pozwalają jeszcze lepiej poznać postaci, które polubiliśmy w poprzednich książkach, a co najważniejsze intryga, która jest prowadzona wielotorowo, a co za tym idzie nie ma w niej miejsca na nudę. Nie ukrywam, że byłam zaskoczona, jak bardzo brakowało mi tej serii, a co najważniejsze bohaterów i ich sposobów na radzenie sobie z problemami. Tego jak dorośli, zmienili się pod wpływem tego, czego doświadczyli, a przez to rozwinęli się w kierunkach, których się nie spodziewałam. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji ich poznać, koniecznie sprawdźcie, co przygotował dla Was Marcin w tej odsłonie ich przygód, bo nie zawiedziecie się, a jeśli już macie ten etap ich przygody za sobą podzielcie się wrażeniami z lektury! To seria, którą polecam całym serduchem, a jej trzeci tom definitywnie stał się moim ulubionym!
Jak tam u Was z historią? 🤣 Lubicie czy jest dla Was nudna?
Sięgając po trzeci tom „Psów Pana”,byłam bardzo podekscytowana powrotem do świata pełnego intryg, politycznych zawiłości i magicznych motywów. To historia, która łączy XVII-wieczną Europę z elementami chaosu i magii, tworząc mieszankę nie do przebicia! Zwłaszcza, że w tej części poznajemy jeszcze głębiej naszych głównych bohaterów: Katarzynę, Schenka i Erquicia.
Cała książka pełna jest bitew, sojuszy i zdrad. Autor świetnie wplata fantastyczne wątki w tło historyczne. Jest dość spory natłok tego tła i może być to przytłaczające jeśli ktoś w ogóle się historią nie interesuje. Mi było czasem tego trochę za dużo. Jednak wszystkie bitwy i manewry wojenne naprawdę trzymają w napięciu. Świetnie jest to napisane.
Dla mnie osobiście to Schenk skradł show w tym tomie. Facet utknął w niemożliwej sytuacji i obserwowanie jego prób wyjścia z niej to było coś 🤣
Cała książka jest pełna akcji, ale jednocześnie pozwala na chwilę refleksji nad tym, jak bohaterowie radzą sobie z przeciwnościami losu. Pozostało mi tylko czekać na ostatni tom 🩷
Jeśli jeszcze nie znacie tej serii – koniecznie musicie ją poznać! Gorąco polecam każdemu fanowi fantastyki historycznej!
"Burzycielka twierdz" to trzeci tom serii "Psy Pana" 📚
Cała tetralogia "Psy Pana" to: 🗡️ XVII-wieczna Rzesza Niemiecka i Europa (od roku 1633) 🗡️ wojna, geopolityka & intrygi 🗡️ alternatywna wersja historii (wiele postaci i wydarzeń jest prawdziwych!) 🗡️ religia, inkwizycja & magia 🗡️ wielka przygoda z kilku perspektyw 🗡️ zróżnicowani i realistyczni bohaterowie "z krwi i kości" 🗡️ młoda i pełna sprytu grafianka Katarzyna 🗡️ dużo akcji i wiele wątków
W tym tomie grafianka Katarzyna zyskuje... niecodziennie i wyjątkowo niebezpieczne możliwości, które zaważą o przyszłości ⚡️
Tak jak w drugim tomie, czyli "Księstwie Różanego Krzyża", było mniej akcji, tak tutaj Marcin Świątkowski zdecydowanie nadrabia - jest niesamowita kampania wojenna, bitewny stres, przyjaciele, sojusznicy i zachłanni wrogowie oraz dalsze polityczne rozgrywki.
Do czego doprowadzi zapał, upór, duma i determinacja? Przeczytaj i sprawdź!🧐
Dalsze losy Katarzyny i jej towarzyszy opisane jak zwykle z rozmachem. Bardzo ciekawa i przyjemna lektura, z niecierpliwością czekam na ostatnią część tej tetralogii.
Jest to najlepszy jak do tej pory tom, wprowadzający jednak masę nowych problemów. Miło, że autor ograniczył wszechobecny historyczny info dump i powściągnął wodze co do opisywania nam losów każdej możliwej historycznej postaci. Mam jednak wrażenie, że ten problem niejako sam się załatał przez to, że powoli coraz bardziej jest to fantasy, a coraz mniej mamy tu do czynienia z prawdziwymi bitwami i wydarzeniami.
Problem w tym, że to wcale nie jest lepiej. O ile pamiętam w poprzednich tomach wątki magiczne wypadały dość blado, bo ani magia w tej serii nie jest dobrze zarysowana, ani nie ma żadnych zasad. Ot co autor chce, żeby bohaterka zrobiła, to robi. W tym tomie jest to między innymi drukowanie z powietrza masowo pieniędzy (nie wiem jakim cudem nie zachwiało to jakiegoś balansu, jeśli nagle szlachcianka z byle gdzie zaczęła masowo płacić żołnierzom bajońskie sumy za bycie teraz na jej us��ugach), otwieranie bram zamków jak jakieś kinder niespodzianki, czy strącanie losowych potężnych magów, mimo że wcześniej byli znacznie silniejsi od niej. Coś tu się zasadniczo zadziało złego z balansem, główna bohaterka nam dość z czapy urosła na skali świata. Zasadniczo nie byłby to dla mnie żaden problem, gdyby było to ciekawie rozpisane lub miało jakieś reguły. Niestety nie ma tu ani jednego, ani drugiego.
Tytułowe burzenia twierdz jest tu koncertowo spartolone, w ostateczności dostajemy dość smutny obraz pod tytułem *idziemy od twierdzy do twierdzy i rzucamy losowym czarem* a potem wiwaty i świętowanie sukcesu. Główna bohaterka zdaje się równie niezainteresowana swoimi dokonaniami co sam czytelnik.
I tu też leży zasadniczy problem tego tomu, główna bohaterka ani do końca nie wie czego właściwie chce, ani po co to robi a na dodatek włada magią, która poza zmęczeniem określonym siłą przez autora, nic jej właściwie nie kosztuje. Dla porównania nie mamy też za bardzo innych postaci magicznych, więc to ona stanowi jakiś tam wyznacznik o magii w tym świecie. Przydałoby się więcej konsekwencji jej czynów i jakiegoś konkretnego celu, bo bieganie i podbijanie nic nieznaczących twierdz przez cały tom było na tyle nudne, że miejscami chciałem powrotu do historycznego info dumpu.
" [...] Martwienie się na zapas to najważniejszy element każdej dobrej strategii. [...]"
To było moje trzecie spotkanie z bohaterami cyklu "Psy Pana" autorstwa Marcina Świątkowskiego. Trzecia książka nosi tytuł "Burzycielka twierdz". Jeżeli czytaliście poprzednie dwie części, to wiecie, że jest to genialna seria fantasy, która na szczęście jeszcze się nie kończy. Fabuła jest tak bardzo wciągająca, że żałuję, że tak szybko się skończyła. Szczerze mówiąc, już się nie mogę doczekać kolejnych przygód Katarzyny i innych postaci. Mam cichą nadzieję, że Marcin Świątkowski nie każe nam długo na nią czekać. Od razu mówię, że całą serię "Psów Pana" chętnie zobaczyłabym na małym lub dużym ekranie. Od jakiegoś czasu uwielbiam czytać książki z gatunku fantasy i Sci-fi, dlatego tak bardzo przypadła mi do gustu ta historia. Autor idealnie zbudował świat pełen magi, konfliktów i wojennych bitew. Czytając tę książkę, czułam się, jakbym się w niej znalazła. A to wszystko przez to, że Marcin Świątkowski wszystko bardzo realnie opisał.
Nie wiem jak wy, ale ja sądzę, że trzecia część jest najlepsza. Widać w niej perfekcyjne dopracowanie. Trzeci tom przenosi nas do XVII wieku. W tym wieku rządziła polityka i religia — a dodatkowo u naszych bohaterów pojawia się magia. Jak tym razem poradzi sobie nasza główna bohaterka Katarzyna von Besserer zu Thalfingen? Czy będzie władała potężną armią? Oczywiście po odpowiedzi odsyłam was do tej powieści. Emocje i dobra zabawa, gwarantowane. Katarzyna ma cięty język i nie radzę jej podskakiwać. Jest twarda i stanowcza. Jej riposty powalały mnie na kolana. I za to ją lubię. Oczywiście spotkacie tutaj również inne postacie, które wyskoczą wam z książki podczas czytania. Czy jesteście na to gotowi? Na waszą uwagę zasługuje również świetna okładka, która przyciąga wzrok. Idealnie prezentuje się na półce. Warto ją mieć w swojej kolekcji.
Nie wiem dlaczego, ale myślałam że to będzie trzytomówka. Więc jestem nieco zawiedziona, że nie dostałam zakończenia tej historii. Ale poziom jest podobny do dwóch poprzednich, może nieco nużące były opisy dość chaotycznego zdobywania zamków. No za taką fuszerkę nie nadałabym bohaterce szumnego tytułu „burzycielki twierdz”.