Do czego może być zdolna kochająca kobieta? Młoda, utalentowana warszawska aktorka podjęła heroiczną decyzję, by uwolnić od bólu umierającego narzeczonego. Miłość do niego przysłoniła grożące jej konsekwencje – wieloletnie więzienie, a nawet wyrok śmierci.
Stanisława Umińska zagrała kilkanaście ról w Teatrze Polskim, widownia ją uwielbiała, krytycy chwalili, a ona sama kochała swój zawód. W jej życiu pojawił się Jan Żyznowski – pisarz, dziennikarz i malarz. Starszy od niej o dwanaście lat odwzajemnił uczucie dziewczyny, jednocześnie zawładnął jej duszą i ciałem. Piękna, dobrana para – mówiono o nich w Warszawie. Niestety, mężczyzna zachorował, a operacja nowotworu w warszawskim szpitalu się nie powiodła…
Najnowsza książka Marty Sztokfisz to pasjonująca opowieść biograficzna o Stanisławie Umińskiej, o jej odwadze i poświęceniu. Czynem, którego aktorka dopuściła się w imię miłości, oraz jego następstwami żyła cała Polska i Francja w połowie lat dwudziestych XX wieku. Ze współczuciem pisali o niej m.in. Kornel Makuszyński, Anna Iwaszkiewicz, hrabia Jan Zamoyski. Powracano do tej tragedii wiele razy. Sprawa Umińskiej stała się tematem dysertacji naukowych, a podczas jej procesu płakały nie tylko kobiety. Mężczyźni siedzący w ławach przysięgłych ukradkiem ocierali łzy.
Choć trudno w to uwierzyć, ta dramatyczna historia jest prawdziwa!
Coś w sobie ma ta książka (ale nie należy do lektur łatwych, lekkich i przyjemnych). Sposób w jaki autorka pisze o bohaterce. Tak czule, spokojne, bez osądzania. Choć objętościowo niewielka, dla mnie ładunek emocjonalny posiada ogromny. Historia Stasi Umińskiej to przykład, że życie pisze najbardziej niesamowite scenariusze.
Opowieść o tragedii i jej bohaterce. W lipcu 1924 r, Stanisława Umińska, młoda aktorka zdobywająca ogromną popularność na warszawskich scenach teatralnych, zabija swojego ukochanego, który doświadcza ogromnych męczarni w paryskim szpitalu. Proces odbył się w lutym 1925 roku, wyrok - niewinna. Przez następne 52 lata Stanisława Umińska będzie się zmagać ze wspomnieniami i z poczuciem winy. Większość tego czasu spędzi na opiece nad osobami na społecznym marginesie - prostytutki, osoby chore, niedorozwinięte dzieci. Czy to pokuta, czy sposób na zapomnienie winy? Nie wiem co skłoniło autorkę do podjęcia tego tematu. Była to ryzykowna decyzja - z jednej strony - temat poważny i aktualny - wszak wciąż żywe są dyskusje na temat eutanazji. Z drugiej strony - ryzyko zachłyśnięcia się sensacyjną stroną wydarzenie, skandalem. Według mnie autorka dobrze dała sobie radę - książka skłoniła mnie do prywatnych rozważań. Bo też moja relacja z bohaterką książki ma również prywatny wymiar...
Stanisława Umińska - siostra mojej matki - dla mnie to była zawsze Ciocia Stasia. Odwiedzała nas wielokrotnie a ja cztery razy spędziłem wakacje w prowadzonych przez Nią ośrodkach. Niestety, czytając książkę z tej pozycji, jestem bardziej czuły na błędy, które często są po prostu niechlujstwem. Mam przede wszystkim na myśli wielokrotne błędy w imionach i nazwiskach krewnych bohaterki - Maciej zmienia się w Michała, Władek w Włodzimierza, Kazimierz w Mieczysława. Brakowało mi również indeksu osób wspomnianych w książce - autorów cytowanych recenzji - "Miłobędzka tak ją wspomina...". Uzdrowiciel Clive Harris zmienił nazwisko na Charris. Ktoś działa w tajemniczej organizacji Charitas.
Jednak główny wymiar to opowieść o życiu Cioci Stasi i książka pomogła wrócić mi do wielu wspomnień - szczególnie tego ostatniego - pogrzebu. Po mszy żałobnej dołączyłem do grona zakonnic, które wynosiły trumnę z kościoła. Od razu poczułem się bardzo niewyraźnie, byłem wyższy od zakonnic i musiałem mocno się schylić, nie byłem pewien czy wytrzymam wystarczająco długo w tej pozycji. Niepotrzebne obawy - niech pan da sobie spokój - powiedziała któraś z zakonnic - dla nas to chleb powszedni. Splotły razem ramiona i płynnie przeniosły trumnę na furmankę. Zdałem sobie sprawę, że to one stanowiły Jej rodzinę przez większość Jej życia.