Pragniesz wejść do świata ludowych wierzeń? Pośród leśnych duktów straszą ślepia, a samotna przechadzka po polach i mokradłach może być ostatnią… Wszak pradawne bóstwa nie zawsze skore są nieść pomoc ludziom.
Takim oto wyzwaniom na co dzień próbuje sprostać Snowid kroczący po cienkiej granicy między tym co ludzkie, a co duchowe. Swój los zawdzięcza matce Nawoi, której śladem wciąż podąża. Na jego szczęście tak w doli, jak i niedoli towarzyszą mu nieustannie wierni przyjaciele – Żgajka, Pężyrka, Radociech i Mojmira.
Jak wiele w życiu Snowida zmienią kwietniowe i czerwcowe święta? Przed kim tak naprawdę ucieka Nawoja i czy wyzwoli się od lęków dręczących ją od połogu?
„Kwiat Peruna” napisany jest w formie opowiadań, spajających się z gracją z główną osią fabularną. Łączy w sobie slavic fantasy z poezją (ale jest to ułamek całości) w stylu Leśmianowsko-Mickiewiczowskim.
I pozwolę sobie już na wstępie napisać, że to jedna z najlepiej napisanych książek, jakie przeczytałem w ostatnich latach. Pierwsze co rzuca się w oczy to stylistyka wprawionego pisarza (rzadko, który debiutant może pochwalić się takim warsztatem). Widać w tym kunszt i pasję od pierwszych stron. Opowieści napisane są w dobrym, przemyślanym tempie: akcja stopniowo narasta, a jakbym miał pokusić się o zobrazowanie tego, abyście poczuli to, spróbujcie wyobrazić sobie, że leżycie na łonie natury, ciepły wiaterek gładzi Wasze lico, ptaszki śpiewają, z czasem niebo przykrywają płaczące chmury, a po kolejnych paru chwilach, gdy już nadeszła burza musicie uciekać, bo jakiś latawiec czy inne licho zaczyna Was gonić. Wracacie do bezpiecznego domu, a gdy się na zewnątrz rozjaśnia, powtarzacie czynności, bo nie sposób odmówić takiej słonecznej pogodzie.
Nigdy nie byłem wylewny, jeśli chodzi o dzielenie się fabułą, bo wolę, aby tę chłonął czytelnik, dlatego nakreślę podstawowe informacje: bohaterem jest Snowid, syn rusałki i człowieka, który jako światowid (potrafi kroczyć po granicy światów) wędruje u boku m.in. tajemniczej Pężyrki i wiernej klaczy, Żgajki, pomagając napotkanym ludziom w wielu kwestiach (zdejmowanie klątw, likwidowanie zagrożeń w postaci bestii, czy demonów i wiele innych, nawet zdałoby się zwyczajnych problemów). Główną osią łączącą wszystkie przygody Snowida jest próba odnalezienia matki, Nawoi, która aby go chronić oddała go w ręce Wiły. I kto wie co go czeka na końcu drogi? Może pozna również swoje przeznaczenie, które utkały dla niego Rodzanice, gdy był dzieciątkiem?
Z nieco innej beczki, pozwolę sobie zauważyć, że niektórzy bookstagramerzy próbują zareklamować/wypromować (tak myślę) tytuł porównaniem Snowida do Geralta i niby super, chwytliwe i w ogóle, nawet rozumiem, ale to pójście na skróty, prosta zagrywka, która ujmuje autorowi - stawia jego Snowida w miejsce taniej podróbki, czy kalki. Krzywdzące już na wstępie, nie uważacie? Zwłaszcza, że Snowid to ZUPEŁNIE inna persona i nic z wiedźminem go nie łączy, prócz tego, iż obie postacie są świetnie napisane i zmagają się z różnorakimi potworami (ale to chyba problem, z którym zmierzyć się muszą bohaterowie wielu wykreowanych światów fantasy, co nie?). Snowid to postać zdecydowanie inaczej radząca sobie z przeciwnościami losu, ma inne nastawienie i motywację, nie wspominając o osobowości. Jego metody zwalczania potworów również są odmienne - bliżej mu do bycia męskim odpowiednikiem wiedźmy (guślarz-zaklinacz, niekiedy uznałbym go za kogoś w rodzaju egzorcysty) niż do wprawnego wojownika.
Reasumując, opis książki „Oto opowieść, w której drzemie słowiański duch.” nie jest ani kłamstwem, ani tanim chwytem reklamowym, tutaj słowiańskość wylewa się z każdej kartki (i wcale nie czuje się natłoku informacji, wręcz przeciwnie). I jeśli chociażby szukacie tylko tego to wiecie już co dodać do swojej kolekcji. „Kwiat Peruna” to olbrzymia książka i nie chodzi mi o ilość stron, a włożony w nią ogrom pracy (research jest na mistrzowskim poziomie) i serca. To niezwykła podróż dla czytelnika pod wieloma względami, jest tu wszystko co być powinno: ciekawe historie, postacie z krwi i kości, tajemniczy świat, bogaty bestiariusz, różnorodność gatunkowa, baśniowy i mroczny klimat, w wielu miejscach stylizowana mowa (dzięki której czuć lekkość podczas czytania i mimowolnie pojawia się uśmiech na twarzy) przez co świat przedstawiony jest niemalże namacalny. A przede wszystkim czuje się ogromny niedosyt, bo chciałoby się więcej!
Bardzo udany debiut, żeby nie powiedzieć wybitny. Warto dać szansę tej słowiańskiej baśni. I następnym książkom (bo mam nadzieję, że to nie koniec, a dopiero początek) tego autora.
Nadmienię jeszcze fakt, że z fantastyką byłem na wojennej ścieżce od wielu lat. Tak jak pokochałem poczynania Pottera jako młokos, tak po sięgnięciu kolejnej i kolejnej książki moja miłość do tego gatunku stopniowo malała, aż do takiego stopnia, że byłem pewny, iż umarła. Być może było to spowodowane złym wyborem książek, gdzieniegdzie było światełko tunelu, ale to przy „Kwiecie Peruna” motyl, czy dwa odżyły w moim brzuchu. Więc, jeżeli ktoś miał podobnie to książka Roberta Sochy może być takim remedium albo po prostu świetnym wprowadzeniem, jeżeli fantastyka jest Wam obca.
PS. Przeczytałem ją w 2 dni, a nie zdarza mi się to często (prawie w ogóle). Chłonąłem strony niczym gąbka. To chyba też o czymś świadczy. Książka bliska ideałowi.
Wchodząc po raz kolejny w „Słowiańskie światy”, czytelnik zanurza się w mitologiczną gęstwinę, gdzie granica między jawą a snem jest równie mglista, co poranne mgły nad świętym gajem. „Kwiat Peruna” to kolejna odsłona tej fascynującej serii, która – mimo pewnych potknięć – wciąż potrafi oczarować słowiańską duszą. Czy w czasach, gdy mitologia słowiańska stała się niemal modą, można jeszcze powiedzieć coś świeżego? Socha podejmuje to wyzwanie i choć nie każda nuta gra idealnie, jego pieśń wciąż zasługuje na wysłuchanie. Autor bawi się językiem z niemałą wprawą. Styl zmienia się niczym maska wodnika – raz dostosowuje się do gwary wioskowej, innym razem wraca do bardziej literackiej, narracyjnej nuty. To zabieg ciekawy, momentami nawet fascynujący – zwłaszcza dla ucha wyczulonego na językowe niuanse. Niemniej jednak, zbyt częste przełączanie między stylami może nużyć, zwłaszcza gdy czytelnik musi odnaleźć się w nowej mowie niemal co kilka stron. Być może mniej byłoby więcej? Główny bohater, Snowid – syn rusałki i światowid, kroczący między światem żywych a duchowym – wyrusza w podróż w poszukiwaniu matki, która zniknęła po jego postrzyżynach. Mamy tu klasyczny motyw wędrówki, lecz droga ta nie zawsze prowadzi do celu. Czasem zdaje się kręcić w miejscu, skąpana w przygodach, które – choć barwne – niekoniecznie posuwają opowieść do przodu. Brakuje wyraźniejszych kroków, konkretnych działań Snowida – jakby jego poszukiwanie było bardziej błądzeniem niż misją. Podwójna linia czasowa to jeden z ciekawszych zabiegów narracyjnych w „Kwiecie Peruna”. Teraźniejszość splata się tu z przeszłością, która nawiedza Snowida w formie sennych wizji. Te retrospekcje nie tylko wzbogacają psychologiczną głębię postaci, ale też powoli odsłaniają historię, która z pozoru została zapomniana. Dzięki temu konstrukcja fabularna zyskuje wielowarstwowość i wciąga czytelnika w grę czasu i pamięci. Słowiańskość, z kolei, wylewa się z każdej strony tej książki jak miód z rogu obfitości. Autor nie szczędzi nam demonów, czartów, bóstw i pradawnych wierzeń – świat przedstawiony tętni mitycznym życiem. Przyśpiewki otwierające każdy rozdział oraz wplecione w tekst pieśni tworzą atmosferę niemal rytualną, przenosząc czytelnika do epoki, w której każde słowo miało moc zaklęcia. W tym aspekcie Robert Socha zasługuje na wielkie brawa – stworzył świat tak gęsty od mitologii, że niemal czuć zapach ziół palonych w ofierze. Snowid, choć interesujący z założenia, chwilami gubi się we własnym przeznaczeniu. Nie do końca wiadomo, czego szuka – oprócz matki – i czy sam jest gotów znaleźć odpowiedzi. Pozostali bohaterowie są dobrze rozpisani, choć miejscami zdają się zlewać w jedno. Świetnym pomysłem była personifikacja doli jako dziewczynki – to poetycki i pełen znaczenia symbol. Mojmira, czarownica i przyjaciółka Snowida, błyszczy na tle innych – silna, niezależna, lojalna – zdecydowanie należy do grona postaci, które się pamięta. Choć „Kwiat Peruna” nie jest opowieścią doskonałą – zdarzają się dłużyzny, niektóre wątki są zaledwie zarysowane – to wciąż książka, którą warto przeczytać. Dla miłośników mitologii słowiańskiej to prawdziwa uczta: plastyczne opisy, bogactwo demonologii, moc pradawnych wierzeń. To także opowieść o poszukiwaniu, o pytaniach bez odpowiedzi i o podróży, która być może sama w sobie jest celem. Jeśli macie ochotę na chwilę uciec od współczesności i zanurzyć się w świecie, gdzie dąb szepcze pradawne modlitwy – „Kwiat Peruna” czeka na was. A ja – jak zawsze – czekam na więcej.
"Kwiat Peruna" to moje drugie podejście do serii Słowiańskie Światy i tym razem było ono naprawdę udane. Już od pierwszych stron uderzył mnie oraz zachwycił klimat, jaki udało się tu zbudować autorowi, zarówno poprzez opisy jak i sam styl jakim jest napisana ta powieść. Słowiańskość dosłownie wylewa się spomiędzy stron tej książki i chyba na ten moment zostanie ona moją ulubioną, jeśli chodzi o słowiańskie klimaty!
Poznajemy tu Snowida, syna rusałki, który przemierza świat, by odnaleźć swą matkę, po drodze rozprawiając się z różnymi słowiańskimi czartami, często za opłatą. Towarzyszy mu wierna klacz, tajemnicza dola, a czasem czarownica czy bard... brzmi to dość znajomo? Cóż, inspiracja Wiedźminem jest tu tak oczywista, że czasem było to frustrujące. Jednakże odkładając to na bok, otrzymujemy naprawdę dobrą książkę.
Styl autora jest dość wymagający, ale z tego samego powodu jest tak angażujący i działający na wyobraźnię, choć jest tu pewien wyjątek - dialogi stylizowane na wiejskie. Te czytało mi się bardzo opornie, a że było ich sporo, to po pewnym czasie budziły moją irytację. Wolałabym, by było ich mniej lub by były zbliżone do stylu samej narracji, która jest o wiele bardziej przystępna.
Podsumowując, nie jest to książka pozbawiona wad, gdyż powiązania z wiedźminem czy rozmowy kmiotków bywały wytrącające z rytmu, ale finalnie jest to solidny i na wskroś słowiański tytuł. Jeśli szukacie czegoś nieco bardziej ambitnego, dobrej przygody, z mistrzowsko zbudowanym klimatem oraz niesamowicie słowiańskiej, pełnej odniesień do naszej kultury, to "Kwiat Peruna" może się okazać strzałem w dziesiątkę! Autor wykonał kawał dobrej roboty przybliżając czytelnikom słowiański świat, dawne zwyczaje i wierzenia, a także naszą rodzimą kulturę, okraszając ją dawką fantastyki. Sama historia jest angażująca, mimo że składa się z różnych opowiadań, to finalnie schodzą się one wspólnie do jednego celu. Zakończenie jednak nie jest satysfakcjonujące, po jednotomówce spodziewałam się, że będzie bardziej jasne, a taka końcówka aż się prosi o kontynuację, czułam się, jakby akcja po prostu się urwała.
Największym atutem książki jest jej słowiański duch i niesamowity klimat, który porwał mnie bez reszty, czułam go całą sobą. Oprócz tego bardzo podobała mi się kreacja czarownic, wiedźm i szeptuch z tej opowieści. Wystąpiła nawet Baba Jaga! Ponad to wspomnieni zostali różni słowiańscy bogowie, a wraz ze Snowidem czytelnicy zwiedzają kawał świata. Dostajemy tu historie z miasta, lasu, moczarów i pól, a także z morza czy gór, jest to szeroki przekrój, pozwalający doświadczyć różnych lokacji, z różnym klimatem, ale utrzymanych w podobnym tonie. Już dawno miałam tak, bym stale wracała myślami do jakiejś książki czy jej klimatu ilekroć ją odłożę, a z tą właśnie tak miałam, dlatego tak pozytywnie zapisze się w mojej pamięci.
Snowid to utalentowany chłopak, syn rusałki i człowieka, jest jedyny w swoim rodzaju przez zdolności którymi został obdarzony. Dar jaki posiada pozwala mu kontaktować się ze światem duchów i bóstw. Jednym z głównych celów mężczyzny jest odnalezienie matki, która przed laty zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Niewiele myśląc postanawia wyruszyć w podróż, w której towarzyszyć będą mu Żgajka, Pężyrka, Radociech i Mojmira. Razem będą musieli stawić czoła niebezpieczeństwom które na nich czyhają. Nadprzyrodzone moce będą im stąpać po piętach, pomagając napotkanym po drodze ludziom, spotkają potwory, demony, bóstwa i duchy lasu. W trakcie wędrówki chłopak dojrzewa, ale czy uda mu się odnaleźć matkę??
Tak wiem znowu to rozrobiłam, bardzo ciągnie mnie do książek tego typu i nic na to nie poradzę, mity słowiańskie ciekawią mnie coraz bardziej i to oczywiste że teraz będę sięgać po nie coraz częściej. Tego typu opowieści pochłania się jak pelikan, a jak są przyjemnie i lekko napisane to tym bardziej. Baśniowy klimat będzie utrzymywał się przez całą książkę, powodując że wyprawy bohatera będą odbierane w ciekawy i interesujący sposób, zachęcając czytelnika do przeczytania historii jednym tchem. Podobał mi się wykreowany przez autora motyw przyjaźni, barwne i dobrze wyraziste postacie, ale także wątek natury i harmonii z przyrodą. Przyroda tutaj nie jest tylko tłem, to siłą która komunikuje się w pewien sposób z bohaterami, wspiera albo ostrzega przed niebezpieczeństwem. Ten motyw zdecydowanie podkreśla potrzebę spójności z naturą. Głównym motywem jest oczywiście mitologia i duchowość słowiańska, to ona spowodowała że zapragnęłam czytać książkę do samego końca, a tytułowy „Kwiat Peruna” był symbolem boskiej mocy, ochrony i wewnętrznej siły, był on świętym symbolem który dodał książce głębi. Zwróciłam uwagę też na to w jaki sposób autor ożywił dawną duchowość, prezentując je nie jako odległy mit, a jako żywy organizm, który oddycha w rytm bijącego serca czytelnika. Podsumowując to książka bogata w symbolikę, to poetycka, nastrojowa opowieść która łączy ze sobą wątki mitologiczne, duchowe i osobiste. Historia zwarzywszy na to że napisana jest z ogromną starannością spowoduje że świetnie spędzicie z nią czas, nie nudząc się.
Książka zachwyca już od pierwszych stron — autor w mistrzowski sposób operuje słowem, tworząc opowieść, która wciąga niczym zaklęcie. Styl pisania jest nie tylko barwny i sugestywny, ale także pełen literackiego kunsztu, który sprawia, że każda scena ożywa w wyobraźni czytelnika.
Na szczególne uznanie zasługuje baśniowa otoczka historii — subtelne nawiązania do znanych motywów z bajek i legend zostały wplecione z ogromnym wyczuciem, nadając całości wyjątkowy klimat. Snowid, główny bohater, to postać niezwykle intrygująca, jest bowiem światowidem, który jako syn rusałki i człowieka (ale czy na pewno?) rozumie demony, potwory i inne zmory niekiedy lepiej niż ludzi. Dzięki temu zamiast polegać wyłącznie na brutalnej sile, często posługuje się sprytem, wiedzą i opanowaniem, co czyni go jeszcze ciekawszym i bardziej niejednoznacznym protagonistą.
Świat przedstawiony w książce to kolejny mocny punkt — bogaty, spójny i pełen detali, które nadają mu wiarygodności. Każda wieś, las czy... dom wiedźmy mają swój własny charakter, a różnorodność stworzeń zamieszkujących ten świat naprawdę imponuje. Bestiariusz jest fascynujący i świadczy nie tylko o ogromnej wyobraźni autora, ale i świetnym przygotowaniu źródłowym. Widać, że inspiracje czerpane były z różnych tradycji, mitologii i podań, co czyni opowieść bogatszą i bardziej wielowymiarową. Ten literacki fundament przekłada się na autentyczność świata i sprawia, że lektura daje nie tylko przyjemność, ale i poczucie obcowania z czymś głęboko zakorzenionym w kulturze (a tych tutaj mamy wiele).
Po tak udanym spotkaniu z pierwszym tomem nie pozostaje nic innego, jak z niecierpliwością wyczekiwać kolejnego. Jeśli następna część utrzyma ten poziom, zapowiada się naprawdę wyjątkowa seria, a wierzę, że to nie koniec przygód Snowida i jego towarzyszy (a i w tym przypadku muszę nadmienić, że są to postacie barwne i intrygujące, a niekiedy pociągająco tajemnicze: ot np. Pężyrka).
Nie czytałem jeszcze wszystkich książek z cyklu „Słowiańskie światy”, ale jak na razie ta jest zdecydowanie najlepsza. Co ciekawe, miała być ostatnią, po którą sięgnę, a tymczasem muszę dać szansę pozostałym — jeśli są choćby w połowie tak dobre jak ta, czeka mnie naprawdę wyjątkowa lektura.
Snowid, niezwykły syn rusałki. Kroczy między światem ludzi a demonów. Jego matkę od połogu dręczy niepokój, postanawia go oddać na wychowanie, a sama postanawia się ukryć przed ciemnymi mocami.
„Kwiat Peruna” przenosi nas do świata pełnego słowiańskości, wierzeń ludowych i obyczajów. Wraz z głównym bohaterem Snowidem, przemierzamy świat, od gór po morze, przez różne lasy i pola. Podążając za swoją matką, która go z niewyjaśnionych przyczyn opuściła, napotyka na różne przeciwności. Gdzie się pojawi stara pomóc okolicznej ludności, w pokonaniu klątwy bądź jakiegoś demona. W powieści występuje ogromny wachlarz stworzeń oraz bóstw, jak i ogrom wiedzy z ziołolecznictwa. To fascynujący świat, ale i też pełen niebezpieczeństw. W podróży towarzyszy mu Żgajka i Pężyrka, a czasem dołączają do niego przyjaciele Radociech i Mojmira. Mamy dwie linie czasowe. W czasie przeszłym cofamy się do historii Nawoi. W czasie teraźniejszym towarzyszymy Snowidowi w jego podróży, ale czasem też mamy co aktualnie dzieje się u jego matki. Styl autora jest niezwykle obrazowy i poetycki, przez to lektura wymaga od czytelnika uwagi i skupienia. Język jakim posługuje się ludność jest stylizowany na tamte czasy, dodatkowo mamy różne pieśni i teksty, co tworzy niezwykły klimat tej powieści, iście baśniowy. Mimo iż akcja nie jest aż nadto dynamiczna to ja czułam cały czas zainteresowanie losami bohatera, dodatkowo czuć nutę tajemnicy co dzieje się z jego matką, czy w końcu się spotkają i jakie sekrety wyjdą na jaw w związku z jego pochodzeniem. Czuć trochę podobieństwo do Wiedźmina, główny bohater jako odmieniec szuka swojego miejsca w świecie, a przy tym pomaga słabszy, jednak ma zupełnie inne usposobienie i motywacje. Zakończenie daje nadzieję na kontynuację, liczę, że nie będzie trzeba długo czekać 😁
Powieść idealna dla fanów słowiańskiego klimatu, pełna niebezpieczeństw i przygód, polecam 💚
Kwiat Peruna to zbiór opowiadań, który przywodził mi na myśl Wiedźmina z głównym questem: szukam matki. Snowid wędruje po świecie w poszukiwaniu odpowiedzi, a po drodze znajduje mnóstwo powodów, aby zrobić przystanki.
Ten zbiór to świetny wstęp do powieści w której autor skupi się na głównym wątku. Znamy bohaterów, świat został pokazany, pora na konkretną historię Panie Autor! Z przyjemnością sięgnę po kolejny tom i dowiem się czemu, kto i za ile.
Czy zachwycenie się szata graficzną tej serii jest jeszcze akceptowalne? 🫣
Dziś o książce „Kwiat Peruna” kilka zdań, bo to jedna z tych książek, które są wręcz zaproszeniem wprost do świata dawnych wierzeń, gdzie ślepia z krzaków potrafią naprawdę zajrzeć w duszę, a pradawne bóstwa nie zawsze mają dobre zamiary.
Snowid, syn rusałki, przemierza lasy, pola i mokradła, balansując między ludzkim a duchowym. Pomaga, walczy, czasem błądzi, zawsze jednak nosi w sobie tę iskrę słowiańskiego ducha, bo ani z niego człowiek, ani demon. Coś pomiędzy, ale nigdy całość. Jednak nie jest sam, ma przyjaciół. Mojmira, czyli czarownica o języku ostrym jak i bystrym, a także o tajemniczym spojrzeniu, w którym można się zagubić. Radociech, wędrowny śpiewak, którego pieśni łagodzą gniew bogów i ludzi, to taki bard, który snuje historie. Jednak to nie koniec ich kompani, są jeszcze Pężyrka i Żgajka, ale o nich poczytać musicie sami.
To książka nastrojowa, pełna klimatu, pieśni i stylizowanego języka, który potrafi zachwycić (choć bywa wymagający i mnie czasami pokonywał). Nie jest to dynamiczna opowieść rodem z hollywoodzkiej fabuły, ale raczej baśniowa podróż. Tajemnicza, z nutą grozy i melancholii. Gdzie realnie czuć słowiańskość, gdzie legendy są żywe, Czyta się to trochę jak słowiańską balladę, taka nieidealną, ale bardzo wyjątkową. 🌙
📖 Jeśli szukasz czegoś nieoczywistego, klimatycznego, co pachnie dymem z ogniska i szumem pradawnego boru warto dać „Kwiatu Peruna” szansę. Bo oprócz głównego wątku mamy też masę trudnych i drobnych historii, które sprawiają, że tę historię się po prostu pochłania.
I żeby was zachęcić mogę zdradzić, że ta książka jest podobna do Wiedźmina, bo widać, że autor czerpał trochę z historii, którą wymyślił Sapkowski. Widać tę dynamikę, skakanie po bohaterach i ciągłe wyzwania. Ja niestety nie lubię Wiedźmina, ale widzę, że może to się spodobać fanom. Dla mnie 3⭐️. Właśnie za ten język, był trochę zbyt przesadzony i zbyt przekombinowany.