What do you think?


Dziedzictwo stróża Nawii #1
Wezwanie Żmija
Przesycona słowiańską magią, pradawnymi wierzeniami i mrocznymi urokami pierwsza część cyklu Dziedzictwo stróża Nawii.
Wojmir, syn Żmija, widzi duchy i potrafi rozmawiać z demonami. Na co dzień odprowadza zbłąkane dusze nad brzeg Rzeki Zapomnienia spływającej pod same bramy Nawii.
Jest też częstym bywalcem zamtuzów, cmentarzy i karczm, między którymi wędruje w poszukiwaniu świętego spokoju i łatwych pieniędzy. Mając słabość do pięknych kobiet, znajduje się pod silnym wpływem uroku Żywii – strzygi z aspiracjami na szlachciankę – oraz wdzięku Stefy – lokalnej szeptuchy z urazem do czapników. To właśnie w ich towarzystwie musi pokonać trawiące średniowieczny Poznań plagi tajemniczych samobójstw i opętań, które niebezpiecznie często mają coś wspólnego z nim samym…
Wezwanie Żmija to niezwykła podróż do czasów, w których chrześcijaństwo i wierzenia słowiańskie funkcjonują obok siebie – jedno nie wyparło drugiego i muszą one ze sobą konkurować.
Wojmir, syn Żmija, widzi duchy i potrafi rozmawiać z demonami. Na co dzień odprowadza zbłąkane dusze nad brzeg Rzeki Zapomnienia spływającej pod same bramy Nawii.
Jest też częstym bywalcem zamtuzów, cmentarzy i karczm, między którymi wędruje w poszukiwaniu świętego spokoju i łatwych pieniędzy. Mając słabość do pięknych kobiet, znajduje się pod silnym wpływem uroku Żywii – strzygi z aspiracjami na szlachciankę – oraz wdzięku Stefy – lokalnej szeptuchy z urazem do czapników. To właśnie w ich towarzystwie musi pokonać trawiące średniowieczny Poznań plagi tajemniczych samobójstw i opętań, które niebezpiecznie często mają coś wspólnego z nim samym…
Wezwanie Żmija to niezwykła podróż do czasów, w których chrześcijaństwo i wierzenia słowiańskie funkcjonują obok siebie – jedno nie wyparło drugiego i muszą one ze sobą konkurować.
416 pages, Hardcover
First published March 25, 2025
About the author
Agnieszka Kulbat
12 books42 followersPiotrkowianka, pisarka i pasjonatka sportu, która mimo ukończenia Politechniki Warszawskiej postanowiła tworzyć powieści w gatunkach takich jak fantasy oraz thriller. Przez lata, z sukcesami na arenie europejskiej, trenowała Oyama Karate, przez co z przyjemnością w swoich książkach skupia się na scenach akcji, szczególną uwagę poświęcając walce wręcz. Urodzona w 1998 roku, ukończyła Państwową Szkołę Muzyczną pierwszego stopnia w klasie fletu poprzecznego, którego nie zawaha się użyć na każdym, kto źle obchodzi się ze swoimi książkami.
Ratings & Reviews
Friends & Following
Create a free account to discover what your friends think of this book!
Community Reviews
Displaying 1 - 27 of 27 reviews
June 22, 2025
Zacznijmy od tego, co działa. Jeśli lubicie słowiańskie klimaty, to tu znajdziecie ich całkiem sporo – duchy, demony, Nawia, strzygi i cała ta mitologiczna otoczka, która potrafi zaciekawić. Styl pisania też na plus – lekki, przystępny, dzięki czemu książkę czyta się szybko. Widać, że autorka naprawdę przyłożyła się do researchu, jeśli chodzi o Poznań. Sama mieszkam od kilku lat w tym mieście i to właśnie jego średniowieczne tło mnie przyciągnęło. Świetnie było poczytać o mieście z zupełnie innej perspektywy – tej mrocznej, historycznej, trochę magicznej. I trzeba przyznać, że ten klimat średniowiecza wyszedł autorce całkiem nieźle.
Ale…
Nie zaiskrzyło.
Poczucie humoru okazało się totalnie nie moje. Sprośności, pijaństwo i seksualizowanie wszystkiego, co się da. Jeśli ktoś lubi ten typ rubasznej, karczemnej narracji, może się tu odnaleźć. Dla mnie to była ściana. Nieprzyjemna, szorstka i niestety obecna praktycznie w każdym dialogu. Do tego dochodzą współczesne wstawki, które całkowicie wybijały mnie z rytmu, jak np. tekst „Gdzie się widzisz za 5 lat?” w trakcie rekrutacji… w średniowieczu. Takie rzeczy potrafią zrujnować cały, mozolnie budowany klimat.
Nie do końca przekonał mnie też świat przedstawiony – szczególnie sposób, w jaki zestawiono chrześcijaństwo z rodzimowierstwem. Mamy tutaj słowiańskich bogów, demony i strzygi, które są realnie obecne, żyją wśród ludzi, a mimo to prości, wiejscy ludzie wypierają tę wiarę na rzecz kościoła, który nie oferuje im niczego w zamian. Wiem, że religia to często wiara wbrew logice, ale w tym świecie to rozdarcie wydało mi się zbyt niespójne.
No i Wojmir, nasz dzielny protagonista, który… cóż, po prostu jest. I to właściwie tyle. Gubi się wśród własnych emocji, zakochuje z prędkością światła, a potem godzinami zastanawia się, czy to na pewno miłość. Brakuje mu inicjatywy czy charakterystycznego rysu, który jakkolwiek by go wyróżnił.
Nie jest to historia pełna akcji czy przygód, a raczej seria rozmów i luźnych scenek, które bardziej krążą wokół postaci niż wydarzeń.
Ale…
Nie zaiskrzyło.
Poczucie humoru okazało się totalnie nie moje. Sprośności, pijaństwo i seksualizowanie wszystkiego, co się da. Jeśli ktoś lubi ten typ rubasznej, karczemnej narracji, może się tu odnaleźć. Dla mnie to była ściana. Nieprzyjemna, szorstka i niestety obecna praktycznie w każdym dialogu. Do tego dochodzą współczesne wstawki, które całkowicie wybijały mnie z rytmu, jak np. tekst „Gdzie się widzisz za 5 lat?” w trakcie rekrutacji… w średniowieczu. Takie rzeczy potrafią zrujnować cały, mozolnie budowany klimat.
Nie do końca przekonał mnie też świat przedstawiony – szczególnie sposób, w jaki zestawiono chrześcijaństwo z rodzimowierstwem. Mamy tutaj słowiańskich bogów, demony i strzygi, które są realnie obecne, żyją wśród ludzi, a mimo to prości, wiejscy ludzie wypierają tę wiarę na rzecz kościoła, który nie oferuje im niczego w zamian. Wiem, że religia to często wiara wbrew logice, ale w tym świecie to rozdarcie wydało mi się zbyt niespójne.
No i Wojmir, nasz dzielny protagonista, który… cóż, po prostu jest. I to właściwie tyle. Gubi się wśród własnych emocji, zakochuje z prędkością światła, a potem godzinami zastanawia się, czy to na pewno miłość. Brakuje mu inicjatywy czy charakterystycznego rysu, który jakkolwiek by go wyróżnił.
Nie jest to historia pełna akcji czy przygód, a raczej seria rozmów i luźnych scenek, które bardziej krążą wokół postaci niż wydarzeń.
August 5, 2025
Wezwanie Żmija to pierwszy tom nowego cyklu fantastycznego Agnieszki Kulbat. Książkę wydało w świetnej oprawie Wydawnictwo Replika.
Nie było to moje pierwsze spotkanie z autorką, jako że czytałam jej thrillery młodzieżowe, jednak po raz pierwszy sięgnęłam po jej twórczość z gatunku fantastyki. Sam pomysł na książkę bardzo mi się podobał i brzmiał naprawdę obiecująco. A jednak… po drodze coś mi w tym wszystkim nie zagrało.
Jednym z największych plusów tej pozycji jest umiejscowienie akcji w czasach średniowiecznych i zgrabne poplątanie rzeczywistości, w której żyją ludzie wyznania chrześcijańskiego oraz ci wciąż wierzący w słowiańskie bóstwa. Stanowiło to ciekawą mieszaninę z ogromnym potencjałem, który autorce udało się w interesujący sposób wykorzystać. Co prawda zdarzały się momenty, że czytelnik został zalany informacjami historycznymi na temat dziejów miasta czy wydarzeń tła, które większego przełożenia na wydarzenia książki nie miały.
Jeśli chodzi o bohaterów, niestety nie polubiłam się z żadnym z nich. Czytałam wcześniej opowiadanie o Wojmirze i wówczas stało się moim ulubieńcem z tamtej antologii. Tutaj jednak odniosłam wrażenie, że mam do czynienia z innym Wojmirem, który okazał się z lekka nijaki. Trudno mi było odnaleźć w nim jakiś punkt zaczepienia, który pomógłby mi go lepiej zrozumieć. Pozostałe postacie wcale nie były lepsze. Stefa, młoda szeptucha, swoim zachowaniem przypominała współczesną osobę, która w tajemniczy sposób trafiła do średniowiecza, a Żywia była po prostu irytująca. Jakąś nić sympatii poczułam do Floriana, ale z kolei jego postać nie dostała zbyt wiele czasu, by się porządnie zaprezentować.
Fabularnie to naprawdę miało okazję zalśnić, ale… cóż, chyba nie dostało okazji. Spora część książki opiera się na budowaniu relacji między bohaterami (których w ogóle nie czuję) i prezentowaniu różnych miejsc Poznania, a także wprowadzeniu głównego wątku. Idea dusz zstępujących na ziemię i próbujących opętywać ludzi jest naprawdę świetna, ale zaginęła mi gdzieś pod innymi rzeczami. Akcja bardzo długo się rozkręcała i długo się nie mogłam w książkę wgryźć z tego powodu, nie znajdując nici fabularnej, którą mogłabym śledzić. Finalnie też lektura nie przyniosła mi większej satysfakcji, bo nie dostałam żadnego zakończenia. Wezwanie Żmija otworzyło całą masę wątków i wyraźnie przygotowało grunt pod przyszłe tomy, jednak samo w sobie nie zagwarantowało niemal żadnych odpowiedzi.
Książka nie jest długa, choć pozornie może się taka wydawać – ma w końcu ponad czterysta stron. Jednak duża czcionka i spore marginesy sztucznie nabijają objętość. Było to nieco dziwne przy czytaniu, bo takim formatowaniem zazwyczaj charakteryzują się książki dla dzieci i przez to miałam lekkie opory przed czytaniem. Mój mózg po prostu nie potrafił ogarnąć, że to nie jest luźna historyjka z morałem, którą mogłabym polecić dziewięciolatkom.
Ogólnie mówiąc, nieco się na tej pozycji zawiodłam. Zbudowałam sobie nieco większe oczekiwania, a końcowo męczyłam się nad tą książką i czytałam wręcz na siłę, bo „może zaraz się rozkręci”. Na ten moment trudno mi powiedzieć, czy sięgnę po kolejne tomy, choć wydaje mi się, że na pewno to rozważę.
Nie było to moje pierwsze spotkanie z autorką, jako że czytałam jej thrillery młodzieżowe, jednak po raz pierwszy sięgnęłam po jej twórczość z gatunku fantastyki. Sam pomysł na książkę bardzo mi się podobał i brzmiał naprawdę obiecująco. A jednak… po drodze coś mi w tym wszystkim nie zagrało.
Jednym z największych plusów tej pozycji jest umiejscowienie akcji w czasach średniowiecznych i zgrabne poplątanie rzeczywistości, w której żyją ludzie wyznania chrześcijańskiego oraz ci wciąż wierzący w słowiańskie bóstwa. Stanowiło to ciekawą mieszaninę z ogromnym potencjałem, który autorce udało się w interesujący sposób wykorzystać. Co prawda zdarzały się momenty, że czytelnik został zalany informacjami historycznymi na temat dziejów miasta czy wydarzeń tła, które większego przełożenia na wydarzenia książki nie miały.
Jeśli chodzi o bohaterów, niestety nie polubiłam się z żadnym z nich. Czytałam wcześniej opowiadanie o Wojmirze i wówczas stało się moim ulubieńcem z tamtej antologii. Tutaj jednak odniosłam wrażenie, że mam do czynienia z innym Wojmirem, który okazał się z lekka nijaki. Trudno mi było odnaleźć w nim jakiś punkt zaczepienia, który pomógłby mi go lepiej zrozumieć. Pozostałe postacie wcale nie były lepsze. Stefa, młoda szeptucha, swoim zachowaniem przypominała współczesną osobę, która w tajemniczy sposób trafiła do średniowiecza, a Żywia była po prostu irytująca. Jakąś nić sympatii poczułam do Floriana, ale z kolei jego postać nie dostała zbyt wiele czasu, by się porządnie zaprezentować.
Fabularnie to naprawdę miało okazję zalśnić, ale… cóż, chyba nie dostało okazji. Spora część książki opiera się na budowaniu relacji między bohaterami (których w ogóle nie czuję) i prezentowaniu różnych miejsc Poznania, a także wprowadzeniu głównego wątku. Idea dusz zstępujących na ziemię i próbujących opętywać ludzi jest naprawdę świetna, ale zaginęła mi gdzieś pod innymi rzeczami. Akcja bardzo długo się rozkręcała i długo się nie mogłam w książkę wgryźć z tego powodu, nie znajdując nici fabularnej, którą mogłabym śledzić. Finalnie też lektura nie przyniosła mi większej satysfakcji, bo nie dostałam żadnego zakończenia. Wezwanie Żmija otworzyło całą masę wątków i wyraźnie przygotowało grunt pod przyszłe tomy, jednak samo w sobie nie zagwarantowało niemal żadnych odpowiedzi.
Książka nie jest długa, choć pozornie może się taka wydawać – ma w końcu ponad czterysta stron. Jednak duża czcionka i spore marginesy sztucznie nabijają objętość. Było to nieco dziwne przy czytaniu, bo takim formatowaniem zazwyczaj charakteryzują się książki dla dzieci i przez to miałam lekkie opory przed czytaniem. Mój mózg po prostu nie potrafił ogarnąć, że to nie jest luźna historyjka z morałem, którą mogłabym polecić dziewięciolatkom.
Ogólnie mówiąc, nieco się na tej pozycji zawiodłam. Zbudowałam sobie nieco większe oczekiwania, a końcowo męczyłam się nad tą książką i czytałam wręcz na siłę, bo „może zaraz się rozkręci”. Na ten moment trudno mi powiedzieć, czy sięgnę po kolejne tomy, choć wydaje mi się, że na pewno to rozważę.
April 1, 2025
"Wezwanie Żmija" Agnieszki Kulbat, pierwszy tom Dziedzictwa Stróża Nawii, to przeciekawa opowieść, która nie dosyć, że opowiada o losach bohaterów mocno osadzonych w naszych rodzimych słowiańskich wierzeniach, to sama akcja dzieje się w Poznaniu! Kupiło mnie to od początku. Potem swoje trzy grosze dodał świetny humor; już samo dobranie głównych bohaterów, którzy wyruszają razem w podróż – syn Żmija, szeptucha i strzyga – mogłoby być początkiem niezłego żartu. Tym bardziej, że na swojej drodze spotkają też dominikanina, czy syna burmistrza. Zbieranina postaci naprawdę jest ciekawa. Do tego mamy w interesujący i wciągający sposób poprowadzoną fabułę, która potrafi rozbawić, ale też trzymać w napięciu. Wojmir nie ma łatwo, a im dalej w las (albo co byłoby tutaj bardziej adekwatne, między miejskie mury), tym jego przygody stają się coraz bardziej dramatyczne.
Dla mnie zetknięcie się z "Wezwaniem Żmija" dało mi pełno frajdy i mile spędzonego czasu, a po zakończeniu nie mogę się doczekać, kiedy w swoich rękach będę mieć kontynuację. Myślę, że spodoba się nie tylko fanom słowiańskich klimatów, ale ogólnie – dobrego fantasy. Ja jestem jak najbardziej na tak!
Dla mnie zetknięcie się z "Wezwaniem Żmija" dało mi pełno frajdy i mile spędzonego czasu, a po zakończeniu nie mogę się doczekać, kiedy w swoich rękach będę mieć kontynuację. Myślę, że spodoba się nie tylko fanom słowiańskich klimatów, ale ogólnie – dobrego fantasy. Ja jestem jak najbardziej na tak!
February 7, 2026
Słowiańska magia, słowiańskie wierzenia - to oznacza, że "Wezwanie Żmija" Cię woła!
Wojmir to chłopak, który widzi stwory ze słowiańskich wierzeń i jest zobowiązany do odprowadzania zbłąkanych dusz pod bramy Nawii, do swojego ojca - Żmija. Mężczyzna jest także zwolennikiem podejmowania się łatwych misji, by łatwo zyskać pieniądze. Wszystko się zmienia, gdy razem z Żywią (strzygą) i Stefą (szeptuchą) dociera do Poznania, gdzie musi rozwiązać pewną zagadkę.
Historia jaką wykreowała Agnieszka Kulbat jest przesycona wierzeniami słowiańskimi, które koegzystują z chrześcijaństwem. Autorka idealnie ukazuje, jak te dwie skrajne ideologie żyją obok siebie.
Cudownie było mi się zanurzyć w tej powieści, gdzie humor i słowiańska magia królowały. Agnieszka Kulbat ma lekkie pióro, które umożliwia szybką lekturę. Postaci mają swoje cechy charakterystyczne, które umożliwiają polubienie danego bohatera, a co za tym idzie - przywiązanie się do niego. Wojmir, Żywia i Stefa mają zacięty język, co powoduje, że gdy dochodzi do potyczek słownych między nimi to śmiechu nie było końca.
Poczułam jednak lekki niedosyt - miałam wrażenie, że ta "odpowiednia" akcja zaczęła się gdzieś za połową książki, jednak wszystkie powyżej wspomniane przeze mnie pozytywy, wynagrodziły mi to. Dodatkowo to, co zaczął robić Wojmir na końcu też mnie oczarowało, bo poczułam, że jestem bliżej tych słowiańskich zwyczajów.
Jestem ciekawa, co autorka wymyśliła w drugim tomie, i jak tylko znajdę czas, będę czytać "Wolę Żmija"!
Wojmir to chłopak, który widzi stwory ze słowiańskich wierzeń i jest zobowiązany do odprowadzania zbłąkanych dusz pod bramy Nawii, do swojego ojca - Żmija. Mężczyzna jest także zwolennikiem podejmowania się łatwych misji, by łatwo zyskać pieniądze. Wszystko się zmienia, gdy razem z Żywią (strzygą) i Stefą (szeptuchą) dociera do Poznania, gdzie musi rozwiązać pewną zagadkę.
Historia jaką wykreowała Agnieszka Kulbat jest przesycona wierzeniami słowiańskimi, które koegzystują z chrześcijaństwem. Autorka idealnie ukazuje, jak te dwie skrajne ideologie żyją obok siebie.
Cudownie było mi się zanurzyć w tej powieści, gdzie humor i słowiańska magia królowały. Agnieszka Kulbat ma lekkie pióro, które umożliwia szybką lekturę. Postaci mają swoje cechy charakterystyczne, które umożliwiają polubienie danego bohatera, a co za tym idzie - przywiązanie się do niego. Wojmir, Żywia i Stefa mają zacięty język, co powoduje, że gdy dochodzi do potyczek słownych między nimi to śmiechu nie było końca.
Poczułam jednak lekki niedosyt - miałam wrażenie, że ta "odpowiednia" akcja zaczęła się gdzieś za połową książki, jednak wszystkie powyżej wspomniane przeze mnie pozytywy, wynagrodziły mi to. Dodatkowo to, co zaczął robić Wojmir na końcu też mnie oczarowało, bo poczułam, że jestem bliżej tych słowiańskich zwyczajów.
Jestem ciekawa, co autorka wymyśliła w drugim tomie, i jak tylko znajdę czas, będę czytać "Wolę Żmija"!
June 15, 2025
ngl, jest to dla mnie powiew świeżości na rynku wydawniczym, bawiłam się świetnie, idealnie trafiła w czasie, bo miałam ochotę na coś przesyconego słowiańską mitologią, no i akcja w Poznaniu ❤️
April 24, 2026
Zanim dzwony kościelne na dobre zagłuszyły stare pieśni, zanim modlitwy wyparły zaklęcia - były miejsca, gdzie oba światy wciąż istniały obok siebie…
Gdyby Wojmir żył współcześnie, pewnie miałby podcast o duchach, trochę problemów z prawem i bardzo złą reputację na Tinderze. Na szczęście żyje w świecie, gdzie zamiast tego odprowadza zbłąkane dusze, pakuje się w kłopoty i otacza się niezwykłymi kobietami…
Wezwanie Żmija to kawał naprawdę dobrego fantasy osadzonego w realiach, których na polskim rynku wciąż zdecydowanie za mało. Agnieszka Kulbat zabiera nas do średniowiecznego Poznania - miasta, które żyje na pograniczu dwóch światów: wiary chrześcijańskiej i pradawnych wierzeń słowiańskich.
Autorka nie decyduje się jednak na łatwe wyjście: tu nie ma jasnego podziału na dobre i złe, a jedna religia nie jest w stanie wyprzeć drugiej. Pogaństwo i chrześcijaństwo funkcjonują tu na równych prawach - konkurują, ale i przeplatają się ze sobą, patrzą na siebie z podejrzliwością, lecz potrafią też pragmatycznie współistnieć.
Główny bohater - Wojmir, syn Żmija to postać, którą szybko pokochałam za to, że nie jest ani typowym bohaterem, ani typowym antybohaterem. Widzi duchy, rozmawia z demonami, odprowadza zbłąkane dusze nad brzeg Rzeki Zapomnienia. Brzmi poważnie, prawda? Jednak on sam spędza większość czasu podróżując między zamtuzem a karczmą, szukając świętego spokoju i łatwego zarobku. Jest leniwy, podatny na uroki pięknych kobiet i co by tu nie mówić, dość daleki od ideału.
I właśnie dlatego jego powolna przemiana, którą obserwujemy na kartach książki jest tak satysfakcjonująca. Stefa - lokalna szeptucha, kobieta z urazem do czapników i językiem ostrym jak sierp - działa na Wojmira jak katalizator. Przy niej i przez nią coś w nim drga, przebudowuje się, dojrzewa. Każdy kolejny rozdział popycha go bliżej bycia kimś, kto faktycznie zasługuje na miano syna Żmija. Nie jest to przemiana nagła ani przesadzona, to proces, który zachodzi stopniowo i to dodaje mu autentyczności.
Sama Stefa skradła moje serce już na początku opowieści i trzyma je po dziś dzień. Jest dokładnie tym rodzajem bohaterki, której mi w polskiej fantastyce często brakuje - silna bez obnoszenia się z siłą, mądra bez bycia wszechwiedzącą i z całym tym bagażem osobistej historii, który czyni ją wiarygodną.
I to sprowadza nas prosto do to bardzo wyraźnie zarysowanego wątku w tej książki – a mianowicie relacji Wojmira z kobietami. Żywia i Stefa obie niezwykle różne, tak pod względem urody jak i charakteru, a jednak istotnie wpływają na podejmowane przez niego decyzje. Wydaje się, że Wojmir przez całą książkę w zasadzie podąża za „kobietami swojego życia” i gdyby nie one, nijak nie zmieniłby swoich dotychczasowych przyzwyczajeń.
Muszę jednak przyznać, że w trakcie lektury pojawił się u mnie pewien dysonans. Znając wcześniejsze opowiadanie autorki, w którym pojawiają się Wojmir i Żywia, miałam już pewien obraz tych postaci. I niestety - w powieści Żywia, szczególnie na początku, wydaje się mniej wyrazista, jakby brakowało jej tej przebojowości, którą wcześniej posiadała.
To nie znaczy, że jest źle napisana - po prostu wypada nieco blado, co może zaskoczyć czytelników znających wcześniejszy tekst opowiadania z antologii Kwiat paproci.
Na szczęście Stefa świetnie równoważy tę dynamikę - jako szeptucha jest postacią konkretną, wyrazistą i mającą realny wpływ na rozwój głównego bohatera.
Książka jest pełna humoru - nie głupkowatego, nie chwytanego za wszelką cenę, ale takiego, który wyrasta z charakterów postaci i absurdu sytuacji. Żywia i Wojmir jako duet potrafią bawić do łez nawet w scenach, które formalnie są dramatyczne. To rzadka umiejętność i warto ją docenić.
Pochwalić trzeba też klimat: mroczny, gęsty, nasycony zapachem ziół, błota i starego drewna. Autorka wie, jak budować nastrój i utrzymywać go przez dłuższe fragmenty, bez szkody dla tempa akcji.
Jednak nie ma książek idealnych.
Tu muszę pochylić się nad pewnym niuansem, bo byłoby nieuczciwe go pominąć. Autorka decyduje się na użycie gwary i archaizowanego języka, co jest pomysłem absolutnie trafionym - nadaje tekstowi fakturę, zakorzenia go w czasie i miejscu, buduje wiarygodność świata. Kiedy to działa, działa doskonale.
Problem w tym, że nie działa przez cały czas. Im dalej w powieść, tym częściej zdarzają się wpadki - współczesne sformułowania, które wyślizgują się spod pióra i lądują w ustach postaci z fantastycznej przeszłości. Nie ma się wrażenia, że to celowy zabieg; raczej, że autorka po prostu zapomniała o przyjętej konwencji.
Podsumowując:
Tajemnicze samobójstwa i opętania trawiące średniowieczny Poznań - to kanwa, na której Agnieszka Kulbat tka swoją historię. Intryga jest solidna, stopniowo gęstnieje i zmusza do czytania dalej, nawet gdy zegar dawno już wskazał północ.
Autorka świetnie pokazuje dualność swojego społeczeństwa: z jednej strony modlitwy, z drugiej szeptuchy i demony. I co ważne - żadna z tych stron nie jest jednoznacznie „lepsza”. To rzadko spotykana równowaga, która nadaje historii głębi i autentyczności.
Finał satysfakcjonuje, nie rozwiązując wszystkiego do końca - i słusznie, bo to pierwszy tom serii!
Wezwanie Żmija to bardzo udany początek cyklu, który wyróżnia się na tle polskiej fantastyki swoją atmosferą i umiejętnym wykorzystaniem słowiańskich motywów.
Mimo drobnych niedociągnięć w kreacji niektórych postaci i językowej konsekwencji, całość broni się bardzo dobrze.
Ocena: 8/10
Dla kogo?
Dla czytelniczek i czytelników, którzy chcą polskiej fantastyki w doskonałym słowiańskim klimacie. Dla tych, którzy lubią bohaterów skomplikowanych moralnie i trudne wybory. Dla wszystkich zmęczonych fantasy wtórnym wobec zachodnich wzorców .
I dla każdego, kto po prostu chce sięgnąć po dobrą książkę!
Gdyby Wojmir żył współcześnie, pewnie miałby podcast o duchach, trochę problemów z prawem i bardzo złą reputację na Tinderze. Na szczęście żyje w świecie, gdzie zamiast tego odprowadza zbłąkane dusze, pakuje się w kłopoty i otacza się niezwykłymi kobietami…
Wezwanie Żmija to kawał naprawdę dobrego fantasy osadzonego w realiach, których na polskim rynku wciąż zdecydowanie za mało. Agnieszka Kulbat zabiera nas do średniowiecznego Poznania - miasta, które żyje na pograniczu dwóch światów: wiary chrześcijańskiej i pradawnych wierzeń słowiańskich.
Autorka nie decyduje się jednak na łatwe wyjście: tu nie ma jasnego podziału na dobre i złe, a jedna religia nie jest w stanie wyprzeć drugiej. Pogaństwo i chrześcijaństwo funkcjonują tu na równych prawach - konkurują, ale i przeplatają się ze sobą, patrzą na siebie z podejrzliwością, lecz potrafią też pragmatycznie współistnieć.
Główny bohater - Wojmir, syn Żmija to postać, którą szybko pokochałam za to, że nie jest ani typowym bohaterem, ani typowym antybohaterem. Widzi duchy, rozmawia z demonami, odprowadza zbłąkane dusze nad brzeg Rzeki Zapomnienia. Brzmi poważnie, prawda? Jednak on sam spędza większość czasu podróżując między zamtuzem a karczmą, szukając świętego spokoju i łatwego zarobku. Jest leniwy, podatny na uroki pięknych kobiet i co by tu nie mówić, dość daleki od ideału.
I właśnie dlatego jego powolna przemiana, którą obserwujemy na kartach książki jest tak satysfakcjonująca. Stefa - lokalna szeptucha, kobieta z urazem do czapników i językiem ostrym jak sierp - działa na Wojmira jak katalizator. Przy niej i przez nią coś w nim drga, przebudowuje się, dojrzewa. Każdy kolejny rozdział popycha go bliżej bycia kimś, kto faktycznie zasługuje na miano syna Żmija. Nie jest to przemiana nagła ani przesadzona, to proces, który zachodzi stopniowo i to dodaje mu autentyczności.
Sama Stefa skradła moje serce już na początku opowieści i trzyma je po dziś dzień. Jest dokładnie tym rodzajem bohaterki, której mi w polskiej fantastyce często brakuje - silna bez obnoszenia się z siłą, mądra bez bycia wszechwiedzącą i z całym tym bagażem osobistej historii, który czyni ją wiarygodną.
I to sprowadza nas prosto do to bardzo wyraźnie zarysowanego wątku w tej książki – a mianowicie relacji Wojmira z kobietami. Żywia i Stefa obie niezwykle różne, tak pod względem urody jak i charakteru, a jednak istotnie wpływają na podejmowane przez niego decyzje. Wydaje się, że Wojmir przez całą książkę w zasadzie podąża za „kobietami swojego życia” i gdyby nie one, nijak nie zmieniłby swoich dotychczasowych przyzwyczajeń.
Muszę jednak przyznać, że w trakcie lektury pojawił się u mnie pewien dysonans. Znając wcześniejsze opowiadanie autorki, w którym pojawiają się Wojmir i Żywia, miałam już pewien obraz tych postaci. I niestety - w powieści Żywia, szczególnie na początku, wydaje się mniej wyrazista, jakby brakowało jej tej przebojowości, którą wcześniej posiadała.
To nie znaczy, że jest źle napisana - po prostu wypada nieco blado, co może zaskoczyć czytelników znających wcześniejszy tekst opowiadania z antologii Kwiat paproci.
Na szczęście Stefa świetnie równoważy tę dynamikę - jako szeptucha jest postacią konkretną, wyrazistą i mającą realny wpływ na rozwój głównego bohatera.
Książka jest pełna humoru - nie głupkowatego, nie chwytanego za wszelką cenę, ale takiego, który wyrasta z charakterów postaci i absurdu sytuacji. Żywia i Wojmir jako duet potrafią bawić do łez nawet w scenach, które formalnie są dramatyczne. To rzadka umiejętność i warto ją docenić.
Pochwalić trzeba też klimat: mroczny, gęsty, nasycony zapachem ziół, błota i starego drewna. Autorka wie, jak budować nastrój i utrzymywać go przez dłuższe fragmenty, bez szkody dla tempa akcji.
Jednak nie ma książek idealnych.
Tu muszę pochylić się nad pewnym niuansem, bo byłoby nieuczciwe go pominąć. Autorka decyduje się na użycie gwary i archaizowanego języka, co jest pomysłem absolutnie trafionym - nadaje tekstowi fakturę, zakorzenia go w czasie i miejscu, buduje wiarygodność świata. Kiedy to działa, działa doskonale.
Problem w tym, że nie działa przez cały czas. Im dalej w powieść, tym częściej zdarzają się wpadki - współczesne sformułowania, które wyślizgują się spod pióra i lądują w ustach postaci z fantastycznej przeszłości. Nie ma się wrażenia, że to celowy zabieg; raczej, że autorka po prostu zapomniała o przyjętej konwencji.
Podsumowując:
Tajemnicze samobójstwa i opętania trawiące średniowieczny Poznań - to kanwa, na której Agnieszka Kulbat tka swoją historię. Intryga jest solidna, stopniowo gęstnieje i zmusza do czytania dalej, nawet gdy zegar dawno już wskazał północ.
Autorka świetnie pokazuje dualność swojego społeczeństwa: z jednej strony modlitwy, z drugiej szeptuchy i demony. I co ważne - żadna z tych stron nie jest jednoznacznie „lepsza”. To rzadko spotykana równowaga, która nadaje historii głębi i autentyczności.
Finał satysfakcjonuje, nie rozwiązując wszystkiego do końca - i słusznie, bo to pierwszy tom serii!
Wezwanie Żmija to bardzo udany początek cyklu, który wyróżnia się na tle polskiej fantastyki swoją atmosferą i umiejętnym wykorzystaniem słowiańskich motywów.
Mimo drobnych niedociągnięć w kreacji niektórych postaci i językowej konsekwencji, całość broni się bardzo dobrze.
Ocena: 8/10
Dla kogo?
Dla czytelniczek i czytelników, którzy chcą polskiej fantastyki w doskonałym słowiańskim klimacie. Dla tych, którzy lubią bohaterów skomplikowanych moralnie i trudne wybory. Dla wszystkich zmęczonych fantasy wtórnym wobec zachodnich wzorców .
I dla każdego, kto po prostu chce sięgnąć po dobrą książkę!
May 3, 2025
Bookstagramerzy, czemu oszukujecie nas, zwykłych czytelników?
Ale od początku, do rzeczy, drodzy czytelnicy:
Jest niedzielne popołudnie, rozstawiacie deskę do prasowania, włączacie TV na byle jakim kanale, byleby cokolwiek leciało, nawet coś w stylu „Dlaczego ja?” i prasujecie sobie, spoglądając od czasu do czasu w ekran. Program, który leci jest Wam obojętny, nie widząc wszystkiego i tak ogarniacie co się dzieje. Znacie to? Pewno większość tak i dobrze, bo taka jest właśnie książka „Wezwanie żmija”.
I bynajmniej nie jest to zaleta. Mam wrażenie, że nawet jakbyście sięgnęli po nią i czytali jedną kartkę co dwadzieścia stron i tak byście byli w temacie, ogarniali fabułę i znali wszystkie istotne postacie.
Dlaczego? Bo akcja się wlecze tak, jakby tonęła w bagnie, a czytelnik musi ratować ją jakąś łamliwą gałązką (ta gałązka to nadzieja, że się uda)! Przez 90% czasu zadawałem sobie pytanie „czy to dokądkolwiek zmierza?”.
Czytam opinie i co widzę? „Świetna historia”, „wartka akcja”, „niesamowity humor i klimat”. Drodzy bookstagramerzy, czy my czytaliśmy tę samą książkę?
Z ręką na sercu mówię Wam, nie zaśmiałem się ani razu. Może dlatego, że książka jest przesiąknięta aż nazbyt infantylizmem. Jeżeli bawią Was pierdy, wejścia w kupę, czy dźwięki rozkoszy prostytutki zza ściany w burdelu i odtwórcze komentarze do tego, to będziecie w siódmym niebie, ja byłem w piekle. To jest tego typu „żart”.
Postacie są płaskie i jednowymiarowe, a główny bohater (jeden z najmniej interesujących, z jakimi miałem styczność) wydawał mi się przez cały czas ciamajdowatym tłukiem, który nie ma niczego ciekawego do zaoferowania. Nawet jego moc potraktowana została po macoszemu – ot, np. po raz pierwszy w życiu spotyka się z niesamowitym zjawiskiem (pewna scena w zamtuzie, by nie spojlerować), po czym radzi sobie z nim w sekundę, serio autorko?
Z jednej strony Wojmir jest kreowany na niesamowite bożyszcze, które wychędożyło wszystkie dziwki w każdym zamtuzie a z drugiej niczym dziecko we mgle zastanawia się, czy jest pod wpływem uroku Żywii przez połowę książki i migdali oczy do napotkanej szeptuchy Stefy, jakby miał po raz pierwszy styczność z jakąkolwiek kobietą i to ona rzuciła ten „silny urok” a nie tamta. Oczywiście nie zabrakło zaprezentowania tych relacji, jakbyśmy mieli styczność z dwudziestoparolatkami o mentalności 10-latków. Zwyczajne romantasy bez żadnej głębi, przetarte schematy.
Inne opinie mówiły o przesiąkniętej słowiańskości. Doprawdy? Jakby wydrzeć parę kartek to byśmy byli w typowo średniowiecznym mieście, jakich wiele. Niewiele tu klimatu i stworów. Może i był robiony jakiś research (ale bardziej na temat Poznania – co autorka chciała udowodnić kilkustronicowymi, nic niewnoszącymi do historii ciekawostkami, które nie miały wpływu na świat przedstawiony, ani na samych bohaterów).
I w kwestii tego researchu: bohaterowie zmierzają do Oleśnickiego Dworku (w którym już byli) i tu mi zgrzyta logika. Do jakiego? Tego nad Poznaniem (co miałoby sens, gdyby nie to, że dwór został stworzony w XIX wieku), czy tego na Śląsku (niech ktoś bohaterom powie, że idą w złym kierunku!)? Może sensowniej jest to wytłumaczone w opowiadaniu poprzedzającym książkę, ale to nie czytelnik powinien szukać informacji tylko autorka je wręczyć w pełnoprawnej historii. Po co oni do tego Poznania poszli, do tej pory nie wiem, skoro cel był inny (cel, w którym już byli...).
Są też głupotki jak np. rana, którą nabawił się Wojmir w łaźni – nienapisane jakim cudem to się stało. Ot miał puste wiadro, które upadło NA PODŁOGĘ i magicznie pojawiła się rana u Wojmira (czy o taką magię chodziło Wam drodzy recenzenci?). Dopiero dwa rozdziały później dowiadujemy się w jednym dialogu o jakimś upadku gł. bohatera. Jak było naprawdę wiedzą tylko autorka i Stefa, która była tego świadkiem.
Poza tym czuję tu sporo naleciałości i zapożyczeń z... anime i gier (Naruto – umiejętność widzenia Wojmira niczym Byakugan, Ruchomy Zamek Hauru, Death Stranding).
Reasumując, „Wezwanie Żmija” to niedzielne czytadło (napisane w przyzwoitym, ale nieatrakcyjnym stylu) które nie wniesie nic do Waszego życia, ani nie zostanie w pamięci już nazajutrz. Nie jest to gniot, ale tym bardziej nie arcydzieło, jak wielu próbowało wmówić. I to właśnie ostatnie słowa kieruję do Was bookstagramerzy:
Rozumiem, że wiąże Was z wydawnictwami jakaś niewidzialna nić - poczucie, że trzeba rozreklamować produkt, który Wam wręczono za darmo. Ale błagam! Miejcie w sobie trochę przyzwoitości! Zawyżajcie sobie ocenę jak chcecie, ale przynajmniej w opiniach nie piszcie bzdur, że my, zwykli czytelnicy będziemy mieli do dyspozycji jakieś arcydzieło literatury (bo tak je recenzujecie, omijając szereg wad, które sobie zostawiacie tylko w głowie) i strzelacie „dziesiątkami”, „dziewiątkami” i „ósemkami” (bo innych ocen nie znacie), jakby właśnie powstało coś co wyniesie fantastykę słowiańską na wyżyny, jak kiedyś to zrobili chociażby Tolkien czy Rowling w swoich podgatunkach. Bądźcie poważni.
Książki nie polecam. Szkoda czasu i pieniędzy.
Ale od początku, do rzeczy, drodzy czytelnicy:
Jest niedzielne popołudnie, rozstawiacie deskę do prasowania, włączacie TV na byle jakim kanale, byleby cokolwiek leciało, nawet coś w stylu „Dlaczego ja?” i prasujecie sobie, spoglądając od czasu do czasu w ekran. Program, który leci jest Wam obojętny, nie widząc wszystkiego i tak ogarniacie co się dzieje. Znacie to? Pewno większość tak i dobrze, bo taka jest właśnie książka „Wezwanie żmija”.
I bynajmniej nie jest to zaleta. Mam wrażenie, że nawet jakbyście sięgnęli po nią i czytali jedną kartkę co dwadzieścia stron i tak byście byli w temacie, ogarniali fabułę i znali wszystkie istotne postacie.
Dlaczego? Bo akcja się wlecze tak, jakby tonęła w bagnie, a czytelnik musi ratować ją jakąś łamliwą gałązką (ta gałązka to nadzieja, że się uda)! Przez 90% czasu zadawałem sobie pytanie „czy to dokądkolwiek zmierza?”.
Czytam opinie i co widzę? „Świetna historia”, „wartka akcja”, „niesamowity humor i klimat”. Drodzy bookstagramerzy, czy my czytaliśmy tę samą książkę?
Z ręką na sercu mówię Wam, nie zaśmiałem się ani razu. Może dlatego, że książka jest przesiąknięta aż nazbyt infantylizmem. Jeżeli bawią Was pierdy, wejścia w kupę, czy dźwięki rozkoszy prostytutki zza ściany w burdelu i odtwórcze komentarze do tego, to będziecie w siódmym niebie, ja byłem w piekle. To jest tego typu „żart”.
Postacie są płaskie i jednowymiarowe, a główny bohater (jeden z najmniej interesujących, z jakimi miałem styczność) wydawał mi się przez cały czas ciamajdowatym tłukiem, który nie ma niczego ciekawego do zaoferowania. Nawet jego moc potraktowana została po macoszemu – ot, np. po raz pierwszy w życiu spotyka się z niesamowitym zjawiskiem (pewna scena w zamtuzie, by nie spojlerować), po czym radzi sobie z nim w sekundę, serio autorko?
Z jednej strony Wojmir jest kreowany na niesamowite bożyszcze, które wychędożyło wszystkie dziwki w każdym zamtuzie a z drugiej niczym dziecko we mgle zastanawia się, czy jest pod wpływem uroku Żywii przez połowę książki i migdali oczy do napotkanej szeptuchy Stefy, jakby miał po raz pierwszy styczność z jakąkolwiek kobietą i to ona rzuciła ten „silny urok” a nie tamta. Oczywiście nie zabrakło zaprezentowania tych relacji, jakbyśmy mieli styczność z dwudziestoparolatkami o mentalności 10-latków. Zwyczajne romantasy bez żadnej głębi, przetarte schematy.
Inne opinie mówiły o przesiąkniętej słowiańskości. Doprawdy? Jakby wydrzeć parę kartek to byśmy byli w typowo średniowiecznym mieście, jakich wiele. Niewiele tu klimatu i stworów. Może i był robiony jakiś research (ale bardziej na temat Poznania – co autorka chciała udowodnić kilkustronicowymi, nic niewnoszącymi do historii ciekawostkami, które nie miały wpływu na świat przedstawiony, ani na samych bohaterów).
I w kwestii tego researchu: bohaterowie zmierzają do Oleśnickiego Dworku (w którym już byli) i tu mi zgrzyta logika. Do jakiego? Tego nad Poznaniem (co miałoby sens, gdyby nie to, że dwór został stworzony w XIX wieku), czy tego na Śląsku (niech ktoś bohaterom powie, że idą w złym kierunku!)? Może sensowniej jest to wytłumaczone w opowiadaniu poprzedzającym książkę, ale to nie czytelnik powinien szukać informacji tylko autorka je wręczyć w pełnoprawnej historii. Po co oni do tego Poznania poszli, do tej pory nie wiem, skoro cel był inny (cel, w którym już byli...).
Są też głupotki jak np. rana, którą nabawił się Wojmir w łaźni – nienapisane jakim cudem to się stało. Ot miał puste wiadro, które upadło NA PODŁOGĘ i magicznie pojawiła się rana u Wojmira (czy o taką magię chodziło Wam drodzy recenzenci?). Dopiero dwa rozdziały później dowiadujemy się w jednym dialogu o jakimś upadku gł. bohatera. Jak było naprawdę wiedzą tylko autorka i Stefa, która była tego świadkiem.
Poza tym czuję tu sporo naleciałości i zapożyczeń z... anime i gier (Naruto – umiejętność widzenia Wojmira niczym Byakugan, Ruchomy Zamek Hauru, Death Stranding).
Reasumując, „Wezwanie Żmija” to niedzielne czytadło (napisane w przyzwoitym, ale nieatrakcyjnym stylu) które nie wniesie nic do Waszego życia, ani nie zostanie w pamięci już nazajutrz. Nie jest to gniot, ale tym bardziej nie arcydzieło, jak wielu próbowało wmówić. I to właśnie ostatnie słowa kieruję do Was bookstagramerzy:
Rozumiem, że wiąże Was z wydawnictwami jakaś niewidzialna nić - poczucie, że trzeba rozreklamować produkt, który Wam wręczono za darmo. Ale błagam! Miejcie w sobie trochę przyzwoitości! Zawyżajcie sobie ocenę jak chcecie, ale przynajmniej w opiniach nie piszcie bzdur, że my, zwykli czytelnicy będziemy mieli do dyspozycji jakieś arcydzieło literatury (bo tak je recenzujecie, omijając szereg wad, które sobie zostawiacie tylko w głowie) i strzelacie „dziesiątkami”, „dziewiątkami” i „ósemkami” (bo innych ocen nie znacie), jakby właśnie powstało coś co wyniesie fantastykę słowiańską na wyżyny, jak kiedyś to zrobili chociażby Tolkien czy Rowling w swoich podgatunkach. Bądźcie poważni.
Książki nie polecam. Szkoda czasu i pieniędzy.
April 22, 2025
Agnieszka Kulbat zabiera nas w podróż do Polski czasów Władysława Jagiełły – epoki kompromisów i powolnych przemian.
Choć chrześcijaństwo zdążyło się już w kraju zadomowić, wciąż istniało obok dawnych wierzeń, z których nie zrezygnowano tak łatwo. Polska była wtedy miejscem duchowego pogranicza – gdzie nowa religia ścierała się z dawną, ale jeszcze nie dominowała w pełni. Ludzie żyli jednocześnie w porządku oficjalnym i w tym, który szeptały im lasy, przodkowie i duchy.
To właśnie w tej rzeczywistości osadzona jest historia Wojmira – syna Żmija, legendarnej postaci ze słowiańskich mitów. Chłopak nie tylko rozmawia z duchami – potrafi sam przybrać ich postać. Przenika między światami z łatwością, choć nie bez kosztów, jakby granice między życiem a śmiercią były dla niego jedynie iluzją.
Wojmir nie jest jednak wybrańcem ani herosem obarczonym wielką misją. To młody wędrowiec, który nosi w sobie dziedzictwo, choć nie do końca je rozumie. Wypełnia wolę ojca z charakterystyczną dla młodych swadą – czasem z nonszalancją, czasem z pasją. Jego opowieść to nie walka z przeznaczeniem, lecz obserwacja przemian – często brutalnych, często niesprawiedliwych – które dotykają świat, jaki zna.
Książka stanowi bezpośrednią kontynuację opowiadania „Dziecina się kwili, matusieńka lili…” z antologii Kwiat Paproci.
Jeśli znacie tę krótką formę, powrót do historii Wojmira i Żywi będzie dla Was świetną okazją do poznania tych postaci w szerszym kontekście. Po dramatycznych wydarzeniach opowiadania ruszamy dalej – śladami chłopaka, który nie przystaje do świata ludzi, choć próbuje z niego wyciągnąć to, co dla niego najlepsze. Towarzyszy mu Żywia – dziewczyna i demon jednocześnie. Istota o dwóch sercach i dwóch duszach, prawdziwa strzyga – nie do końca ludzka, ale i nie całkiem obca. Ich relacja jest złożona; chłopak nie ma pewności, czy jego emocje wobec Żywii wynikają z uroku, jaki na niego rzuciła, czy też z jej osobistego powabu.
Jego wątpliwości pogłębiają się, gdy do tej niezwykłej dwójki dołącza Stefa – młoda szeptucha, dziewczyna z ludu, której wiedza oparta jest na tradycji, ziołach i darach ziemi. Nie ma w niej nic nadprzyrodzonego – jest za to zakorzenienie w mądrości przodkiń i świadomość, że świat to coś więcej niż to, co widać. Stefcia staje się mostem między magią a codziennością, pełnoprawną uczestniczką przygód, które zabierają nas przez średniowieczny Poznań w jego rozkwicie, poprzez zaświaty aż po magiczny Rogalin – miejsce, gdzie dawni bogowie wciąż domagają się ofiar.
Na ich drodze stają zarówno istoty z dawnych opowieści, jak i ludzie z krwi i kości – przestraszeni, zagubieni, często okrutni wobec tego, czego nie rozumieją. Wojmir, Żywia i Stefcia uczą się siebie nawzajem, ale też próbują odnaleźć równowagę w świecie, który staje się coraz mniej gościnny dla wszystkiego, co stare, wolne i dzikie. Po drodze poznają niezwykłego towarzysza – Floriana, który, choć nosi habit, okazuje się człowiekiem pełnym zrozumienia i łagodności. Ma w sobie otwartość i mądrość, które zjednują serca trójki pogan… i czytelnika.
Zakończenie książki zaskakuje – nie efekciarskim zwrotem akcji, lecz emocjonalną głębią i eskalacją akcentowanych przez całą powieść niepokojów społecznych. To koniec, który nie zamyka drzwi – zostawia miejsce na kontynuację historii Wojmira i jego towarzyszek oraz… całej Nawii. Bo historia Wojmira nie tylko się nie domknęła – ona dopiero się zaczyna.
Autorka prowadzi narrację lekką ręką – językiem przystępnym, lecz pełnym obrazów, ciepłym i bliskim emocjom bohaterów. Nie jest to literatura wymagająca w sensie formalnym, ale ma w sobie wewnętrzny rytm i literackie wyczucie. Kulbat nie moralizuje, nie stawia ostrych granic, nie przypisuje racji jednej stronie – pozwala czytelnikowi samemu dotknąć tego, co już niemal zapomniane. To proza, która może stanowić znakomity punkt wejścia dla młodszych czytelników – młodzieży zainteresowanej historią, duchowością, słowiańskim dziedzictwem – ale i dla dorosłych, którzy potrzebują chwili oddechu od ciężkich, wymagających lektur.
Czego tu nie znajdziecie? Literackich eksperymentów, zawiłych konstrukcji, gęstej intertekstualności. To nie ten adres.
Ale jeśli szukacie opowieści z duszą, z bohaterami, których można poczuć, z krajobrazami, które oddychają i z mitologią, która naprawdę tętni pod powierzchnią – Wezwanie Żmija może być dla Was doskonałym początkiem.
Dla mnie to jedna z pierwszych powieści tak osadzonych w polskiej mitologii – tej, która przetrwała w powiedzeniach, ziołach suszonych pod powałą przez nasze babcie, ale też w świętach, które dziś obchodzimy. Bo kto nie topił Marzanny? Kto nie święcił jajek, nie polewał się wodą w Lany Poniedziałek? To wszystko echa dawnych rytuałów – pytanie tylko, czy rzeczywiście tak martwych, jak mogło nam się wydawać.
Choć chrześcijaństwo zdążyło się już w kraju zadomowić, wciąż istniało obok dawnych wierzeń, z których nie zrezygnowano tak łatwo. Polska była wtedy miejscem duchowego pogranicza – gdzie nowa religia ścierała się z dawną, ale jeszcze nie dominowała w pełni. Ludzie żyli jednocześnie w porządku oficjalnym i w tym, który szeptały im lasy, przodkowie i duchy.
To właśnie w tej rzeczywistości osadzona jest historia Wojmira – syna Żmija, legendarnej postaci ze słowiańskich mitów. Chłopak nie tylko rozmawia z duchami – potrafi sam przybrać ich postać. Przenika między światami z łatwością, choć nie bez kosztów, jakby granice między życiem a śmiercią były dla niego jedynie iluzją.
Wojmir nie jest jednak wybrańcem ani herosem obarczonym wielką misją. To młody wędrowiec, który nosi w sobie dziedzictwo, choć nie do końca je rozumie. Wypełnia wolę ojca z charakterystyczną dla młodych swadą – czasem z nonszalancją, czasem z pasją. Jego opowieść to nie walka z przeznaczeniem, lecz obserwacja przemian – często brutalnych, często niesprawiedliwych – które dotykają świat, jaki zna.
Książka stanowi bezpośrednią kontynuację opowiadania „Dziecina się kwili, matusieńka lili…” z antologii Kwiat Paproci.
Jeśli znacie tę krótką formę, powrót do historii Wojmira i Żywi będzie dla Was świetną okazją do poznania tych postaci w szerszym kontekście. Po dramatycznych wydarzeniach opowiadania ruszamy dalej – śladami chłopaka, który nie przystaje do świata ludzi, choć próbuje z niego wyciągnąć to, co dla niego najlepsze. Towarzyszy mu Żywia – dziewczyna i demon jednocześnie. Istota o dwóch sercach i dwóch duszach, prawdziwa strzyga – nie do końca ludzka, ale i nie całkiem obca. Ich relacja jest złożona; chłopak nie ma pewności, czy jego emocje wobec Żywii wynikają z uroku, jaki na niego rzuciła, czy też z jej osobistego powabu.
Jego wątpliwości pogłębiają się, gdy do tej niezwykłej dwójki dołącza Stefa – młoda szeptucha, dziewczyna z ludu, której wiedza oparta jest na tradycji, ziołach i darach ziemi. Nie ma w niej nic nadprzyrodzonego – jest za to zakorzenienie w mądrości przodkiń i świadomość, że świat to coś więcej niż to, co widać. Stefcia staje się mostem między magią a codziennością, pełnoprawną uczestniczką przygód, które zabierają nas przez średniowieczny Poznań w jego rozkwicie, poprzez zaświaty aż po magiczny Rogalin – miejsce, gdzie dawni bogowie wciąż domagają się ofiar.
Na ich drodze stają zarówno istoty z dawnych opowieści, jak i ludzie z krwi i kości – przestraszeni, zagubieni, często okrutni wobec tego, czego nie rozumieją. Wojmir, Żywia i Stefcia uczą się siebie nawzajem, ale też próbują odnaleźć równowagę w świecie, który staje się coraz mniej gościnny dla wszystkiego, co stare, wolne i dzikie. Po drodze poznają niezwykłego towarzysza – Floriana, który, choć nosi habit, okazuje się człowiekiem pełnym zrozumienia i łagodności. Ma w sobie otwartość i mądrość, które zjednują serca trójki pogan… i czytelnika.
Zakończenie książki zaskakuje – nie efekciarskim zwrotem akcji, lecz emocjonalną głębią i eskalacją akcentowanych przez całą powieść niepokojów społecznych. To koniec, który nie zamyka drzwi – zostawia miejsce na kontynuację historii Wojmira i jego towarzyszek oraz… całej Nawii. Bo historia Wojmira nie tylko się nie domknęła – ona dopiero się zaczyna.
Autorka prowadzi narrację lekką ręką – językiem przystępnym, lecz pełnym obrazów, ciepłym i bliskim emocjom bohaterów. Nie jest to literatura wymagająca w sensie formalnym, ale ma w sobie wewnętrzny rytm i literackie wyczucie. Kulbat nie moralizuje, nie stawia ostrych granic, nie przypisuje racji jednej stronie – pozwala czytelnikowi samemu dotknąć tego, co już niemal zapomniane. To proza, która może stanowić znakomity punkt wejścia dla młodszych czytelników – młodzieży zainteresowanej historią, duchowością, słowiańskim dziedzictwem – ale i dla dorosłych, którzy potrzebują chwili oddechu od ciężkich, wymagających lektur.
Czego tu nie znajdziecie? Literackich eksperymentów, zawiłych konstrukcji, gęstej intertekstualności. To nie ten adres.
Ale jeśli szukacie opowieści z duszą, z bohaterami, których można poczuć, z krajobrazami, które oddychają i z mitologią, która naprawdę tętni pod powierzchnią – Wezwanie Żmija może być dla Was doskonałym początkiem.
Dla mnie to jedna z pierwszych powieści tak osadzonych w polskiej mitologii – tej, która przetrwała w powiedzeniach, ziołach suszonych pod powałą przez nasze babcie, ale też w świętach, które dziś obchodzimy. Bo kto nie topił Marzanny? Kto nie święcił jajek, nie polewał się wodą w Lany Poniedziałek? To wszystko echa dawnych rytuałów – pytanie tylko, czy rzeczywiście tak martwych, jak mogło nam się wydawać.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Read
November 14, 2025"Wezwanie żmija" to tytuł, który mocno mnie ciekawił, z uwagi na to, że jestem wielką fanką debiutanckiej serii autorki - Mojra, byłam więc niemal pewna, że i tę książkę pokocham. Niestety, będąc już po lekturze nie mogę tego powiedzieć, czuję się zawiedziona :/
Zacznę od plusów, podczas czytania bardzo podobały mi się ciekawostki i smaczki dotyczące wierzeń oraz zwyczajów ludzi żyjących w średniowieczu, dzięki temu powieść ma całkiem fajny klimat. Oprócz tego mamy tu świat, gdzie chrześcijaństwo nie wyparło pogańskich wierzeń i obie wiary koegzystują z sobą, trochę konkurując.
Spodobał mi się też pomysł na głównych bohaterów - mamy tutaj Wojmira, syna Żmija, Stefę - szeptuchę oraz Żywię - strzygę. Niestety finalnie ich kreacja średnio przypadła mi do gustu.
O samej magii Wojmira jakoś wiele się nie dowiadujemy, więcej miejsca poświęcono na jego rodzące się uczucia romantyczne... oprócz tego wydawał się postacią, która trochę urwała się z choinki - nie za wiele wiedział o historii, sytuacji politycznej kraju czy najbliższej okolicy, ani o pogańskich zwyczajach.
Żywia najmocniej mnie irytowała, była roszczeniowa, samolubna, lekkomyślna.
Najlepsze wrażenie zrobiła na mnie Stefa, która jakkolwiek ogarniała sytuację w tym towarzystwie, miała jakąś wiedzę i z niej korzystała.
W książce też pojawiają się wiedźmy i czarownice, co liczyłam, że mnie ucieszy, lecz ich kreacja niestety również nie przypadła mi do gustu.
Fabularnie książka w ogóle mnie nie zaangażowała i czytałam ją trochę na siłę. Zdenerwowało mnie samo zakończenie, które jest mocno naciągane, co jeszcze mocniej podkreśliła wielka niewiadoma na sam koniec jeśli chodzi o tytułowe wezwanie żmija. Dostaliśmy historię, która niezbyt nawiązuje do swojego tytuły przez 300 stron :/
Książkę trochę męczyłam też ze względów technicznych, mam wrażenie, że beta czytelnicy oraz redakcja nie wywiązały się tu dobrze ze swojego zadania, moim zdaniem tekst wymaga tu jeszcze wiele szlifowania. Dialogi często były infantylne, w wielu sytuacjach trocje bezsensowne. Osobiście też mocno rzucał mi się w oczy brak konsekwencji, jeśli chodzi o odmianę imion, którą bardzo lubię i wolę, jeśli te imiona się jednak odmienia. Jeśli autor czy wydawca decyduje się ich nie odmieniać, to jakoś przymknę na to oko, ale na pewno nie w sytuacji gdy odmienia się je lub nie w sposób losowy.
Z rytmu wybijał mnie też styl, bardzo często szyk zdań był zaburzony i stylizowany na "starodawny", ale jednocześnie w języku, którym posługiwały się postaci było sporo słów czy wyrażeń potocznych, które kompletnie mi nie pasowały..
Z wielkim żalem, ale muszę przyznać, że "Wezwanie żmija" mnie zawiodło. Mam wrażenie, że ta książka jest niedopracowana i bez większego pomysłu, jeśli chodzi o fabułę czy kreację bohaterów, ale również wymagałaby jeszcze sporo pracy technicznej nad tekstem. Liczyłam, że znajdę tu swojego nowego ulubieńca, tymczasem ledwo udało mi się tę książkę doczytać. Wiem, ze ten tytuł ma swoich fanów i odbiorców, lecz niestety ja nie mogę zaliczyć się do ich szeregów. Żałuję, że moje pierwsze spotkanie z tą serią wydawniczą nie było bardziej udane, ale nie poddam się i chcę jeszcze spróbować z kilkoma innymi tytułami, z nadzieją, że bardziej mi się spodobają.
Zacznę od plusów, podczas czytania bardzo podobały mi się ciekawostki i smaczki dotyczące wierzeń oraz zwyczajów ludzi żyjących w średniowieczu, dzięki temu powieść ma całkiem fajny klimat. Oprócz tego mamy tu świat, gdzie chrześcijaństwo nie wyparło pogańskich wierzeń i obie wiary koegzystują z sobą, trochę konkurując.
Spodobał mi się też pomysł na głównych bohaterów - mamy tutaj Wojmira, syna Żmija, Stefę - szeptuchę oraz Żywię - strzygę. Niestety finalnie ich kreacja średnio przypadła mi do gustu.
O samej magii Wojmira jakoś wiele się nie dowiadujemy, więcej miejsca poświęcono na jego rodzące się uczucia romantyczne... oprócz tego wydawał się postacią, która trochę urwała się z choinki - nie za wiele wiedział o historii, sytuacji politycznej kraju czy najbliższej okolicy, ani o pogańskich zwyczajach.
Żywia najmocniej mnie irytowała, była roszczeniowa, samolubna, lekkomyślna.
Najlepsze wrażenie zrobiła na mnie Stefa, która jakkolwiek ogarniała sytuację w tym towarzystwie, miała jakąś wiedzę i z niej korzystała.
W książce też pojawiają się wiedźmy i czarownice, co liczyłam, że mnie ucieszy, lecz ich kreacja niestety również nie przypadła mi do gustu.
Fabularnie książka w ogóle mnie nie zaangażowała i czytałam ją trochę na siłę. Zdenerwowało mnie samo zakończenie, które jest mocno naciągane, co jeszcze mocniej podkreśliła wielka niewiadoma na sam koniec jeśli chodzi o tytułowe wezwanie żmija. Dostaliśmy historię, która niezbyt nawiązuje do swojego tytuły przez 300 stron :/
Książkę trochę męczyłam też ze względów technicznych, mam wrażenie, że beta czytelnicy oraz redakcja nie wywiązały się tu dobrze ze swojego zadania, moim zdaniem tekst wymaga tu jeszcze wiele szlifowania. Dialogi często były infantylne, w wielu sytuacjach trocje bezsensowne. Osobiście też mocno rzucał mi się w oczy brak konsekwencji, jeśli chodzi o odmianę imion, którą bardzo lubię i wolę, jeśli te imiona się jednak odmienia. Jeśli autor czy wydawca decyduje się ich nie odmieniać, to jakoś przymknę na to oko, ale na pewno nie w sytuacji gdy odmienia się je lub nie w sposób losowy.
Z rytmu wybijał mnie też styl, bardzo często szyk zdań był zaburzony i stylizowany na "starodawny", ale jednocześnie w języku, którym posługiwały się postaci było sporo słów czy wyrażeń potocznych, które kompletnie mi nie pasowały..
Z wielkim żalem, ale muszę przyznać, że "Wezwanie żmija" mnie zawiodło. Mam wrażenie, że ta książka jest niedopracowana i bez większego pomysłu, jeśli chodzi o fabułę czy kreację bohaterów, ale również wymagałaby jeszcze sporo pracy technicznej nad tekstem. Liczyłam, że znajdę tu swojego nowego ulubieńca, tymczasem ledwo udało mi się tę książkę doczytać. Wiem, ze ten tytuł ma swoich fanów i odbiorców, lecz niestety ja nie mogę zaliczyć się do ich szeregów. Żałuję, że moje pierwsze spotkanie z tą serią wydawniczą nie było bardziej udane, ale nie poddam się i chcę jeszcze spróbować z kilkoma innymi tytułami, z nadzieją, że bardziej mi się spodobają.
January 24, 2026
[Współpraca z wydawnictwem Replika]
Nie ma nic lepszego niż rozpoczęcie roku od naprawdę dobrej fantastyki. A takie właśnie jest „Wezwanie Żmija”. Trzyma w napięciu, wciąga od pierwszych stron i bardzo szybko pozwala zanurzyć się w wykreowanym świecie.
Wojmir prowadzi bardzo poukładane życie — niezwykłe, ale jednak uporządkowane. Na co dzień odprowadza zbłąkane dusze nad brzeg Rzeki Zapomnienia, płynącej pod same bramy Nawii. Widzi duchy, potrafi rozmawiać z demonami…a wszystko dlatego, że jest synem Żmija, pana Zaświatów.
Jego codzienność wywraca do góry nogami Żywia — piękna Strzyga, która wplątuje go w swoje sprawy. Razem wyruszają w kierunku średniowiecznego Poznania. Na ich drodze staje również Szeptucha Stefa, którą ratują z opresji.
Ta niespotykana trójka trafia w sam środek ogromnego chaosu ogarniającego miasto. Tajemnicze samobójstwa wydają się niezwykle podejrzane, a ich liczba i okoliczności jasno wskazują, że nie jest to zwykły zbieg wydarzeń. Czy Wojmir ma z nimi coś wspólnego? Czy jako syn pana Zaświatów jest w stanie zapobiec nadchodzącej katastrofie?
Agnieszka Kulbat zbudowała niesamowity świat, a fabuła wciąga bez reszty od momentu, gdy tylko przekroczy się jego próg. Uważam, że osadzenie akcji w średniowieczu dodaje historii wyjątkowego smaku — zwłaszcza że do tej pory czytałam wyłącznie współcześnie osadzone opowieści ze słowiańskimi motywami. Niezwykle ciekawe było zetknięcie się z książką, w której stosunkowo nowy chrześcijanizm ściera się z pogańskimi wierzeniami.
Podczas lektury nie mogłam pozbyć się wrażenia, że ten świat jest mi dziwnie znajomy. Chwilami byłam wręcz pewna, że w poprzednim życiu sama byłam szeptuchą — tak naturalnie odnalazłam się w tej historii, wierzeniach i klimacie.
Autorka stworzyła bohaterów, których naprawdę da się lubić i którym nie sposób nie kibicować. Choć są postaciami fantastycznymi, pozostają bardzo ludzcy — ich emocje są autentyczne i wręcz wyczuwalne między kartami powieści.
Średniowieczny Poznań i okoliczne wsie stanowią niezwykle ciekawe tło dla wydarzeń. Szczególnie spodobało mi się delikatne wtrącanie słowa „tej” do dialogów, które nadaje im naturalności, swojskości i dodatkowo podkreśla realia epoki.
Bardzo się cieszę, że przede mną jeszcze drugi tom. Nie byłam gotowa rozstawać się z bohaterami — zdążyłam się z nimi związać i naprawdę zaangażować w ich losy.
Styl autorki jest lekki, przyjemny, a momentami wprowadza subtelną nutkę humoru, dzięki czemu przez fabułę niemal się płynie. Tempo akcji jest zróżnicowane, ale nie ma tu miejsca na nudę.
Gdyby tego wszystkiego było mało, wydanie książki jest po prostu przepiękne. Projekt okładki oraz barwione brzegi doskonale oddają niesamowitość tej historii.
Nie ma nic lepszego niż rozpoczęcie roku od naprawdę dobrej fantastyki. A takie właśnie jest „Wezwanie Żmija”. Trzyma w napięciu, wciąga od pierwszych stron i bardzo szybko pozwala zanurzyć się w wykreowanym świecie.
Wojmir prowadzi bardzo poukładane życie — niezwykłe, ale jednak uporządkowane. Na co dzień odprowadza zbłąkane dusze nad brzeg Rzeki Zapomnienia, płynącej pod same bramy Nawii. Widzi duchy, potrafi rozmawiać z demonami…a wszystko dlatego, że jest synem Żmija, pana Zaświatów.
Jego codzienność wywraca do góry nogami Żywia — piękna Strzyga, która wplątuje go w swoje sprawy. Razem wyruszają w kierunku średniowiecznego Poznania. Na ich drodze staje również Szeptucha Stefa, którą ratują z opresji.
Ta niespotykana trójka trafia w sam środek ogromnego chaosu ogarniającego miasto. Tajemnicze samobójstwa wydają się niezwykle podejrzane, a ich liczba i okoliczności jasno wskazują, że nie jest to zwykły zbieg wydarzeń. Czy Wojmir ma z nimi coś wspólnego? Czy jako syn pana Zaświatów jest w stanie zapobiec nadchodzącej katastrofie?
Agnieszka Kulbat zbudowała niesamowity świat, a fabuła wciąga bez reszty od momentu, gdy tylko przekroczy się jego próg. Uważam, że osadzenie akcji w średniowieczu dodaje historii wyjątkowego smaku — zwłaszcza że do tej pory czytałam wyłącznie współcześnie osadzone opowieści ze słowiańskimi motywami. Niezwykle ciekawe było zetknięcie się z książką, w której stosunkowo nowy chrześcijanizm ściera się z pogańskimi wierzeniami.
Podczas lektury nie mogłam pozbyć się wrażenia, że ten świat jest mi dziwnie znajomy. Chwilami byłam wręcz pewna, że w poprzednim życiu sama byłam szeptuchą — tak naturalnie odnalazłam się w tej historii, wierzeniach i klimacie.
Autorka stworzyła bohaterów, których naprawdę da się lubić i którym nie sposób nie kibicować. Choć są postaciami fantastycznymi, pozostają bardzo ludzcy — ich emocje są autentyczne i wręcz wyczuwalne między kartami powieści.
Średniowieczny Poznań i okoliczne wsie stanowią niezwykle ciekawe tło dla wydarzeń. Szczególnie spodobało mi się delikatne wtrącanie słowa „tej” do dialogów, które nadaje im naturalności, swojskości i dodatkowo podkreśla realia epoki.
Bardzo się cieszę, że przede mną jeszcze drugi tom. Nie byłam gotowa rozstawać się z bohaterami — zdążyłam się z nimi związać i naprawdę zaangażować w ich losy.
Styl autorki jest lekki, przyjemny, a momentami wprowadza subtelną nutkę humoru, dzięki czemu przez fabułę niemal się płynie. Tempo akcji jest zróżnicowane, ale nie ma tu miejsca na nudę.
Gdyby tego wszystkiego było mało, wydanie książki jest po prostu przepiękne. Projekt okładki oraz barwione brzegi doskonale oddają niesamowitość tej historii.
April 19, 2025
„Wezwanie Żmija” rozpoczyna nową serię Agnieszki Kulbat DZIEDZICTWO STRÓŻA NAWII.
Muszę przyznać, że jest to znakomity wstęp do serii, gdyż książka pochłania całkowicie i czaruje niesamowitym klimatem. Ale po kolei…
Wojmir szczyci się tym, iż jest synem Żmija. Posiada dar zaglądania w duszę i potrafi z nimi rozmawiać. Jego głównym zadaniem jest doprowadzanie zbłąkanych dusz na brzeg Rzeki Zapomnienia, skąd trafić mają do Nawii.
Tak Wojmir wędruje po świecie, łapiąc się w poszukiwaniu łatwego zarobku również innych zleceń. Syn Żmija ma słabość do pięknych kobiet. Od jakiegoś czasu znajduje się pod silnym wpływem uroku Żywi – strzygi, którą podejrzewa o to, że rzuciła na niego czar. Niebawem na jego drodze staje również urodziwa szeptucha Stefa. Wspólnie wyruszają do Poznania, który pochłonięty został przez tajemnicze plagi opętań i samobójstw… Wojmir będzie zaskoczony tym, co odkryje na miejscu…
Przyznaję, że z twórczością autorki nie miałam dotychczas przyjemności się spotkać, toteż zupełnie nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać po Wezwaniu Żmija. Kiedy jednak zaczęłam czytać pierwszy rozdział wiedziałam, że się polubimy. Podpasował mi styl autorki, a dodatkowo ogromne wrażenie zrobił klimat książki, który przesiąknął mnie całkowicie. To w połączeniu z rozgrywającymi się tu wydarzeniami rozbudzało moją wyobraźnię na maksa.
Powieść przepełniona jest słowiańską magią. Nie brakuje w niej pradawnych wierzeń, obrzędów, uroków i magicznych stworzeń. Barwne postacie tylko dopełniają całości, sprawiając, że od książki nie sposób było się oderwać.
Wojmir to bohater, który wzbudza skrajne emocje. Osobiście nie do końca podobało mi się jego zachowanie i nie zawsze śmieszyły żarty. Podobały mi się za to postacie kobiece wykreowane przez Agnieszkę Kulbat. Żywia, strzyga posiadająca dwie dusze i dwa serca. Czasem do głosu dochodziła jej demoniczna strona, a czasem ta bardziej ludzka. To postać, która nie jest ani dobra, ani tak do końca zła. Ma w sobie coś, za co da się ją lubić. Stefa natomiast to bez wątpienia moja ulubienica. Zdobyła moją sympatią niemal od razu. Szeptucha cechująca się ogromną wrażliwością na ludzką krzywdę. Choć zawsze chce jak najlepiej i pragnie nieść pomoc potrzebującym musi mierzyć się również z nienawiścią i oskarżeniami o czary. Mimo czyhających na nią niebezpieczeństw wykazuje się niezwykłą odwagą i zdrowym rozsądkiem. Bardzo ją lubię.
🐍
Spędziłam z tą książką bardzo fajny czas i już nie mogę doczekać się aż poznam dalszy ciąg tej historii, bo zakończenie mnie zaskoczyło. Polecam
Muszę przyznać, że jest to znakomity wstęp do serii, gdyż książka pochłania całkowicie i czaruje niesamowitym klimatem. Ale po kolei…
Wojmir szczyci się tym, iż jest synem Żmija. Posiada dar zaglądania w duszę i potrafi z nimi rozmawiać. Jego głównym zadaniem jest doprowadzanie zbłąkanych dusz na brzeg Rzeki Zapomnienia, skąd trafić mają do Nawii.
Tak Wojmir wędruje po świecie, łapiąc się w poszukiwaniu łatwego zarobku również innych zleceń. Syn Żmija ma słabość do pięknych kobiet. Od jakiegoś czasu znajduje się pod silnym wpływem uroku Żywi – strzygi, którą podejrzewa o to, że rzuciła na niego czar. Niebawem na jego drodze staje również urodziwa szeptucha Stefa. Wspólnie wyruszają do Poznania, który pochłonięty został przez tajemnicze plagi opętań i samobójstw… Wojmir będzie zaskoczony tym, co odkryje na miejscu…
Przyznaję, że z twórczością autorki nie miałam dotychczas przyjemności się spotkać, toteż zupełnie nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać po Wezwaniu Żmija. Kiedy jednak zaczęłam czytać pierwszy rozdział wiedziałam, że się polubimy. Podpasował mi styl autorki, a dodatkowo ogromne wrażenie zrobił klimat książki, który przesiąknął mnie całkowicie. To w połączeniu z rozgrywającymi się tu wydarzeniami rozbudzało moją wyobraźnię na maksa.
Powieść przepełniona jest słowiańską magią. Nie brakuje w niej pradawnych wierzeń, obrzędów, uroków i magicznych stworzeń. Barwne postacie tylko dopełniają całości, sprawiając, że od książki nie sposób było się oderwać.
Wojmir to bohater, który wzbudza skrajne emocje. Osobiście nie do końca podobało mi się jego zachowanie i nie zawsze śmieszyły żarty. Podobały mi się za to postacie kobiece wykreowane przez Agnieszkę Kulbat. Żywia, strzyga posiadająca dwie dusze i dwa serca. Czasem do głosu dochodziła jej demoniczna strona, a czasem ta bardziej ludzka. To postać, która nie jest ani dobra, ani tak do końca zła. Ma w sobie coś, za co da się ją lubić. Stefa natomiast to bez wątpienia moja ulubienica. Zdobyła moją sympatią niemal od razu. Szeptucha cechująca się ogromną wrażliwością na ludzką krzywdę. Choć zawsze chce jak najlepiej i pragnie nieść pomoc potrzebującym musi mierzyć się również z nienawiścią i oskarżeniami o czary. Mimo czyhających na nią niebezpieczeństw wykazuje się niezwykłą odwagą i zdrowym rozsądkiem. Bardzo ją lubię.
🐍
Spędziłam z tą książką bardzo fajny czas i już nie mogę doczekać się aż poznam dalszy ciąg tej historii, bo zakończenie mnie zaskoczyło. Polecam
April 6, 2025
Wojmir nigdy nie poznał swojego ojca żmija, legendarnego opiekuna pogranicza światów po którym odziedziczył dar. Młody mężczyzna obdarzony niezwykłą mocą, tak końca nie wiedział czy jej posiadanie to błogosławieństwem, czy też przekleństwem. Jego zadaniem jako Stróża Nawii jest pilnowanie równowagi między światem żywych i umarłych. Pewnego dnia podczas wyprawy poznaje strzygę Żywię, oraz szeptuchę Stef. Slot wydarzeń pcha ich do Poznania gdzie ostatnimi czasy zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Ludzie zamieszkujący to miasto postradali rozumy, a ciemność gęstnieje oplatając swoimi mackami całą okolicę. Za wszystkim będzie stać siła zła która za wszelką cenę będzie chciała przerwać granicę między światami.
Już od jakiegoś czasu ciągnęło mnie do tego by przeczytać coś w słowiańskim klimacie i trafiłam na żyłę złota, dosłownie. Już od pierwszych stron wiedziałam że to jest właśnie to i spędzę przy tej książce miło czas. I wcale się nie pomyliłam. Cudowna lekkość w jakiej została napisana książka, napawać będzie oko czytelnika, do tego interesująca i wciągająca fabuła spowoduje że czyta się ją jednym tchem. Miałam sporo frajdy czytając ją a szczególnie przyczyniła się do tego jedna z relacji która czasem doprowadzała mnie do łez, no humor na jaki pozwoliła sobie tutaj autorka jest świetnie wpleciony w resztę fabuły nie przytłaczając go. Pozwolę sobie też nakreślić dynamikę akcji która jest idealnie wyważona, autorka zadbała o luźniejsze momenty w których złapiemy oddech, ale także potrafi podnieś adrenalinę w taki sposób że nie ma mowy o odpoczynku, szczególnie przy mocniejszych scenach. Wątek przyjaźni, jest idealnym fundamentem emocjonalnym tej historii, chodź ekipa jest od siebie naprawdę różna to autorka na ich przykładzie pokazuje, że nie ważne co ich dzieli, przyjaźń można odnaleźć jak się tylko chce. Jednak najmocniejszym wątkiem będą właśnie wierzenia słowiańskie to na nich bazuje tutaj autorka i to one najbardziej zwróciły moją uwagę, dzięki nim pisarka stworzyła bogaty, mroczny ale fascynujący świat, w którym to magia przeplata swoje losy z realnym światem. Nie zapominam też o ważnych tematach które porusza książka, dziedzictwa, wiary i odpowiedzialności. Podsumowując to świetnie napisana książka fantasy, która poruszy najgłębsze zakamarki waszej duszy, moje czytelnicze serce aż piszczało z radości i mogę spokojnie stwierdzić że to najlepsza książka fantasy jaką do tej pory przeczytałam. Czekam na kolejną część.
Już od jakiegoś czasu ciągnęło mnie do tego by przeczytać coś w słowiańskim klimacie i trafiłam na żyłę złota, dosłownie. Już od pierwszych stron wiedziałam że to jest właśnie to i spędzę przy tej książce miło czas. I wcale się nie pomyliłam. Cudowna lekkość w jakiej została napisana książka, napawać będzie oko czytelnika, do tego interesująca i wciągająca fabuła spowoduje że czyta się ją jednym tchem. Miałam sporo frajdy czytając ją a szczególnie przyczyniła się do tego jedna z relacji która czasem doprowadzała mnie do łez, no humor na jaki pozwoliła sobie tutaj autorka jest świetnie wpleciony w resztę fabuły nie przytłaczając go. Pozwolę sobie też nakreślić dynamikę akcji która jest idealnie wyważona, autorka zadbała o luźniejsze momenty w których złapiemy oddech, ale także potrafi podnieś adrenalinę w taki sposób że nie ma mowy o odpoczynku, szczególnie przy mocniejszych scenach. Wątek przyjaźni, jest idealnym fundamentem emocjonalnym tej historii, chodź ekipa jest od siebie naprawdę różna to autorka na ich przykładzie pokazuje, że nie ważne co ich dzieli, przyjaźń można odnaleźć jak się tylko chce. Jednak najmocniejszym wątkiem będą właśnie wierzenia słowiańskie to na nich bazuje tutaj autorka i to one najbardziej zwróciły moją uwagę, dzięki nim pisarka stworzyła bogaty, mroczny ale fascynujący świat, w którym to magia przeplata swoje losy z realnym światem. Nie zapominam też o ważnych tematach które porusza książka, dziedzictwa, wiary i odpowiedzialności. Podsumowując to świetnie napisana książka fantasy, która poruszy najgłębsze zakamarki waszej duszy, moje czytelnicze serce aż piszczało z radości i mogę spokojnie stwierdzić że to najlepsza książka fantasy jaką do tej pory przeczytałam. Czekam na kolejną część.
March 20, 2025
Seria "Słowiańskie światy" zachwyca nie tylko wyglądem zewnętrznym, ale przede wszystkim treścią. Każda książka stanowi odmienne spojrzenie na motywy słowiańskie, nie ograniczając się jedynie do mitów, demonów czy bogów. Z tego powodu bez wahania sięgnęłam po kolejną pozycję z tej serii - "Wezwanie żmija" Agnieszki Kulbat. Czy książka mnie zaskoczyła? Zdecydowanie tak!
Język i styl autorki są lekkie i przyjemne, co sprawia, że powieść czyta się niezwykle szybko i z niemałym zainteresowaniem. Kulbat sprawnie operuje słowem, budując nie tylko barwne opisy, ale również naturalne dialogi, co pozwala jeszcze bardziej zanurzyć się w przedstawiony świat.
Fabuła "Wezwania żmija" wciąga od pierwszych stron. Powieść przenosi nas w XV wiek, gdzie śledzimy losy Wojmira, syna Żmija, który wędruje po świecie, odprowadzając dusze przez Rzekę Zapomnienia. Towarzyszy mu strzyga Żywia, a ich drogi wiodą do Poznania, gdzie Wojmir ma wykonać zadanie dla swojej towarzyszki. W ich podróży bierze udział także szeptucha Stefa, co wprowadza dodatkowe napięcie i dynamikę do fabuły. Historia przeplata chrześcijaństwo z pogaństwem, oferując intrygujące spojrzenie na wzajemne relacje tych dwóch światów. Powieść zawiera również motyw drogi oraz subtelny element found family, co sprawia, że czytelnik szybko angażuje się w losy bohaterów.
Miejscem akcji jest głównie Poznań i okoliczne wioski. Wizja XV-wiecznego Poznania, jaką kreśli autorka, jest niezwykle interesująca i dopracowana w detalach. Barwne opisy pozwalają niemal poczuć atmosferę tamtych czasów, co znaczną miarą wzbogaca lekturę. Akcja jest dynamiczna, nie pozwala na nudę, a każdy rozdział przynosi nowe emocje i zwroty wydarzeń.
Bohaterowie są wyraziści i realistyczni. Wojmir, młody i jeszcze niedoświadczony, ma w sobie pewną naiwność, ale trudno go nie polubić. Żywia i Stefa to postacie pełne charakteru i siły, każda z nich wnosi coś unikalnego do historii. Dynamika relacji między tą trójką jest przedstawiona w ciekawy sposób, co sprawia, że z zainteresowaniem obserwujemy ich interakcje i rozwój.
Podsumowując, "Wezwanie żmija" to kolejna udana odsłona serii "Słowiańskie światy", którą bardzo polubiłam. To intrygująca, pełna klimatu opowieść, która przypadnie do gustu miłośnikom słowiańskich motywów, dynamicznej akcji i silnych bohaterów. Jeśli chcecie przeżyć fascynującą przygodę i dać się porwać w świat pełen magii, warto sięgnąć po tę książkę – na pewno nie będziecie się nudzić!
Język i styl autorki są lekkie i przyjemne, co sprawia, że powieść czyta się niezwykle szybko i z niemałym zainteresowaniem. Kulbat sprawnie operuje słowem, budując nie tylko barwne opisy, ale również naturalne dialogi, co pozwala jeszcze bardziej zanurzyć się w przedstawiony świat.
Fabuła "Wezwania żmija" wciąga od pierwszych stron. Powieść przenosi nas w XV wiek, gdzie śledzimy losy Wojmira, syna Żmija, który wędruje po świecie, odprowadzając dusze przez Rzekę Zapomnienia. Towarzyszy mu strzyga Żywia, a ich drogi wiodą do Poznania, gdzie Wojmir ma wykonać zadanie dla swojej towarzyszki. W ich podróży bierze udział także szeptucha Stefa, co wprowadza dodatkowe napięcie i dynamikę do fabuły. Historia przeplata chrześcijaństwo z pogaństwem, oferując intrygujące spojrzenie na wzajemne relacje tych dwóch światów. Powieść zawiera również motyw drogi oraz subtelny element found family, co sprawia, że czytelnik szybko angażuje się w losy bohaterów.
Miejscem akcji jest głównie Poznań i okoliczne wioski. Wizja XV-wiecznego Poznania, jaką kreśli autorka, jest niezwykle interesująca i dopracowana w detalach. Barwne opisy pozwalają niemal poczuć atmosferę tamtych czasów, co znaczną miarą wzbogaca lekturę. Akcja jest dynamiczna, nie pozwala na nudę, a każdy rozdział przynosi nowe emocje i zwroty wydarzeń.
Bohaterowie są wyraziści i realistyczni. Wojmir, młody i jeszcze niedoświadczony, ma w sobie pewną naiwność, ale trudno go nie polubić. Żywia i Stefa to postacie pełne charakteru i siły, każda z nich wnosi coś unikalnego do historii. Dynamika relacji między tą trójką jest przedstawiona w ciekawy sposób, co sprawia, że z zainteresowaniem obserwujemy ich interakcje i rozwój.
Podsumowując, "Wezwanie żmija" to kolejna udana odsłona serii "Słowiańskie światy", którą bardzo polubiłam. To intrygująca, pełna klimatu opowieść, która przypadnie do gustu miłośnikom słowiańskich motywów, dynamicznej akcji i silnych bohaterów. Jeśli chcecie przeżyć fascynującą przygodę i dać się porwać w świat pełen magii, warto sięgnąć po tę książkę – na pewno nie będziecie się nudzić!
April 28, 2025
Jakie to było dobre! Ja chce więcej na już! Cykl "Dziedzictwo stróża Nawii" autorstwa Agnieszki Kulbat otwiera powieść "Wezwanie Żmija". Jednakże szansę na poznanie Wojmira mieliśmy już wcześniej przy okazji opowiadania w antologii słowiańskiej. Powieść "Wezwanie Żmija" została wydana nakładem Wydawnictwa Replika.
Za egzemplarz książki do recenzji w ramach współpracy barterowej dziękuję bardzo wydawnictwu.
Gdy tylko otwieramy książkę ta wciąga nas w całości. Świat wykreowany przez autorkę poznaje się z przyjemnością i zaciekawieniem. Realia historyczne na jakie autorka się zdecydowała dodatkowo dodają atrakcyjności lekturze. Klimat tej historii mnie bardzo zauroczył i z przyjemnością zatopiłam się w lekturze. Historia jest bardzo ciekawie poprowadzona i do ostatniej strony z zaciekawieniem ją pochłaniamy.
Mamy tu ciekawy wątek zderzenia się dwóch wiar, które teoretycznie są równe, ale gdy lepiej się przyjrzeć wcale tak nie jest. Ukazane jest tutaj straszliwe oblicze wiary chrześcijańskiej - każdy z Was na pewno wie kto to Krzyżacy - oraz będące w kontrze oblicze rodzimowierców. Widoczne jest tutaj to jak mało tolerancyjni i wystraszeni są katolicy, ale również podkreślenie oddzielenia wiary od praktyk kościoła. Podoba mi się tutaj ta różnorodność wiary, ale i osób ją wyznających.
Bardzo dużym atutem tej powieści są bohaterowie. Bardzo polubiłam zarówno Wojmira, Stefę, jak i Żywię. Wojmir zdecydowanie został moim ulubionym Widzącym przez swój nietypowy charakter. Stefa wzbudza w nas współczucie, ale ukazuje również niezwykłą siłę. Żywia, mimo bycia najbardziej specyficzna w tej całej tej zgrai ma w sobie coś takiego, że pod koniec zdecydowanie jesteśmy gotowi stanąć za nią murem i jej pomóc. Z takim zespołem zdecydowanie chętnie spędziłabym jeszcze więcej czasu.
Ogromnie polecam Wam tą książkę, a sama wyczekuję na kolejny tom serii. Mam nadzieję, że nie trzeba będzie na niego za długo czekać. Autorka po raz kolejny udowodniła, że jest bardzo utalentowaną pisarką, a jej opowieści aż chce się czytać.
Za egzemplarz książki do recenzji w ramach współpracy barterowej dziękuję bardzo wydawnictwu.
Gdy tylko otwieramy książkę ta wciąga nas w całości. Świat wykreowany przez autorkę poznaje się z przyjemnością i zaciekawieniem. Realia historyczne na jakie autorka się zdecydowała dodatkowo dodają atrakcyjności lekturze. Klimat tej historii mnie bardzo zauroczył i z przyjemnością zatopiłam się w lekturze. Historia jest bardzo ciekawie poprowadzona i do ostatniej strony z zaciekawieniem ją pochłaniamy.
Mamy tu ciekawy wątek zderzenia się dwóch wiar, które teoretycznie są równe, ale gdy lepiej się przyjrzeć wcale tak nie jest. Ukazane jest tutaj straszliwe oblicze wiary chrześcijańskiej - każdy z Was na pewno wie kto to Krzyżacy - oraz będące w kontrze oblicze rodzimowierców. Widoczne jest tutaj to jak mało tolerancyjni i wystraszeni są katolicy, ale również podkreślenie oddzielenia wiary od praktyk kościoła. Podoba mi się tutaj ta różnorodność wiary, ale i osób ją wyznających.
Bardzo dużym atutem tej powieści są bohaterowie. Bardzo polubiłam zarówno Wojmira, Stefę, jak i Żywię. Wojmir zdecydowanie został moim ulubionym Widzącym przez swój nietypowy charakter. Stefa wzbudza w nas współczucie, ale ukazuje również niezwykłą siłę. Żywia, mimo bycia najbardziej specyficzna w tej całej tej zgrai ma w sobie coś takiego, że pod koniec zdecydowanie jesteśmy gotowi stanąć za nią murem i jej pomóc. Z takim zespołem zdecydowanie chętnie spędziłabym jeszcze więcej czasu.
Ogromnie polecam Wam tą książkę, a sama wyczekuję na kolejny tom serii. Mam nadzieję, że nie trzeba będzie na niego za długo czekać. Autorka po raz kolejny udowodniła, że jest bardzo utalentowaną pisarką, a jej opowieści aż chce się czytać.
February 9, 2026
Wezwanie Lisioła
.
Lisioł polubił Wojmira już od pierwszych stron księgi „Wezwanie Żmija” pióra Agnieszki Kulbat, bo jak tutaj nie lubić typa odprowadzającego duszę do Nawii za kasę, który nie cierpi swojej pracy. Jednak za coś trzeba pić i do zamtuza chodzić. W dodatku podąża za nim strzyga Żywia, która ma poważny interes – chce zostać szlachcianką! Ponoć ma na to papiery, ale zostały w jej starym dworze. Brzmi jak wiedźmińskie zlecenie, idealnie!
.
Wojmir ma nie lada problem. Kręci się wokół niego nie tylko strzyga, co chce mu jedno z dwóch serc oddać, ale także nieziemskiej urody szepciucha Stefa. Ta pierwsza w poszukiwaniu przysługi, a ta druga z konieczności, gdyż równość nie wszystkich obowiązuje. Wystarczy jedno słowo – „wiedźma”, a już komuś można życie odebrać. Chrześcijaństwo nie zna słowa równość, tym bardziej urażona męska duma, gdy kobieta powie „nie”. Aczkolwiek Stefa nie zamierza się poddać tak łatwo. Zwłaszcza w wielkim mieście, jakim jest Poznań za czasów panowania Jagiełły.
.
Duże miasto, duży problem, zwłaszcza gdy w łaźni nachodzi Cię zakonnik *mruknął Lisioł, oblewając futro zimną wodą* pomocy dla swojej zmarłej lubej chce. W ten sposób mamy kolejne zlecenie na liście. Do tego dochodzi cała seria dziwnych samobójstw, przy których nocowanie w zamtuzie to najmniejsze wyzwanie. Jeden widzący, dwie kobity i rosnąca ilość trupów od opętania, co może pójść nie tak?
.
Książka jest napisana z humorem. Lisioł musi przyznać, że bardzo mu to przypadło do gustu. Do tego słowiańskie klimaty na każdym kroku. Ani przez chwilę nie czujemy, że coś jest naciągane czy nieklimatyczne. Zioła, duszki, upiory, zagubione dusze i oczywiście magia Welesa. Do tego zagadka wręcz kryminalno-mityczna, Lisiołowi się podoba. Dla chętnych autorka dorzuciła wątki miłosne, ale na szczęście nie narzucają się one zbyt bardzo, futrzak docenia.
.
Lisioł polubił Wojmira już od pierwszych stron księgi „Wezwanie Żmija” pióra Agnieszki Kulbat, bo jak tutaj nie lubić typa odprowadzającego duszę do Nawii za kasę, który nie cierpi swojej pracy. Jednak za coś trzeba pić i do zamtuza chodzić. W dodatku podąża za nim strzyga Żywia, która ma poważny interes – chce zostać szlachcianką! Ponoć ma na to papiery, ale zostały w jej starym dworze. Brzmi jak wiedźmińskie zlecenie, idealnie!
.
Wojmir ma nie lada problem. Kręci się wokół niego nie tylko strzyga, co chce mu jedno z dwóch serc oddać, ale także nieziemskiej urody szepciucha Stefa. Ta pierwsza w poszukiwaniu przysługi, a ta druga z konieczności, gdyż równość nie wszystkich obowiązuje. Wystarczy jedno słowo – „wiedźma”, a już komuś można życie odebrać. Chrześcijaństwo nie zna słowa równość, tym bardziej urażona męska duma, gdy kobieta powie „nie”. Aczkolwiek Stefa nie zamierza się poddać tak łatwo. Zwłaszcza w wielkim mieście, jakim jest Poznań za czasów panowania Jagiełły.
.
Duże miasto, duży problem, zwłaszcza gdy w łaźni nachodzi Cię zakonnik *mruknął Lisioł, oblewając futro zimną wodą* pomocy dla swojej zmarłej lubej chce. W ten sposób mamy kolejne zlecenie na liście. Do tego dochodzi cała seria dziwnych samobójstw, przy których nocowanie w zamtuzie to najmniejsze wyzwanie. Jeden widzący, dwie kobity i rosnąca ilość trupów od opętania, co może pójść nie tak?
.
Książka jest napisana z humorem. Lisioł musi przyznać, że bardzo mu to przypadło do gustu. Do tego słowiańskie klimaty na każdym kroku. Ani przez chwilę nie czujemy, że coś jest naciągane czy nieklimatyczne. Zioła, duszki, upiory, zagubione dusze i oczywiście magia Welesa. Do tego zagadka wręcz kryminalno-mityczna, Lisiołowi się podoba. Dla chętnych autorka dorzuciła wątki miłosne, ale na szczęście nie narzucają się one zbyt bardzo, futrzak docenia.
July 3, 2026
To dopiero druga książka z serii Słowiańskie Światy, jaką miałem okazję przeczytać, i muszę przyznać, że była to czysta frajda. Bardzo spodobał mi się wykreowany świat osadzony gdzieś około 1410 roku, za panowania Jagiełły – w czasach, gdy pogańskie wierzenia wciąż były czymś równie naturalnym jak nowa wiara.
To powieść, którą można określić mianem modnego od kilku lat slavic book, czyli fantasy czerpiącego pełnymi garściami z mitologii słowiańskiej. Nie brakuje tu bóstw, mistycznych stworzeń i ludowych wierzeń. Głównym bohaterem jest Wojmir, syn samego Żmija, który zostaje wplątany w niebezpieczną kabałę. Towarzyszą mu strzyga i szeptucha, a po drodze spotkamy także wiedźmy, duchy, demony, a nawet skrzata domowego.
Im dalej w fabułę, tym bardziej wciągałem się w tę historię. Zgodnie z zapowiedzią była to prawdziwie magiczna przygoda, napisana z niezwykłą lekkością, dzięki czemu książkę pochłania się niemal bez wysiłku.
Dziedzictwo Stróża Nawii zadowoli zarówno fanów fantastyki, miłośników słowiańskich motywów, jak i czytelników powieści historycznych. Nie zabrakło tu intrygi, a nawet małego śledztwa. Dodatkowym atutem jest średniowieczny Poznań – miejsce akcji, które szczególnie mnie ucieszyło, bo naprawdę rzadko trafiam na książki rozgrywające się w moim mieście. Za tę lokalizację należy się autorce duży plus.
Co jeszcze można powiedzieć o Wezwaniu Żmija? Jest pięknie wydane. Jest po prostu dobrze napisane. I widać, że Agnieszka Kulbat znakomicie odnalazła się w historyczno-magicznym świecie swojej opowieści. Mógłbym wymienić jeszcze kilka zalet, ale część odkrywania zostawię już Wam.
Ja tymczasem zabieram się za lekturę Woli Żmija, bo koniecznie chcę poznać dalszy ciąg tej historii. Chyba nie muszę dodawać, że gorąco polecam tę książkę. To po prostu oczywista oczywistość.
Egzemplarz otrzymałem w ramach współpracy barterowej z @wydawnictworeplika
To powieść, którą można określić mianem modnego od kilku lat slavic book, czyli fantasy czerpiącego pełnymi garściami z mitologii słowiańskiej. Nie brakuje tu bóstw, mistycznych stworzeń i ludowych wierzeń. Głównym bohaterem jest Wojmir, syn samego Żmija, który zostaje wplątany w niebezpieczną kabałę. Towarzyszą mu strzyga i szeptucha, a po drodze spotkamy także wiedźmy, duchy, demony, a nawet skrzata domowego.
Im dalej w fabułę, tym bardziej wciągałem się w tę historię. Zgodnie z zapowiedzią była to prawdziwie magiczna przygoda, napisana z niezwykłą lekkością, dzięki czemu książkę pochłania się niemal bez wysiłku.
Dziedzictwo Stróża Nawii zadowoli zarówno fanów fantastyki, miłośników słowiańskich motywów, jak i czytelników powieści historycznych. Nie zabrakło tu intrygi, a nawet małego śledztwa. Dodatkowym atutem jest średniowieczny Poznań – miejsce akcji, które szczególnie mnie ucieszyło, bo naprawdę rzadko trafiam na książki rozgrywające się w moim mieście. Za tę lokalizację należy się autorce duży plus.
Co jeszcze można powiedzieć o Wezwaniu Żmija? Jest pięknie wydane. Jest po prostu dobrze napisane. I widać, że Agnieszka Kulbat znakomicie odnalazła się w historyczno-magicznym świecie swojej opowieści. Mógłbym wymienić jeszcze kilka zalet, ale część odkrywania zostawię już Wam.
Ja tymczasem zabieram się za lekturę Woli Żmija, bo koniecznie chcę poznać dalszy ciąg tej historii. Chyba nie muszę dodawać, że gorąco polecam tę książkę. To po prostu oczywista oczywistość.
Egzemplarz otrzymałem w ramach współpracy barterowej z @wydawnictworeplika
March 25, 2025
Wojmij, syn Żmija, widzi duchy i potrafi z nimi rozmawiać. Odprowadza dusze na brzeg Rzeki Zapomnienia, pod bramy Nawii. Pod wpływem uroku strzygi, zgadza się jej pomóc w pewnej sprawie. Przez to wędrują do Poznania, gdzie dochodzi do serii opętań i tajemniczych samobójstw, które dziwnym trafem wiążą się z samym Wojmirem.
„Wezwanie Żmija” to pierwszy tom Dziedzictwo Stróża Nawii. Książka, przy której świetnie się bawiłam! Poznałam już wcześniej pióro autorki, więc wiedziałam, że książka mi się na pewno spodoba.
Autorka, tym razem stworzyła historię w świecie przepełnionym słowiańskim klimatem, pradawnymi wierzeniami oraz magią. Jest to powieść gdzie koegzystują ze sobą chrześcijaństwo i pogańskie wierzenia. Nie obędzie się bez konfliktów na tle religijnym, jak i rasowym, chrześcijaństwo chce wyprzeć pogańskie wierzenia, zaczynają się nagonki na czarownice.
„Chciałabym kiedyś nie bać się, że ktoś skrzywdzi mnie za to, w co wierzę”
Świetnie oddany klimat średniowiecznej Polski, kiedy to chatki z kamienia zastępowały te z drewna. Barwne opisy jak i dialogi pozwalają wczuć się w atmosferę XV-wiecznego miasta. Powieść napisana z lekkością, humorem i żartami sytuacyjnymi, naszpikowana zwrotami akcji, od której na prawdę ciężko jest się oderwać. Autorka wykreowała wyraziste postaci, z którymi czytelnik może się utożsamić. Mamy Wojmira, syna Żmija, Żywię - strzygę i Stefe - szeptuchę. Każde z nich ma inny bagaż przeszłości, ale starają się razem wspierać mimo różnic. Splot nieoczekiwanych wydarzeń łączy ich w jedną grupę i wyruszają w podróż. Nie spodziewają się ile niezwykłych przygód przyjdzie im razem przeżyć.
Zakończenie ostrzy apetyt na więcej, mam nadzieję, że nie trzeba będzie długo czekać. Świetna powieść w słowiańskim klimacie, pełna dynamicznej akcji i ciekawych postaci, polecam!
„Wezwanie Żmija” to pierwszy tom Dziedzictwo Stróża Nawii. Książka, przy której świetnie się bawiłam! Poznałam już wcześniej pióro autorki, więc wiedziałam, że książka mi się na pewno spodoba.
Autorka, tym razem stworzyła historię w świecie przepełnionym słowiańskim klimatem, pradawnymi wierzeniami oraz magią. Jest to powieść gdzie koegzystują ze sobą chrześcijaństwo i pogańskie wierzenia. Nie obędzie się bez konfliktów na tle religijnym, jak i rasowym, chrześcijaństwo chce wyprzeć pogańskie wierzenia, zaczynają się nagonki na czarownice.
„Chciałabym kiedyś nie bać się, że ktoś skrzywdzi mnie za to, w co wierzę”
Świetnie oddany klimat średniowiecznej Polski, kiedy to chatki z kamienia zastępowały te z drewna. Barwne opisy jak i dialogi pozwalają wczuć się w atmosferę XV-wiecznego miasta. Powieść napisana z lekkością, humorem i żartami sytuacyjnymi, naszpikowana zwrotami akcji, od której na prawdę ciężko jest się oderwać. Autorka wykreowała wyraziste postaci, z którymi czytelnik może się utożsamić. Mamy Wojmira, syna Żmija, Żywię - strzygę i Stefe - szeptuchę. Każde z nich ma inny bagaż przeszłości, ale starają się razem wspierać mimo różnic. Splot nieoczekiwanych wydarzeń łączy ich w jedną grupę i wyruszają w podróż. Nie spodziewają się ile niezwykłych przygód przyjdzie im razem przeżyć.
Zakończenie ostrzy apetyt na więcej, mam nadzieję, że nie trzeba będzie długo czekać. Świetna powieść w słowiańskim klimacie, pełna dynamicznej akcji i ciekawych postaci, polecam!
April 3, 2026
Po pierwsze muszę wam zwrócić uwagę na to piękne wydanie. Jest cudowne, aż się napatrzeć nie mogę. Muszę przyznać, że Wydawnictwo Replika wie jak robić cudeńka🥰🥰🥰.
Jeżeli o chodzi samą historię, to na początku miałam straszny problem się w to wciągnąć, aż odłożyłam na później. Widać wtedy nie był na nią czas, bo za drugim razem czytałam to z większą przyjemnością.
Wojmir, nasz syn Żmija, jest bardzo fajnie wykreowaną postacią. Jest kochliwy, choć w sumie nie do końca w to wierzę, w końcu w Żywi zakochał się pod wpływem uroku, ale Stefa to już zupełnie inna sprawa🤭🤭🤭. Ma chłopak talent i zawsze wpada w tarapaty, albo może trafia w nieodpowiednie miejsca😅. Jedno i drugie do niego pasuje.
Żywia, to jest dopiero numer. Strzyga, ma dwoistą naturę, ludzką i deminiczną. Lubię ją zawsze wprowadza zamęt 🤭.
Jeżeli chodzi o Stefę, szeptuchę naszą, jest ona takim głosem rozsądku w tym zamotanym świecie.
Nasza trójeczka, ma sprawę do wykonania, ale z tym też nie będzie za łatwo. W czasie podróży trafiają do Poznania, a tam plaga dziwnych samobójstw się dzieje. Czy Żmijowy syn razem ze swą ekipą, rozwiąże ten tajemniczy problem?
Świat słowiański przeplata się z wiarą chrześcijańską. Jakoś współistnieją, ale dochodzi do wielu spięć. W końcu każdy ma rację 😅.
Lubię książki autorki i na tej, też dobrze się bawiłam 😁. Trochę nie umiałam się odnaleźć w tym XV wiecznymi klimacie, ale bohaterowie nadrabiają swoimi charakterami, skłonnościami do przesady i humorem🤭. Nie dostałam odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie, zobaczymy jak dalej potoczą się losy Żmijowej drużyny 😁. Jeżeli lubicie historie w słowiańskich klimatach, to musicie dać jej szanse. Polecam
Jeżeli o chodzi samą historię, to na początku miałam straszny problem się w to wciągnąć, aż odłożyłam na później. Widać wtedy nie był na nią czas, bo za drugim razem czytałam to z większą przyjemnością.
Wojmir, nasz syn Żmija, jest bardzo fajnie wykreowaną postacią. Jest kochliwy, choć w sumie nie do końca w to wierzę, w końcu w Żywi zakochał się pod wpływem uroku, ale Stefa to już zupełnie inna sprawa🤭🤭🤭. Ma chłopak talent i zawsze wpada w tarapaty, albo może trafia w nieodpowiednie miejsca😅. Jedno i drugie do niego pasuje.
Żywia, to jest dopiero numer. Strzyga, ma dwoistą naturę, ludzką i deminiczną. Lubię ją zawsze wprowadza zamęt 🤭.
Jeżeli chodzi o Stefę, szeptuchę naszą, jest ona takim głosem rozsądku w tym zamotanym świecie.
Nasza trójeczka, ma sprawę do wykonania, ale z tym też nie będzie za łatwo. W czasie podróży trafiają do Poznania, a tam plaga dziwnych samobójstw się dzieje. Czy Żmijowy syn razem ze swą ekipą, rozwiąże ten tajemniczy problem?
Świat słowiański przeplata się z wiarą chrześcijańską. Jakoś współistnieją, ale dochodzi do wielu spięć. W końcu każdy ma rację 😅.
Lubię książki autorki i na tej, też dobrze się bawiłam 😁. Trochę nie umiałam się odnaleźć w tym XV wiecznymi klimacie, ale bohaterowie nadrabiają swoimi charakterami, skłonnościami do przesady i humorem🤭. Nie dostałam odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie, zobaczymy jak dalej potoczą się losy Żmijowej drużyny 😁. Jeżeli lubicie historie w słowiańskich klimatach, to musicie dać jej szanse. Polecam
November 1, 2025
2,75
„Wezwanie Żmija” to słowiańskie fantasy umiejscowione w alternatywnej rzeczywistości z okresu, kiedy początkujące chrześcijaństwo, brutalnie wypierało wiarę w starych bogów. Zgrabnie połączono tu oba światy i spleciono ze sobą losy ich przedstawicieli. Akcja została poprowadzona płynnie i w miarę szybko się rozwijała. Denerwowały mnie natomiast, zupełnie nieinteresujące, a niestety liczne, wtręty światotwórcze, które kompletnie nic do fabuły, ani do postaci bohaterów nie wnosiły, a mnie nudziły niemiłosiernie i powodowały odkładanie książki. Zabrakło mi tu również jakiejś takiej iskry, która w czytelniku powoduje nieprzepartą chęć, lub wręcz przymus dalszego czytania i przejmowanie się losami postaci, które śledzimy. Tu niczego takiego nie było. Niby wszystko poprawne, ale nie wciągnęło mnie ani trochę i całościowo książka , mimo, że teoretycznie z ciekawymi wątkami i pomysłem na akcję, to w ostatecznym rozrachunku i tak wypadła blado i nijako. Raczej nie będę sięgać po kontynuację, kiedy zostanie takowa wydana.
„Wezwanie Żmija” to słowiańskie fantasy umiejscowione w alternatywnej rzeczywistości z okresu, kiedy początkujące chrześcijaństwo, brutalnie wypierało wiarę w starych bogów. Zgrabnie połączono tu oba światy i spleciono ze sobą losy ich przedstawicieli. Akcja została poprowadzona płynnie i w miarę szybko się rozwijała. Denerwowały mnie natomiast, zupełnie nieinteresujące, a niestety liczne, wtręty światotwórcze, które kompletnie nic do fabuły, ani do postaci bohaterów nie wnosiły, a mnie nudziły niemiłosiernie i powodowały odkładanie książki. Zabrakło mi tu również jakiejś takiej iskry, która w czytelniku powoduje nieprzepartą chęć, lub wręcz przymus dalszego czytania i przejmowanie się losami postaci, które śledzimy. Tu niczego takiego nie było. Niby wszystko poprawne, ale nie wciągnęło mnie ani trochę i całościowo książka , mimo, że teoretycznie z ciekawymi wątkami i pomysłem na akcję, to w ostatecznym rozrachunku i tak wypadła blado i nijako. Raczej nie będę sięgać po kontynuację, kiedy zostanie takowa wydana.
February 5, 2026
Literatura z motywami słowiańskimi zajmuje szczególne miejsce w moim sercu, dlatego bardzo często po nią sięgam. Wojmir jest synem żmija, widzi duchy i potrafi rozmawiać z demonami. Na co dzień zajmuje się odprowadzaniem zbłąkanych dusz nad brzeg Rzeki Zapomnienia, która płynie pod same bramy Nawii. Bywa częstym gościem zamtuzów, cmentarzy i karczm, a jego słabość do pięknych kobiet często wpędza go w kłopoty.
Tym razem znajduje się pod silnym urokiem Żywii, strzygi aspirującej do miana szlachcianki, oraz Stefy, lokalnej szeptuchy. To właśnie w ich towarzystwie Wojmir musi stawić czoła pladze samobójstw i opętań, które w tajemniczy sposób okazują się mieć z nim bezpośredni związek. Już sam ten zarys fabuły zapowiada świetną i wciągającą historię.
Książka ogromnie mnie zaskoczyła swoim wyjątkowym klimatem. Czuć w niej ducha dawnych czasów, gdy chrześcijaństwo dopiero zaczynało zakorzeniać się na ziemiach polskich. Akcja osadzona jest w okolicach Poznania i jest to bardzo wyraźnie odczuwalne, nawet w samych dialogach. Fabuła oparta na poszukiwaniu prawdy i stopniowym odkrywaniu zagadki bardzo mnie zaangażowała, zwłaszcza że z czasem okazuje się ona nierozerwalnie związana z samym Wojmirem.
Motywy mitologii słowiańskiej obecne są niemal na każdym kroku i nie stanowią jedynie tła, lecz fundament całej historii. Osadzenie akcji w średniowieczu działa tu zdecydowanie na plus. Osobiście dużo lepiej odnajduję się w takich realiach niż w słowiańskich historiach przeniesionych do współczesności, ponieważ łatwiej jest mi wczuć się w klimat opowieści. Autorka bardzo umiejętnie wykreowała bohaterów. Mimo że są to postacie fantastyczne, pozostają niezwykle ludzkie w swoich emocjach, słabościach i wyborach.
Bardzo się cieszę, że kolejny tom już na mnie czeka i niedługo będę mogła zanurzyć się w dalsze przygody Wojmira. To idealna propozycja dla wszystkich miłośników mitologii słowiańskiej, którzy szukają mrocznego, autentycznego klimatu. Gorąco polecam!
Tym razem znajduje się pod silnym urokiem Żywii, strzygi aspirującej do miana szlachcianki, oraz Stefy, lokalnej szeptuchy. To właśnie w ich towarzystwie Wojmir musi stawić czoła pladze samobójstw i opętań, które w tajemniczy sposób okazują się mieć z nim bezpośredni związek. Już sam ten zarys fabuły zapowiada świetną i wciągającą historię.
Książka ogromnie mnie zaskoczyła swoim wyjątkowym klimatem. Czuć w niej ducha dawnych czasów, gdy chrześcijaństwo dopiero zaczynało zakorzeniać się na ziemiach polskich. Akcja osadzona jest w okolicach Poznania i jest to bardzo wyraźnie odczuwalne, nawet w samych dialogach. Fabuła oparta na poszukiwaniu prawdy i stopniowym odkrywaniu zagadki bardzo mnie zaangażowała, zwłaszcza że z czasem okazuje się ona nierozerwalnie związana z samym Wojmirem.
Motywy mitologii słowiańskiej obecne są niemal na każdym kroku i nie stanowią jedynie tła, lecz fundament całej historii. Osadzenie akcji w średniowieczu działa tu zdecydowanie na plus. Osobiście dużo lepiej odnajduję się w takich realiach niż w słowiańskich historiach przeniesionych do współczesności, ponieważ łatwiej jest mi wczuć się w klimat opowieści. Autorka bardzo umiejętnie wykreowała bohaterów. Mimo że są to postacie fantastyczne, pozostają niezwykle ludzkie w swoich emocjach, słabościach i wyborach.
Bardzo się cieszę, że kolejny tom już na mnie czeka i niedługo będę mogła zanurzyć się w dalsze przygody Wojmira. To idealna propozycja dla wszystkich miłośników mitologii słowiańskiej, którzy szukają mrocznego, autentycznego klimatu. Gorąco polecam!
November 13, 2025
To była fajna, lekka przygoda przeczytana w jeden dzień. Fantastyka z wyskakującymi słowiańskimi potworami (czasami niespodziewanie oswojonymi), z humorem, nutką romansu i z zawiązującymi się przyjaźniami. To nie jest wielka epicka powieść na serio - bohaterowie zachowują się i myślą współcześnie, mimo osadzenia akcji w późnym średniowieczu. Myślę, że ta książka miała przynieść czytelnikowi niezobowiązującą rozrywkę i tak też się stało w moim przypadku. Polubiłam wszystkie postacie, podobał mi się styl, chętnie przeczytam ciąg dalszy. Fizyczne wydanie jest dosyć „napompowane” (w ebooku samej treści jest około 240 stron, w papierze - 400), ale można to wydawnictwu wybaczyć, bo dzięki temu lepiej prezentują się grafiki na brzegach. Go Wojmir! Go Żywia! Go Stefa!
April 7, 2025
Zachęcony falą entuzjastycznych recenzji przez bookstagramerów, dałem się zwieść wizji przezabawnej, pełnej uroku historii fantasy z nietuzinkowym bohaterem, Wojmirem, na czele. Niestety – rzeczywistość okazała się rozczarowująca. Zamiast inteligentnego humoru, otrzymałem przaśne żarty rodem z taniej farsy, które nie tyle bawiły, co wywoływały zażenowanie. Opowieść, którą reklamowano jako błyskotliwą i świeżą, momentami balansowała na granicy parodii, i to nie tej zamierzonej.
Styl autorki nie należy do najgorszych – niektóre opisy czy dialogi potrafią płynąć gładko – ale trudno mówić tu o literaturze, która zasługuje na więcej niż przeciętną ocenę. Język prosty, konstrukcje banalne, jakby to był debiut, a nie kolejna książka w dorobku. Historia nie angażuje, postaci są papierowe, a Wojmir, zamiast zdobyć moją sympatię, wywoływał jedynie irytację.
Cóż, to była dobra lekcja, żeby nie ufać ślepo bookstagramowym zachwytom. Następnym razem dwa razy się zastanowię, zanim dam się porwać zbiorowej euforii.
Styl autorki nie należy do najgorszych – niektóre opisy czy dialogi potrafią płynąć gładko – ale trudno mówić tu o literaturze, która zasługuje na więcej niż przeciętną ocenę. Język prosty, konstrukcje banalne, jakby to był debiut, a nie kolejna książka w dorobku. Historia nie angażuje, postaci są papierowe, a Wojmir, zamiast zdobyć moją sympatię, wywoływał jedynie irytację.
Cóż, to była dobra lekcja, żeby nie ufać ślepo bookstagramowym zachwytom. Następnym razem dwa razy się zastanowię, zanim dam się porwać zbiorowej euforii.
August 23, 2025
Widać miłość autorki to bohaterów. Naprawdę można się do nich przywiązać, mają swoje unikalne charaktery, które determinują ich zachowanie.
Książka ma też w sobie sporo wkładek na temat Poznania i historycznych smaczków (przy czym oczywiście część dopasowana do alternatywnej historii, w której funkcjonują poganie). Jest stosunkowo sporo dygresji, ale nie przeszkadzają, wręcz przeciwnie, bo sami bohaterowie też potrafią je robić.
Książka ma też w sobie sporo wkładek na temat Poznania i historycznych smaczków (przy czym oczywiście część dopasowana do alternatywnej historii, w której funkcjonują poganie). Jest stosunkowo sporo dygresji, ale nie przeszkadzają, wręcz przeciwnie, bo sami bohaterowie też potrafią je robić.
March 30, 2025
Niestety dałam się nabrać na pozytywne recenzje. Słabo napisana (miał być cięty dowcip, a był cringe), sztucznie zwiększona czcionka, aby było ponad 400 stron. Typowe romantasy jakich setki. Mam wrażenie, że pisana na szybko, a patrząc na to jak płodną autorką jest pani Kulbat, myślę, że mam rację.
June 1, 2026
4,5 o wow
March 9, 2025
Tym razem Agnieszka Kulbat sięgnęła po dawne wierzenia i słowiańskie mity przenosząc czytelników wprost do XV -wiecznego Poznania. Nie wiem, jak ta kobieta to robi, ale odnajduje się w tak różnych gatunkach i nigdy nie zawodzi. Jestem pełna podziwu i chylę czoła!
Wojmir jest synem Żmija, widzi duchy i odprowadza dusze nad brzeg Rzeki Zapomnienia. Nie przepada za swoją pracą, bo kto by chciał urządzać sobie rozmowy z demonami i duchami, ale z czegoś żyć trzeba. Stefa to szeptucha, młoda dziewczyna o mentalności twojej babci, a wszyscy wiemy, że jeśli jest problem to babcia zaradzi. Żywia za to jest strzygą, ale ze szlacheckimi zapędami. 😉 Ta trójka stanowi doskonałą ekipę, uwielbiam każdą z tych postaci i dynamikę, jaką tworzą między sobą. Nikt nie jest tu kryształowy, bohaterowie mają swoje cele i swoje wady, są po prostu ludzcy, nawet jeśli nie do końca tymi ludzi są. Dzięki temu, że tak się od siebie różnią, dostajemy wiele zabawnych momentów oraz głębszych przemyśleń i obserwacji.
Autorka portretuje czasy gdzie chrześcijaństwo i wierzenia pogańskie funkcjonują obok siebie. Jest to niesamowicie ciekawe, bo ludzie zdają się jeszcze wierzyć w jedno, ale już przekonywać się do drugiego. Przez co ten świat wydaje się jeszcze bogatszy i pełen niuansów. Walki o to, kto przetrwa, a kto zostanie zapomniany. Nie brakuje mroku średniowiecza, folkloru i mistycyzmu, jednak jest to świetnie wywarzone z humorem, akcją i miejscami na oddech.
Książka dosłownie zalana słowiańską magią, klimat się z niej wylewa. Niesamowite jest, kiedy czytacie o jakimś zwyczaju i okazuje się, że go znacie. Bo wasza babcia, czy dziadek koleżanki wciąż tak robią/mówią, albo przynajmniej widzicie, na czym ich zachowania bazują. A może coś przeszło też na waszych rodziców i was? Absolutnie uwielbiam ten aspekt powieści, nie spodziewałam się, ale zaczarowało mnie to. Poczułam się częścią tej historii. Wspaniałe!!
Wojmir jest synem Żmija, widzi duchy i odprowadza dusze nad brzeg Rzeki Zapomnienia. Nie przepada za swoją pracą, bo kto by chciał urządzać sobie rozmowy z demonami i duchami, ale z czegoś żyć trzeba. Stefa to szeptucha, młoda dziewczyna o mentalności twojej babci, a wszyscy wiemy, że jeśli jest problem to babcia zaradzi. Żywia za to jest strzygą, ale ze szlacheckimi zapędami. 😉 Ta trójka stanowi doskonałą ekipę, uwielbiam każdą z tych postaci i dynamikę, jaką tworzą między sobą. Nikt nie jest tu kryształowy, bohaterowie mają swoje cele i swoje wady, są po prostu ludzcy, nawet jeśli nie do końca tymi ludzi są. Dzięki temu, że tak się od siebie różnią, dostajemy wiele zabawnych momentów oraz głębszych przemyśleń i obserwacji.
Autorka portretuje czasy gdzie chrześcijaństwo i wierzenia pogańskie funkcjonują obok siebie. Jest to niesamowicie ciekawe, bo ludzie zdają się jeszcze wierzyć w jedno, ale już przekonywać się do drugiego. Przez co ten świat wydaje się jeszcze bogatszy i pełen niuansów. Walki o to, kto przetrwa, a kto zostanie zapomniany. Nie brakuje mroku średniowiecza, folkloru i mistycyzmu, jednak jest to świetnie wywarzone z humorem, akcją i miejscami na oddech.
Książka dosłownie zalana słowiańską magią, klimat się z niej wylewa. Niesamowite jest, kiedy czytacie o jakimś zwyczaju i okazuje się, że go znacie. Bo wasza babcia, czy dziadek koleżanki wciąż tak robią/mówią, albo przynajmniej widzicie, na czym ich zachowania bazują. A może coś przeszło też na waszych rodziców i was? Absolutnie uwielbiam ten aspekt powieści, nie spodziewałam się, ale zaczarowało mnie to. Poczułam się częścią tej historii. Wspaniałe!!
Displaying 1 - 27 of 27 reviews























