Z ulga przyjęłam fakt, że „Zaginiona” to ostatni tom serii „Kuzynki”. Wiedziałam, że jak skończę, to nie zależnie od oceny nigdy do tego cyklu nie wrócę. „Zaginiona” została napisana po prawie dziesięciu latach to jakoś wcześniejszych tomów nie zwiastowała temu ścieżki usłanej różami.
Od wydarzeń w „Dziedziczkach” minęło osiem lat. Stasia i Kasia mieszkają w Krakowie, ale dalej prowadzą gospodarstwo w Kruszewicach. Podczas akcji dzieł sztuki i starodruków kuzynki spotykają studentkę Annę. Młoda dziewczyna od razu rozpoznaje w Stanisławie alchemiczkę. Dlaczego studentce geologii zależy na starej mapie? Co kryją ta dziewczyna? Jak jej droga splecie się z losami kuzynek?
To, co rzuca się na pierwszy rzut oka to… lepszy styl autora. Zdania nie brzmią tak infantylnie jak w pierwszych trzech pozycjach. Zdecydowanie był to styl bardziej dojrzały. Dobrze się to czytało, ale zaskakiwała mnie niewiara Katarzyny w pewne kwestia jak np. wyspa, której nie ma na mapie świata. Natomiast w pierwszym tomie od razu uwierzyła, że jej kuzynka żyje 400 lat. Autor zaskakiwał sam siebie, a tym samym mnie.
Mimo dobrego stylu uważam, że tom wcale nie jest lepszy od pierwszego. Dla mnie są na tym samym poziomie. Autor ponownie prowadził akcję powoli, a dziewczyny dochodziły do wszystkiego z prędkością światła. I mając dobre intencje nie jestem w stanie znaleźć w tej książce czegoś, co zrobiłoby z niej, coś wow!
Podsumowując, bo rozwodzić się nie zamierzam słaba ostatni tom, średnia seria. Niestety bardzo mi przykro Panie Pilipiuk, ale nim zabiorę się za „Oko Jelenia” dużo wody w Wiśle będzie musiało jeszcze upłynąć.
"Rzeczywistość składa się z wielu drobnych elementów. Żeby trwała, potrzebuje szkieletu. Dzieł budowanych pokoleniami. Tradycji i tych wielkich, i tych malutkich." ~ Andrzej Pilipiuk, Zaginiona, Lublin 2014, s. 137.