Nie ma sensu bać się tego, co się czai pod łóżkiem.
Najgorsze potwory kryją się przecież w twoim sercu.
O tym przekonuje się osiemnastoletnia Elaine. Po tym, jak wbiła nóż w plecy własnej matki, dziewczyna ucieka z nadzieją na posmakowanie życia, jakiego nigdy nie miała okazji poznać. Rzeczywistość okazuje się zdecydowanie bardziej brutalna niż w opowieściach kobiety, która ją wychowała.
Pięć lat później, pomimo dręczących ją koszmarów, Elaine radzi sobie doskonale jako jedna z Czarnych Srok – słynnej szajki złodziei. Za ich sprawą bogaci mieszkańcy Lazurowego Kontynentu każdego dnia pozbawiani są drogocennych klejnotów. Tymczasem do granic królestwa Landaroth zbliża się nieunikniona wojna, którą następca tronu William III z rodu Modgris zdoła zatrzymać, jeśli zawrze sojusz z Tardessą – państwem znanym ze swoich tajemnic, potężnego wojska i kapryśnej księżniczki. Nie będzie to jednak możliwe, dopóki William nie odnajdzie pierścionka. Jedynego, który jest odpowiedni do zawarcia narzeczeństwa z Elizabeth.
Tajemnica zaginionego pierścionka sprawia, że losy Czarnej Sroki i następcy tronu splatają się ze sobą. Kłamstwa się mnożą, zaufanie zostaje wystawione na próbę, a Elaine zdaje sobie sprawę, że koszmary, które w sobie nosi, pozostają żywe. Czy przyszły król, mimo uprzedzeń, zdoła znaleźć wspólny język z kimś, kto symbolizuje wszystko to, czym do tej pory gardził?
Książka dla czytelników powyżej szesnastego roku życia.
4.5 „Ballada o czarnych srokach” Marii Bujak to moje zaskoczenie roku. Po powieść sięgnęłam totalnie w ciemno z polecenia Zosi @zozo.land. Nie ukrywam, że opis przeczytałam pobieżnie i byłam przekonana, że będzie to szablonowy romans fantasy między sprytną, ale biedną złodziejką i księciem wychowywanym w luksusach. Czasem lubię sięgać po takie książki, bo mogę się przy nich zrelaksować. W tym przypadku znalazłam natomiast prawdziwą perełkę łamiącą schematy!
Historia opowiada o szajce złodziei, tzw. Czarnych srokach, którzy po próbie obrabowania balu królewskiego wplątani zostają w intrygę polityczną. Główna bohaterka zmuszona jest wrócić do rodzinnych stron, które dalej powracają do niej w koszmarach by odnaleźć dawno zaginiony pierścionek rodowy sąsiadującego królestwa.
Na samym początku książki dostajemy od autorki notkę, że w historii duży nacisk fabularny położony jest na traumę bohaterki i wspomnienia przemocy, co dla mnie jest wielkim plusem. Widać, że Maria bardzo świadomie podeszła do tematu, a sam wątek w powieści opisany jest z dużą wrażliwością i zrozumieniem. Opisy doświadczeń bohaterki związanych ze stresem po traumatycznym napisane są w bardzo dojrzały sposób i naprawdę łapią za serce.
Historia ta dla mnie przede wszystkim stoi postaciami, wszyscy są różni a w tym samym czasie realistyczni. Nie są chodzącą jedną cechą charakteru, a ich zachowania często nie są jednoznaczne. Poruszane są tematy granicy moralności, widzimy perspektywy okradzionych, złodziei i osób w ubóstwie, które najbardziej tych pieniędzy potrzebują.
To co najbardziej podobało mi się w Czarnych srokach to chyba to, w jaki sposób autorka podeszła do motywów romansowych. Ostatnio na rynku wydawniczym często pojawiają się historie romantyczne z tym przepięknym, ale nieco toksycznym i okrutnym księciem. „Bo dla mnie się zmieni, prawda?”. A co, jeśli nie zawsze można wykorzenić wpajane od dziecka wartości? Wszelkie przekonania o wyższości, przyzwyczajenie do luksusu i wygody? Wyuczone założenie, że to co chcę to dostaję?
Autorka świetne zahacza o te problemy w tym samym czasie tworząc wspaniałą, zdrową i pełną zaufania relację między dwójką złodziei. Wątek friends to lovers jest tutaj po prostu niesamowity. Uwielbiam to, jak postacie rozumieją swoją trudną przeszłość i nawzajem się wspierają. Nie ma tutaj mowy o posiadaniu, zaborczości czy dominacji, po prostu piękna wspólnotowość i zrozumienie. Naprawdę całym sercem uwielbiam tę relację.
Mam kilka zastrzeżeń do tego tytułu. Czasami wybijała mnie z rytmu zmiana perspektywy i nie ukrywam, dziwnie czyta mi się takie określenia jak „czarnowłosa”, przez niefortunne skojarzenia z pewnym typem literatury. Natomiast w tym przypadku pojawiły się chyba tylko kilka razy. Są to rzeczy drobne, które nie zepsuły mi radości z czytania, a w tym samym czasie jestem szczerze ciekawa jak autorka będzie rozwijać się w przyszłości. Wydaję mi się, że jesteśmy z Marią w podobnym wieku i naprawdę jestem pod wielkim wrażeniem jej wyobraźni i nie pozostaje mi nic innego, niż tylko jej kibicować by podbijała polski rynek.
Naprawdę chciałabym, żeby książek takich jak ta było więcej, by trafiały do młodzieży i starszych dorosłych! By ludzie mogli czytać o wielkich przygodach okraszonych przesłodkim romansem, zamiast o relacjach pełnych przemocy i upokorzenia.
Rozpisałam się o romansie, ale chciałabym zaznaczyć, że sama historia napadu i późniejsza podróż jest tak samo urzekająca! Jestem przekonana, że trafi do fanów m.in. Szóstki Wron Leigh Bardugo. Sama jestem największą fanką tej dylogii, a czytając Balladę miałam naprawdę podobne odczucia!
Szczerze polecam.
[Mimo, iż znam się z osobami pracującymi przy wydaniu i promowaniu książki to kupiłam ją z własnej chęci i za własne pieniądze, moja recenzja jest w 100% zgodna z moimi prywatnymi odczuciami]
ta książka wielokrotnie zaskoczyła mnie tym, w jakim kierunku szła fabuła – duże brawa dla autorki, że nie szła w te oklepane wątki, których każdy ma już dosyć i zdecydowała się na takie rozwiązania, których się nie spodziewałam 🤸♀️
Strasznie długo męczyłam tę książkę, bo była po prostu nudna. Debiut autorki bardzo mi się podobał, więc byłam niesamowicie podekscytowana na jej kolejną książkę niestety bardzo się zawiodłam. Jak zobaczyłam, że znajdę w tej książce nawiązania do Roszpunki to już w ogóle byłam kupiona i faktycznie prolog bardzo mi się podobał niestety prolog jest jedną z niewielu rzeczy, które w tej książce mi się podobały.
Sam pomysł na fabułę mega fajny, styl pisania autorki jest przyjemny, ale „Ballada o czarnych srokach” jest moim zdaniem po prostu za długa. Książka ma 560 stron, ale nie dzieje się w niej jakoś bardzo dużo. Wyprawa po pierścionek bardzo się dłużyła, a o co chodzi z pierścionkiem dowiadujemy się bardzo szybko i bohaterowie zdobywają go praktycznie bez problemu. Jest to fantastyka, a główny element fantastyczny czyli Feniksy i ich moce mam wrażenie, że zostały potraktowane bardzo po łebkach niestety. Jest powiedziane, że są Feniksy i jak łączą się z członami rodzin królewskich, pojawiły się może ze 3 razy i tyle, a szkoda bo zamiast niektórych opisów, bądź przemyśleń bohaterów, które wiele razy się powtarzały fajnie by było poczytać o systemie magicznym.
Jeśli chodzi o bohaterów to mam wrażenie, że wszyscy byli bardzo podobni do siebie, mało charakterni nikt nie zyskał mojej sympatii, a wręcz byli mi obojętni. Miał to być slow burn i faktycznie tak jest tylko, że ja w ogóle nie czułam chemii pomiędzy bohaterami.
Myślałam, że chociaż końcówka w jakimś stopniu sprawi, że będę mogła powiedzieć coś pozytywnego o tej książce, ale niestety tak się nie stanie, bo końcówka w ogóle mnie nieusatysfakcjonowała. Jest mi bardzo przykro, bo książka zapowiadała się naprawdę dobrze i tak jak wspomniałam podobał mi się debiut autorki, a przy „Balladzie o czarnych srokach” bardzo się męczyłam i nie znalazłam wielu rzeczy, które by mi się spodobały, ale na pewno jeśli tylko wyjdzie kolejna książka autorki to z chęcią ją przeczytam, bo bardzo podoba mi się jej styl pisania.
Bardzooo długo czytałam tę książkę, ale mimo to, była na prawdę ciekawa.Cudowny vibe, świetna główna bohaterka, ale kompletnie nie spodziewałam się, że fabuła zostanie poprowadzona w taki sposób. Jeśli szukacie dobrej fantastyki to polecam🖤
O MÓJ BOŻE. dawno nie czytałam tak dobrze rozbudowanej, wciągającej i pełnej zwrotów akcji fantastyki. już od samego początku wciągnęłam się w tę historię, a zakończenie- zmiotło mnie z planszy. CUDOWNE wykreowana główna bohaterka, a motyw found family- muszę przyznać, że nie czytalam zbyt wiele książek z tym motywem, ale od teraz, stał się jednym z moich ulubionych🧎🏼♀️to, ile emocji wzbudziła we mnie ta książka, jest niesamowite. BŁAGAM CZYTAJCIE BALLADĘ
3.75 ⭐️ Podobało mi się, ale kurczę chciałabym żeby było więcej scen z udziałem całej ekipy i z chęcią bym więcej poczytała o ich przygodach, które mogły się wydarzyć przed epilogiem.
Jako pierwsze muszę docenić styl piania Marysi, która pisze w fenomenalny sposób. Cała kremacja świata jest świetny, czuć że historia ma wiele warstw i jest tak stworzona, aby zakochać w sobie czytelnika. Bohaterowie byli bardzo dobrze wykreowani. Uwielbiam Czarne Sroki i żałuję, że jako całość, byli tylko z początku. Uwielbiałam ich dynamikę i chciałabym poznać ich bardziej. Najbardziej polubiłam Reigna, którego uważam za najciekawiej przedstawionego. Coś było w nim takiego, że nie da się go nie kochać. William również pokazał coś innego niż się spodziewałam, jednak to na plus. Nie mogę zapomnieć także o Elaine, która może podobała mi się najmniej, jednak nadal wniosła ona coś świeżego, jako silna postać kobieca. Jej traumy i rozterki były bardzo dobrze napisane. Poza tym, ten niekonwencjonalny pomysł na rozwój wątku romantycznego był intrygujący. Tak naprawdę, przez większą część książki nie wiadomo, kto jest tym jednym. Biłam się z myślami cały czas, ale cieszę się z tego jak to się zakończyło. Po środku lekko mi się dłużyło, ale oceniam książkę na godną polecenia 4.5/5 ⭐️ [ współpraca reklamowa wydawnictwo BeYa ]
jedno wielkie WOW. naprawdę cudowna, wciągająca i dobrze rozbudowana fantastyka <33 autorka zrobiła duży progres od swojego debiutu i uważam, że ta książka jest warta każdej złotówki
znajdziecie w niej wiele plot twistów, klimat Robin Hooda x Roszpunka, motyw found family, slow burn, wątek podróży i zaginionego pierścionka
„Ballada o czarnych srokach” Marii Bujak to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki. Nie miałam wobec niej dużych oczekiwań, ale opis książki skutecznie mnie zachęcił do lektury. Okazała się naprawdę obszerna, momentami nawet za długa, jednak fabuła od początku wzbudziła moją ciekawość.
Na szczególne wyróżnienie zasługuje wykreowany świat – barwny, pełen napięć społecznych, kontrastów i magii. Bardzo spodobało mi się również przedstawienie szajki Czarnych Srok: to grupa różnorodnych, lojalnych postaci, z własnymi historiami i charakterami.
Książka porusza ważne tematy, takie jak nieprzepracowane traumy, podziały społeczne, niesprawiedliwość, poszukiwanie swojego miejsca oraz budowanie rodziny z wyboru. Doceniam także, że obok mrocznych i trudnych emocjonalnie momentów autorka zostawiła przestrzeń na nadzieję i rozwój bohaterów.
Elaine to bohaterka z bolesną przeszłością i koszmarami, której wewnętrzne zmagania, lęki i tęsknota za nowym początkiem były interesujące, choć momentami trudno było mi się z nią utożsamić i żałuję, że nie przeszła wyraźnej przemiany. Z kolei William, początkowo chłodny i dumny, z czasem przeszedł naprawdę ciekawą metamorfozę i zaczął łamać schematy – jego wątek wciągnął mnie najbardziej i uważam go za najmocniejszy punkt tej książki.
Autorka wprowadziła wiele interesujących wątków, ale nie wszystkie zostały w pełni wykorzystane. Szczególnie brakowało mi mocniejszego rozwinięcia feniksów i ich mocy, co mogłoby wynieść tę historię na jeszcze wyższy poziom. W miarę czytania coraz bardziej nużyły mnie rozdziały retrospekcyjne, zwłaszcza w drugiej części, ponieważ chwilami wytrącały mnie z rytmu i odbierały przyjemność z lektury.
Jeśli lubicie wielowątkowe, mroczne historie z elementami magii, walką z przeszłością i poszukiwaniem swojego miejsca, warto dać jej szansę
ta historia to moje najprawdziwsze dziecko z krwi i kości, a właściwie papieru i tuszu. oddałam jej cząstkę siebie, która pozostanie w niej już na zawsze. dlatego teraz mam nadzieję, że razem ze mną zechececie wsłuchać się w jej najpiękniejszą melodię i wyruszyć w nieznane wody BALLADY, żeby zakochać się w niej bez pami��ci, tak jak ja to zrobiłam.
podobało mi się . naprawdę przyjemnie mi się czytało chociaż spodziewałam się bardziej opisanego tego zakończenia i tych 2 wypowiedzianych przez nich ale i tak było naprawdę fajne
Od razu zacznę wielkimi słowami: jestem pod ogromnym wrażeniem tej historii — jej konstrukcji, kreacji bohaterów, języka. Może dla niektórych to będzie przesadą, ale właśnie takie książki ratują moją wiarę w polską literaturę.
Na wstępie zaznaczę, że jest to fantasy bardziej skierowane dla dojrzalszego czytelnika (oznaczenie 16+). Świat został przedstawiony dogłębnie, tak że można wszystko z łatwością zrozumieć, połączyć kropki (jeśli nie jest to celowa tajemnica), a przede wszystkim zapamiętać. Bardzo podobał mi się motyw Feniksów, który z jednej strony nadawał takie smoczego vibe’u z Fourth Wing, ale nie był kopią (i był znacznie subtelniejszy).
Autorka mocno skupia się na analizie bohaterów, przedstawia ich motywy, relacje i życiorysy, ale też nie zapycha tym niepotrzebnie ani fabuły, ani głowy czytelnika — książka ma po prostu dobry flow. Elaine główna bohaterka jest ciekawą i złożoną postacią. Mamy również całą plejadę innych postaci: złodziei, rodzinę królewską, strażników, zdradzonych kochanków — każdy z nich jest charakterystyczny i nie idzie się pomylić ich imion.
Jest delikatny wątek romantyczny w typie mocnego slow burn, ale nie przytłacza, więc myślę, że i zwolennicy i przeciwnicy się nie rozczarują. Mamy również wątek znalezienia rodziny, przyjaźni, kruchych sojuszy, zemsty i traum.
Starałam się ją smakować, analizować, dałam sobie czas na przemyślenia i lepsze, głębsze poznanie bohaterów. Ta historia w jakiś sposób do mnie przemówiła i od pierwszej strony czułam się wciągnięta, ale od połowy zaczęła mocno bujać.
Mamy wiele tajemnic, wiele wątków, które mogą mieć tylko dwa rozwiązania, których jesteśmy świadomi jako czytelnicy, ale i tak napięcie jest tak mocne, że aż brakuje powietrza, kiedy dochodzi do rozwiązania (nawet jeśli dosłownie wiemy, co się wydarzy).
Jak najbardziej polecam, jestem nią totalnie oczarowana.
Ballada o Czarnych Srokach to książka napisana przez Marię Bujak, która została wydana przez Wydawnictwo BeYa.
Książka opowiada o losach Elaine będącej częścią niewielkiej szajki złodziei, która opisana jest jako najgorsza zmora królestwa stojącego na granicy wojny. Za bohaterką ciągnie się trudne przeszłość i traumatyczne dzieciństwo, które udało jej się zostawić za sobą. Jednak pewnego dnia zawiera układ z księciem, przez który musi na nowo zmierzyć się ze swoimi największymi koszmarami.
Nie powiem, by była to książka prosta w lekturze. Jest długa. Trochę nawet za długa, chociaż fabularnie ciekawa. Autorka wprowadziła wiele interesujących wątków, chociaż niestety nie wszystkie zostały wykorzystane zgodnie z ich potencjałem. Bardzo dużo skupienia było na wątkach romantycznych, co nie powinno dziwić, skoro jest to książka skierowana do młodzieży - chociaż moim zdaniem nadaje się bardziej dla nieco starszych czytelników.
Były rzeczy, które mi nie zagrały. Podróż statkiem sama w sobie była dobrze napisana pod względem wydarzeń, chociaż widać bardzo wyraźnie, że zabrakło zagłębienia w temat, co najbardziej przejawia się w tym, że nie czuć było statku. Miałam wrażenie, że akcja rozgrywa się w jakimś budynku. Podobnie wątek z feniksami, który naprawdę mnie zaintrygował, pod koniec książki wydał mi się zupełnie niepotrzebny. Finalnie nie wprowadził nic istotnego dla fabuły i sprawił jedynie, że zastanawiałam się, po co on właściwie jest.
Rozdziały retrospekcyjne w dalszej części książki były dla mnie męczące. Jedyne, co udało im się zrobić, to wprowadzić bardziej postacie, które w obecnych wydarzeniach nie miały udziału i powtórzyć informacje na temat traumy Elaine, które już były czytelnikowi znane. Na szczęście były dość krótkie, a przez to szybko można było zostawić je za sobą i wrócić do głównej fabuły, z której lekko wybijały czytelnika.
Ale mimo to książkę czytało mi się dobrze. Jasne było, że chodzi w niej bardziej o postacie niż o wydarzenia i wydaje mi się, że autorka uchwyciła je bardzo jasno. Co prawda te poboczne i drugoplanowe wypadają blado, ale głównie bohaterowie nadrabiają. Elaine jest ciekawą postacią, a książką śledzi jej próby radzenia sobie z zakopaną traumą. Trochę ubolewam, że dziewczyna nie przeżywa żadnej przemiany, która uwieczniłaby swego rodzaju sukces w walce z przeszłością. Najbardziej jednak przemawia do mnie to, co działo się z Williamem. Naprawdę angażujące było czytanie o nim i jego zmianie, która postępowała naprawdę stopniowo i kompletnie wbrew temu, co założyłam o postaci początkowo. Został on naprawdę bardzo dobrze poprowadzony i jego wątek był chyba moim ulubionym.
Stylowo było nienajlepiej. Prolog był najgorszy do przeczytania i zdecydowanie najsłabiej napisany. Dopiero w późniejszych rozdziałach autorka pokazała nieco lepszy warsztat. Jednak po książce czuć, że zaczynała na Wattpadzie (nawet jeśli Ballada się tam, z tego co wiem, nie pokazała). Rozdziały kończą się miniaturowymi zawieszeniami, byleby utrzymać zainteresowanie czytelnika i sprawić, by wrócił. Raz czy dwa jest to w porządku, jednak prędko stało się to męczące, zwłaszcza przy dłuższym czytaniu. Tekst też skorzystałby na dokładniejszej korekcie, bo nie raz brzmiał sztywno i nienaturalnie, a niekiedy zdarzały się błędy.
Ballada o Czarnych Srokach to książka, która może nie wymusi na czytelniku refleksji ani nie jest lekką lekturą na lato, ale jest książką dobrą. Sporo rzeczy jest w niej powtórzonych, wiele razy mota się wokół tego samego tematu, ale mimo wszystko było to interesujące spotkanie z twórczością autorki. Nie wiem, co prawda, czy zdecydowałabym się sięgnąć po inne jej książki.
Książka o 𝐳𝐥𝐨𝐝𝐳𝐢𝐞𝐣𝐚𝐜𝐡, a w zasadzie przygodach czarnych srok pochłonęła mnie, nie ja ją. Zaczynając tę historię miałam w głowie pustkę. Chciałam, aby mi się spodobała, ale nie wiedziałam czego mogę się spodziewać po Marysi, gdyż od wydania jej debiutu minęły 2 lata. Pomimo iż 𝐀𝐤𝐚𝐝𝐞𝐦𝐢𝐚 𝐦𝐚𝐠𝐢𝐢 zawsze będzie dla mnie wyjątkowa, to czarne sroki sprawiły, że pokochałam fantastykę na nowo.
Podobało mi się połączenie królestw z biedniejszą sferą, w której żyli ludzie. Zostało to bardzo dobrze opisane, tak samo jak wątek fabularny pomiędzy złodziejką, a następcą tronu. Elaine miała doprowadzić Williama do pierścionka, który zaginął kilka lat temu, gdyż posiadała na jego temat kilka informacji, które przydadzą się mężczyźnie.
Historia rozpoczyna się ucieczką Elaine od jej matki. Należy ona do grupy złodziei, musi jakoś poradzić sobie w nowej rzeczywistości. Świetnie radzi sobie z kradzieżami, lecz w snach prześladuje ją matka. Obiecała sobie, że już nigdy nie da się zamknąć. Czy dotrzyma obietnicy? Tego dowiecie się sięgając po 𝐁𝐚𝐥𝐥𝐚𝐝𝐞̨ 𝐨 𝐜𝐳𝐚𝐫𝐧𝐲𝐜𝐡 𝐬𝐫𝐨𝐤𝐚𝐜𝐡.
Czasem zdarza nam się przeczytać książki, o których chcielibyśmy jak najszybciej zapomnieć, wymazać je z pamięci, a są takie, które chcemy pozostawić w naszej głowie przez cały czas. Chcemy o nich myśleć i zatracać się w wymyślonych scenariuszach. Chcemy marzyć o dalszym ciągu. Taką właśnie historią była dla mnie „Ballada o czarnych srokach”.
Moją przygodę z fantastyką zaczęłam stosunkowo niedawno, ale od razu wciągnęłam się w ten gatunek. Pochłaniałam duże ilości wspaniałych książek, ale to ballada sprawiła, że poczułam się jak w domu. Historia Elaine niesamowicie mną wzruszyła. Uwięziona w domu przez matkę młoda dziewczyna marząca o wolności w końcu ucieka i oparcie znajduje jedynie w młodym złodzieju - Reign’ie. Przez lata tworzą swoją słynną szajkę czarnych srok, stając się przyjaciółmi, a przede wszystkim rodziną. Uwielbiam to jak Marysia ukazała motyw found family. Jestem jego ogromną fanką, a w tej historii ten motyw przebija zdecydowanie wszystko. To jak główna bohaterka pokazała, że zrobi wszystko dla tych, których kocha niesamowicie mnie rozczuliło i z pewnością zostanie w moim sercu na długo.
Przechodząc do bohaterów chciałabym powiedzieć, że nasza główna bohaterka strasznie mi zaimponowała. Tak bezwzględna, ale również najbardziej uczuciowa osoba. Skrzywdzona przez świat, ale z ogromną determinacją i wolą walki. Kocham silne bohaterki i Elaine z pewnością jest ich przykładem. Książę William - no cóż. Mam co do niego mieszane uczucia. Niby genialnie mi się o nim czytało, ale pewne jest to, że nie zaprzyjaźniłabym się z nim w realnym życiu. Nie przypasował mi do końca jego charakter, może tak to ujmę. Jeśli chcecie dowiedzieć się o co mi chodzi to koniecznie przeczytajcie. Reign. Ponad wszystko wybierze swoją towarzyszkę. Zrobi dla niej wszystko i za wszelką cenę będzie próbował chronić. Uwielbiam go. Nie mam nawet racjonalnego wytłumaczenia dlaczego. Po prostu. Stał się jednym z tych bohaterów, których kocha się od pierwszej strony. Dodatkowo bohaterowie poboczni byli wspaniali. Nie dało się na nich nie zwrócić uwagi. Każdy świetnie ulokowany w historii. Nikt nie był tam bez powodu. Jestem naprawdę dumna z Marysi, że wyczarowała coś takiego!
Pomysł na fabułę był jednym z ciekawszych jakie poznałam. Bawiłam się świetnie i nie można było oderwać mnie od lektury. Ogromna ilość plot twistów, to to co uwielbiam, a było ich pod dostatkiem. Poszukiwanie pierścionka i narażanie życia? He fell first? Akcja, akcja i jeszcze raz akcja? Wszystko to znajdziecie w balladzie.
Styl pisania, mimo, że perspektywa trzecioosobowa, to bardzo przyjemny. Była ona praktycznie nie odczuwalna. Pięknie poskładane zdania, brak błędów, czy chociażby sztucznych dialogów, a do tego ogromna ilość cytatów. No po prostu I’m in love!
Nie wiem co jeszcze napisać, bo mogłabym opowiadać o tej historii godzinami. Jednak na sam koniec chciałabym jeszcze dodać, że tak książka mimo, iż jest grubą cegiełką jest jedną z najbardziej wartych przeczytania premier tego roku. Jestem pod totalnym wrażeniem ile pracy Marysia włożyła w ten projekt i TRUST ME MUSICIE TO PRZECZYTAĆ, bo to pozycja zdecydowanie zasługująca na większą ocenę niż pięć gwiazdek.
ᴏᴄᴇɴᴀ: 𝟻/𝟻⭐️
Chciałabym bardzo podziękować Marysi i wydawnictwu BeYa za zaufanie i wysłanie mi egzemplarza do recenzji. Jestem wdzięczna na zawsze!
„Poznajcie historię o dziewczynie kochającej wolność, oraz księciu kochającym złote klatki…”
Dajcie się pochłonąć opowieści pełnej królewskich intryg, masek, mroku i przygody w poszukiwaniu zaginionego pierścionka, która sprawi, że nie będziecie mogli oderwać się od lektury. Opowieści, w której nic nie pozostaje tym, czym na początku się wydaje, a najpiękniejsze opakowania skrywają w sobie najbardziej zepsute wnętrza. Opowieści o czarnych Srokach…
Bardzo brakowało mi historii takiej jak ta i jest ona wyjątkowa pod wieloma względami.
Przede wszystkim „Ballada o Czarnych Srokach” to idealny przykład fantastyki z wątkiem romantycznym w swojej najlepszej odsłonie! Wątek romantyczny nie przyćmiewa tutaj całej historii, a idealnie z nią współgra i zachwyca swoją subtelnością oraz napięciem między bohaterami, rosnącym z każdą kolejną stroną. Mistrzowsko zbudowany przez autorkę fantastyczny świat, zawiła fabuła, nieoczywiste wątki i absolutnie wybitna główna bohaterka, której postaci nie da się nie lubić. Bohaterki, która oprócz walki o swoją wolność, musi również stawić czoła swoim największym lękom i niepewnościom. A o tym, czy sobie z tym wszystkim poradzi musicie już przekonać się sami 🤫
Wszystkie te elementy stworzyły historię, która absolutnie zawładnęła moim sercem i zajęła specjalne miejsce wśród książkowych ulubieńców. A wszystko to w opowieści o bandzie sroczych złodziei, która absolutnie zawładnęła moim sercem i zajęła specjalne miejsce wśród książkowych ulubieńców. Jestem pewna, że owi skradną również wasze serca.
Elaine była wychowywana przez matkę, która nie pozwalała opuszczać córce ich domu w lesie. Po tym jak uciekła ze swojej klatki, życie nie jest takie jak sobie wyobrażała. Obecnie należy do pewnej szajki złodziei, którzy pomagają biednym.
Chciałam podejść do tej książki bez żadnych oczekiwań, lecz początek tak mnie zaciekawił i choć może schematycznie ułożyłam sobie w głowie rozwój historii, nieraz jednak zostałam zaskoczona obrotem spraw, nieoczekiwanym przeze mnie zakończeniem.
Ta książka liczy 560 stron, czytanie jej było dla mnie bardzo monotonne, przez małą jak dla mnie ilość dialogów, jak i często zbitą prozę, dodatkowo epilog choć był zaskakujący, bajeczny i pozostawił mnie z dużą ilością emocji, to jednak wolałbym już aby książka miała te 100 stron więcej i wszystko zostało by bardziej przedstawione, bo niektóre wątki jak dla mnie pozostały otwarte, a ja lubię znać odpowiedzi. Cała książka poprowadzona jest w narracji trzecioosobowej miało to swoje plusy, bo pozwoliło szerzej skupić się na przygodzie postaci, ale ciężko było mi się wkręcić i często byłam skołowana kogo myśli akurat czytam, bo nie było rozróżnienia na punktu widzenia.
Jestem za to pod wrażeniem kreacji księcia Williama i jego brata, nie spodziewałam się takiego obrotu spraw, tego jak się zachowywał. Niejednokrotnie mnie zaskoczył. Trochę mi zabrakło pozostałej części czarnych srok w późniejszej akcji, za wyjątkiem retrospekcji, które ukazywały nam poznanie się przyjaciół, czy samotnego życia Elaine. Na początku wydawali się tak zgraną grupą, że chciałam zobaczyć ich razem w akcji.
Książę wraz z Elaine wybierają się statkiem po pierścień, który umożliwi następcy tronu poślubienie Elizabeth, a wraz z tym sojusz, ważny w obliczu zbliżającej się wojny. Za wyjątkiem fabuły związanej z Kieranem, ta część była dla mnie bardzo nużąca.
Ta książka pozostawiła mnie z wieloma pytaniami, dodatkowo często przed przerywnikami, które prowadziły do kolejnej części akcji, były zdania który zabierały mi zabawę i zaskoczenie z tego co może dziać się później, typu - ;Jeszcze nigdy tak bardzo się nie pomyliła”, bo byłam przygotowana na niepowodzenie, że coś nie pójdzie po myśli postaci.
Zacznę od tego, że przez 3/4 książki byłam trochę znudzona całą historią, zachowaniem bohaterów i ich sposobem bycia. I nawet rzeczy, które wydawały się na pierwszy rzut oka ekscytujące nie dawały rady naprawić tej nudy... ALE! Jak się okazało, wszystko było po coś.
Książka jest podzielona na 3 części.
Najpierw poznajemy Elaine, jej krótką historię, dostajemy w rozdziałach-przerywnikach coraz więcej smaczków z jej przeszłości i przeszłości Czarnych Srok oraz dowiadujemy się więcej o jej relacji z matką. A tu nie było cukierkowo. * Relacja dziewczyny z matką bardzo przypomina relację Roszpunki z bajki ,,Zaplątani", tylko tu jest bardziej agresywnie.
Potem poznajemy trochę inną Elaine na statku, na którym podróżuje z księciem Williamem, aby odnaleźć zaginiony pierścionek. Tu Elaine jest sama, bez swoich towarzyszy, jest otoczona grupą mężczyzn, który niekoniecznie życzą jej dobrze. A książę William? Cóż obiecuje dziewczynie gruszki na wierzbie. Piękne słowa, opiekuńczość, no książę idealny.
Trzecia część to część, w której Elaine trafia do królewskiego zamku. Trafia do złotej klatki. Jest ofiarą obsesji jednego z mężczyzn. Ale też w tej części pojawiają się plot twisty całej historii i wszystko zaczyna się rozjaśniać. Dobrzy stają się źli. Źli stają się dobrzy. Nieoczekiwani sprzymierzeńcy pojawiają się na tapecie.
Podsumowując: Polecam! Ale uprzedzam, że trzeba przetrwać ten początek, bo warto! ❤️
niby nie było źle ale nie rozumiem dlaczego postać willa została nagle zmieniona z rozdziału na rozdział o 180 stopni wtf to nie był rozwój postaci to było po prostu dziwne😭😭
"Miłość bowiem przyćmiewała umysł, prowadząc do niebezpiecznych sytuacji. Nawet najmądrzejszy człowiek w jej obliczu stawał się głupcem"
Czarne Sroki. Szajka złodziei. Dla bogatych przekleństwo a dla biednych zbawienie. Okradają bogatych i dają biednym. Nikt nie wie kim oni są, nikt nie wie ile ich jest. Są tajemnicą. Nieuchwytni, nie dający się złapać. Ale czy tak będzie zawsze?
Elaine to dziewczyna o bardzo smutnej przeszłości, po której dręczą ją koszmary. Po tym czego doświadczyła znalazła osoby, które są dla niej jak rodzina i dla których zrobi wszystko. Nawet zawrze układ z następcą tronu. A książę z tego chętnie korzysta, bo potrzebuje pomocy z powodu zbliżającej się coraz bardziej wojny. Rozwiązaniem wydaje się zawarcie małżeństwa, ale aby to się udało potrzebny jest pierścionek. A tak się składa, że Elaine bardzo dobrze wie gdzie on się znajduje. Dla przyjaciół wróci tam, gdzie miała nadzieję już nigdy nie wracać. Wróci do miejsca swoich koszmarów. Jak się skończy ta wyprawa?
To książka która wciąga od pierwszej strony. Jest tajemniczo i ciekawie. Nie jest to książka, w której początkowo dużo się dzieje czy akcja bardzo szybko gna do przodu. Nie, ale to nie powodowało że jest nudno. Wręcz jestem bardzo zaskoczona, że mimo takiej grubości, ani razu nie poczułam się znużona. Książka jest tak ciekawie pisana, tak wciąga, że wręcz się nie zauważa ilości stron. Nie ukrywam, że byłam jej bardzo ciekawa ze względu na występujący tu motyw Robina Hooda, którego uwielbiałam. Bardzo fajny pomysł na historię i bardzo mi się podobała. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona całą historią.
Wyprawa przynosi wiele zaskakujących wydarzeń. Okazuje się, że tak łatwo nie da się uciec przed przeszłością, bo ona zawsze wróci. Nie brakuje zagrożeń, bo nie wszyscy są zadowoleni z obecności Elaine. Do tego pojawia się również ktoś z jej przeszłości, ktoś, kto nie jest entuzjastycznie do niej nastawiony. Elaine to postać bardzo tajemnicza, o której wraz z rozwojem historii coraz więcej się dowiadujemy i ona sama odkrywa wiele nowych faktów na swój temat. Jest tajemniczo, intrygująco i nie brakuje zaskakujących zwrotów akcji. Im bliżej końca tym coraz więcej się dzieje, a zachowanie niektórych bohaterów bardzo się zmienia i byłam naprawdę z tego tytułu zaskoczona. Ktoś, kto wcześniej wzbudzał moją sympatię nie okazał się już taki fajny. Elaine pragnie wykonać zadanie i wrócić tam, gdzie jest najbardziej szczęśliwa. Tylko tak się składa, że będzie to trochę utrudnione, bo ktoś widzi dla niej inną przyszłość. Zdrada i to z zaskakującej strony. Tylko czy naprawdę tak to się skończy? To nie jest osoba, która się poddaje. Ona? Walczy o to co kocha. Czy jej się uda?
"Czas rozpocząć grę, w której tym razem ona rozdawała karty. A tutaj wszystkie ruchy były dozwolone"
Bardzo podobała mi się ukazana przyjaźń. Każda ze srok ma swoją przeszłość. Są dla siebie rodziną mimo braku więzi krwi. Zwłaszcza relacja pomiędzy Elaine i Reignem mi się cudowna. Bardzo wiele są dla siebie w stanie zrobić. To on był tym, który pomógł jej, wręcz ją uratował po tym jak uciekła z domu. To on jest tym, który potrafi ją uspokoić, kiedy ma swoje koszmary.
Wątek romantyczny jest dosyć zaskakujący, bo nie dominuje, a przynajmniej przez dłuższy czas. Uwielbiam slow burn a tutaj bardzo dobrze ten motywy został przedstawiony. Przez dłuższy czas tak naprawdę nie wiadomo jakie są uczucia głównej bohaterki, bo wszystko ukrywa, co powodowało że było jeszcze bardziej ciekawie. Jednak z czasem jest to coraz bardziej jasne i powiem szczerze, że byłam dosyć zaskoczona, bo myślałam że ktoś inny będzie obiektem jej uczuć. Ale koniec końców bardzo dobrze wyszło, bo on najbardziej wzbudził moją sympatię. Kim jest wybranek serca Elaine? I czy mimo przeszkód na ich drodze zaznają szczęścia?
"- Wolę zginąć z tobą niż żyć bez ciebie u boku - przerwała mu, tracąc cierpliwość. - Tak – szepnął w końcu, zgadzają się z nią. – A nawet jeśli umrzemy, każdy dzień spędzony z tobą był tym najpiękniejszym"
Ostatnie strony to wręcz rollercoaster emocji. Napięcie ani na chwilę nie opada a ciekawość na temat tego, jak to wszystko się skończy powodowało, że od książki wręcz nie dało się oderwać. Przez cały czas kibicowałam, żeby udało się zrealizować pewien plan. A jak się skończyło?
"Ballada o czarnych srokach" to książka pełna zaskoczeń. Zaskoczeń, zwrotów akcji, emocji, przyjaźni. Książka do której z pewnością nie raz będę wracać. Historia w głównej mierze skupia się na teraźniejszości, ale również znajduje się kilkanaście rozdziałów z przeszłością bohaterki. Świat fantastyczny został bardzo dobrze wykreowany. Królestwa, świat, w którym nie brakuje feniksów. Feniksów, które posiadają różne umiejętności. Brzmi intrygująco, prawda?
Autorka ma bardzo przyjemny styl pisania, że książkę wręcz z przyjemnością się czyta. Do tego te wydanie. Przyciągająca wzrok okładka, piękne grafiki w środku. Czego chcieć więcej? Bardzo polecam, miłego!
Jak już wiecie – bądź nie – moim ulubionym motywem w książkach jest found family. Uwielbiam czytać o grupie przyjaciół, którzy są w stanie zrobić dla siebie wszystko, którzy są dla siebie jak rodzina. A Ballada o czarnych srokach jest dosłownie D E F I N I C J Ą tego motywu. I to kupiło mnie w tej historii najbardziej. Więź między Czarnymi Srokami była tak wspaniała i prawdziwa, że za każdym razem, gdy czytałam zdanie mówiące o tym, jak ważni są dla siebie, moje policzki robiły się mokre od łez.
Jeden cytat szczególnie zapadł mi w pamięci:
„Spojrzała na każdego ze swoich przyjaciół. Na wszystkie blizny zdobiące ich ciała, oczy, w których prócz zmęczenia można było dostrzec szczęście. Bo mimo wszystko po raz kolejny doszła do wniosku, że pomijając ich profesję oraz wszystkie krzywdy, których doznali, spotkało ich wiele szczęścia. Ponieważ mieli siebie i choć czasem zachowywali się gorzej niż dzieci, była wręcz pewna, że wskoczyłaby za nimi w ogień. 𝐁𝐨 𝐳̇𝐲𝐜𝐢𝐞 𝐛𝐞𝐳 𝐂𝐳𝐚𝐫𝐧𝐲𝐜𝐡 𝐒𝐫𝐨𝐤 𝐧𝐢𝐞 𝐦𝐢𝐚𝐈𝐨 𝐝𝐥𝐚 𝐧𝐢𝐞𝐣 𝐳̇𝐚𝐝𝐧𝐞𝐠𝐨 𝐬𝐞𝐧𝐬𝐮.”
Oh my fvcking god, I’m gonna cry!!! Przysięgam, że moje serduszko za każdym razem rośnie coraz bardziej, kiedy czytam ten cytat (a robiłam to już naprawdę wiele razy). Nigdy nie będę w stanie wyrazić swojej miłości do Czarnych Srok. Mimo że w dalszej części książki raczej nie ma wielu wspólnych scen tej grupy, to przez te parę stron, kiedy ich poznawaliśmy, odczułam, jak ważni są dla siebie. I zakochałam się w ich przyjaźni i miłości do siebie nawzajem.
Pomysł na fabułę – genialny, a wykonanie równie dobre. Dziewczyna, która przez 18 lat była zamknięta w domu i nękana psychicznie oraz fizycznie przez własną matkę, zamienia się w najbardziej poszukiwaną złodziejkę na całym kontynencie? NO CZY TO NIE BRZMI GENIALNIE? I’m in love!
Elaine stała się jedną z moich ulubionych bohaterek książkowych. Jestem zakochana w tym, jak została wykreowana – na potężną, młodą kobietę, która nie boi się stawić czoła własnym koszmarom, potrafi się obronić i postawić na swoim. Jestem jej fanką. Zdecydowanie to moja ulubiona postać z naszej kochanej szajki złodziei. I nie wiem, czy chcę być nią, czy może z nią…
Wątek romantyczny… cóż. Ciekawy. Tak naprawdę przez jakąś część książki myślałam, że love interest naszej głównej bohaterki będzie zupełnie inną osobą, niż okazało się końcowo. Ale czy jestem z tego powodu zawiedziona? Absolutnie nie! Już mniej więcej od połowy książki wiedziałam, kto jest odpowiednim wyborem, i ani trochę się nie zawiodłam. Nie będę zdradzać wam za dużo, ale uwierzcie – wy również będziecie zadowoleni! Mogłabym czytać o tej dwójce bez końca i nigdy by mi się to nie znudziło.
Całą książkę przeczytałam zaskakująco szybko. Zaskakująco, bo liczyła prawie 600 stron, a mój zastój czytelniczy raczej nie sprzyjał sięganiu po nowe historie. Jednak kiedy już zaczęłam, pochłonęłam całość w niecałe dwa dni!!! 🤌🏼
Od początku czułam, że książka będzie miała u mnie 5/5, jednak zakończenie sprawiło, że musiałam zmienić zdanie. Szczerze mówiąc, nie usatysfakcjonowało mnie. Brakowało mi w nim czegoś więcej. Owszem, poczułam lekki zawód, ale nie wpłynęło to mocno na moją końcową ocenę.
Styl pisania autorki był dla mnie czymś nowym, bo to pierwsza książka, którą od niej czytałam, ale już wiem, że na pewno nie ostatnia. Przez tę historię się po prostu płynie – to zasługa niezwykle przyjemnego pióra.
Jestem przeszczęśliwa, że miałam okazję poznać tę wspaniałą opowieść i oddać Czarnym Srokom całe swoje serce.
Jeśli lubicie książki z mrocznym klimatem, motywem found family oraz tajemniczych złodziei, Ballada o czarnych srokach jest czymś dla was! Polecam z całego serduszka! 🖤
„Ballada o Czarnych Srokach” to historia, w której przygoda splata się z ciężarem przeszłości, a świat fantastyczny staje się miejscem do opowiedzenia o rzeczach bardzo ludzkich i bardzo ważnych. O traumie, lojalności, nadziei i walce o własną tożsamość.
Elaine to bohaterka, którą trudno zaszufladkować. Jej życie zaczyna się od bólu i krzywdy, a dramatyczna decyzja podjęta w młodości staje się punktem zwrotnym, prowadzącym ją na drogę, której nigdy nie planowała. Pięć lat później spotykamy ją już jako jedną z Czarnych Srok, złodziei, którzy pozbawiają cennych klejnotów bogatych mieszkańców Lazurowego Kontynentu i pomagają potrzebującym. Na ich przykładzie dobrze widać, jak cienka potrafi być granica między tym, co uchodzi za zbrodnię, a tym, co rodzi się z potrzeby przetrwania.
Na kartach powieści spotykamy bohaterów z krwi i kości, różnorodnych, wielowymiarowych, z własnymi słabościami i siłą. Elaine, obciążona koszmarami z przeszłości, jest jednocześnie twarda i krucha, a jej relacje z innymi Srokami czy z księciem Williamem pokazują, jak trudno pogodzić moralność z życiem w cieniu. Bardzo mocnym elementem książki są też bohaterowie drugoplanowi, pozostali członkowie szajki, ale też osoby z królewskiego dworu. Każdy z nich ma swoje motywacje, historię i charakter, dzięki czemu są realnymi uczestnikami wydarzeń. Czuć między nimi więź, ale też napięcia i różnice, które nadają całej opowieści prawdziwości. To sprawia, że kibicujemy nie tylko Elaine, ale całej grupie, ich relacjom, ich marzeniom, ich walce.
Świat przedstawiony tętni życiem i różnorodnością, od surowych, mrocznych zakątków, po królewskie sale i polityczne intrygi. W tej scenerii rozgrywa się historia poszukiwania zaginionego pierścienia, który ma stać się kluczem do sojuszu i szansą na uniknięcie wojny. Misja ta łączy losy Elaine i księcia Williama, tworząc między nimi relację pełną nieufności, napięć i stopniowego zrozumienia. Ich spotkanie to zderzenie dwóch światów, dwóch różnych szkół wychowania i dwóch wizji moralności. Tempo akcji jest dobrze wyważone. Nie ma w powieści miejsca na nudę, a jednocześnie nie ma poczucia pośpiechu. Autorka umiejętnie przeplata teraźniejsze wydarzenia z retrospekcjami, które pozwalają zajrzeć głębiej w przeszłość bohaterów i zrozumieć, skąd biorą się ich decyzje. Watek romantyczny również wypada na plus. Budowanie relacji jest stopniowe, oparte na wzajemnym zrozumieniu i wspólnych doświadczeniach. To uczucie, które nie rodzi się z zauroczenia, ale z empatii i zaufania i właśnie to czyni je tak wiarygodnym.
Nie można zapomnieć o emocjach, które towarzyszą lekturze. Historia ta to nie tylko akcja, genialne intrygi i wciągająca przygoda, ale też opowieść, która momentami boli, wywołuje wzruszenie, a czasem zaskakuje nieoczekiwanym zwrotem. To książka, która stawia pytania o to, czym jest prawdziwa wolność, czy można całkowicie uciec od przeszłości i jak wiele człowiek jest w stanie poświęcić, by ochronić tych, których kocha.
„Ballada o Czarnych Srokach” to powieść, która daje wszystko. Wartką akcję, niebanalnych bohaterów, świat pełen szczegółów i emocji, a przy tym opowieść, która naprawdę porusza serce. To książka, po którą warto sięgnąć nie tylko dla fantastycznej przygody, ale też dla refleksji, jakie w niej znajdziemy. Polecam 💙
Z góry mówię, że do tej pozycji miałam ogromne oczekiwania. Postawiłam jej konkretne wymagania, które na szczęście w większości zostały spełnione. Historia o o dziewczynie, która kochała wolność oraz o księciu kochającym złote klatki brzmiała cholernie intrygująco, więc gdy tylko wleciała zapowiedź książki, wiedziałam że musi się znaleźć w moim tbr.
Czytanie książki zajęło mi około tydzień, co jak na mnie to strasznie długo. Nie wiem do końca co miało na to wpływ, ale podejrzewam że to wina mojego zaangażowania w każde zdanie i każde słowo. Książka liczy niemal 560 stron ciągłej akcji, charakteryzującej się licznymi i rozbudowanymi opisami.
Styl pisania Marii, cały czas trzymał czytelnika w napięciu i uważam że narracja trzecioosobowa idealnie nadała się do opisania uczuć i przemyśleń wszystkich bohaterów. Dzięki temu nie było żadnych luk w fabule czy postaciach.
Jeśli chodzi o bohaterów, to moją największą sympatię otrzymała główna bohaterka - Elaine. Uwielbiam powerful oraz silne kobiece postaci. Czarna Sroka jest definicją dobrego wykreowania bohatera. Na dodatek jej przeszłość wybudziły we mnie bardzo dużo emocji, od smutku do obrzydzenia, czy szoku. Uważam że Marysia doskonale ukazała, jak świat może być niesprawiedliwy, między innymi poprzez wspomnienia złodziejki, ale też przez warstwy społeczne obecne w wykreowanych czasach.
Pozostałych z szajki złodziei, również bardzo polubiłam, gdyż uwielbiam wątek found family. Grupa Czarnych Srok od pierwszych stron skradła moje serce, a najbardziej postać Reigna.
Coś, co chyba najbardziej mnie zszokowało to wątek romantyczny. Spodziewałam się relacji pełnej chemii między Elaine oraz Williamem i mimo że dostałam zupełnie co innego, nie czuję się zawiedziona.
Natomiast sama fabuła, jak wcześniej wspominałam, była bardzo interesująca. Cały czas coś się działo, cała historia została GENIALNIE poprowadzona, a większość tematów, idealnie rozwinięto.
Wątek zaginionego pierścionka, matki w postaci największego koszmaru bohaterki, aranżowanego małżeństwa czy grupki przyjaciół, którzy jednocześnie stanowią najniebezpieczniejszą grupę na Lazurowym Kontynencie, tworzą wyjątkową całość.
Jedyne do czego mam zastrzeżenie to zakończenie. Przez cały czas oczekiwałam ogromnego zwrotu akcji na końcu i wyjaśnienia TEJ jednej rzeczy, bo w trakcie rzadko kiedy działo się coś szokującego na tyle, że musiałabym odłożyć książkę i przetrawić to co właśnie się wydarzyło. I mimo tego, że przeżyłam mnóstwo emocji, to czuję lekki niedosyt, gdyż nie do końca wiemy co stało się z bohaterami.
Podsumowując, „Ballada o Czarnych Srokach”, to pełna emocji i napięcia historia, o nietuzinkowych bohaterach. Jest to niepowtarzalna książka, którą powinien przeczytać każdy, i fani fantastyki czy też osoby, które dopiero z tym gatunkiem zaczynają.
WOW! Brak mi słów. Naprawdę brak mi słów. Nie mam pojęcia co mam tutaj napisać, bo jestem w takim szoku. Ballada skradła moje serce w 100% i wpadła do mojego top 10.
Marysiu napisałaś tak dobrą, dopracowaną do ostatniego zadania książkę, że nawet nie wiesz jak dumna z ciebie jestem!!!
W mojej głowie podczas czytania ciągle pojawiały się jakieś nieścisłości, coś mi nie pasowało, a ja nie miałam bladego pojęcia co. Ty natomiast nie pomagałaś mi ujawnić co takiego zasiewa we mnie tyle wątpliwości. Gdy już byłam prawie pewna, że któryś z bohaterów jest zły albo dobry rzucałaś we mnie zdaniem przez, które zaczynałam wątpić we własne odczucia i przemyślenia. Manipulowałaś mną i moimi emocjami od samego początku. Strasznie ci za to dziękuję, bo ta historia była zdecydowanie jedną z najlepszych jakie przeczytałam w całym moim życiu.
Elaine - główna bohaterka - jedna z czarnych srok, która rozkochała mnie w sobie od pierwszego zdania. Pokazała swoją siłę, odwagę i wielkie dobro. Jej charakter i to czym się kierowała w życiu bardzo mocno do mnie przemówiło. Uwielbiam silne główne bohaterki dlatego wiadome było, że pokocham ją całym serduszkiem. Cieszę się, że się na niej nie zawiodłam. Dostałam złodziejkę? Ale taką, która ukradzione rzeczy rozdaje biednym, by mogli przeżyć. Taki konflikt moralny ogromnie mi się spodobał i dał dużo do myślenia. Jak ja bym się zachowała w takiej sytuacji? Co ja bym zrobiła na jej miejscu?
Reign - czyli postać, która od pierwszego słowa przez nią wypowiedzianego zasiała w moim sercu ziarenko kiełkującej z każdym kolejnym zdaniem miłości. Reign był dobry, aż za dobry. Jego oddanie dla przyjaciół i to jak stawał w ich obronie nie zważając na to czy jemu coś się stanie, uderzyła we mnie strasznie mocno. Jego osoba zdobyła moje pełne uwielbienie przez swoją lojalność, odwagę i spryt.
William - księże, który od samego początku mi się nie podobał. Jego sposób myślenia zostawiał mi dużo do życzenia. Wewnętrznie czułam, że coś z nim jest nie tak, a mimo tego Marysia zaskoczyła mnie jego zachowaniem nie jeden raz. Dzięki narracji prowadzonej w powieści w bardzo manipulacyjny sposób, zaczęłam polemizować moje własne odczucia względem niego. Moja niechęć malała albo wzrastała jeszcze mocniej w zależności od tego jak sobie tego autorka zażyczyła. Podczas czytania byłam jak szmaciana lalka , którą poruszał narrator pociągając za właściwe sznurki.
Jeśli kochacie przygody manipulacje i ten stan niewiedzy i niecierpliwości to będzie to książka idealna dla was!!!
Jeśli natomiast zakochaliście się w "Szóstce wron" to tym BARDZIEJ uważam, że ta historia jest PERFEKCYJNA dla was. Kaz Brakker zdobył właśnie godnego przeciwnika w walce -> Reigna.
Po przeczytaniu opisu "Ballady o Czarnych Srokach" czułam, że to może być coś dla mnie. Postacie z przeszłością, zaginiony przedmiot i wyprawa. Jednak już od samego początku kompletnie nie mogłam się wbić w tą historię i niestety już do samego końca wcale mnie do niej nie ciągnęło.
Świat przedstawiony w książce jest dość prosty, ale mam wrażenie że jego potencjał nie został wykorzystany. Bohaterowie często wspominają o toczącej się tuż za rogiem wojnie i groźbie ataku na ich królestwo, ale kompletnie nie czuć tego napięcia czy strachu. Nikt za bardzo się tym nie przejmuje, a uważam, że powinno mieć to większy wydźwięk.
Sam pomysł na historię był naprawdę świetny i przemyślany, chociaż jego wykonanie pozostawia sporo do życzenia. Brakowało większego rozwinięcia niektórych wątków jak chociażby tematu feniksów czy toksycznej matki głównej bohaterki. Za to motyw poszukiwania pierścionka wypada ciekawie (choć samo wytłumaczenie, dlaczego akurat ten jeden jest tak istotny, trochę kuleje), a wątek dziewczyny, która nie zakochuje się w księciu? Sztos. W końcu dostajemy silną postać kobiecą, która nie zatraca się w miłości do chłopaka z pieniędzmi i władzą. Do tego autorka dorzuciła cięższe tematy, jak nieprzepracowane traumy, problemy z bliskością, czy moralne dylematy.
Podobała mi się też kreacja Czarnych Srok na tych przebiegłych, bezwzględnych, a jednocześnie lojalnych wobec siebie. Postać księcia Williama również była ciekawie poprowadzona. Strasznie mnie wkurzał (i to regularnie), ale podobało mi się, że miał dwie twarze i że autorka pokazała, jak obsesyjnie zatracał się w pożądaniu.
Największym problemem tej książki był dla mnie niestety styl pisania autorki. Jej wattpadowe naleciałości wybijały mnie z rytmu i sprawiały, że książka niemiłosiernie mi się dłużyła. Zdecydowanie za dużo powtórzonych i niepotrzebnych opisów, a na dokładkę wstawki w stylu "w tamtym momencie nie zdawał sobie sprawy, że to było najgorsze co mógł zrobić", albo "wtedy jeszcze nie wiedziała jak duży błąd popełniła". Serio, tego nie lubię i nie potrzebuję, żeby ktoś mi to wykładał, ja chcę te konsekwencje zobaczyć w fabule.
Bardzo nie lubię źle oceniać twórczości polskich autorek, bo jednak warto wspierać rodzimy rynek, ale nie jestem pewna czy jeszcze sięgnę po twórczość autorki. Jeśli jednak lubicie przemyślane fabuły, dobrze wykreowane postaci, a wattpadowy styl pisania nie jest Wam straszny to możecie sprawdzić 😊
[Współpraca reklamowa @wydawnictwo.beya] Dziękuję ślicznie za egzemplarz do recenzji!
Ballada o czarnych srokach Maria Bujak
Historia o szajce złodziei z zasadami, o lojalności, więziach i pragnieniu wolności. Rozgrywająca się w podróży po zaginiony pierścień.
Książka była trudna, jednakże nie pod względem fabuły, a wielkości. Opisy, przemyślenia czy pytania momentami dosięgały takich długości, że trudno mi było utrzymać na nich swoją uwagę, co na dłuższą metę stawało się męczące i osłabiało mój początkowy entuzjazm.
Zostałam zwolenniczką akcji ze wszystkimi czarnymi srokami. Ich akcje, relacje między nimi, zabawne dialogi i atmosfera były czymś, czego mocno zabrakło mi w dalszej części książki. Może przez to tak chętnie czytałam retrospekcje pojawiające się między rozdziałami. Rzeczywiście, potrafiły odrobinę wybić z rytmu, ale wprowadzały też powiew świeżości i przybliżały historię całej szajki.
Sam świat wykreowany został naprawdę porządnie, dało się logicznie połączyć wszystkie kropki wraz z biegiem akcji, więc wnioski nasuwały się same. Wykluczyło to dość mocno jakiekolwiek elementy zaskoczenia i plot twisty, ale analizowanie wszystkiego z bohaterami całkiem mi to wynagrodziło.
Same postacie z pewnością wyróżniały się charakterami. Mieliśmy tu zlepek różnych cech i postaw, nie sposób było pomylić ich imion.
Moją sympatię najbardziej zaskarbiła sobie postać Williama. Choć nie darzę go żadnymi pozytywnymi emocjami, muszę stwierdzić, że naprawdę podobało mi się to, jak został poprowadzony. Jego wahanie charakteru, jego przemiana. Z jednej strony był oczywisty, a z drugiej – zaskakiwał.
Co do Elaine – nie mam żadnych konkretnych uwag. Niczym nie przykuła mojej uwagi, niczym mnie nie odpychała. Mocno przeciętna bohaterka.
Uwielbiam tempo w jakim biegły tutaj relacje, slow burn w fantastyce to cos co kocham.
Są tajemnice, fabuła jakoś płynie. Ale szczerze powiedziawszy, czuję mocno mieszane uczucia co do tej książki. Historia strasznie mi się ciągnęła, nie potrafiłam wgryźć się w ten świat, a zakończenie jakoś we mnie nie uderzyło.
Książka jest dobra i myślę, że przypadnie do gustu wielu czytelnikom, ale mnie jakoś nie porwała.
Osiemnastoletnia Elaine, uciekając od bezuczuciowej matki, szybko przekonuje się, że rzeczywistość jest znacznie brutalniejsza niż opowieści kobiety, która ją wychowała. Pięć lat później, jako jedna z Czarnych Srok, złodziejskiej szajki, mimo dręczących ją koszmarów z przeszłości, radzi sobie świetnie. Jest wolna. Dzięki ich działalności bogacze z Lazurowego Kontynentu tracą swoje kosztowności… Tymczasem do granic królestwa zbliża się wroga armia. Następca tronu, William III, może uratować kraj tylko przez sojusz z Tardessą, państwem potężnym, tajemniczym… i z kapryśną księżniczką na dokładkę. Do zawarcia sojuszu potrzebny jest pierścionek, a jego lokalizację zna tylko jedna z Czarnych Srok. Tak zaczyna się historia, w której losy Elaine i Williama się splatają. Kłamstwa się mnożą, zaufanie zostaje wystawione na próbę, a koszmary z przeszłości ożywają. Czy odnajdą wspólny język w podróży, która może ocalić królestwo? Czy książę, wierny ojcu ponad wszystko, zdoła zbliżyć się do dziewczyny, która ucieleśnia wszystko, czym do tej pory gardził?
Ta książka jest niesamowita! Cudownie budowany nastrój, teraźniejszość przeplata się ze wspomnieniami, które ukształtowały główną bohaterkę. Motyw Czarnych Srok? GENIALNY! To małe stowarzyszenie pełne lojalności, wiary w siebie, zaufania… i dobra. Elaine? Silna, niepokorna, nie da sobie w kaszę dmuchać. Kocham! 🫶 Mimo blizn z przeszłości, wciąż walczy o siebie. A William… oh William. I don’t like you! Od początku nie było między nami chemii 😅 I kompletnie nie zaskoczyło mnie to, jak się później zachował. Szczerze, byłam przekonana, że to z nim połączy ją wielka miłość. Jakie było moje pozytywne zaskoczenie, kiedy fabuła poszła w inną stronę! Choć traktował ją poprawnie, coś mi w nim nie grało. Zbyt zapatrzony w ojca, zbyt… śliski. Już Caspra polubiłam bardziej 😅 Pomysł na książkę super, wykonanie jeszcze lepsze! Może to nie klasyczna fantastyka, ale WCIĄGA totalnie! Uwielbiam takie historie, zaskakujące na każdym kroku, bez przewidywalnych rozwiązań. 🫶