Z dala od zasad i reguł zło rośnie w siłę, czekając na moment, żeby zaatakować i zatriumfować…
W wigilię na posterunek policji trafia nastolatka, którą znaleziono rano samą przemarzniętą w lesie. Nikt nie wie, co się zdarzyło, bo dziewczyna, mimo prób funkcjonariuszy, uparcie milczy. Dopiero psycholożce Sarze Mikulskiej udaje się powoli nakłonić ją do mówienia. Okazuje się, że rodzina, która opiekowała się Emi, ukryła się wiele lat temu przed pandemią w puszczy. A dziewczyna oprócz tego, że całe życie przeżyła w lesie, skrywa wiele mrocznych tajemnic. Co wydarzyło się z dala od cywilizacji i dlaczego, chociaż wirusa pokonano wiele lat temu, Krugerowie pozostali na odludziu?
"Odludzie" to nowa książka Doroty Glicy wydana przez Wydawnictwo Filia #współpracabarterowa
Mam mieszane uczucia dotyczące "Odludzia". Zaczyna się genialnie, wręcz postapokaliptycznie od nowego wiru.sa jeszcze bardziej zabójczego. Dochodzi do kolejnej pandemii, która trwa znacznie dłużej niż ta znana nam. Jest ona spowodowana wiru.sem AH13 z Afryki ze 70% śmiertelnością. Długo po tej pandemii zostaje znaleziona przemarznięta dziewczynka w lesie w wigilijną noc. Psycholożka dziecięca, która w trakcie pandemii straciła męża i dziecko próbuje się dowiedzieć co naprawdę wydarzyło się dziewczynce.
Nie jest to długa książka, nie przekracza 300 stron i wciąga jak bagno. Idealna na jeden dzień przez duży font i fabułę, która po prostu ciekawi. "Odludzie" ma to magiczne flow czytelnicze, przez co płynie się przez kartki jak przez masło. Bardzo angażuje i wciąga emocjonalnie. Niestety genialny postapokaliptyczny początek został szybko zastąpiony lekką stagnacją i nudą. Nadal bardzo ciekawiło zakończenie, ale ten klimat zaszczucia gdzieś zaginął. Całość ma bardzo filmowy charakter, czy innej opowieści przy ognisku - nie skupia się na szczegółach ale ogólnej historii pewnej rodziny. Mimo pozornej małej objętości mamy tutaj także wątek sieroty, który próbuje przeżyć z dnia na dzień, a także wątek psycholożki, która nie potrafi pogodzić się ze stratą. Wszystkie wątki w końcu w jakiś sposób się łączą, ale są opowiadane jakby od tyłu. Czytelnika zadaniem jest znaleźć wspólny mianownik zanim Pani Dorota sama odkryje wszystkie karty.
Niestety dla mnie książka okazała się bardzo przewidywalna. Szybko połączyłem wątki i wydedukowałem rozwiązania, które przy odkryciu kart okazały się prawidłowe. Więc zachęcam do nie myślenia przy Odludziu, by p. Glica zabrała Was w mroczną historię bez żadnych oczekiwań i własnego badania sprawy. Uważam, że zgrabnie skonstruowała całą fabułę, która może zaskoczyć jeśli nie zaczniemy nadmiernie interpretować poszlak. Zakończenie jednak pozostawiło we mnie trochę pytań i lekkie rozczarowanie. Czegoś innego oczekiwałem od finału tej historii. Ale nie wiem czy udało by się im sprostać przy genialnym początku. Na pewno brakuje mi nacisku na refleksję, którą chyba chciała nam przekazać autorka.
Ogólnie będę książkę polecał jako szybką, filmową przygodę w ciekawej alternatywnej teraźniejszości. Momentami dawało mi to vibe Czarnego Lustra od Netflixa. Odludzie to coś innego na rynku thrillerów więc całość mimo przewidywalności zapewnia dość świeże odczucia i wrażenia. Ode mnie zasłużone 7,5/10.
Jeszcze kilka lat temu uznalibyśmy tę powieść za fantastykę, ponieważ opiera się na wizji globalnej katastrofy i śmiercionośnego wirusa zagrażającego ludzkości. Dziś już wiemy, że to może być bardzo realna rzeczywistość, choć jej powtórki nikt z nas sobie nie życzy. Autorka przypomina trudne emocje nam wówczas towarzyszące – niepewność, izolację i wynikającą z niej frustrację – i na tej kanwie snuje opowieść o ludzkich wyborach i ich konsekwencjach, o ucieczce, walce o przetrwanie, a także o zemście i przebaczeniu.
„Odludzie” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Autorki i zdecydowanie udane. Nie dziwią mnie wcale tak dobre oceny jej wcześniejszych książek i myślę, że i ta zyska spore grono usatysfakcjonowanych czytelników. Od pierwszych stron spodobał mi się zwięzły styl Autorki i krótkie rozdziały nadające dynamiki akcji, a utrzymanie czytelnika w niepewności co do chronologii wydarzeń okazało się dodatkowym elementem budującym napięcie.
Dwa wątki biegną zupełnie odrębnymi torami i ciekawiło mnie, kiedy oraz w jaki sposób się połączą. Najbardziej niepokojącym elementem jest odnalezienie w skutym zimą lesie „dzikiej” dziewczyny, z którą nie można się porozumieć. Wezwana do niej psycholożka Sara ma podjąć próbę uzyskania odpowiedzi na pytania, które automatycznie nasuwają się w tej sytuacji. Kobieta, wciąż mierząca się z bolesną stratą sprzed lat, angażuje się w sprawę bardziej emocjonalnie, niż powinna. Równolegle śledzimy losy młodego małżeństwa, które, uciekając przed pandemią, postanawia zamieszkać w głębi lasu i jest gotowe na wszystko, by przetrwać.
Autorka zręcznie splata dramat psychologiczny, motyw pandemii, związanych z nią konsekwencji i walki o przetrwanie, a także elementy thrillera i historii o rodzinnych sekretach. Początkowo może się wydawać, że to zbyt wiele tematów jak na jedną książkę, ale Autorka udowadnia, że potrafi nadać im spójność i wiarygodność. Wątki zazębiają się niczym puzzle, tworząc fascynującą, a zarazem przerażającą całość. Kulminacją powieści jest podwójne zakończenie – jedno, które jesteśmy w stanie przewidzieć, drugie całkowicie zaskakujące. To się naprawdę Autorce udało!
Z twórczością Pani Doroty Glicy spotkałam się tylko raz, przy okazji jej debiutanckiej powieści „Znajdę Cię, córeczko”, która, nawiasem mówiąc, zrobiła na mnie duże wrażenie. Od tamtej pory wielokrotnie obiecywałam sobie, że gdy tylko nadarzy się okazja, sięgnę po kolejną książkę autorki. Tym razem w moje ręce trafiła powieść „Odludzie”, której opis mocno mnie zaciekawił, mimo że poruszony przez autorkę temat nie należy do najprzyjemniejszych.
Na posterunek policji trafia nastolatka. Dziewczyna została znaleziona w lesie, jednak mimo prób nawiązania z nią rozmowy przez policjantów, milczy. Dopiero SarzeMikulskiej, psycholożce policyjnej, udaje się nakłonić ją do rozmowy. Okazuje się, że rodzina, która opiekowała się Emi przez kilkanaście lat, mieszkała w lesie, ukrywając się przed panującą na świecie pandemią. Co takiego wydarzyło się w lesie, z dala od cywilizacji, i dlaczego, mimo że wirus został pokonany, rodzina Krugerów postanowiła pozostać w lesie?
Nie jestem zwolenniczką powieści, których głównym wątkiem jest temat pandemii, a właśnie ten motyw porusza Dorota Glica w swojej najnowszej książce. „Odludzie” to powieść, która zabiera czytelników w mroczną i pełną napięcia podróż do świata odciętego od cywilizacji. Autorka z precyzją kreśli losy ludzi, którzy postanowili prowadzić życie na własnych warunkach, wśród natury i z dala od innych ludzi oraz chaosu panującego na świecie. Uważam, że taka wizja jest mało realna, ale nie czepiam się – to tylko książka. Powieść czyta się dobrze; krótkie rozdziały, intrygująca fabuła oraz lekki i przyjemny styl autorki sprawiają, że książkę dosłownie się pochłania. Fabuła, prowadzona w dwóch przestrzeniach czasowych, choć nie jest dynamiczna to mocno angażuje czytelnika. Autorka małymi krokami prowadzi nas przez kolejne wydarzenia, odkrywając przed nami elementy układanki, które z czasem zgrabnie łączą się w całość. Zakończenie powieści nie jest zaskakujące, a rozwiązania niektórych wątków można łatwo przewidzieć, niemniej jednak w żaden sposób nie umniejsza to przyjemności z lektury. „Odludzie” być może nie jest najlepszym thrillerem, jaki przeczytałam w ostatnim czasie, ale spędziłam z nią bardzo miło czas. Jeśli macie ochotę na intrygujący thriller, który wciągnie Was bez reszty, „Odludzie” będzie doskonałym wyborem. Polecam!
No nie kupiłam tej historii. Nie przekonała mnie ani fabuła, ani bohaterowie i ich motywacje. Nawet na chwilę nie uwierzyłam, że to mogłoby się w ten sposób potoczyć. Poza tym to było dość nudnawe (dobrze, że chociaż krótkie) i kiepsko napisane (masa powtórzeń. Redakcja, halo?). Opis i pomysł był świetny, a tu taki zawód 😮💨 Właściwie to nie wiem czemu dałam dwie gwiazdki. To chyba tak bardziej na zachętę, żeby autorka w przyszłości bardziej dopracowywała swoje książki, bo jakiś tam potencjał jest.
•• Odludzie. Samotna, przemarznięta nastolatka? Kim jest i co robiła sama w lesie? Sięgnij po ten mroczny thriller psychologiczny i przekonaj się co tak naprawdę wydarzyło się w lesie. ••
▪️𝗥𝗘𝗖𝗘𝗡𝗭𝗝𝗔 ▪️
Thrillery to jeden z moich ulubionych gatunków literackich. Szczególnie, gdy są tak dobre jak "Odludzie”. Już na samym początku zaintrygował mnie opis tej książki i wiedziałam, że na pewno po nią sięgnę. Zaczęło się dosyć niewinnie, by po chwili zamienić się w najbardziej przerażającą historię, jaką miałam okazję przeczytać w ostatnim czasie.
🖤 W Wigilię na posterunek policji trafia nastolatka, którą znaleziono rano samą przemarzniętą w lesie. Nikt nie wie skąd się tam wzięła, ani co robiła, ponieważ dziewczynka uparcie milczy. Dopiero Sarze Mikulskiej udaje się dotrzeć do Emi i zdobyć jej zaufanie. Jak się okazało Emi większość swojego życia spędziła w lesie, z dala od cywilizacji. Jej rodzice uciekli przed pandemią i mieszkali w przyczepie z dala od ludzi. Jednak pandemia dawno się skończyła, a rodzina Emi nigdy nie wróciła do cywilizacji… Co takiego wydarzyło się w życiu Krugerów, że postanowili zamieszkać w lesie ? 🖤
Muszę przyznać, że nie oczekiwałam za wiele od tej książki. Spodziewałam się czegoś przewidywalnego, a już na pewno nie przeczuwałam, że autorka tak mnie zaskoczy akcją i całym pomysłem na rozegranie tej historii, że nie będę mogła oderwać się od lektury. A tak właśnie było! Jeszcze parę lat temu wydawać by się mogło, że motyw pandemii w książkach to wymysł autora. Jednak teraz każdy z nas wie, że to wydarzyło się naprawdę i jest możliwe w realnym życiu. Autorka na bazie pandemii uknuła zaskakująca historię, która ujawnia mroczne zakamarki ludzkiego umysłu, a także uświadamia czytelnika, jak zachowuje się człowiek w obliczu zagrożenia.
Doskonale rozbudowana fabuła, która wciąga czytelnika na długie godziny, wyraziści bohaterowie i akcja, która z każdą stroną coraz bardziej zaskakuje, to nic innego jak przepis na udany thriller psychologiczny. Możecie być pewni, że każdy z bohaterów pojawiający się na kartach tej powieści odgrywa ważną rolę i jest tam z konkretnego powodu, każdy z nich przyczynia się do rozwoju wydarzeń. Uwielbiam kiedy wszystkie wątki układają się w jedną całość, kiedy każdy bohater odgrywa swoją rolę, a cała historia nabiera kształtów. Po prostu musicie to przeczytać.
„Odludzie” to dobrze skonstruowany thriller psychologiczny, który wciąga już od pierwszych stron. Autorka nie szczędzi bohaterów i zrzuca na nich bardzo wiele, jednak dzięki temu ta książka jest tak ciekawa 🖤 Zaskakujący jest finał tej historii, jedno, które czytelnik jest w stanie przewidzieć i drugie, którego kompletnie się nie spodziewamy. Pozostajemy mi tylko bardzo wam polecić tę książkę 🤩
Mówi się, że czas leczy rany, ale to bzdura. Wie o tym każdy, kto doświadczył straty tak nagłej, jak trzęsienie ziemi, w którym bez ostrzeżenia traci się stały grunt pod nogami i wszystko wokół zamienia się najpierw w chaos, a potem w kompletną ruinę. Straty tak intensywnej, że wszystkie kolory z dnia na dzień blakną i już zawsze wszystko jawi się tylko w odcieniach czerni i szarości. Straty tak wielkiej, że pęka serce i nie ma żadnej nadziei, że ból, który się wtedy odczuwa, kiedyś ustąpi. Jest za to pewność, że będzie z tobą już na zawsze i wrośnie tak głęboko, że stanie się częścią ciebie i nigdy się go nie pozbędziesz
Pandemia koronawirusa przypomniała, że życie nie jest z nas, że nie jesteśmy jego właścicielami.
Adam i Nina są szczęśliwym małżeństwem. On jest znanym dziennikarzem telewizji informacyjnej , ona spełnia się pracując w muzeum. Teraz kobiecie udało się znaleźć wymarzony dom z ogrodem i zaczęła roztaczać przed mężem wizję założenia w tym miejscu rodziny. Niestety podczas redakcyjnego kolegium mężczyzna słyszy o bardzo groźnym wirusie, który przywędrował do Europy z Maroka i choć początkowo jest bardzo sceptyczny wobec tego "newsa" jednak wkrótce okazuje się, że choroba zabija setki tysięcy ludzi a zakażeni nim umrą cierpią na objawy zbliżone do choroby Alzheimera. Wszystko komplikuje ciąża kobiety. Zakochani podejmują trudną decyzję i zamieszkuje w kamperze, który zatrzymują w środku lasu. Początki nie są łatwe, lecz z czasem bohaterowie oswajają się z warunkami w jakich przyszłości im żyć. Życie płynie im spokojnie , lecz w noc narodzin pierworodnego syna Leo zmienia się wszystko, a Adam odbiera życie nieznajomemu stając w obronie najbliższych.
W tym samym czasie dotknięta ogromną tragedią psycholog dziecięca Sara Mikulska zostaje wezwana na komisariat policji z którym współpracuje, ponieważ w lesie odnaleziono nastolatkę , której tożsamości nie udało się ustalić. Na dodatek dziewczyna uparcie milczy. Iwo jest wychowankiem domu dziecka, który stracił rodziców i siostrę. Jak połącza się losy wszystkich tych osób i jakie sekrety ujrzą światło dzienne? Twórczość Pani Doroty miałam już okazję poznać i tak jak poprzednie historie Odludzie bardzo mnie wciągnęło. Autorka umiejętnie buduje napięcie i operuje emocjami, zaś jej książki łączą elementy thrillera i powieści obyczajowej. Serdecznie polecam 🩶
Po książkę „Odludzie” chwyciłam bez chwili większego zastanowienia, sugerując się nazwiskiem autorki. Dorota Glica należy do grona tych pisarek, po które sięgam z dużą przyjemnością. Muszę przyznać, że w ogóle nie zapoznawałam się z opisem z tyłu okładki, co dość często mi się zdarza jeśli znam i cenię autora. Dlatego treść okazała się dla mnie sporym zaskoczeniem. Nie spodziewałam się postapokaliptycznych wizji, budzących strach i grozę z racji dużego prawdopodobieństwa ich spełnienia.
Sara jest psychologiem dziecięcym, która nie może pogodzić się ze starą męża i córki. Gdy w święta Bożego Narodzenia otrzymuje telefon od przełożonego w sprawie znalezionej w lesie nastolatki, która przestała mówić w wyniku przeżytej traumy, bez chwili zastanowienia powstania jej pomóc. Okazuje się, że dziewczyna od czwartego roku życia wychowywała się w lesie w rodzinie Adama i Niny, którzy żyli w odosobnieniu z obawy przed pożerającym świat wirusem. Jakie znaczenie dla tej historii ma postać chłopca z domu dziecka?
Akcja jest wielotorowa i obejmuje różne ramy czasowe, ale mniej więcej możemy domyślać się okresu, w który się rozgrywa. Wszystkie poruszone przez autorkę wątki budzą ciekawość i chęć podążania za opowiadaną przez nią historią. Niespodziewane plot twisty, dziwne zbiegi okoliczności tworzą pełną niepewności i napięcia atmosferę. Jednak bohaterom brak głębi, przez co ich losy nie są aż tak angażujące. Ciekawy thriller psychologiczny, który zaliczyłabym do tych lżejszych i mniej wymagających, ale mi taka rozrywka odpowiada.
Dorota Glica to autorka, której książki mi się podobają, jeszcze nigdy na żadnej się nie zawiodłem. Skutkiem tego jest to, że każdą nową pozycję kupuję zaraz po premierze. Nie inaczej było z najnowszą powieścią “Odludzie”.
Pamiętacie pandemię? No pewnie, że tak. Czy myśleliście jednak kiedyś, że ta którą przeżyliśmy to był wstęp do czegoś jeszcze większego i jeszcze straszniejszego? W taki właśnie świat wrzuca naszych bohaterów autorka. Po to aby uchronić siebie i swoje dziecko postanawiają oni opuścić miasto i zaszyć się głęboko w lesie, bez dostępu do jakiejkolwiek cywilizacji. W międzyczasie pojawia się kilka innych wątków a wszystkie zgrabnie prowadzą do (nie do końca szczęśliwego) finału całej opowieści.
Książkę czyta się bardzo szybko, akcja jest dynamiczna i nie ma jakichkolwiek dłużyzn. O ile przymkniemy oko na parę uproszczeń (na czele z brakiem problemów z uruchomieniem kampera po kilku latach stania w miejscu) to jest to naprawdę kawał ciekawej lektury. Mi się bardzo bardzo podobało, pochłonąłem właściwie w jeden dzień i czułem się bardzo usatysfakcjonowany. Jeżeli nie znacie jeszcze twórczości Pani Doroty to koniecznie musicie to nadrobić bo naprawdę warto!
troche szalona fabuła przyznam szczerze ale mimo wszystko podobało mi się. nie była to wybitna historia ani wybitny styl pisania, to chyba trzecia książka pani Doroty, którą mam okazję czytać, więc mniej więcej wiedziałam, czego się spodziewać. domyślałam się, że ta dziewczynka jest albo córką Niny albo jej własną, a prawda ujawniona na końcu mnie nieźle zszokowała. bardzo szybko mi się przeczytało, ot taka prosta historia.
This entire review has been hidden because of spoilers.
W wigilijny wieczór psycholożka Sara Mikulska zostaje wezwana na posterunek policji, gdzie przywieziono nastolatkę, którą znaleziono samą przemarzniętą w lesie. Dziewczyna uparcie milczy w rozmowach z policją i dopiero Sarze udaje się nawiązać z nią kontakt. Odkrywa, że Emi wychowała się w lesie, gdzie przez kilkanaście lat mieszkała jej rodzina po wyprowadzce z miasta z powodu panującej wcześniej pandemii. Psycholożka krok po kroku odkrywa przeszłość dziewczyny, próbując rozwikłać zagadkę, dlaczego rodzina przez tyle lat pozostała z dala od cywilizacji, skoro pandemia skończyła się wiele lat temu. Sara zmaga się przy tym z własną przeszłością i traumą po stracie bliskich.
Sięgacie czasem po książki, tylko z powodu ich okładki? Mnie się to zdarza i tak właśnie było w tym przypadku. Tytuł i mglisty las na okładce mnie zaciekawiły, a opis książki też brzmiał zachęcająco. Niestety lektura nie była tak dobra, jak się spodziewałam. Chyba liczyłam bardziej na horror i więcej mroku, a ta książka tego nie gwarantuje. Podobało mi się, że rozdziały są pisane z perspektywy różnych postaci i na końcu wszystko się łączy w całość. Fabuła jest taka sobie, dość łatwo powiązać wątki i właściwie dopiero końcówka mnie zaskoczyła. Myślę, że pomysł na książkę zarysowany w jej opisie miał potencjał, ale wykonanie mogłoby być lepsze. Oceniam książkę na średnią, myślę, że fanom lżejszych thrillerów może przypaść do gustu. Mimo wszystko, z powodu końcówki, jest szansa, że sięgnę po kontynuację, jeśli się pojawi.