Ile razy obiecałaś sobie, że nie będziesz zachowywać się jak własna matka? Ile razy przyrzekałaś sobie i innym, iż będziesz zupełnie inaczej postępować, a swoją córkę wychowasz kompletnie inaczej niż sama zostałaś wychowana? Jak często łapiesz się na tym, że, pomimo wszelkich starań, mówisz i robisz to, co wypowiadała i czyniła twoja rodzicielka?
Mówi się, że jesteśmy kreatorami własnego losu i sami sobie tworzymy życie. Jednak pewne rzeczy są w nas tak mocno zakorzenione, że nawet gdybyśmy dwoili się i troili, aby do czegoś nie doszło, to zdarza się, iż przeszłość nas dopadnie. Warto jednak pamiętać o tym, że zawsze można wyjść z bagna, w jakim trwamy, chociaż niekiedy bardzo dużo nas to kosztuje... Ale najczęściej da się, chociaż okupimy to bólem i łzami.
Bardzo lubię reportaże Marty Szarejko za poruszanie niezwykle istotnych tematów, które często są tabu w naszym społeczeństwie. Uwielbiam też je za bycie bliskimi sercu, bo nie dość, że ważne, to jeszcze napisane w sposób interesujący i bardzo przystępny. Właśnie dlatego "Masz to po mnie" nie będzie moją ulubioną książką autorki - w moim odczuciu jest nieco zbyt naukowa i niekiedy dość powtarzalna, przez co po pewnym czasie zaczęła mnie nużyć. Oczywiście jest to bardzo subiektywne, natomiast pomimo ważnej tematyki oraz grona bardzo mądrych psychoterapeutek i socjolożek, wypowiadających się w tej lekturze, nie poczułam więzi z najnowszym reportażem Szarejko. Doceniam go za wielowątkowość i wyczerpanie tematu, ale zabrakło mi rozmów z przeciętnymi Polkami, które powielały schematy bądź od nich uciekały. Wywiady ze specjalistkami są cudowne, jednak wolałabym, żeby były przeplatane zwyczajnymi historiami.