Tytuł legenda, który przeczytałem dopiero teraz. Pewnie, jakbym był młodszy to zrobiłby na mnie znacznie większe wrażenie, bo mamy tu i przerysowaną przemoc, okraszoną jednocześnie sporą dawką humoru, niestety różnych lotów.
Na Portret bękarta składają się w sumie trzy historie o różnej długości, które już zostały wydane w Polsce jakiś czas temu, ale jeszcze nie w takim kroju. Pierwszy i najlepszy kawałek o nazwie "Ostatni Czarnianin" pozwala nam przyjrzeć się kolejnemu zleceniu Ważniaka, który polega na dostarczeniu pewnej osoby w pewne miejsce. Okazuje się jednak, że eskortowana osoba to jego dawna nauczycielka i jedna z mieszkanek nieistniejącej już Czarni. Dobija to bardzo mocno Lobo, bo chciałby ją ubić, ale zawsze dotrzymuje danego słowa. Kłopot w tym, że w całą kabałę wplątuje się sporo frakcji i wyjście zwycięsko z powierzonej misji może nie być możliwe...
Lobo to specyficzny antybohater, któremu jednak się kibicuje, bo to postać rodem z filmów lat 80. XX wieku. Czyli jest przerysowany w charakterze i wyglądzie napakowanego byczka rzucającymi one-linerami na prawo i lewo, w akompaniamencie wystrzałów i wybuchów. W dodatku mamy przy tej historii naprawdę zabawne dodatki, które mają pogłębić wczuwkę w tytuł.
Kolejny tytuł jest dosyć szczególny. "Lobo powraca" to dla bohatera spory orzech do zgryzienia. Nie dosyć, że daje się wmanewrować w pułapkę, to trafia w zaświaty po tym jak broń przerywa go na pół. Tyle, że w niebie go nie chcą, w piekle też nie. Pozostaje zatem reinkarnacja i spora doza humoru, jaką prezentuje Giffen wraz z Grantem. Na końcu mamy jeszcze króciutkie "Paramilitarne święta specjalne", gdzie Lobo dostaje zlecenie od zajączka wielkanocnego na samego św. Mikołaja. Nawet sobie nie wyobrażacie do czego to doprowadzi...
Całości towarzyszy bardzo dobra kreska, na której czuć co prawda miejscami ząb czasu, ale w większości nadal robi wrażenie. Wygląda bohatera budzi respekt i zachwyt. Makabra jaką nam serwują autorzy też jest zadziwiająco szczegółowa, co sprawia że śledziłem te kadry z należytą uwagą. Niemniej Lobo się zestarzał, a historia, mimo że zabawna, to w większości przypadków, jest tutaj pretekstowa i służy tylko rzezi.
Są tacy, których taka bezpardonowa młócka zachwyci, mi jednak przydało by się tu coś więcej, niż szereg gagów. Doceniam kunszt rysownika i humor, ale nie stoi za tym nic więcej. Niemniej jeżeli jesteście ciekawi postaci to ten tom jest żelazną pozycją w dążeniu do poznania kim jest Lobo.