Dawne więzienie stało się domem dla ocalałych. Zrobią wszystko, by przetrwało.
Rok 2147, tereny Stanów Zjednoczonych Ameryki. Sto lat wcześniej wojna atomowa niszczy znany dotąd ludziom świat. Ocaleni robią, co mogą, by przetrwać na skażonej i napromieniowanej planecie.
Charyzmatyczna naczelnik Brass przewodzi społeczności, która za dom obrała sobie dawne więzienie stanowe koło zrujnowanej Atlanty – Karcer. Jego mieszkańcy codziennie muszą bronić się przed menelsami – zmutowanymi, bezmyślnymi, za to nadnaturalnie rozwiniętymi fizycznie istotami, dotkniętymi przez promieniowanie.
Jeden z brutalnych ataków hordy zbiega się w czasie z zaginięciem patrolu z Karceru. Specjalna grupa zostaje wysłana na poszukiwania, nie wiedząc, co czeka na nich poza bezpiecznymi murami… Już wkrótce ocaleni będą musieli stawić czoła znacznie poważniejszym wyzwaniom niż walka z mutantami. Prawdziwy wróg dopiero nadciąga.
Karcer to historia, której bardzo mi brakowało. Dawno nie czytałam tak fajnego postapo jak tutaj, a dodatkowo bardzo mi przypominało klimatem The Walking Dead, które kocham. Postacie jakie tu są nie są idealne, nie są przerysowane, są prawdziwe i popełniają błędy, co jest super! Ten świat jest tak samo autentyczny, bardzo realistyczny i nie ma tu czasu na nudę. Choć brakuje tu dopieszczenia ze strony wydawnictwa jest to bardzo dobry debiut i czekam z niecierpliwością na kontynuację!
Wow, co to za historia 😱 Już dawno nie czytałam dobrego sf postapo, aż do teraz.
Powiem wam, że ciężko mi było oderwać się od tej książki, a jak już robiłam przerwy to zaraz musiałam po nią znowu sięgnąć i wrócić do historii, bo ciekawość mnie zżerała co wydarzy się dalej. Tak więc przeczytałam książkę w jeden dzień 😅
Bohaterowie są bardzo dobrze stworzeni, każdy z nich jest indywidualną jednostką, każdy ma swój charakter, określone zachowania i przede wszystkim nie są nudni.
Cała historia jest poprowadzona w bardzo ciekawy, poukładany ciąg - nie da się tu zgubić. Każde działanie, wydarzenie jest dokładnie przemyślane, zaplanowane i pochłonęło mnie bez reszty, aż miałam wrażenie, że sama jestem jedną z bohaterek tej historii.
No i zakończenie... Otwarte? Będzie ciąg dalszy? Oby, bo jestem ciekawa co się będzie działo dalej ze społecznością Karceru.
Dziękuję autorowi za możliwość przeczytania tej książki.
Historia zainteresowała mnie już od pierwszych zdań. Im dalej zagłęmbiałam się w lekturze, tym bardziej mnie pochłonęła. Nawet nie zauważyłam kiedy ją skończyłam. Ostanie rozdziały tak mnie zszokowały, że do tej pory nie mogę się pozbierać. Z jednej strony, przeczuwałam, że będzie wielkie "Bum"... Ale że do takiego stopnia, to nie... Jedna postać tak mnie irytowała, że w myślach miałam tylko: "Aby był jego koniec". ( To taka ugrzeczniona wersja) I tu się utwierdza, aby uważać co sobie życzysz. Super by było jakby była kontynuacja tej historii i powstało jakieś światło w tunelu dla bohaterów. Choć z drugiej strony... Czy jest to możliwe, patrząc na to, jaki to wróg?
Menelsi. Tak zostali nazwani mutanci powstałych ludzi po bombie nuklearnej i broni biologiczno- chemicznej. Coś w stylu (Tak ja sobie ich wyobraziłam) krzyżówka szkieletorów z "Wiecznie Żywy" i zakażeni z sagi "Więzień labiryntu". Wielkość, tak jak "Hulk". (Oczywiście nie wszyscy) Jak to większość stworów, nie lubiła głośnych i nagłych dźwięków, coś jak Creepery z "Minecraft". To taki mały spojler.
Jak już wcześniej wspomniałam, to lektura, która szokuje. Daje do myślenia i ma w sobie wiele humoru. Pokazująca, że śmiech oraz w niektórych przypadkach alkohol pomaga jakoś na trochę zapomnieć o niebezpieczeństwie i apokaliptycznej rzeczywistości. Każdy rozdział jest krótki, ale za to treściwy. Nie odniosłam też wrażenia, jakby czegoś było za dużo, czy też mało. To lektura dla dorosłych czytelników i niebulwersujących się na przekleństwa.
Nie byłabym sobą, jakbym nie zwróciła uwagi na inne dzieła jakie mi się skojarzyły podczas lektury. "Kosmici grają rocka" ( Skażenie zatoki), oraz "Miłość i potwory" (wcześniej wspomniane skażenie przez broń).
Podsumowując, jest to świetna historia SF. Sam tytuł książki, czyli "Karcer", brzmiał dość niewinne i nie wiedziałam czego się spodziewać. Polecam wszystkim przyszłym czytelnikom. Jeśli jesteś fanem alternatywnych rzeczywistości, to jest coś idealnego dla ciebie.
Moja ocena 10/10
Cytaty z książki:
"- Jesteś miły jak zwykle - stwierdziła sarkastycznie. - A ty jesteś bezczelna jak zwykle - zripostował generał. -Częstuj się do woli. Po co tutaj przylazłaś? - Bałam się, że będziesz zbyt samotny, wypuszczając swoich tajniaków za oddziałem Matiego - prowokująco odpowiedziała naczelnik. Stary generał, pomimo tego, że został wyprowadzony z równowagi, zachował pokerową twarz. - Widzę, że dalej cię interesują teorie spiskowe - próbował wybrnąć Parts. - Dobre, dobre - skwitowała naczelnik, wręczając swojemu rozmówcy pełną szklaneczkę. - Czy aby nie za wcześnie? - Od kiedy ci to przeszkadza, stary łachudro? -W sumie... Generał uśmiechnął się. - Po jaką cholerę tutaj przylazłaś? - Napić się z tobą - skwitowała Brass. - To zdrówko. - Zdrowie. Nas i wszystkich, których wysłałeś na niepotrzebne misje. - Zaczyna się - skrzywił się generał. - Ja tak tylko czasami zastanawiam się, po co to robisz?Dalej wierzysz w zabunkrowany rząd USA, który walczy z resztą świata? Wykonujesz ich rozkazy? Czy słyszysz duchy Lincolna, Reagana czy może Busha."
" To wydaję się tak proste, że aż coś się musi spierdolić"
"- Ciekawe, ilu pomyślało, że to moja sprawka - zadumał się Kojot. - Praktycznie nikt w to nie wierzył - odparł mu Mati. -Jednak trzeba było to sprawdzić. -No tak -westchnął Kojot. - Że też w dzisiejszych czasach istnieją ludzie, którym zależy na śmierci innych. - Ludzie nigdy się nie zmienią - podsumował Robert."
"- Norman, Norman - powtarzał numer 4. - Powiedz, skąd się tutaj wzięliście i co robicie? -Gówn... - Nie zdążył odpowiedzieć, gdyż przyjął właśnie kolejny cios. - Powtórzę moje pytanie, bo chyba nie dosłyszałeś - kontynuował Robert. - Skąd się tutaj wzięliście i co robicie? - Nic wam nie powiem, łachudry, niech się tylko moi ludzie dowiedzą, że mnie nie ma. - Peterze, tego właśnie nie lubię w takich jak on. Zamiast kulturalnej rozmowy od razu zaczynają wyzywać innych. - Rzeczywiście, totalny brak wychowania - zgodził się Peter. - Te dzisiejsze pokolenia w ogóle nie potrafią ze sobą rozmawiać na poziomie."
Historia zaczyna się w 2147 roku, w świecie, który pozostał po wybuchu wojny atomowej. Ludzie, którzy przeżyli, starają się funkcjonować w nowej rzeczywistości. Powstają nowe społeczności, które działają według ustalonych przez siebie zasad. Jedna z takich grup osiedliła się w murach dawnego więzienia i stworzyła tam swój lokalny świat, mierzący się z wieloma przeciwnościami – od poszukiwania zapasów i chorób po walkę ze zmutowanymi jednostkami zwanymi „menelsami". Ludzie ci, pod wpływem zrzuconych na świat bomb biologicznych i chemicznych, przemienili się w prymitywne kreatury. To jednak nie wszystko, z czym przyjdzie zmierzyć się bohaterom "Karceru", bo najgorsze dopiero nadchodzi…
Od początku zostajemy wrzuceni w sam środek akcji i… tak będzie już do końca. Fabuła jest gęsta od zdarzeń – miałam naprawdę mało czasu na złapanie oddechu i to było wspaniałe, ponieważ kompletnie się w niej zatraciłam. Język, jakim operuje autor, jest momentami kolokwialny, ale doskonale pasuje do całości. Dialogi są bardzo autentyczne, dostosowane do tego, co dzieje się w książce, okraszone dawką humoru, który bardzo mi odpowiadał. W książce mamy wiele krótkich rozdziałów przenoszących nas w różne miejsca akcji – dla mnie to kolejny plus tej formy narracji.
Najbardziej poruszające sceny, moim zdaniem, miały miejsce tam, gdzie swój bój toczyli mieszkańcy tytułowego Karceru. Poziom bólu, jaki mi wtedy towarzyszył, trudno oddać słowami. Kolejnym atutem książki są bohaterowie. Występują tu postacie wiodące, jednak uważam, że niesamowitą siłą powieści jest to, jak zostali ze sobą połączeni i jak przeplatają się ich wspólne losy. Każdy odgrywa w tej historii ważną rolę. Gdybym jednak miała wyróżnić jedną osobę, byłby to Mati – jego postawa wobec swoich ludzi była dla mnie niezwykła i ujmująca. W całą historię bardzo subtelnie wpleciono wątek romantyczny, który łagodził brutalność świata i toczących się konfliktów. Zakończenie zmiotło mnie z powierzchni – podobnie jak w książce ludzkość po naciśnięciu czerwonego guzika. Mam nadzieję na jak najszybszą kontynuację.
"Karcer" to książka, która zdecydowanie powinna trafić w gust miłośników postapo, ale nawet jeśli nie jesteś fanem gatunku, naprawdę warto dać jej szansę. Gwarantuję Ci rollercoaster emocji!
,,Karcer" czyli historia Sci:fi z kategorii co by było, gdyby...
Byłe więzienie, które stało się domem dla ocalałych. Jest rok 2147, jeyssmy w Stanach Zjednoczonych, a sto lat wcześniej wojna atomowa zniszczyła cały świat. Pozostawiając garstkę ludzi przy życiu, na planecie, która nie nadaje się spełni do życia. Zaczynając od promieniowania, kończą na zmutowanych ludziach, którzy zostali skarżenie przez promieniowania i cofnęli się w rozwoju. Naczelnik Brass przewodzi niedalekiej społeczności, która żyje sobie we względnym spokoju na terenie byłego więzienia. Ich obecnym problemem są stali menelsów - zmutowanych ludzi. Tylko nic nie może trwać wiecznie. Tak samo jest tutaj. Gdy zaginięcie patrolu oraz olbrzymi atak menelsów zbiega się w czasie ludzie zaczynają coś podejrzewać. Szybko okazuje się, że nie tylko zmutowani ludzie za ich zagrożeniem. Mieszkańcy więzienia będą musieli wsiąść sprawy na poważnie i stawić czoła nieznanemu niebezpieczeństwu. Tylko co zrobić, gdy potworami okazują się ludzie?
Mam trochę mieszane uczucia co do tej książki. Czy mi się podobało? I tak i nie. Pomysł na historię - tak. Wykonanie? - trochę gorzej. Ale po kolei. Po pierwsze dialogi. Głupie żarty i przechwałki. Nie wnosiły zbyt dużo do fabuły. Nie opisywały uczuć, postaci. Wyrażały głównie rzeczy, które ciężko byłoby wyrazić w opisach. (Mam na myśli, np. rozkazy od dowódców i rozmowy między bohaterami, tego typu informacje.) Brak lub znikoma ilość uczuć bohaterów. Nieraz na opłakiwanie śmierci kogoś było poświęcone co najwyżej zdanie. Maksymalnie akapit. Jako, że przywykłam do długich albo rozwiniętych opisów, te wydawały się być dla mnie niewystarczające. Mam wrażenie, że autor skupił się trochę za bardzo na samym doprowadzeniu historii od początku do końca. Jak dla mnie można byłoby rozwinąć opisy, aby poszerzyć czytelnikowi wyobrażenie świata lub uczuć, które czuje bohater w danym momencie. Ale mimo wszystko historia mnie wciągnęła. Z ciekawością czytałam kolejne strony chcąc się dowiedzieć jak potoczą się losy bohaterów oraz komu uda się przeżyć, a gdy dotarłam do końca czułam niedosyt przez otwarte zakończenie, które zapowiada drugi tom i dalsze przygody. Bo nie uwierzę, że historia urwie się w połowie.
3,75 Czuć, że to debiut. Język/styl to trochę pomieszanie z poplątaniem - napisana bardzo prostym językiem (co jest zasadne dla tych bohaterów), ale gdzieniegdzie pojawiają się jakieś sformułowania typu 'panowie', 'tenże' czy wzniosłe porównania, które miały być poetyckie a sprawiają, że jest miejscami dziwnie. Zbyt duży kontrast.
Humor jak u Mortki - żarty z kupy i dupy. Pewnie nie dla wszystkich, mnie bawią.
Niemniej jednak, książka jest bardzo angażująca i klimatyczna - pochłonięta na raz. Krótkie rozdziały, czytelnicy wrzuceni w wartką akcję. Przyjemnie by się to oglądało jako krótkometrażowy serial.
Relacje bohaterów oparte na prostym, sprawdzonym schemacie - bracia broni, ale nie jest to minus. There's more than meets the eye. Dodatkowo, autor nie patyczkuje się z postaciami i często czytelnicy się z nimi żegnają - czasami zbyt gwałtownie zakończone wątki.
Ciekawy zwrot akcji, chce się więcej - chętnie sięgnę po kontynuację. Książka jak jej żołnierze - prosta, dosadna, brutalna taka porządna. Dostałam więcej niż oczekiwałam, więc na plus. Jest niedosyt - w fabule, w bohaterach. Dużo wsparcia oraz ciepłych myśli w stronę autora - czekam na kontynuację ;-)
Mam po raz kolejny nauczkę, aby NIE CZYTAĆ debiutów. O ile zarys i zamysł akcji był przyzwoity, to całkowicie nieudolne wykonanie zabiło w tej historii absolutnie wszystko. Styl uczniacki, dialogi drętwe, ukazanie emocjonalności bohaterów leży kompletnie i kwiczy. Przez to wszyscy bohaterowie wydają się być: Albo pozbawieni sumienia, lub bezrefleksyjni, lub z lekceważącym/ olewającym/ bezpłciowym podejściem do wielu poważnych zagadnień. i na dodatek wszyscy są tak sztywni, jakby cali byli wycięci z kartonu. Poetyckie sformułowania wciśnięte w usta prostych, żeby nie rzec prostackich żołdaków, raziły straszliwie, tak samo jak i język narracji który miał ciągłe skrajne wahania - od zdań w stylu wypracowania z podstawówki, po górnolotne określenia wyskakujące w tekście randomowo na chybił trafił. A wszystko wymieszane jak nie przymierzając groch z kapustą. Ledwie to przetrwałam, choć bardzo lubię mroczne klimaty post-apo. Niestety nie sięgnę po kontynuację, nawet pomimo tego iż ciekawi mnie jak dalej to wszystko mogłoby się rozwinąć.