Pierwsze kryzysy w Mons Viridis zostały zażegnane, ale jeśli Janusz myślał, że oto nadchodzi czas odpoczynku i spokoju, to grubo się mylił.
Pierwsze postawione przed nim zadanie wydaje się proste. Ale więcej niż hojna zapłata każe podejrzewać, że sprawa ma drugie, a może i trzecie dno. I słusznie, bo zamach w siedzibie rodu Farnese ekspresowo przeradza się w awanturę na trzy fajerki - a raczej na trzy światy. Nadchodzi wojna tak wielka, że echa bitewnych okrzyków dotrą nawet do uszu Bogów.
Urodził się 14 kwietnia 1965 roku. Ukończył studia historyczne, po czym podjął pracę w szkole. W międzyczasie współpracował z kilkoma czasopismami, w których publikował artykuły historyczne, a także związane z pewnymi aspektami sztuk walki m.in. na temat walki nożem i okinawańskiego karate. Interesował się działaniami służb specjalnych. W roku 2001 uzyskał stopień doktora nauk humanistycznych w zakresie historii, a w 2006 zadebiutował w "Nowej Fantastyce" tekstem "Pierwszy krok", rozwiniętym w wydaną z poczatkiem 2008 roku powieść pod tym samym tytułem. W NF ukazało się także kilka innych jego opowiadań i artykułów publicystycznych. W "Science Fiction & Horror" (wrzesień 2007) pojawiło się opowiadanie "Alchemik", będące fragmentem "Chorągwi Michała Archanioła", kolejnej powieści autora (obie wydane nakładem Fabryki Słów). Jest żonaty, ma dwójkę dzieci.
„Mroczne drogi” moim zdaniem są na podobnym poziomie co poprzedni tom. Od pierwszej strony akcja nabiera tempa. Można powiedzieć, że ten stan jest utrzymany przez większą część powieści.
I tutaj pojawia się mój problem.
Wiele razy to podkreślałem: bardzo lubię akcję i kiedy dużo się dzieje. Jakby nie spojrzeć to „Mroczne drogi” właśnie mi to dały, ale zabrakło mi tutaj momentu oddechu, w którym możemy na spokojnie pomyśleć o tym, czego właśnie doświadczyli bohaterowie. Po każdej większej sekwencji walki czy innej akcji jesteśmy niemal odrazu wrzucani do kolejnej.
Czy to dobrze czy źle? Zależy Uważam, że same sceny są bardzo dynamiczne i dobrze napisane. Mnie osobiście przytłoczyła ich ilość, ale z całą pewnością wielu osobom ten aspekt nie będzie przeszkadzać.
Całościowo jednak książka jest dobra i można się na niej nieźle bawić
Skoro Antykwariat pod Salamandrą mnie zaintrygował, a Głęboki Świat pokazał pazur, to nie było innej opcji – z przyjemnością ruszyłam dalej Mrocznymi drogami Adama Przechrzty. Liczyłam, że Januszek nieco okrzepnie, magicznie się rozwinie i wreszcie pokaże, że stać go na coś więcej niż dobre piwo i nieustające zdziwienie. ;)
Nóż i kula zabijają równie skutecznie, co magia. Kryzysy w Mons Viridis jak na razie zostały zażegnane, ale jeśli Janusz myślał, że oto nadchodzi czas odpoczynku i spokoju, to grubo się mylił. Pierwsze postawione przed nim zadanie wydaje się proste. Ale więcej niż hojna zapłata każe podejrzewać, że sprawa ma drugie, a może i trzecie dno. I słusznie, bo zamach w siedzibie rodu Farnese ekspresowo przeradza się w awanturę na trzy fajerki – a raczej na trzy światy. Nadchodzi wojna tak wielka, że echa bitewnych okrzyków dotrą nawet do uszu Bogów.
Nie da się nudzić. ;) Moja pierwsza myśl po odłożeniu Mrocznych dróg? Przy tej książce nie da się nudzić. A zaraz potem: „czy ja tego już gdzieś nie czytałam?”
Jeśli znacie cykle Materia Prima i Materia Secunda, pewne schematy mogą wydać się znajome. Widać, że autor trzyma się swoich ulubionych motywów – i nie zamierza z nich rezygnować.
Główny bohater, Janusz – antykwariusz z dodatkowymi zdolnościami magicznymi – to taki swojski Bond. Tyle że zamiast martini ma zaklęcia, a garnitur zastępuje mu cynizm i sieć, czasem mocno szemranych, kontaktów.
Świat, a raczej światy, po których się porusza, to mieszanka starożytności, magii i brutalnej współczesności. Momentami wszystko to jest tak gęsto upchane, że miałam ochotę rozrysować sobie mapkę, żeby ogarnąć, kto jest kim i dlaczego rzuca w kogoś kulą ognia.
Dialogi wypadają naturalnie – trochę jak rozmowy przy piwie: z humorem, ironią i odrobiną szczerości. Choć sam Janusz chwilami mi się rozjeżdża – raz zimny i wyrachowany, innym razem emocjonalny romantyk. Brakuje mu może jednej, wyraźnej twarzy.
Mimo wszystko książkę czyta się świetnie. Adam Przechrzta ma lekkie pióro i tę „magię”, która przyciąga do opowieści i – chcąc nie chcąc – każe kibicować Januszowi. Mroczne drogi to taki magiczny rollercoaster pełen politycznych gierek, ukrytych wpływów i szemranych interesów, który pokazuje, że nawet z pozoru proste zlecenie potrafi skończyć się małą (albo całkiem konkretną) apokalipsą.
Moim zdaniem pierwsza część zdecydowanie lepsza, po przeczytaniu serii Materia secunda widać powielające się schematy. Mimo wszystko czyta się dobrze, solidna książka 3,5
Wow! Patrząc na to jak dobrym rozwinięciem niemalże każdego wątku i pomysłu z pierwszej książki powinienem dać jej 5 gwiazdek (bo poprzedniej dałem 4), ale wydaje mi się że… nie jest to książka na aż takim poziomie. Nadal czegoś brakuje, tym czymś może być szkielet historii którego nieco trudno mi przywołać po przeczytaniu całości. Zarówno magia, jak i postacie, a nawet to, co wyróżnia tą serię, a więc fragmenty z antykwariatu, dają wiele przyjemności z czytania. Był dosłownie jeden moment w trakcie czytania ze trochę się skrzywiłem (chodzi o tą walkę z d******, który powalił kilkanaście wojowników, po czym padł po zdaje się jednym ciosie głównego bohatera, który otrzymał od niego cios mający wpływ na całą resztę fabuły - to miał być decydujący moment, a wyszedł zupełnie bez jakichkolwiek emocji przez to, jak szybko to się wszystko wydarzyło). Poza tym nie wiem jak to się stało, ale gdy zaczynałem czytać pierwszy tom to byłem akurat w Zielonej Górze, a gdy kończyłem go czytać przebywałem w Kaliszu - część drugiego tomu dzieje się właśnie tam, w okolicach klasztoru franciszkanów, to jedno z miejsc przy których na moment przycupnąłem żeby odpocząć i poczytać. Życie bywa dziwne, ale jakoś tym bardziej związało mnie to z serią Przechrzty, czekam na trzeci tom!
This entire review has been hidden because of spoilers.
Po raz pierwszy czuje się nieco rozczarowany przez Adama Przechrztę. Od razu zaznaczę, że "Mroczne drogi" to dobra książka, ale nie świetna, tak jak poprzednie tytuły tego autora, przez co moje wysokie wymagania nie zostały spełnione.
Można powiedzieć, że są 3 główne powody tego stanu: - za duże podobieństwo do trylogii "Materia Secunda" o Olafie Rudnickim, - zbyt wiele wątków, przez co tworzy się miszmasz, a wiele wątków jest zbyt słabo rozpisanych i porzuconych w trakcie, - ze zbyt dużą wielowątkowością wiąże się również ogrom bohaterów, którzy pojawiają się jedynie, by pomóc Januszowi pokonać kolejnych wrogów i spychani są w eter.
Autor nadrabia jednak te wady swoim stylem, który sprawia, że tak czy siak powieść czyta się sprawnie i przyjemnie. Nadal jest to dobry tytuł, ale oczekiwałem więcej, stąd moje lekkie rozczarowanie. Jeśli ktoś jednak nie czytał historii Olafa Rudnickiego, to pewnie też inaczej podejdzie do tej książki.
Po naprawdę ciekawym pierwszym tomie mamy do czynienia wg mnie z obniżeniem poziomu, zwłaszcza fabularnie. Historia nie porwała mnie, mimo, że akcji jest dużo.
Spotkałem się z wieloma opiniami, że przygody Janusza to troche gra RPG przelana na papier i trudno się z takim stwierzeniem nie zgodzić. Jest dużo magii, eliksirów, artefaktów, pada nawet nazwa kultowego RPG. Niby wszystko na swoim miejscu, a jednak ja jestem rozczarowany.
Czy sięgnę po kolejną część? Jak znam siebie to pewnie tak, bo nie lubię mieć niedokończonych spraw, zwłaszcza czytelniczych. Trzymam jednak kciuki, za bardziej angażującą fabułę.
Słabsza od części pierwszej. Fabułą niestety coraz bardziej przypomina grę komputerową i to raczej niskich lotów. Mimo wad czyta się płynnie, choć angażuje coraz mniej. Infodumpy opowiadające o świecie nie denerwują aż tak bardzo. Im dłużej czytam, tym bardziej ze wszystkich elementów fabuły zaczyna przebijać sztuczność i plastik. Szkoda, bo historia zapowiadała się obiecująco, a tak robi się coraz bardziej taka bajeczka dla chłopców na poziomie współczesnego serialu.
Ja sobie do tego wrócę może jak wyjdzie 3 tom. Bo teraz w sumie nic do mnie nie dotarło. I mimo, że było napisane jak najbardziej w porządku i było dużo (aż może za dużo) akcji, to nudziłam się strasznie. I jak wspominałam - miałam to wszystko serio w głębokim poważaniu. All I know: ta część była gorsza od 1 i nikt mi nie wmówi, że nie mam racji.
(anyways idk, może to nie był mój moment na czytanie tego)
każdy lubi co innego. 🤔😊 Mons Viridius Magicus ma w sobie to coś że pochłonąłem ta książkę. 📖🔥 nie ma rzeczy ksiazek idealnych ale ta mnie urzekła i teraz ogarnia mnie smutek bo trzeba czekać na tom 3 😔😢
Trochę to wszystko zalatuje Materia Secunda, autorowi zostały notatki i pomysły, których tam nie zmieścił? W zasadzie to taka wersja light opowieści o Rudnickim.
Sama akcja jak to u Przechrzty całkiem całkiem, raczej sensowna i bez nadmiaru głupot.
„Mroczne drogi” – Adam Przechrzta Janusz, Janusz… co z Ciebie wyrośnie?
Nie pierwszy raz mam problem z książką i nie potrafię jednoznacznie stwierdzić, czy mi się podoba, czy nie.
Z jednej strony mamy świetnie rozwinięty świat, oparty na motywach starożytnego Rzymu – połączenie magii z technologią współczesnego świata, rzymskie wierzenia, a także rozbudowany system militarny wzorowany na legionach. To wszystko tworzy unikalne tło dla historii.
Akcja w dużej mierze toczy się w Głębokim Świecie, gdzie antykwariusz Janusz musi poruszać się wśród skomplikowanych frakcji, jednocześnie realizując niebezpieczną misję.
Po bardzo obiecującym pierwszym tomie czekałam niecierpliwie na kontynuację przygód Janusza Magnuszewskiego. I tu pojawia się moje „ale”… Akcji nie brakuje, świat jest pełen magii i intryg, ale wszystko pędzi na łeb, na szyję. Choć o nudzie nie może być mowy, bo wydarzenia zmieniają się błyskawicznie, to jednak momentami gubiłam się w natłoku postaci i dynamicznych wątków. Dosłownie – można się pogubić w magicznym świecie Przechrzty.
I jeszcze jedno „ale”… Mimo wszystko zapewne sięgnę po trzeci tom – bo jestem ciekaw, co dalej z Januszem.