W uporządkowane życie Tessy i Mariusza wkrada się chaos, gdy ich pięcioletnia córka zostaje porwana, a następnie brutalnie zamordowana przez nieznanego sprawcę. W trakcie żmudnego policyjnego śledztwa wspierają ich najlepsi przyjaciele – Julita i Ben.
Julita wierzy, że ma wszystko, czego potrzeba jej do szczęścia: kochającego męża, satysfakcjonującą pracę i upragnionego synka. Pewnego dnia wraca do pustego domu i znajduje na stole kartkę, na której widnieje jedno słowo: „PRZEPRASZAM”. Początkowo bagatelizuje wiadomość. Wkrótce jednak nachodzi ją nieznajomy, który wyjawia jej szokujące fakty na temat Bena.
W jednej chwili spokojne, przewidywalne życie Julity wywraca się do góry nogami. Zdesperowana kobieta, w tajemnicy przed policją, rozpoczyna poszukiwania męża i próbuje zdobyć odpowiedzi na dręczące ją pytania. W tym celu zanurza się w mroczną, krwawą przeszłość Bena…
Kim tak naprawdę jest człowiek, któremu Julita bezgranicznie ufała?
Dlaczego zniknął?
I jakie ma to powiązanie z brutalnym morderstwem trojga dzieci sprzed 22 lat?
Marcel Moss to jeden z najpopularniejszych autorów powieści kryminalnych i młodzieżowych w Polsce. Wszystkie jego książki osiągnęły status bestsellerów i stały się impulsem do gorących dyskusji na temat ważnych kwestii społecznych.
W rankingu Biblioteki Narodowej na najpoczytniejszych pisarzy i pisarki w Polsce w 2024 roku zajął 16. miejsce, w tym 2. wśród polskich autorów powieści kryminalnych.
Jest autorem świetnie przyjętej przez czytelników serii thrillerów młodzieżowych „Liceum Freuda”, której fabuła porusza trudne problemy współczesnej młodzieży, takie jak samotność, depresja, przemoc domowa i rówieśnicza, a także brak porozumienia między rodzicami a dziećmi.
Na swoim koncie ma również popularną serię detektywistyczną „ECHO”, z detektywami Igim Sznyderem i Sandrą Milton w rolach głównych. Każdy tom przedstawia nowe, niezależne śledztwo, koncentrując się na temacie tajemniczych zaginięć.
W 2024 roku ukazała się jego powieść „Polana”, która rozpoczęła serię kryminalną z udziałem komisarza Sambora Malczewskiego.
Marcel Moss jest również autorem bestsellerowych thrillerów psychologicznych oraz poruszających powieści młodzieżowych, takich jak „Mój ostatni miesiąc” i jej kontynuacja „Nasz pierwszy rok”.
Dobry, ale bywały lepsze od Marcela. Chaos w pierwszej połowie książki rekompensuje spójność drugiej połowy, ale są takie wątki, które spokojnie mogłyby nie istnieć i też byłoby dobrze. :)
Moja przygoda z twórczością Marcela Mossa zaczęła się wiele lat temu. Choć nie czytałam wszystkich jego książek, wśród tych, które znam znalazlay się takie, które na długo pozostaną w mojej pamieci, jak również te, które mnie rozczarowały. Na szczęście tych drugich jest zdecydowanie mniej, co w moim przypadku oznacza, że autor potrafi stworzyć historię, która mnie zaskoczy i pozostawi po sobie dobre wspomnienia. W związku z tym zdecydowałam się siegnac po najnowszą powieść autorki "Przepraszam". Czy ich tym razem sie nie zawiodłam?
Uporządkowane życie Tessy i Mariusza w jednej chwili sypie się, jak przysłowiowy domek z kart, kiedy ich pięcioletnia córka zostaje porwana a później zamordowana. Podczas prowadzonego przez policję śledztwa wspierają ich najlepsi przyjaciele – Julita i Ben. Niebawem okazuje się, że śmierć dziewczynki to dopiero początek ich kłopotów. Pewnego dnia Ben znika bez śladu, a Julita w tajemnicy przed policją rozpoczyna poszukiwania męża, które stopniowo odkryją przed nią szokującą przeszłość mężczyzny.
Marcel Moss kolejny raz serwuje swoim czytelnikom mocną i pełną mroku historię. Od pierwszych stron wciąga czytelnika w wir wydarzeń, które wraz z rozwojem fabuły wzbudzają coraz głębsze emocje. Autor sprawnie manweruje pomiędzy wydarzeniami sprzed lat, a czasem obecnym, stopniowo buduje napięcie odkrywając przed nami kolejne elementy układanki i coraz mroczniejsze fakty. Książka wciąga a sprawnie poprowadzona fabuła intryguje tak mocno, że trudno oderwać się od lektury. Niemniej jednak w pewnym momencie fabuła odrobinę zwalnia, a napięcie towarzyszące nam od pierwszych stron nieco odpada, co daję czytelnikowi chwile na złapanie oddechu przed nieuchronnie zbliżającym się zakończeniem historii, które z pewnością szokuje i wstrząsa. Niestety, finał jaki zaserwował mi autora nie do końca do mnie przemawia,choć muszę przyznać, że był zaskakujący. W moim odczuciu ta historia powinna mieć domknięte zakończenie. Podsumowując, "Przepraszam" to wciągający i bardzo intrygujący thriller psychologiczny, w którym nie brakuje napięcia i zaskakujących zwrotów akcji, oraz wyrazistych bohaterów. Autor w swojej powieści ponownie porusza trudne, bardzo bolesne tematy społeczne, takie jak toksyczne relacje, ostracyzm społeczny, trudna przeszłość, które przedstawia w sposób bardzo obrazowy co w pewnym stopniu nadaje realizmu historii, wzbudza głębsze emocje i zmusza do przemyśleń. Choć w moim odczuciu nie jest to najlepsza książka w dorobku autora, to uważam, że warto dać jej szansę. Polecam.
Ta książka to najgorszy kryminał jaki czytałam, liczyłam że skoro to autor bestsellerów to się nie zawiodę, niestety ale się zawiodłam. BARDZO zdenerwowało mnie normalizowanie zdrady w tej książce, jakby zdrada kobiety to nic złego bo przecież mężczyzna dalej ją kocha i on nie chciał (co to za g*wno). Motywy chorób jakie się pojawiają w książce np: bulimia jest napisana stereotypowo a w ogóle po kilku stronach książki autor zapomina że główna bohaterka jest na nią chora, kolejna postać jest przedstawiona jakby była chora na borderline wybucha złością i agresją a później się cieszy bo czemu nie, tak samo z chorobą Bena, no spoko choruje na raka ale to w sumie w niczym nie przeszkadza. Nie wiem czy autor liczy że jak przez pół książki co zdanie będzie przekleństwo to książka stanie się fajna ale niestety się nie stała. Zakończenie owszem jest niespodziewane ponieważ był tylko jeden podejrzany który nie był zabójcą a zabójcą okazała się mało znacząca postać xd. Bardzo głupie zakończenie, na prawdę dało się dopisać kilka stron by książka zdobyła więcej fanów i sprecyzować koniec.
3,1⭐ Książka wciąga chce się czytać iść dalej za historią oraz bardzo ciężko przewidzieć kto do końca tym wszystkim sterował aż naprawdę do samego końca i to jedyne plusy tej książki, następnie jest dużo minusów między innymi dużo zabójstw zwierząt idących na marne a nawet i ludzi z czego nic nie wynika.... niektóre postacie można skipnąć bo i tak prawie nic nie wnoszą swoją historią do książki 🤣 najgorsze według mnie było cofanie się w czasie i poznawanie historii jednego z głównych bohaterów która była po prostu słaba a co lepsze jego śmierć była jeszcze gorsza taka prosta szybka bez jakiegoś finishu, przejdźmy do samego zakończenia które według mnie nie jest najlepsze zostawia wiele do życzenia i niesmak w tej celnej historii, książka ciężka wiele trudnych do zrozumienia sytuacji kierujących postaciami chodź myślę że Marlena najbardziej zaskoczyła i jest bardzo dobrą postacią do samego końca. Ave 🫡
Mam z Mossem pewien problem. Kiedyś czytałam nałogowo jego książki. Potem były coraz gorsze i gorsze. Jakby autor szedł w ilość, nie jakość. Odpuściłam sobie i po dłuższym czasie sięgnęłam po kolejną książkę: 99 ofiar Tytusa Mayera. Pomyślałam sobie wtedy - wow, Marcel wrócił do dobrych historii. Więc sięgnęłam po 'Przeprsszam'. I męczyłam ją okrutnie. Jakie to było złe! Z wielu względów. Po pierwsze język - prosty, dość nijaki, niewymagający. Korekty też brakło, bo ciągle schodzili w dół. A przecież nie schodzi się do góry. Bohaterowie okropni. Nikogo nie polubiłam. Nikogo. Co jeden to gorszy. I większość z nich w pewnym momencie kogoś zabija. Pośrednio lub nie. Każdy jest na swój sposób zły. Każdy ma swoje tajemnice. I każdy jest taki sam. Nijaki. Nikt niczym się nie wyróżnia. Dwie osie czasu, gdy wcześniejszą tłumaczy zdarzenia z przyszłości - no to jest w porządku. Wykonanie może średnio, bo w sumie gdyby ciągle nie były podkreślane daty, to równie dobrze mogłoby się to dziać dzień wcześniej. Brakło tego rozróżnienia - bo bądź co bądź przez tyle lat rzeczywistość się zmienia.
Szantaż w młodzieńczych latach. Dwunastolatek, który tak bardzo się boi, że milczy. Hmmm... nie kupuję tego. Zwyczajnie nie.
W rozdziale z perspektywy Bena coś mocno się tam zagmatwało. Mówi, że chciał powiedzieć o nowotworze, nim zacznie leczenie, ale ta wieść gruchnęła na niego i przelała czarę goryczy, więc zaczął ćpać i uprawiać seks z przygodnymi osobami i tak minęło kilka lat. To jak długo chodził bez leczenia? Potem mówi, że przez kilka lat prowadził taki styl życia, aż poznał kobietę, którą pokochał. Ale przecież on jest z nią w związku małżeńskim od dawna. Strasznie autor tu się pogubił.
Śmierć rodziców. Ja wiem, że dwadzieścia lat wstecz pewnie inaczej podchodziło się do śledztwa, jednak rany zadane przez dziecko, a przez dorosłego patolog łatwo może rozróżnić. Tak samo to, którą ranę zadała sobie ofiara. Strasznie to głupie było.
Wyjaśnienie sprawy Basi i Bena. No cóż. Marcel Moss bardzo chciał zszokować. Podejrzani od początku szokiem by nie byli, więc tak bardzo chciał zagmatwać, że przekombinował. Bo mnie to co najwyżej zniesmaczyło. Pytanie się nasuwa - skąd wzięła się na to wszystko kasa? Temat Bena otwarty, więc w sumie nie wiadomo, co się stało potem. I w sumie nie chce wiedzieć.
Nie kupuję tej historii. Męczyłam się strasznie. Nie mogłam przebrnąć. Strasznie nudna, nijaka, przekombinowana i męcząca. Nie polecam.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Marcel Moss po raz kolejny udowadnia, że jest mistrzem budowania napięcia i wciągania czytelnika w swoją historię od pierwszych stron. Już sam prolog daje nam mocny przedsmak tego, co czeka nas dalej - i nie ma co się oszukiwać, autor nie zamierza nas oszczędzać 😉
Poznajemy Bena i Julitę, pozornie szczęśliwą parę, której życie wywraca się do góry nogami po porwaniu i morderstwie córki ich przyjaciół. Gdy nagle znika także Ben, rozpoczyna się pełna napięcia i niepokoju podróż Julity w poszukiwaniu prawdy. I tu zaczynają się schody - bo okazuje się, że jej ukochany skrywa mroczne sekrety. Kim tak naprawdę jest Ben? Czy jego przeszłość to jedno wielkie kłamstwo?
Największą siłą tej książki jest to, że trzyma w napięciu do samego końca. Gdy już myślałam, że rozszyfrowałam zagadkę i wiem, kto stoi za całą tragedią, okazało się, że dałam się autor sprytnie wodzić za nos. To jest coś, co u pana Marcela zawsze działa znakomicie - jego książki angażują, a fabuła nie pozwala na chwilę wytchnienia.
Oprócz samego wątku kryminalnego, „Przepraszam” porusza też ważne tematy społeczne, jak to bywa w przypadku książek tego autora. Tym razem zwrócono uwagę na konsekwencje odrzucenia i ostracyzmu społecznego, szczególnie w małych społecznościach, gdzie ludzie szybko wydają osądy i potrafią być naprawdę bezwzględni. Kolejnym wątkiem jest wpływ rówieśników na siebie nawzajem, szczególnie gdy jest się zagubioną, odrzuconą młodą osobą. Mocno wybrzmiewa tu też pytanie: czy naprawdę znamy osoby, które są nam najbliższe?
Narracja w tej historii prowadzona jest z perspektywy różnych bohaterów oraz różnych ram czasowych - zarówno teraźniejszości, jak i przeszłości, co dodaje fabule głębi i sprawia, że coraz bardziej zagłębiamy się w mroczne tajemnice bohaterów. Dodam jeszcze, że nie wszystkie decyzje postaci były dla mnie w pełni logiczne, ale nie wpłynęło to na ogólną przyjemność z czytania.
Jeśli ktoś zna twórczość pisarza, to wie, że nie stroni on od brutalnych opisów. W tym przypadku, choć znajdziemy tu morderstwa oraz wątki związane ze zwierzętami, wydaje się, że autor postawił bardziej na fabułę niż na epatowanie przemocą. I dobrze - bo właśnie ten wyścig z czasem, to intensywne poszukiwanie prawdy przez bohaterów było tutaj najbardziej angażujące.
Podsumowując, „Przepraszam” to świetna, trzymająca w napięciu lektura, którą pochłania się w ekspresowym tempie. Marcel Moss znów dostarcza nam emocji, nieoczywistych zwrotów akcji i ważnych tematów do przemyślenia. Jeśli lubisz thrillery psychologiczne, które wciągają od pierwszej do ostatniej strony, ta książka jest zdecydowanie dla Ciebie 👌
„Przepraszam” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Marcela Mossa. Sięgnęłam po jego książkę, z uwagi na fakt, że potrzebowałam historii z motywem krwawej zbrodni do lipcowego wyzwania w ramach akcji #celowaniewczytanie i właśnie na tę konkretną publikację wskazała mi znajoma, którą poprosiłam o pomoc w wyborze. Czy zatem pierwsze spotkanie z twórczością autora przekonało mnie do tego, aby częściej sięgać po jego książki? Już spieszę z wyjaśnieniem.
Zacznę od tego, że w czasach, kiedy czytałam tylko i wyłącznie kryminały i thrillery, zazwyczaj wybierałam publikacje zagranicznych autorów, ponieważ ich historie częściej potrafiły mnie zaskoczyć i nie sprawiały, że zamiast skupiać się nad poszukiwaniem złoczyńcy, zastanawiałam się nad tym, dlaczego jeszcze nie wyrzuciłam danej książki przez okno z powodu jej beznadziejności. Jednak teraz, kiedy literaturę tego gatunku czytam tylko od święta, zaczęłam przekonywać się, że historie, które wychodzą spod pióra rodzimych autorów, również mogą być świetne. Czy zatem „Przepraszam” również zaliczy się do tego grona?
Z ciężkim sercem muszę przyznać, że strasznie mnie ta lektura zmęczyła. Opis był bardzo obiecujący — śmierć pięcioletniej dziewczynki, powiązanie ze zbrodnią sprzed ponad dwudziestu lat, no powiedzcie sami, że to nie brzmi świetnie! Niestety wykonanie pozostawiło wiele do życzenia, ponieważ w mojej ocenie autor miał zbyt wiele pomysłów na tę powieść i nie potrafił wybrać tych elementów, które idealnie by ze sobą współgrały, przez co historia miejscami jest po prostu chaotyczna i zwyczajnie nie trzyma się kupy. I nawet powroty do przeszłości, które w innych książkach po prostu uwielbiam, bardziej mnie wymęczyły, niż zachwyciły, a dodatkowo pozostawiły w mojej głowie więcej pytań niż odpowiedzi.
W zasadzie jedynym powodem, dla którego nie oceniłam tej publikacji jeszcze niżej, było to, że autor zaskoczył mnie tym, kto okazał się prawdziwym antagonistą całej historii. Jednak nawet w tym elemencie zabrakło mi postawienia przysłowiowej kropki nad i, ponieważ autor nie zadał sobie trudu, aby wyjaśnić z najdrobniejszymi szczegółami, jak tej osobie udało się tego wszystkiego dokonać.
Natomiast tym, co najbardziej mnie zdenerwowało było otwarte zakończenie, które poniekąd okazało się „idealnym” podsumowaniem tego chaosu, który towarzyszył mi w trakcie lektury.
Jako że bardzo rzadko zdarza mi się skreślać autora po przeczytaniu jednej książki, która wyszła spod jego pióra, dlatego Marcelowi Mossowi również dam drugą szansę, jednak następnym razem zrobię zdecydowanie lepszy research, zanim się na jakąś zdecyduję.
Julita od kiedy poznała swoje męża Bena. Wiedzie spokojne, szczęśliwe życie jako żona i matka. Wszystko się jednak zmienia, kiedy zamordowana zostaje pięcioletnią córeczka ich znajomych. Jednego z poranków nie zastaje męża i synka w domu, a znajduje jedynie kartkę z jednym słowem: „PRZEPRASZAM”. Jakie mroczne sekrety skrywa ten na pozór idealny mąż - Ben? Jak głęboko będzie musiała kopać w jego przeszłości, aby poznać całą prawdę?
W książkach Marcela zaczytuje się od lat, a on z każdą książką mnie zaskakuje oryginalnością. Tym razem nie było inaczej. „Przepraszam” jest naprawdę niepokojąca i emocjonująca lekturą. Każda strona trzyma w napięciu, a im dalej brniemy w historię, tym jest mroczniej. Książki Marcela nie są dla osób o słabych nerwach. W tej książce poruszanych jest wiele trudnych i bolesnych tematów. Ciekawym zabiegiem jest tutaj również zawarcie kilku perspektyw oraz umiejętne przeskakiwanie w czasie. Tak, jak w recenzji innej książki z tego samego gatunku, będę mówić że czułam się zagubiona (recenzja pojawi się jutro) przy podobnych zabiegach, tak Marcel robi to w tak umiejętny sposób, że płynie się przez tą historię odkrywając po kolei nowe sekrety. Muszę też bardzo wyraźnie zaznaczyć, że książka ta nie jest dla ludzi o słabych nerwach. Ten kryminał jest mroczny i naprawdę przejmujący. Poruszane są tu naprawdę trudne tematy, które nie każdemu mogą przypaść do gustu. Ja osobie właśnie za to bardzo lubię twórczość Marcela. Często wieczorami potem siedzę i rozmyślam nad poruszanymi w jego książkach kwestiami, bo jestem świadoma tego, że takie sytuacje mają miejsce w życiu realnym. Kiedy to dotrze do człowieka, ta książka robi się jeszcze mroczniejsza.
Z całego serca polecam tą lekturę każdemu, kto kocha kryminały tak, jak ja, a trudne relacje i demony przeszłości, nie są mu straszne.
„Przepraszam” Marcela Mossa to kolejna jednotomowa historia autora. Ledwo nadążam czytać to, co pisarz wydaje, bo średnio co kwartał wpada jakaś nowość. Ale oczywiście ja się w ogóle nie skarżę.
Największa tragedia to wtedy gdy giną dzieci. Przekonała się o tym niestety Tessa i Mariusz. Ich córeczka została porwana, a później zamordowana. Julita która jest przyjaciółką tej rodziny od życia nie wymaga wiele. Wystarczy jej kochający mąż i zdrowy syn. Lecz gdy pewnego dnia zamiast ukochanego znajduje w domu kartkę ze słowem „Przepraszam” ma bardzo złe przeczucia, że te dwie sprawy się ze sobą łączą. I nie myli się. Julita zaczyna drążyć, a to co odkrywa jest przerażające…
Za każdym razem gdy biorę książkę autora do ręki to wiem, że opisy jakie w niej zastanę będą dla mnie źródłem skrajnych emocji. Ale z drugiej strony człowiek nie może się powstrzymać i zawsze z dreszczykiem ekscytacji sięga po powieści pana Mossa. To jest wręcz uzależniające. Co prawda autor w tych swoich historiach w ogóle nas nie rozpieszcza. Wręcz przeciwnie. Czasami mamy ochotę rzucić tą książkę na drugą stronę pokoju. Ale to tylko świadczy o tym, że za każdym razem wywołuje u nas ekstremalne emocje na różne tematy, które mocno poruszają. Tak było i tym razem. Poznajemy tę historię z różnych perspektyw oraz ram czasowych. Daje nam to pełny obraz sytuacji, a i tak jeden zwrot akcji i nasze przypuszczenia rozpadają się w pył. Może to dziwnie zabrzmi, ale lubię jak autor wpuszcza mnie w maliny i okazuje się, że jest zupełnie inaczej niż mi się wydawało. To jest naprawdę bardzo dobra książka. Śmiało mogę ocenić, że z każdą kolejną pozycją warsztatowo jest u autora coraz lepiej. Nie to że wcześniej było jakoś bardzo źle, ale doceniam te dopracowane szczegóły i płynność z jaką się czyta tę książkę. Za chwilę wychodzi kolejna powieść autora na którą niezmiennie z niecierpliwością czekam.
" [...] To takie straszne, gdy jedna z najbliższych ci osób tak cierpi, a ty możesz jedynie trzymać ją za rękę i pocieszać, choć wiesz, że już nigdy nie będzie normalnie. [...]"
Marcel Moss w wyjątkowym stylu, powrócił do nas ze swoją najnowszą książką pod tytułem "Przepraszam". Na samym początku postawię wam pytanie: czy bezgranicznie ufacie swoim drugim połówkom? Julita — główna bohaterka wierzyła, że ma cudownego męża, który nie ma przed nią żadnych tajemnic. Nie spodziewała się tego, co ją spotkało. W jednej chwili jej życie wywróciło się do góry nogami. Pocieszała swoi przyjaciół, po stracie ich ukochanej córeczki, a sama otrzymała brutalny cios od życia. Los z niej zakpił. Bardzo współczułam tej bohaterce. Nie wiedziałam, jak mogę jej pomóc. Miałam nadzieję, że szybko poznam prawdę dotyczącą jej męża. Wszystko zaczęło się ładnie układać, a tu nagle Marcel Moss powywracał wszystko do góry nogami, a na końcu zostawił mnie w totalnym szoku. Poznajemy również wcześniejszą historię życia Bena — męża Julity. Tutaj mocno się zdziwiłam i przeraziłam. Ta książka uświadomiła mi, że warto zawsze być uczciwym wobec siebie i robić wszystko zgodnie z własnym sumieniem, a nie sumieniem innych. Umiesz liczyć? Licz na siebie. W "Przepraszam" Marcela Mossa uważajcie, komu ufacie. Nie każdy jest tutaj czysty i nie każdy działa fair. Jak każda powieść tego autora, tak i ta trzyma czytelnika w napięciu aż do ostatniej strony. Fabuła jest mocna, wstrząsająca i nie da się o niej tak łatwo zapomnieć. Sam początek jest przerażający i wywołujący potok łez. Takie emocje tylko u Mossa. "Przepraszam" jest jedną z lepszych powieści Marcela Mossa. Idealnie nadaje się dla osób o mocnych nerwach.
Dlaczego życie jest tak okrutne? W jednej chwili wydaje ci się, że masz wszystko, a w drugiej patrzysz, jak twoje plany i marzenia odlatują na wietrze niczym nasiona mlecza. Życie Julity Szwed wydaje się bajkowe. Jej mąż Beniamin prowadzi świetnie prosperującą firmę cateringową. Para doczekała się synka, Rafałka, który sprawił, że świat rodziców nabrał kolorów. Niestety nie wszystkie rodziny miały tyle szczęścia. Przyjaciele państwa Szwedów, Mariusz i Tessa przeżywają ogromną tragedię związaną z zaginięciem ich pięcioletniej córeczki, Basi, a wkrótce potem policja odnajduje zwłoki dziewczynki. Jakby tego było mało pewnego dnia po powrocie do domu Julita nie zastaje ukochanego w domu, a gdy próbuje się z nim skontaktować okazuje się, że mężczyzna ma wyłączony telefon i nie daje znaku życia. Zrozpaczona żona nie potrafiąc zrozumieć sytuacji desperacko szuka odpowiedzi , a gdy wreszcie jeden z kolegów zaginionego zaczyna mówić jej świat całkowicie się zawala. Jednocześnie Mariusz wyjawia przyjaciółce, że miał romans i prosi ją o pomoc w wymierzeniu sprawiedliwości za śmierć córki. Julita zgadza się choć robi to niechętnie. Pokusa odkrycia prawdy o mężczyźnie którego pokochała okazuje się silniejsza. Tkwiąca w przeszłości prawda okaże się jednak szokująca.
Nigdy nie sądziłam ,że jakakolwiek książka tak mnie zaskoczy ,lecz Marcel udowodnił, że potrafi zaskakiwać jak nikt inny, a bohaterowie ukrywają w rękawie niejednego asa. Zemsta , lęk i miłość budzą pierwotne instynkty, a przeszłość nigdy nie daje o siebie zapomnieć. Wciąga bez reszty , a zakończenie wbija w fotel. 💔
Marcel Moss nie zwalnia tempa. Kolejny miesiąc, kolejna książka. Autor ma na swoim koncie powieści dobre, bardzo dobre ale też kilka bardzo słabych. Mimo wszystko czuję do niego pewną nić sympatii co sprawia, że i tak sięgam po kolejne pozycje właściwie zaraz po ich premierze. Nie inaczej było tym razem. Jak wyszło?
“Przepraszam” to całkiem niezła książka. Wydaje mi się że Pan Moss najlepiej sprawdza się w jednotomówkach. Co prawda mieliśmy słaby “Dom do wynajęcia” ale też świetne “99 twarzy Tytusa Mayera”. Kiedy jego wewnętrzne ja (i zapewne stan konta) nie zmuszają go do pisania kolejnych odrealnionych tomów liceum Freuda to wychodzi spod pióra kawał naprawdę ciekawej literatury. Tutaj historia zaczyna się od trzęsienia ziemi, ginie dziewczynka a cały świat wokół zaczyna owijać “mrok”. Im dalej w las tym historia robi się coraz bardziej dziwna, pokręcona i… ciekawa. Tropy prowadzą w różne strony a finał zaskakuje co autorowi nie zdarza się wcale tak często. Natomiast wielki minus za to, że złodupiec na końcu musi czytelnikom wyjaśnić co i jak. Bardzo nie lubię takich zabiegów.
Podsumowując, jeżeli jesteście fanami twórczości Marcela Mossa to na pewno już przeczytaliście i macie swoje zdanie na temat tej książki. Natomiast jak nie znacie autora to z czystym sumieniem polecam Wam tę książkę, jak lubicie takie dość mroczne historie to na pewno się nie zawiedziecie. Nie jest to pozycja idealna i na pewno nie zapamiętacie jej do końca życia ale na chwilę na pewno tak.
Jakie macie plany na niedzielę? Czytacie czy może spędzacie ją na świeżym powietrzu? 🫢
Kilka dni temu, w jeden wieczór przeczytałam najnowszą książkę Marcela Mossa „Przepraszam”. I chyba sam fakt, że połknęłam ją „na raz” jest wystarczającą rekomendacją. Historia którą stworzył autor jest niezwykle intrygująca, a bohaterowie wykreowani przez Marcela jak zawsze okazali się równie intrygująco podejrzani. Każdy po kolei.
Doskonale wiecie, że ja książki Mossa kocham miłością ogromną i nie przypominam sobie, by którykolwiek jego tytuł mnie rozczarował, ale uwierzcie mi na słowo - „Przepraszam” jest jednym z tych, który napewno znajdzie się w mojej topce twórczości Marcela. A trochę tych książek chłopak napisał! Więc nie dajcie się długo namawiać, sięgnijcie i dajcie mi znać czy Was również książka powyżej tak zachwyciła!
* Julita i Ben wiodą idealne życie. Tak przynajmniej wydaje się kobiecie. Mają satysfakcjonującą pracę, wymarzonego synka i siebie nawzajem. Ich bajkową codzienność niszczy tragiczna wiadomość. Córeczka ich najlepszych przyjaciół zostaje zamordowana. Małżeństwo robi wszystko, by wspierać najbliższych w tych koszmarnych okolicznościach. Wraz ze śmiercią małej dziewczynki, zaczynają dziać się niepokojące rzeczy. Julita wracając do domu, zastaje tajemniczą wiadomość od męża i nie może się z nim skontaktować. Jakby tego było mało, dowiaduje się niepokojących faktów z dzieciństwa Bena w które nie potrafi, bądź nie chce uwierzyć.
Zaburzenia wątków ,za dużo. Większość z nich nie ma sensu. Autor ich nie rozwija.
Normalizowanie przez autora zdrad względem kobiet. W ogólnym rozrachunku to nic złego ,bo on kocha ,nie chciał i jest chory (WTF).
Motyw chorób np. bulimia ,nowotwór. Napisany od niechcenia ,żeby tylko cos wsadzić do ksiazki tego pokroju. Bulimia napisana stereotypowo ,kilka zdań ogólnie ,w zasadzie opisana jako 'spoko pomysł' ,po kilku stronach autor w ogóle o niej zapomina. Totalny bezsens. Nowotwór Bena ,przedstawiony w drastycznie beznadziejny sposób. Równie dobrze mogłoby go nie być. Choruje ,ale w niczym mu to nie przeszkadza i ogólnie zapominamy o sprawie po kilku zdaniach. Porażka. W jakim celu ten wątek w ogóle?
Zakończenie głupie ,niedokończone. Gdyby było inaczej rozegrane ,bądź dopisane kilka stron to byłoby o wiele lepsze. Zaskakujące dla niektórych ,bo winną osobą całej historii i morderstwa jest postać drugoplanowa ,w lekturze wykreowana jako nic nieznacząca alkoholiczka ,natomiast to ona jest mózgiem całej operacji. Problemem jest dla mnie niedoprecyzowanie końca. Jest to beznadziejny zabieg autora. Jest to opowieść jednotomowa ,natomiast zakończenie pokazuje w pierwszym rzucie ,że bedzie kontynuacja. Historia urywa się w dość kulminacyjnym momencie. W przypadku braku kontynuacji ,bardzo słaby wydźwięk końca książki.
Widzę, ze autor zaczyna iść na ilość nie na jakoś książek ;)
This entire review has been hidden because of spoilers.
U mnie to zdecydowanie Marcel Moss, jego książki raczje mnie nie zawodzą. Tym razem sięgnęłam po "Przepraszam", po raz kolejny autor przedstawia nam historię z mocno zaskakującym zakończeniem.
Na początku poznajemy Julitę i Beniamina, którzy wychowują małego synka Rafałka. Ich spokojne życie zostaje zachwiane, kiedy pięcioletnia córka ich przyjaciół - Tessy i Mariusza - zostaje porwana, a następnie brutalnie z@mordowana. Pewnego dnia, kiedy Julita wraca do domu, nie zastaje tam męża, a na stole leży jedynie kartka z jednym słowem “Przepraszam”. Niedługo potem nieznajomy ujawnia jej, że Beniamin nie jest tym za kogo się podaje. W jednej chwili świat kobiety wywraca się do góry nogami. Zdesperowana, postanawia rozpocząć poszukiwania na własną rękę.
“Przepraszam “ to kolejny mroczny thriller Marcela Mossa, po który sięgnęłam niemal w ciemno - i znów się nie zawiodłam. Autor serwuje nam pełną napięcia historię, przepełnioną mnóstwem tajemnic. Akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych: w teraźniejszości, gdzie śledzimy desperackie poszukiwania Julity, oraz w przeszłość, która odsłania tajemnice młodości Beniamina. Do samego końca czułam się wodzona za nos - żaden z moich pomysłów na rozwiązanie zagadki się nie sprawdził. Finał nie tylko rozwiał wszelkie domysły, ale także pozostawił mnie w ogromnym szoku.
"– Minus plus minus równa się plus. Podwójny pech przynosi szczęście(...)."
Życie Tessy i Mariusza staje na głowie gdy ich pięcioletnia córka zostaje uznana za zaginioną a następnie odkryto jej ciało... Mogą jednak liczyć na wsparcie swoich przyjaciół Julity i Bena. Gdy pewnego ranka Julita znajduje kartkę z jednym słowem napisanym ręką Bena "Przepraszam" to świat staje na głowie. Czy Julita wraz z kroczącym obok Mariuszem będzie w stanie odkryć co wydarzyło się z pięciolatką? A może na wierzch wyjdą całkiem inne fakty?
Nie muszę ukrywać, że Marcel Moss jest moim jednym z ulubionych Autorów. Jego książki biorę w ciemno. Jedne podobają mi się bardziej, a niektóre mniej. Niewątpliwie "Przepraszam" wybija się do pierwszej piątki. Mimo, że książka od samego początku uderza mnie niewyjaśniona śmiercią małej dziewczynki, to potem, jak Julita z Mariuszem przeszukują zakamarki przeszłości Bena, jak wszystko jest skrupulatnie opisane, jak otrzymujemy kolejne zagadki, a jeszcze mniej rozwiązań, to wszystko powoduje że nie możemy przestać czytać.
Jednocześnie, jak zwykle, zakończenie jest niesamowicie mocne, chociaż mnie osobiście trochę rozczarowało, miałam nadzieję na inne, może gorsze. Jednak to nie szkodzi całej opowieści, wręcz przeciwnie, pokazuje jak inaczej myślimy.
Naprawdę, serdecznie Wam polecam tę książkę! Nie zawiedziecie się.
Już dawno przestałam być na bieżąco z książkami Marcela Mossa (choć obiecuję sobie, że w końcu nadejdzie ten dzień).
“Przepraszam” czekało na swojej półce wystarczająco długo. W końcu postanowiłam zbadać historię Julity, Bena i niszczących ich tajemnic.
Żaden z bohaterów nie jest tu biały lub czarny. Odcieniami szarości w charakterach postaci możnaby wymalować kilkadziesiąt ścian. Julita przypadła mi do gustu, więc jej tajemnica nieco zniszczyła mi postrzeganie bohaterki.
Niezwykle lubię dwie perspektywy czasowe w historiach. Tutaj jest podobnie. Wydarzenia z przeszłości odpowiedziały mi na wiele pytań. Myślałam, że również na to najważniejsze, czyli “kto jest sprawcą?”, ale Moss potrafi poprzestawiać całą, misternie wymyśloną koncepcję do góry nogami na ostatnich stronach.
W tym przypadku nie wiem, czy to rozwiązanie mi się podobało. Stopniowanie intrygi stało na naprawdę wysokim poziomie, szczególnie przy odkrywaniu młodości i zbr*dni Bena (choć, czy na pewno…?), lecz w pewnym momencie poczułam przesyt. Przesyt tego, że każda kolejna postać pojawiająca się na kartach powieści może być tym schwarz charakterem.
Do brutalności i szczególnie obrazowych opisów jestem przyzwyczajona, ale z każdą kolejną książką przeraża mnie to, co Autor może zaserwować.
Podtrzymuję swoją tezę, że książki Marcela Mossa są zaczarowane, żeby nie można było się od nich oderwać 😅 W tym przypadku było tak samo. I dosłownie przed końcem pomyślałam sobie, że ta książka była bardziej przewidywalna niż poprzednie dwie, ale no nie. MUSIAŁ czymś dowalić, żebym skończyła ze zdziwionym wyrazem twarzy 😂 Ja już po pierwszej przeczytanej książce Marcela postanowiłam, że chcę przeczytać kolejne, ale teraz juz wiem, że kupię i przeczytam wszystkie.
Coś o fabule. Julita pomaga swoim przyjaciołom po utracie córeczki Basi, która zostaje porwana i zamordowana. W tym samym czasie znika jej mąż Ben zostawiając kartkę ze słowem "przepraszam", a za nią chodzi chłopak, który mówi jej tajemnicze hasła, które nakierowują Julitę na prawdę o jej mężu. Zaczyna drążyć i okazuje się, że jej mąż nie jest tym, za kogo się podawał. Kim jest Ben? Kto stoi za porwaniem Basi? Czy Julita odnajdzie Bena?
Ja uwielbiam takie mroczne i pełne tajemnic do rozwiązania książki, więc "Przepraszam" bardzo mi się podobało. Polecam każdemu miłośnikowi thrillerów psychologicznych, a zauważyłam, że sporo osób jeszcze nie zna Marcela Mossa i jego twórczości.
Dzisiejsza premiera wydawnictwa Filia. Egzemplarz recenzencki. Tessę i Mariusza spotkało najgorsze nieszczęście jakie może spotkać rodziców. Ich córka Basia została porwana i w okrutny sposób zamordowana. Dziewczynka miała tylko pięć lat. Tessa całkowicie się rozsypała. Mąż i jej przyjaciółka Julita bardzo ją wspierali , opiekowali się nią w dzień i w noc. Julita była przeświadczona że jej życie jest pasmem szczęścia. Miała kochającego męża Bena i dwuletniego synka Rafałka. Niestety nic nie trwa wiecznie. Pewnego dnia mąż Julity nie wraca do domu i ma wyłączony telefon. Wszelki słuch po nim zaginął. Julita razem z mężem Tess rozpoczynają poszukiwania. Przy okazji wychodzą na jaw rodzinne tajemnice, traumy młodości i okrucieństwa wobec zwierząt i ludzi. Nic nie jest oczywiste. Wątki fabuły się plączą, jedno wydarzenie goni drugie. Zaskakujący finał którego się nie spodziewałam. Gorąco polecam. Jest to moje pierwsze spotkanie z Panem Mossem ale na pewno nie ostatnie . Dziękuję wydawnictwu Filia za możliwość przeczytania tej książki.
„Przepraszam” to najnowsza propozycja powieściowa od Marcela Mossa.
Wydarzenia śledzimy w narracji pierwszoosobowej głównej bohaterki Julity, poznajemy ją w momencie, gdy porwano i zamordowano pięcioletnią córeczkę jej przyjaciółki, a ona sama jest świeżo upieczoną matką.
Moss nie bierze jeńców, jego historie są mocne, epatujące brutalnością i okrucieństwem, ocierające się o patologię, wywołujące w czytelniku dyskomfort. Julita, jak i pozostali bohaterowie, okazuje się mieć drugą twarz i skrywać wiele niechlubnych tajemnic z przeszłości, ale to nic w porównaniu z tym, co ukrywa jej mąż. Każdy wydaje się hodować w swym wnętrzu bestię, która przy odpowiednim splocie okoliczności wyrwie się na wolność, by siać chaos i zniszczenie. Ilość toksyków na metr kwadratowy przyprawia tutaj o lekki zawrót głowy. Autor żongluje zaskakującymi plot twistami niczym wytrawny cyrkowiec. Nadmiar szokujących zbiegów okoliczności, przesadny dramatyzm oraz powierzchowność w potraktowaniu tematu, sprawiły, że całość wydaje się mało prawdopodobna.
Gdybym chciała być brutalna i oceniać zarówno za treść jak i jakość wydania to byłoby dużo niżej. Halo, Filia, kto odpowiada za błędy? Na kilku stronach brak numeru stron, data napisana złym fontem, brak spacji między słowami... nie są to drażniące błędy, ale istniejące. Taki rzeczy to norma przy innym wydawnictwo (którego nazwy nie będę podawać).
Co do treści...Panie Moss, kocham Pana. Lekkość z jaką się to czyta (mimo, że fabuła się kręci dookoła morderstw) jest niesamowita. Nadal nie jest to top of the top i na 5* nie zasługuje to jest to mocna 4. A nawet 4,25. Trochę dużo bohaterów. Byłam przekonana, że Leszek odegra trochę większą rolę w finale. Główne postaci trochę skąpo opisane. Mógłby mieć trochę więcej opisów tła ich decyzji, ruchów itd. Jednak zakończenie... Podejrzewałam wiele osob, które się przewinęły przez te 300 stron, ale takiego obrotu spraw nie przewidziałam. Dobra robota!
Marcel Moss podbił moje serce już lata temu książką "Pokaż mi". Niestety, po przeczytaniu trylogii hejterskiej odnoszę wrażenie, że każda kolejna powieść autora nie dorównuje tamtemu poziomowi. Schemat jest podobny: logiczna konstrukcja fabularna, kilka zagadek i finałowy rozdział, który robi efektowne BUM i wywraca wszystko do góry nogami. Brzmi znajomo? Bo to opis nie tylko tej, ale i kilku innych jego książek.
Mimo wszystko trzeba przyznać, że Moss nie boi się poruszać trudnych tematów. Pisze ostro, bez owijania w bawełnę — nie unika nawet tak drastycznych kwestii jak pedofilia, nazywając rzeczy po imieniu. "Przepraszam" jest całkiem niezłym zbliżeniem się do szczytu trylogii hejterskiej - może kolejka książka zajdzie jeszcze wyżej?
Świat Julity rozpada się na kawałki gdy córka jej przyjaciółki zostaje znaleziona martwa. Kobieta nie wie, że to dopiero początek jej dramatu, a to co do tej pory zbudowała legnie w gruzach gdy zacznie grzebać w przeszłości swojego męża Bena. Marcel Moss jak zwykle przewrotnie i nieoczekiwanie buduje swoją opowieść, jednak tutaj mam wrażenie, że zbyt mocno naciągał fakty. Wątki były mocno drastyczne i choć autor przyzwyczaił nas, że w jego opowieściach „trup się ściele” to tutaj było dla mnie w wielu momentach za dużo.
Na początku cała historia szla mi dosyć opornie, długo rozwijająca się fabuła, wiele zaczynanych wątków. Julita i Ben, Artur i Nikola, Mariusz i Tessa, było wiele historii zamkniętych w dosyć krótkiej książce co lekko przytłaczało, nie do końca lubię też w książkach przeskok narracji i czasu, wydaje się lekko chaotyczne ale to moja subiektywna opinia. Sam zamysł był okej, koniec lekko mnie zawiódł, nie przepadam również za otwartymi końcami w kryminałach, pozostawienie czytelnikowi pola do zastanowień. Ogolnie książka miła do czytania ale ponownie nie zdecydowałabym się na nią
Świetny thriller psychologiczny . Julita jest szczęśliwą mężatką i matką. Gdy córeczka przyjaciół zostaje zamordowana, wraz z ukochanym bardzo ich wspierają w prywatnym śledztwie. Niestety wkrótce okazuje się , że bohaterka będzie zmuszona rozpocząć zupełnie inne dochodzenie. Niespodziewanie odkrywa, że mąż prowadzi podwójne życie, a jej własna , tajemnicza przeszłość daje o sobie znać. Kiedy Ben znika bez śladu, zostawiając jedynie kartkę ze słowem” Przepraszam” , Julita rusza z przyjacielem w pościg. To ,co odkryje jest jeszcze gorsze niż przypuszczała…
3,5 ⭐️ I część dłużyła się i sprawiała że nie chciałam skończyć tej książki, dobrze że akcja w miarę rozwijała się i w III części nareszcie przyspieszyła. Wiele niepotrzebnych szczegółów/ przeciągniętych wątków trochę męcząca do czytania jak na 'jeden wieczór'. To moja pierwsza książka Marcela Mossa i chyba ostatnia jeśli tak wygląda styl jego pisania
This entire review has been hidden because of spoilers.
Właśnie dlatego kocham książki Marcela, za to że umieją trzymać napięcie i że potrafi w mocne i niespodziewane zakończenia 🤯. Chociaż w tych zakończeniach jest zbyt duża brutalność :/ , ale mimo to dobrze spędzić czas - odrywając się od zajęć 😁