Młodość rządzi się swoimi prawami. Wolność, ale i bezpieczna zależność, pozwalają snuć plany, a później artykułować te wizje siebie za dziesięć lat. I później przychodzi taki moment, kiedy marzenia czy senne oczekiwania czas przekładać na rzeczywistość, wprowadzać je w ruch, krok po kroku zbliżać się do tej wyśnionej wizji codzienności, realizacji planów tak wyraźnie zarysowanych w marzeniach. Ale ten moment przemija, niezauważony, pominięty, połknięty wręcz przez pędzący czas i pozornie bezpieczne i stabilne utknięcie w miejscu. W miejscu, które dalekie jest od tych planów i oczekiwań. W miejscu, którego opuszczenie wymaga odwagi i przyznania się do winy, może porażki, przespania, zasiedzenia się w tym 'ja jeszcze mam czas'. I między tym snuciem planów, a utknięciem w pustce jest zmęczenie, jest frustracja bez konkretnego targetu, brak własności, wypalenie, są upadki, pójścia na łatwiznę, konsekwencje (nie)wyborów. Te decyzje, które ciążą na teraźniejszości, mimo że nie pamiętamy ich świadomego podjęcia i nie umiemy ich już teraz cofnąć.
O takich 30-latkach jest 'Kiedy to wszystko się skończy, będziemy innymi ludźmi'. Zagubionych, pragnących, by ktoś im wskazał drogę, pochwalił, poklepał po plecach, zadecydował za nich i powiedział, że 'wszystko będzie dobrze'. Dorosłych, ale jakby niedojrzałych, czekających, aż to wszystko minie i przyjdzie ich czas. Niemających ochoty na poważne rozmowy i decyzyjne kroki. Tkwiących w nie do końca działających związkach. Bojących się, że już wszystko zostanie tak, jak jest, a przecież chcieli, żeby było inaczej.
Dojrzewała we mnie ta książka. Bohaterowie wywoływali we mnie miks uczuć – bardzo na plus. Byłby zachwyt, gdyby nie styl - nie znoszę szyku przestawnego, wprowadza jakąś niepotrzebną sztuczność, przesadną manieryczność. Ale w pewnym momencie język się znormalizował. Albo po prostu przestał mi przeszkadzać. Poza tym - jestem kupiona! To dobra polska millenialska literatura, o której można sobie śmiało podyskutować.