Za ladą sklepiku z orientalną biżuterią i kadzidłami stoi Niguma – uprzejma, tajemnicza, a dla wielu tylko „inna”. Klientki przychodzą po błyskotki i egzotykę, ale Niguma widzi więcej: ukryte pragnienia, które mają drugie dno. Chętnie doradzi, podzieli się legendą. Ale to tylko złudzenie, że wreszcie znalazła spokojną przystań.
Kiedy w drzwiach pojawia się dziewczyna o mlecznobiałej cerze i oczach w kolorze skoszonej trawy, coś się zmienia. Fascynacja przeradza się w obsesję, a codzienność sklepu w podziemiach Dworca Centralnego przestaje być bezpieczną przykrywką. Niguma wie, że ta znajomość to klucz — do przeszłości, do ocalenia, a może do zguby.
Czy można odnaleźć siebie w spojrzeniu drugiego człowieka? I czy tak naprawdę warto?
Niestety nie będzie to moja ulubiona powieść :( Choć ma w sobie coś, przez co chciałam do niej wracać.
Ale jednak tych elementów, które mnie odrzuciły jest więcej. Miałam wrażenie, że fabuła jest powtarzalna i goni za swoim ogonem. Uwierało mnie, że oświecona, nadludzka Niguma w gruncie rzeczy zachowuje się jak licealistka, która syczy, warczy i straszy (no i dobra, czasem kogoś zeżre, ale że nie zżyłam się z żadnym z bohaterów, to mało mnie to obchodziło), a finalnie i tak daje sobą pomiatać, bo jej przyszła niedoszła dziewczyna ma ładną buźkę.
Większość bohaterów jest tu strasznie stereotypowa i przerysowana - począwszy od zblazowanej protagonistki, próbującej odszukać siebie w przypadkowych romansach, w których odgrywa „męską” rolę, niezależnie od tego, czy jest to relacja homo czy heteroseksualna. Nie pojmuję, dlaczego Niguma miałaby zyskać jakieś wyższe oświecenie, zaliczając kolejne zawody miłosne w syfiastej Warszawie, ani jak właściwie działa styl życia dakini, która „zeszła na Ziemię” (mam na myśli jej dietę, ograniczenia ciała, a nawet sytuację finansową). Przez nagromadzenie przeskoków czasowych i zdawkowo przytaczane opowiastki buddyjskie chyba nie do końca połapałam się także w przeszłości Nigumy.
Pozostali bohaterowie to również wydmuszki. Maja - królowa trzech cech: niestabilności emocjonalnej, rozwydrzenia i chorobliwej skłonności do durnych zdrobnień, Kacper, Adrian i w sumie cała reszta mężczyzn w tej książce to po prostu różne odcienie toksyczności, oddzielone na spektrum barw grubymi krechami. Wszyscy mają rozdmuchane ego, skłonność do manipulacji i dzielą jedną szarą komórkę.
Zakończenie meandrującej (jakby bez celu) historii niestety nie wynagradza. Oferuje najprostszy morał, przez który cała ta zawiła droga Nigumy wydaje się niepotrzebna… Może chodziło o to, że współczesny świat jest zbyt skomplikowany nawet dla dakini i że w obliczu miłości wszyscy możemy stracić rozum? Jeśli tak, to mnie to przesłanie nie przekonało.
Sarkastyczna, zabawna, czasem nieco przerażająca historia zawierająca mnóstwo odniesień do buddyzmu. Posiadająca postacie tak realistyczne, które w buddyzmie istnieją od lat, które poszukują nirwany mimo ciągłych pragnień czy to miłości, głodu czy przygody. Świetnie wykreowany świat rzeczywisty, nadwiślańskość zmieszana z mitologią, której granice się zacierają w tak realistyczny sposób, że wszystko tutaj do siebie pasuje idealnie. Podobało mi się! 4,5/5⭐️
proszę mnie nie bić. Ja naprawdę po świetnym początku myślałam, ŻE TO JEST TO. Ale potem historia zaczęła mi się bardziej ujawniać i to jednak nie jest to. KWESTIA GUSTU, tylko i wyłącznie, nie mój typ historii.
Niguma, choć wywodzi się ze Złotych Gór, dziś jest mieszkanką Warszawy. W podziemiach metra prowadzi swój mały orientalny sklepik z rękodziełem. Przyjęła nowe imię i przybrawszy obcą skórę, stara się żyć, tak jakby była jej własna. Jest uprzejma, tajemnicza, choć stara się dopasować, to bardzo się wyróżnia. Z łatwością doradza swoim klientom idealne produkty, a czasami też dzieli się z nimi pewną wyjątkową legendą.
Jej uwagę przyciąga jedna z klientek, która ma w sobie coś, co Ewę niesamowicie przyciąga, nie pozwalając o niej zapomnieć. To, co kochała najbardziej, traci na znaczeniu, kiedy kolejny raz widzi tę piękną kobietę o śnieżnobiałej skórze i zielonych oczach.
Dociera do niej, że to, co zna, to tylko ułuda, a przed nią jeszcze bardzo długa droga, by zrozumieć, jaki tak naprawdę jest jej cel. Uczucia, którymi darzy tę jedną dziewczynę, wzbierają z każdym kolejnym dniem. Fascynacja powoli zaczyna zakrawać na obsesję. Ta dziewczyna to klucz, który otworzy drzwi, za którymi skrywają się odpowiedzi, których Niguma potrzebuje. Jednak zdaje sobie doskonale sprawę, że to może być jej zguba.
„Piąta skóra Nigumy” to książka, która nie jest dla mnie łatwa w ocenie. Wyobrażałam sobie ją całkowicie inaczej, nie oznacza to jednak, że to, co otrzymałam, mi się nie podobało. A wręcz przeciwnie! Ta książka była dla mnie cudowną podróżą poprzez wiele życiowych prawd. Kiedy tylko zaczęłam ją czytać, to nie mogłam się od niej oderwać. Wciągnęła mnie dosłownie od pierwszych stron i nie potrafiłam się oderwać aż do samego końca. Miałam wrażenie, jakbym wskoczyła do wartkiej rzeki, a jej spokojny nurt porwał mnie i pociągnął za sobą.
Bardzo szybko przekonałam się, że to opowieść inna niż wszystkie, wyróżniająca się świeżym podejściem do prowadzenia historii, z przesłaniem, które, choć nie jest niczym nowym, to przekazane jest w bardzo wyjątkowy sposób. Dodatkowo jest bardzo oniryczna, poetycka, pełna metafor, w nienachalny sposób skłaniająca do refleksji. Nie ma jasno określonego celu, nigdzie się nie śpieszy, każde kolejne wydarzenie, bądź wspomnienie porusza się w swoim tempie przed oczami czytelnika. Może głównej bohaterce daleko jest do ludzkości, to jej życie bardzo przypomina to co znamy, a jej codzienność to próby odnalezienia prawdziwego siebie.
To, co pragnę zaznaczyć to, że nie jest to tytuł dla każdego. Ja sama nie sięgam po takie książki zbyt często, z kilku powodów. Pierwszym jest moja nadwrażliwość na tematy związane z życiem, a także jego celem. Bardzo często obecność takiej tematyki jest dla mnie triggerująca, przez co później odczuwam silny lęk. Drugim powodem jest obawa, że przekaz będzie zbyt niezrozumiały i skomplikowany, przez co totalnie się pogubię, a końcowo ocenię książkę bardzo nisko. Trzeci powód to moja wewnętrzna potrzeba, by sięgać po książki lekkie i niewymagające.
Z racji tego w moje ręce najczęściej trafiają książki z gatunku fantasy, bądź młodzieżówki, które bardziej bezpośrednio podchodzą nie tylko do samej historii, ale również samego czytelnika.
Ich treść i przekaz są bardzo jasno przedstawione, wręcz wciśnięte w głowę czytelnika, dzieje się w nich bardzo dużo i czyta się je błyskawicznie. Na szczęście pod tym względem ten tytuł pozytywnie mnie zaskoczył.
„Piąta skóra Nigumy”, choć może wydawać się skomplikowana, jest napisana tak dobrze, że czyta się ją z ogromną lekkością. Choć opowiada o życiu, to robi to w subtelny i delikatny sposób, dodatkowo jej przesłanie, mimo iż widoczne gołym okiem, to nie jest nachalne, a za to jest okraszone przepięknym wartkim niczym strumyk językiem. To wspaniała, emocjonalna podróż przez różne etapy życia bohaterki, która bezbrzeżnie zachwyca. Autorka prowadzi czytelnika, nęcąc nie tylko orientalnym klimatem, a także mitologią indyjską, ale także nieszablonową bohaterką, którą poznajemy tak, jakbyśmy weszli w jej skórę.
To historia, która mocno opiera się schematom, wybierając swoją własną drogę. Nie jest ona przypisana do jednego gatunku, znajdziemy tutaj elementy grozy, literatury obyczajowej, a także fantastycznej. Jest tutaj sporo mroku, ale również i światła, wiele przemyśleń, które dotyczą każdego, momentami wydaje się wręcz być biografią, historią prawdziwego bytu, a nie fikcyjnej postaci. Porusza ona różne aspekty, od tych zwykłych, pochodzących ze znanej nam codzienności, do tych duchowych.
Teraźniejszość bohaterki jest zgrabnie spleciona z przedstawieniem jej przeszłości. Poznajemy Nigumę z każdej strony, od tej jasnej, do mrocznej, którą skrzętnie ukrywa także przed samą sobą. To skomplikowana postać, pełna charakteru i emocji, która sprawia wrażenie żywej. Niektóre jej zachowania mogą budzić grozę, ale są bardzo dobrze wytłumaczone.
W całym swoim długim żywocie ciągle goni za jedną duszą, do której bez względu na to, jakie kolejne wcielenie przybierze, wciąż nie potrafi się do niej zbliżyć. Ciągle im coś nie wychodzi, a Niguma obiecała sobie, że w końcu ją zdobędzie. Niguma, choć jest stworzeniem oświeconym, to przez wszystko, co przeżyła, stała się bardzo ludzka. Kiedyś dawała innym odpowiedzi na pytania, a dziś sama nie potrafi odpowiedzieć na te, które kołaczą się w jej głowie. Ucisza je, mając nadzieję, że jakoś sobie poradzi.
Jej legenda rozciąga się na wiele lat, a podczas swojej drogi wiele razy zbaczała ze ścieżki, gubiła się, próbując odnaleźć obiecany skarb. Zagubiona we własnych pragnieniach, myślach, oczekiwaniach innych, próbuje poradzić sobie z dręczącymi ją problemami. Nie jest to jednak łatwe, daleka jest od tego, by zrozumieć samą siebie i poznać swoje przeznaczenie. Im dłużej żyje, tym bardziej się od tego oddala.
Autorka niezwykłą lekkością przedstawia nam wiele aspektów z życia bohaterki. Wszystkie podjęte przez nią decyzję, działania, których zachowania żałuje bądź nie. Jej droga była ogromnie trudna, a jednak nie poddała się, bo wiedziała, że gdzieś tam kryje się oświecenie. Styl autorki jest naprawdę przepiękny, wspaniale oddaje ona różne aspekty życia głównej bohaterki, przedstawia nam rzekę jej życia, wrzucając nas w jej koryto. Opowiada o niej z miłością i zaangażowaniem, umiejętnie nakreślając wiele wydarzeń, które uformowały teraźniejszą Nigumę.
Prawdziwie fascynujące było obserwowanie, jak podążała swoją ścieżką, próbując obrać właściwą odnogę. Ta podróż dostarcza silnych doznań, dotykając najczulszych punktów gdzieś w środku klatki piersiowej. Wzbudza to nie tylko silne emocje, ale również uruchomia lawinę myśli, które nie opuszczają czytelnika nawet po kilku dniach od lektury.
Czy zawsze pasująca do nas druga połowa zapewni nam szczęście? Czy bez względu na ilość wcieleń, będziemy w stanie w końcu z tą drugą duszą dopasować się tak, by osiągnąć prawdziwe szczęście? A może niektórzy będą prawdziwie szczęśliwi tylko wtedy gdy zajrzą w głąb siebie i zrozumieją, kim tak naprawdę są? Czy dopasowanie się do otaczającego świata, poprzez przywdzianie innej skóry, nawet jeśli nie jest to zgodne z naszą naturą, pozwoli nam osiągnąć więcej?
To nie jest książka, która stoi akcją, ale jest tak cudowna, że nawet przez moment tego nie czuć. Niguma to postać tak bogata, pełna charakteru i ogromnie ciekawa ze względu na to kim jest i co przeżyła, że mogłabym przeczytać wszystko, byle tylko móc jej jeszcze potowarzyszyć.
Pokochałam tę opowieść szczególnie za to, z jaką łatwością rozgościła się w mojej głowie, sprawiając, że przeżywałam ją mocniej niż jakąkolwiek inną, która poznałam w tym roku. I choć nie była idealna, to zostawiła we mnie ślad.
Nie ma lepszego tytułu dla czytelników, którzy kochają nieoczywiste historie, które zaskakują na każdym kroku. Jeśli właśnie takich książek szukasz, to nie ma co się zastanawiać. Pozwól się porwać tej misternie splecionej fantastycznej historii.
Nie wiem co powiedzieć, nie czytałam jeszcze takiej książki. Sprawiła, że zaczęłam tęsknić za Warszawą i opowiedziała tak ciekawą historię, że dalej ją trawię. Książka była o wiele głębsza i bardziej osobista niż sądziłam i chociaż nie wszystkie momenty do mnie trafiły, niemniej historia była fascynująca. No i styl autorki! Przechodziłam przez strony w takim tempie, że ledwo zauważyłam kiedy dotarłam do ostatniego rozdziału.
Czy dobra książka musi mieć bohaterów, ktorych da się lubić? Wrdług mnie nie. Ale to nie zmienia faktu, że jak kogos polubisz to bardziej ciekawi cię co dalej stanie się z twoją ulubioną postacią. w "Piątej Skórze Nigumy", którą to książkę czytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Spisek Pisarzy, nikt nie przypadł mi do gustu. Owszem, postaci miewały przemyślenia, z którymi absolutnie jestem się w stanie zgodzić i to mi się podobało, ale nie na tyle, żebym była ciekawa ich dalszych losów.
Może zabrzmi to kontrowersyjnie, ale siłą tej książki jest dla mnie treść obyczajowa. Bo gdyby wyrzucić wątki kryminalne, wątki gore, wątki kulturowe, wątki fantastyczne to ta książka nadal byłaby o czymś i nadal posiadała jakiś trzon. Gdyby skupić się na wątkach duchowych - fantastycznych, to może mogłoby powstać opowiadanie i tyle. I chociaż Niguma zabija, zjada, obdziera ze skóry, które potem nosi to jednak motywem jest tu cytat znany z Ru Paul's Drag Race "If you can't love yourself, how the hell you can love somebody else". A Niguma chyba Drag Race nie oglądała , bo nasza bogini przez lata swojego życia miała obsesję na punkcie miłości do pewnej kobiety, a kiedy jej nie mogła mieć to szukała innych, aby ją dopełniły. Z resztą nie tylko ona - pewien chłop również miał obsesję na jej punkcie i chciał, by go pokochała za to jak próbuje ją zdobyć mimo wszystko. Okrutnie jest tkwić w relacji, gdzie poświęcamy się dla innych i jesteśmy w stanie zrobić dla nich dużo więcej niż oni dla nas, a ten świat jest pełen takich osób.
Czy w tej eklektycznej opowieści uda się Nigumie wyrwać z tego cyklu i pokochać siebie samą, bez żadnej drugiej połówki? A może ta w końcu ją zaakceptuje? Albo niczym Mała Syrenka do końca będzie się poświęcać i zamieni się na zawsze w pianę w imię bezgranicznej miłości? O tym już musicie sami się przekonać.
Czego bym nie dała, żeby być tą sokowirówką w trakcie kłótni Nigumy i „Kamili”.
Styl był ciekawy, na początku wydawał się nie z tej ziemi, ale łatwo przyzwyczaiłam się i zaczęłam doceniać egzotykę, ezoterykę i polskość w słowach. Mitologicznie jest sprawnie, sama książka potwierdza różnorodność podań plus kultura buddyzmu tybetańskiego i concept Warszawy działają sprawnie. Nie wiem jakim cudem, ale serio, to działa. Fajnie obserwuje się losy Nigumy przez lata i jej podróż przez przestrzeń i czas, od nazistowskich Niemiec po współczesną Warszawę. Dodatkowo fabularnie to prawie jak oglądanie zabójcy w akcji. No, i sercowo też mocna rzeczywistość — nie zawsze jest kolorowo, a związki są skomplikowane. Logika w tej lekturze trzyma się mocno, szczególnie co dalej z ofiarami Nigumy po oskórowaniu.
Ta lektura była tak ciekawa, pod względem wręcz poetyckiego stylu (choć łączącego ze sobą polskość) po głęboki charakter przemyśleń o miłości, życiu i tożsamości. Były też momenty napięcia i zagadek. A przy tym wszystkim bawiłam się pierwszorzędnie. Nie pozostaje nic innego niż polecić książkę tym, którzy chcą napisać swoją legendę od nowa, szukając swojej prawdziwej (tęczowej) skóry. 9/10 ⭐️
We współpracy recenzenckiej z Wydawnictwem Spisek Pisarzy.
“Piąta skóra Nigumy” autorstwa Aleksandry Bednarskiej to mająca wiele warstw historia, która zabiera Czytelnika ku Złotym Górom. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Spisek Pisarzy.
Mały, orientalny sklepik w podziemiach Dworca Centralnego. Za jego ladą stoi Ewa, niepozorna młoda kobieta o urodzie z innej szerokości geograficznej. Nikt nie wie, że pod tą powłoką, i to w dosłownym znaczeniu tego wyrażenia, skrywa prawdziwą siebie – mięsożerną boginię o tęczowej skórze, Nigumę. Ewa, bo tak każe nazywać się innym, ma obsesję na punkcie jednej ze swoich klientek, Majki, i choć ma podstawy, by przypuszczać, że nie zaprowadzi jej to w dobre miejsce – wszak na szlaku swojego liczącego tysiące lat istnienia spotykała już różne jej wcielenia – nie jest w stanie oprzeć się pokusie. Jednak tym razem owa skomplikowana relacja zaprowadzi Nigumę w miejsce, którego się nie spodziewała.
Przyznaję, że wierzenia Indii i ich okolic są mi z gruntu obce. Jak większość, kojarzę kilka głównych bóstw, jednak na tym moja wiedza się kończy. Tak więc “Piąta skóra Nigumy” była dla mnie pewnego rodzaju zaskoczeniem oraz możliwością zdobycia nowej wiedzy. Możliwe, iż gdzieś w czeluściach mojego mózgu kołatały się informacje o tym, że wspomniany panteon to niekoniecznie istoty do rany przyłóż. Jednak nie przebiły się na światło dzienne i elementy w stylu Hannibala Lectera wzbudziły moje mieszane uczucia.
Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że “Piąta skóra Nigumy” to banalna historia o bogini, która zeszła między ludzi i postanowiła żyć jak zwyczajny człowiek. Ale to tylko pozory. Opowieść stworzona przez Aleksandrę Bednarską to złożona historia o poznawaniu siebie oraz dojrzewaniu do tego, by żyć w zgodzie ze sobą, a nie tym, jak w swoich wyobrażeniach stworzyli nas inni. Wraz z jej tokiem Niguma ponownie odnajduje drogę do oświecenia, tym razem takiego, które wreszcie przynosi jej spokój ducha.
“Piąta skóra Nigumy” opowiada także o tym, ile jesteśmy w stanie poświęcić z siebie w imię uczucia do innej osoby. Nie jest to problemem, gdy jest ono odwzajemnione. Gorzej, jeśli druga strona, tak jak Majka, jedynie bierze.
Jak już wspomniałam, główna bohaterka, Niguma, budziła we początkowo mieszane emocje. Jej mordercza strona – dieta na bazie ludzkiego mięsa, lekkie podejście do zabijania, wyprawione skóry powieszone na hakach w mieszkaniu oraz niezdrowa obsesja na punkcie Majki – sprawiały, że niekoniecznie była to postać, którą chciałabym spotkać na swojej drodze. Ale z każdą stroną, zagłębiając się w jej historię i rozterki, zaczynałam darzyć ją cieplejszymi uczuciami, a nawet współczuciem. Choć chyba wciąż nie chciałabym stanąć z nią oko w oko, a już na pewno usłyszeć padającego z jej ust pytania “Znasz historię bodhisattwy Nigumy?”.
Chociaż wciąż trzeba pamiętać, że mimo ludzkiego wyglądu, jaki na co dzień przybiera Niguma, nie jest ona człowiekiem i nie można po niej oczekiwać, że w stu procentach będzie stosowała się do zasad obowiązujących w społeczeństwie. A już tym bardziej jestem przeciwna przypinaniu jej łatki psychopatki.
“Piąta skóra Nigumy” stanowi przypomnienie, że nawet długowieczność i boska moc mogą nie wystarczyć, by uchronić się przed popełnianiem błędów. Czasem po prostu jesteśmy jak te ćmy lecące do światła i musimy się sparzyć, aby wyciągnąć lekcję. A niekiedy nawet to nie wystarczy.
Powieść autorstwa Aleksandry Bednarskiej jest wielowarstwową historią, która z każdą stroną przynosi nowe wrażenia i zmusza do refleksji nad samym sobą. Zaś jej głównym przekazem, przynajmniej w moim odczuciu, jest stwierdzenie, że aby zdrowo pokochać innych, najpierw musimy kochać i akceptować siebie.
Był jednak w tej powieści element, który działał na mnie w sposób, w jaki czerwona płachta działa na rozjuszonego byka. Jako ktoś z wybitną alergią na zdrobnienia imion, zgrzytałam zębami za każdym razem, gdy w tekście pojawiało się słowo “Ewuś” bądź inna jego wariacja. Zwłaszcza, że wypowiadała je postać, która z premedytacją wykorzystywała Nigumę, a ta godziła się na toksyczne traktowanie w imię uczuć.
“Piąta skóra Nigumy” była ciekawą podróżą zarówno przez wycinek orientalnych wierzeń i praktyk, jak również przez zestaw emocji, które budziły się we mnie podczas lektury. Nie było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Aleksandry Bednarskiej i autorka po raz kolejny udowodniła, że potrafi stworzyć złożoną historię będącą czymś więcej niż początkowo może się wydawać. Czekam na więcej jej książek i opowiadań.
Recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Spisek Pisarzy.
Już nie tylko Słowianie - polscy autorzy fantastyki coraz chętniej wychodzą poza rodzime wierzenia i legendy i sięgają po mitologie innych kręgów kulturowych. Jednym wychodzi to lepiej, innym gorzej - w zależności od talentu i znajomości tematu. Aleksandra Bednarska należy, na szczęście, do pierwszej grupy - nie brakuje jej ani zdolności literackich, ani wiedzy fachowej. Jest orientalistką - mitologie azjatyckie to dla niej chleb powszedni, a że jest też osobą ewidentnie obdarzoną wyobraźnią, to wie jak mity, legendy i elementy religijności zamienić w zajmującą powieść fantastyczną. Narracja jest spójna, a fabuła "Piątej skóry Nigumy" nie stanowi wyłącznie pretekstu do przedstawienia kalejdoskopu azjatyckich istot nadprzyrodzonych. Aleksandra Bednarska stworzyła świat wiarygodny, w którym granice między rzeczywistością a mistyką płynnie się zacierają, a co więcej - wolny od tandetnego orientalizowania, jaki uprawia wielu autorów fantastyki pozbawionych fachowej wiedzy. Fascynuje lekkość, z jaką bawi się azjatyckimi legendami i wplata je w nadwiślańską rzeczywistość.
-Słyszałaś legendę bodhisattwy Nigumy? - Kręcę powoli głową, z myślą by kolory mieniące się na skórze mojej rozmówczyni nie rozproszyły się. - Zaparzmy herbaty. To będzie długa historia. ~~~ »Historia ta zaczyna się jak wiele innych. Od dziewczyny, która ucieknie od dotąd znanego jej życia. Dakini ta osiądzie w jaskini do której przybywać będą tłumy. Ofiarując jej złoto i mięso w zamian za prawdę. Jednak u boku swych sióstr nie zazna niczego co by skłoniło ją do pozostania tam na zawsze. Po raz drugi zdecyduje się na ucieczkę. Poszukując własnego szczęścia miotać się będzie pogrążona w pragnieniu kobiety, która stawiać ją będzie zawsze na drugim miejscu. Tak oto trwać będzie na świecie jako byt przebierający się w ludzkie skóry. Nakładając twarze tak doskonale, że nie będzie potrafić odnaleźć w nich samej siebie. ~~~ »Muszę przyznać, że zdecydowałam się na przeczytanie tej pozycji ze względu na motyw mitologii indyjskiej - z którą nie miałam jeszcze do czynienia oraz relację wlw. Czy się zawiodłam? Nie. Czy pokochałam tę książkę? Również nie. Początek historii bardzo mnie wciągnął, choć miałam mały problem z przebrnięciem z osadzeniem teraźniejszej lini czasowej w Polsce (to moje indywidualne podejście do tego tematu). Brakowało mi trochę „mięsa”, zagłębiając się w postać Nigumy, miałam wrażenie, że coś mi cały czas ucieka. Już miałam to w dłoni i znowu mi tego brakowało. Historia tytułowej bohaterki, jest niezwykle intrygująca, ale zabrakło mi szczegółów, które pozwoliłby poczuć więź z bohaterką. Z plusów, bardzo urzekło mnie zakończenie. Nigdy nie myślał o tym w ten sposób, ale definitywnie trafia ono na listę moich ulubionych zakończeń. Nie jest przesłodzone ani wymuszone, jest wręcz naturalne, powolne i piękne. Relacja miłosna też ma coś w sobie. Nie jest przestawiona standardowo, gdzie czytelnik jest postawiony przed faktem dokonanym - te dwie osoby muszą się zakochać. Nie, tutaj mam okazję zobaczyć coś większego i mniej oczywistego.
✨Jedno słowo✨ Do tej książki idealnie pasuje: zagubienie. Zagubienie samej siebie, swojej historii i uczuć.
Dzisiaj przed Wami powieść niecodzienna, która naszym zdaniem łączy elementy literatury pięknej, fantastyki (w tym horroru) oraz mitologii. Tak oryginalne połączenie serwuje nam Aleksandra Bednarska w książce “Piąta skóra Nigumy”.
Niguma to dakini, czyli w buddyzmie tybetańskim żeńska postać uosabiająca kobiecość, wiedzę, s3ksu@alność. Urodzona w Kaszmirze, regionie na granicy Indii, Pakistanu i Chin, osiągnęła ósmy poziom Bodhisattwy i stała się dakinią mądrości i oświecenia aspirującą do pełnego przebudzenia. I taka oto postać znajduje się nagle w przejściu podziemnym w Warszawie, gdzie prowadzi sklepik z indyjskimi (i nie tylko) pamiątkami, biżuterią i ozdobami. Gdy wydawać by się mogło, że nic już jej nie zaskoczy, a życie nie przyniesie nic dobrego, poznaje tajemniczą dziewczynę, która zwraca jej uwagę od pierwszego spotkania. To inspirujące wydarzenie może doprowadzić do sytuacji, w których kontrola przestanie mieć znaczenie.
Ta powieść na pewno nie jest dla każdego. My pokochaliśmy ją za jej klimat, za oniryczny wyraz, za ponadczasowość oraz stylistykę. To nie jest książka, przez którą się biegnie. Tutaj każde kolejne wydarzenie przeżywa się razem z Nigumą. Jej myśli przenoszą nas do kompletnie innego świata, w którym próbujemy odnaleźć ponadczasowe prawdy, jednocześnie radując się i odczuwając ból poznając historię naszej głównej bohaterki. Momentami dla niektórych książka może wydać się zbyt spokojna, ale ona po prostu wyznacza nam tempo i każe płynąć swoim tempem. Tutaj jest czas na refleksje, na zatrzymanie się.
Mamy tutaj też sporo nawiązań religijnych, zarówno do buddyzmu, jak i hinduizmu. Autorka pozwala nam od zera prowadzić się za rękę przez meandry poszczególnych religii i przybliża kulturę Kaszmiru w dość obszerny, ale zrozumiały sposób. Dla osób zainteresowanych tą tematyką, będzie to na pewno niezła gratka.
“Piąta skóra Nigumy” to tajemnicza opowieść o prawdzie, o pożądaniu, o codzienności, ale i po prostu o nas samych. Warto sprawdzić samemu, jakie uczucia wywoła u Was ten tytuł.
Gdzie można złożyć petycję o więcej tak oryginalnych, ciekawych i wciągających historii? "Piąta skóra Nigumy" autorstwa Aleksandry Bednarskiej to niczym powiew świeżości wśród literatury fantasy. Powieść została wydana nakładem Wydawnictwa Spisek Pisarzy.
Za egzemplarz książki do recenzji w ramach współpracy barterowej dziękuję bardzo wydawnictwu.
Nie znam kultury buddyjskiej ani legendy o jakiej możemy przeczytać w tej powieści - Nigumę poznałam dopiero podczas lektury tej historii. Akcja powieści toczy się w znacznej części w Polsce, ale mamy tu retrospekcje m.in. do Kaszmiru, i poznajemy również przeszłość głównej bohaterki, która przebyła tak długą drogę i w czasie swojego życia wielokrotnie zmieniała skórę, aby ukryć prawdę o sobie.
To niezwykle ciekawa opowieść, że aż mam apetyt na więcej. Książka jest zaiste przepysznym daniem dla duszy, taką świeżutką, cudownie przygotowaną z dbałością o każdy szczegół cielęcinką - smaczna i do tego delikatna, mimo tego co w niej odnajdziemy. Czy można przedstawić mrożącą krew w żyłach historię w ciekawy i delikatny sposób? Oczywiście, że tak, na co dowodem jest właśnie ta książka.
Mamy tu też wątek romantyczny, który jest bardzo ciekawie ukazany. Z zaciekawieniem śledziłam losy teraźniejsze, jak i poznawałam przeszłość Nigumy. Autorka bardzo fajnie ze sobą przeplatała wydarzenia obecne i przeszłość co pozwalało lepiej zrozumieć główną bohaterkę. Bardzo polubiłam Nigumę i chętnie poznałabym ją lepiej i spędziła z nią więcej czasu.
Książkę się wręcz pochłania by po lekturze tylko usiąść i poprosić o dokładkę. Ta książka jest nieodkładalna i od pierwszej do ostatniej strony wciąga, a jeszcze jak odpalimy kadzidełko w trakcie lektury to klimat od razu przeniesie nas w przeszłość Nigumy i do Kaszmiru.
Czy słyszeliście historię bodhisattwy Nigumy? Pięknie napisana historia, w której sacrum miesza się z profanum zarówno w warstwie fabularnej, jak i językowej. Hipnotyzujaca, ale też uniwersalna. Dawno się tak dobrze nie bawiłam
Hipnotyzująca, lekka, podlana makabrą w orientalnym klimacie. Zapraszam Was do barwnego świata przesiąkniętego indyjskim folklorem i prastarą magią. Odkryjcie jakie sekrety skrywa Niguma pod skórami, w które się przyobleka i jej prawdziwą twarz.
Uwielbiam tę książkę! Od pierwszych stron mami czytelnika, nie wypuszczając ze swoich objęć. Mistyczna i oniryczna, tajemnicza i piękna jednocześnie. Wkroczymy tu w świat bogiń, dakin i innych istot oświeconych wywodzących się z wierzeń buddyjskich, które o dziwo krążą między nami😱 To barwna przejażdżka! Skoczymy do przeszłości, tysiące lat wstecz, od urokliwych, maleńkich wioseczek w górach, wnękach jaskiń aż po współczesne, zakurzone uliczki Warszawy i sklepik pachnący egzotyką w podziemiach Dworca Centralnego. To właśnie za ladą owego sklepiku stoi ona, enigmatyczna Niguma starająca się znaleźć swoje miejsce we wszechświecie, jednak czy to miejsce będzie jej ostoją?
To pokręcone perypetie Bogini Nigumy, mięsożernej i stale czegoś poszukującej. Przywdziewającej cudze skóry niczym szaty, brzmi makabrycznie, ale tutaj wcale takie nie jest! Jest tak zwyczajne jak jedzenie bułki z masłem. Dziwne, prawda? Ale! Właśnie za to tę książkę tak uwielbiam, za tę jej magię w oparach kadzidełek.
Gdyby tak zetrzeć z naszych twarzy przywdziewane maski, skórę przyobleczoną w pozorny uśmiech? Cóż się pod tym skrywa? Co nas uwiera i dusi? Cierpienie, ból i lęki. To historia o miłości i przyjaźni, o nieporadnych relacjach, międzyludzkich, samotności i tęsknocie za drugą osobą, o stale zadeptywanej nadziei, zaprzepaszczonych szansach, poszukiwaniu własnego miejsca na tym padole łez. Samotność nie dająca się niczym zasklepić. Kołowrotek życia w poszukiwaniu własnego jestestwa. Bogini Niguma, legenda, ożywiony mit, ale czy ostatecznie jest taka odmienna od nas, istot ludzkich? To także udręczona dusza w poszukiwaniu czegoś nieuchwytnego. Nieważne ile tysięcy lat, by się przeżyło, ile powłok zrzuciło odwieczna pogoń za białym królikiem trwa.
Czy inni tak naprawdę nas znają i przede wszystkim, czy my znamy samych siebie, wiemy o czym pragniemy? Czy potrafimy uczyć się na własnych błędach, czy jednak co rusz wpadamy w pułapki pokręconych relacji, wyniszczających nas, pozostawiających niczym wydrążone skorupy? Czy gdybyśmy mieli szansę na kolejne życie to uniknęlibyśmy pomyłek? Na ile jesteśmy sobą, wolnymi duchami, a na ile utknięci w bańce oczekiwań innych? Skłania do wielu gorzkich refleksji nad naszym jestestwem.
Myślę, że w tej książce każdy odnajdzie cząstkę siebie. Tutaj każdego, co innego poruszy w zależności od przeżyć. Jestem przekonana, że jeśli po nią sięgnę za kilka lat, co innego skruszy me czarne serducho i utkwi w głowie niczym zardzewiały gwóźdź.
Emocjonująca podróż w głąb ludzkiej/boskiej duszy. Niesamowita, niesztampowa rzecz, którą trudno ująć w konkretne ramy gatunkowe. Gorąco polecam!
RECENZJA: Moja ocena 3/5 Wartość, która ze mną zostanie 2/5 Emocje 3/5 Bohaterowie 3/5 TYTUŁ: Piąta skóra Nigumy #współpraca @wydawnictwospisekpisarzy
Czasem trafiają się książki, po których przeczytaniu kompletnie nie wiem, co myśleć. Tak właśnie mam z Piątą skórą Nigumy . Nie wiem, czy za jakiś czas nie będę musiała przeczytać jej jeszcze raz, bo... mam bardzo mieszane uczucia. Początek? Świetny! Naprawdę podobało mi się to, jak zostało przedstawione całe tło historii, wytłumaczenie koncepcji „drugich skór” i budowanie klimatu oraz wątek bóstw. Byłam zaintrygowana i miałam ogromną ochotę odkrywać, dokąd to wszystko zmierza. Ale gdzieś w połowie... wszystko mi się rozmyło. Tak jak na początku byłam pełna ciekawości, tak później miałam wrażenie, że cała historia zaczyna mi się wymykać. Jakbym nagle przestała rozumieć, o co w niej chodzi – a może po prostu przestało mnie to wciągać? Oczywiście, wiem, że fabuła kręciła się wokół sekretów i tajemnic, ale momentami zachowania bohaterów wydawały mi się strasznie infantylne. Byli... dziwni. Główna bohaterka momentami mnie irytowała, że miałam ochotę nią potrząsnąć i powiedzieć jej, żeby się ogarnęła. Ale w sumie... akurat tej postaci lepiej tego nie mówić. Jeszcze lubię swoją skórę. I wiecie co? Sama nie wiem, co mogłabym jeszcze dodać. Skończyłam książkę dosłownie kilka godzin temu, a nadal nie potrafię jednoznacznie określić swoich odczuć. Przecież czytałam, widziałam te słowa, śledziłam fabułę... ale połowa treści kompletnie nie została mi w głowie. Pamiętam początek i zakończenie – i to chyba były dla mnie dwa najmocniejsze elementy. Środek? Pojedyncze wydarzenia, ale ich znaczenie? Trudno mi to uchwycić. Ale kto wie, może jak wrócę do niej za jakiś czas, odkryje w niej coś nowego, może nie była to na nią pora dla moich myśli? Może jeszcze się nad nią zastanowię. Na razie odkładam ją na półkę i zobaczymy, co dalej.
Chyba wszyscy mamy swoje książkowe nisze. Jasne, ja zawsze stoję po stronie eklektycznego czytania, ale jestem też świadoma, że niektóre książki nie dość, że przyciągają mnie jak magnes, to jeszcze wchodzą jak w przysłowiowe masełko. No i Piąta Skóra Nigumy okazała się być lekturą idealnie wpisującą się w moje nisze: weird fiction i dziwność przez duże D.
Autorce udało się stworzyć bohaterkę nie z tego świata – i, jeśli dobrze rozumiem, to ogromny plus, bo właśnie o to chodziło. A my, jako czytelnicy, siedzimy jej w głowie i obserwujemy: przemiany, dziwne myśli, psychopatyczne zachowania. No i tak słuchamy o tym przejmowaniu skór, konserwacji i innych historiach rodem z podcastu true crime, ale gdzieś z tyłu głowy mamy świadomość, że tak właśnie musi być. Widocznie tak zachowuje się Niguma.
Cała ta otoczka odrealnienia i iluzoryki mocno do mnie przemówiła. To, że nie do końca wiadomo, którzy bohaterowie doświadczyli prawdziwej Nigumy, a którzy znali jej człowiecze alter ego – Ewcię – dodawało całej historii tylko smaczku. Ja chciałam przebywać w tym świecie niedopowiedzeń możliwie najdłużej.
Umówmy się: główna bohaterka to socjopatka, morderczyni, i w swojej ludzkiej wersji po prostu jej nie lubię (szczerze? Nie lubię większości postaci). Ale ta fantazyjna otoczka, ten cały pokręcony miks, sprawia, że ta historia – podróż od Złotych Gór do Warszawy – staje się bardzo strawna. Nie powiem „lekkostrawna”, ale zdecydowanie dziwnostrawna. Piąta Skóra Nigumy to potężna, kwasowa, wieloaspektowa podróż: fizyczna, duchowa i w głąb siebie. Jeśli lubicie takie crazy klimaty – to śmiało sięgajcie.
Czy potrafisz zrzucić z siebie cudze warstwy, by dotknąć własnej skóry?
To jedna z tych opowieści, które się nie tylko czyta – ale wącha, dotyka, chłonie całym ciałem. ✨ Styl Bednarskiej jest niesamowicie zmysłowy – plastyczny do granic. Pachną zioła 🌿, czuć wilgoć powietrza ☁️, można niemal dotknąć snu.
Najmocniej przyciągnęła mnie pierwsza część – gęsta jak mgła, zbudowana z legendy, duchowości i cichej siły. Niguma... tak pięknie inna. Bez taniej magii ✨, bez schematów. Tylko głęboka kobiecość, jakby z innego świata.
Uwielbiam, że autorka naprawdę wie, o czym pisze. Jest w tym wiedza, konkret, szacunek do tematu. To książka o poszukiwaniu siebie – o tym, jak warstwa po warstwie zdziera się cudze oczekiwania, by znaleźć to, co naprawdę nasze. 🌀
Była jedna rzecz, z którą nie do końca mogłam się pogodzić – obiekt uczuć Nigumy. Te dziecinne, toksyczne typy po prostu mnie nie przekonują 🙄. Ale może o to chodziło – żeby pokazać, jak bardzo można się zagubić w czyimś cieniu?
No i ta kilkuwarstwowość – gatunki przenikają się płynnie, jak sny. Proza, realizm, duchowość – wszystko tu gra. 🎭
📖 To książka do poczucia. Taka, która zostaje – niekoniecznie w sercu, ale gdzieś głębiej. Może w skórze?
Przeczytanie tej książki było bardzo ciekawym doświadczeniem.
,,Piąta skóra Nigumy" to emocjonalna podróż przez pryzmat życia wielu osób, ale też podróż ku odnalezieniu samej siebie i zrozumieniu, że każdy z nas zasługuje na to, aby być kochanym za to jakim jest. Niguma zatraciła się w błędnym, wiecznie trwającym kole karmy i przeznaczenia. Uwiązała się toksycznej relacji i obsesji na punkcie jednego istnienia zatracając przy tym własne ja.
Świetna książka, dająca dużo do myślenia. Polecam.
Something fresh when we are talking about mythology kind of books. The Indian mythology was unknown to me but this book make me very interested in. Main character is extraordinary and it was very hard to predict what will happen on the next page. The lgbtq+ motive in romance was very nice to reading; the whole romance motive was so good and I was really enjoying while reading it. The book gives some place to think about our own actions so it was a pleasure to have this open to read this, not so short, story of bodhisattva Niguma.
Zgłosiłam się do recenzji, bo zaciekawił mnie opis okładki. Tytuł od razu podpowiadał, że będzie to coś innego niż zwykle.
Historia wciągnęła mnie od pierwszych stron. Najbardziej podobało mi się, jak autorka pokazała Nigumę i jej drogę do oświecenia. To bohaterka, której nie da się od razu polubić. Ma w sobie mrok, tajemnicę i sporo sprzeczności. A jednocześnie jest w niej coś, co przyciąga i sprawia, że chce się poznać jej historię do końca.
Jej podróż to odkrywanie siebie, zrzucanie kolejnych „skór” i szukanie własnej prawdy. To opowieść o zmianie, która czasem boli, ale jest potrzebna.