,,Spośród czterdziestu dwóch krajów, których obywatele brali udział w ankiecie, w Polsce średni poziom wypalenia rodzicielskiego był najwyższy".
Tytuł jest wybitnie nieadekwatny do treści. Jakie matki bez wyboru? Co najmniej połowa z tych kobiet miała wybór, a mimo to wybrały najgorszą opcję z możliwych. Albo znęcanie się nad dziećmi (historia Martyny absolutnie rozdzierająca) albo picie (matka Norberta), albo ucieczka od odpowiedzialności (Marta, matka Karoliny oraz Agnieszki). To były angażujące historie, naprawdę współczułam tym ludziom, ale tak bardzo mijają się z tym, co ta książka chciała przekazać. Jestem rozdarta i chyba postawię po prostu na trzy gwiazdki, bo czytało się szybko oraz – pomimo ciężkich tematów – przyjemnie, jednak jeśli ktoś sięgnąłby po nią, z bardzo konkretną wizją, to zawód byłby ogromny. I słusznie.
Ok. 45%
,,Do dziś nie znoszę białych majtek"
,,Dla mamy najistotniejsze było to, żeby zbadał mnie lekarz i ustalił, czy wciąż jestem dziewicą. Jak ona miałaby wydać za mąż ,,takie coś".
Ten reportaż to taki rollercoaster emocji. Historie Jolanty oraz Alicji absolutnie przerażające, zaś Marty budząca konsternację i lekkie współczucie, ale tym razem dla męża, który – o zgrozo – wybaczył zdradę (dla mnie jest to nie do przyjęcia, szczególnie, że całe zamieszanie w życiu Marty wynika z jej własnych, nieprzemyślanych oraz najzwyczajniej w świecie, samolubnych decyzji. On w tym nic nie zawinił, a wręcz przeciwnie, wydaje się być naprawdę dobrą duszyczką, świetnym ojcem i wyrozumiałym mężem), ale okej, mieliśmy nie oceniać, czyż nie?
No cóż, ja akurat czytam po to, aby oceniać, taki już ze mnie okropny recenzent (ten tytuł brzmi zbyt poważnie, jak na to, co robię). Zresztą, skoro będę w dalszej części mych – jakże inteligentnych oraz fascynujących – wypocin, dosyć mocno dawać w kość męskiej stronie populacji, to niesprawiedliwością byłoby, gdybym tę konkretną część z szarą moralnie albo, jak kto woli, złą kobietę pominęła. Żeby nie było niedomówień. Nie popieram żadnej zdrady, uważam, że rozwód lub zwykła rozmowa małżeńska o swoich potrzebach to superopcja i naprawdę powinno się z niej korzystać. Otwarte małżeństwa istnieją. Naprawdę. Nie trzeba się ukrywać, a później płakać, bo ojejku. Ta historia tutaj nawet nie pasowała! Tak, porzuciła dziecko, ale MIAŁA WYBÓR!!! NIE BYŁA W SYTUACJI PODBRAMKOWEJ!!! Nie próbujmy usprawiedliwiać tak okropnego czynu. Nie, nikt nie patrzy na ojca, który zostawił dzieci dla młodszej kochanki lepiej, niż na matkę, która zostawiła je dla młodszego kochanka. Tak żyjemy w patriarchacie, tak mężczyznom wybacza się więcej, ale nie w tej sytuacji. Przynajmniej w Polsce. W Arabii czy innych Stanach to wiadomo.
Wracając do Jolanty oraz Alicji. Ich przeżycia są do siebie zbliżone. Obie weszły w przemocowe związki. Obie ,,porzuciły" swoje dzieci, aby uciec od toksycznych mężów oraz obrzydliwych gwałcicieli, nie bójmy się nazwać tych okropnych ludzi po imieniu. One obie zostały później odrzucone przez swoje pociechy, pomimo dobrych chęci. Obserwowanie tego było niemal bolesne. A na pewno bardzo irytujące, frustrujące, wkurwiające i smutne. Obie z nich pokazują, co przemoc robi z młodymi umysłami. Zarówno ta fizyczna, jak i psychiczna. I to nie tylko bycie jej bezpośrednią ofiarą, ale również świadkiem. W przypadku Jolanty rzeczywiście dzieci zostały porzucone, a przynajmniej dwójka z nich, zaś u Alicji sprawa jest bardziej skomplikowana.
,,Mamo, co za gówno tam pichcisz?"
,,Mój mąż ma obsesję na punkcie swojego nazwiska. Jest szczerze przekonany, że ma iście szlacheckie pochodzenie, i uważał mnie za swoich tytułów niegodną. Tyle razy to powtarzał, że dzieci wielokrotnie mówiły, iż nie mam prawa do nazwiska taty".
Rzeczywiście walczyła o nie w sądzie, mogła nawet wygrać, ale nie wytrzymała psychicznie znęcania się zarówno ze strony byłego męża, jak i właśnie swoich własnych pociech. Pociech chowanych w mowie nienawiści.
Jeden z jej synów pobił najpierw babcię, później matkę po czym powiedział; ,,No i co? Popłaczesz się? Polecisz do mamusi?"
W tym momencie wzięłam dwa wdechy i pomodliłam się za to, żeby nigdy nie poznać kogoś takiego, nie mówiąc o wejściu w nim w związek. Wzdrygam się na samą myśl, powoli sięgając po gaz pieprzowy oraz katanę wykutą z łez pradawnych japońskich samurajów. Ich ojciec jest dosłownie imitacją złoczyńcy z jakiejś słabszej bajki, tylko że gorszą. Nie starcza mi słów, aby opisać, co czułam, czytając jego naprawdę kiepskie sposoby na manipulację, które jednak działały. Okropieństwo. Niezmiernie się cieszę z tego, że Alicja mimo wszystko wybrała siebie. Pomimo tego ile ta decyzja kosztowała, było warto.