Matki, które opuszczają swoje dzieci, to temat tabu. Takie kobiety zostają natychmiast osądzone – jako wyrodne, zimne, egoistyczne. Rzadko przyjmujemy do wiadomości, że ta dramatyczna decyzja może nie być tylko indywidualnym wyborem, lecz wypadkową różnych społecznych okoliczności i oczekiwań.
Reportaż Marty Wroniszewskiej nie opowiada więc o "złych kobietach". To przede wszystkim opowieść o rodzinie, której nie udało się przetrwać. O partnerstwie, które nie działa. O wypaleniu rodzicielskim, które dopada coraz więcej osób. To także historie tych, którzy zostali: dzieci próbujących zrozumieć wybory matek, ojców nieprzygotowanych do przejęcia ich roli czy babć, które nagle musiały zastąpić oboje rodziców.
Chciałabym uniknąć oceny wyborów moich bohaterów, bo osądzanie innych nierzadko przychodzi nam zbyt łatwo. Nie siedzimy w cudzej skórze, nie słyszymy myśli, nie przeżyliśmy tego samego, co oni, nie znamy ich doświadczeń, lęków i ograniczeń. I choć spoglądanie z zewnątrz na cudze życie daje oczywiście swego rodzaju szerszy obraz, nigdy nie jest to obraz kompletny. Pisanie o kobietach, które odchodzą od swoich dzieci, nie jest zatem zaproszeniem do palenia ich na stosie. Jest zaproszeniem do zauważenia zjawiska i do dyskusji o równouprawnieniu płci. Ale także o funkcjonowania naszych rodzin i w tym kontekście również szerzej – o braku kompetencji rodzicielskich, przemocy i braku równości w związkach, używkach, chorobach. I przede wszystkim o samotności matek pozostających często bez wsparcia i pomocy nie tylko najbliższych, ale także systemu pomocy społecznej. — Autorka
Bardzo mnie poruszyła, ale historii było za mało. Mam wrażenie, że to powinna być zaledwie pierwsza część tej książki. Same historie opisane przepięknym językiem, wiele razy doprowadziła mnie do łez.
3.75⭐️ Jest to dobry reportaż, temat ciekawy i rzadko poruszany. Mój jedyny zarzut jest taki, że spodziewałam się, że większy głos oddany zostanie uczestnikom historii, a autorka w dość krótkich rozdziałach również zawierała dużo faktów statystycznych na temat w danym momencie poruszany. Sprawiało to wrażenie, że każdy z nich był potraktowany nieco po szybkości.
* Nie istnieje instynkt macierzyński. * Dawniej dzieci odsyłano na wychowanie mamkom, co zmniejszało ich szanse na przeżycie. * Ludzie zostają rodzicami dlatego, że tak wypada, bo znajomi mają już dzieci. Potem tego żałują. * Nawet do 15 procent ludzi jest rozczarowanych rodzicielstwem. * Rodzina jest do kitu, trzeba się dla niej poświęcać i kończy się możliwość robienia tego, co się chce. * Jak się zakłada rodzinę, to kończy się wolność i przychodzi pora na lepienie pierogów. * Wszystko jest stereotypem, nawet niezbędność obecności matki w życiu dziecka. Matka nie powinna się biczować jeśli zechce opuścić dziecko i zostawić je z kimkolwiek innym, bo każdy stabilny dorosły może ją zastąpić. * Role, w jakie wchodzimy to efekt wychowania w patriarchacie. Bo znajomi już założyli rodziny, to my też powinniśmy. To tak w skrócie...
Ileż z nas zrobiłoby karierę pani Thatcher, gdyby nie stanęły nam na drodze... rodziny. Zresztą założone wbrew naszej woli.
Opisane historie z dupy wzięte. Na przykład ta o niedobranej parze. Matka po porodzie wraca do pracy i tam odkrywa w sobie kobiecość, znajdując kochanka. Według mnie raczej seksualność, ale autorka nie widzi różnicy. Kobieta opuszcza męża i dziecko i wszystko jest ok. Bo przecież w domu się nudziła i stresowała. Biedna ofiara. Inna opowieść o kobiecie, która zostawia męża po ślubach obu ich córek. Zakwalifikowana jako ta, która opuściła dzieci. Jakie dzieci??? Dorosłe kobiety, które wyprowadziły się już z domu. Do tego jakiś stary suchar z powojennej Szkocji o agresywnym mężu i paszporcie, zakopanym w ogrodzie, żeby żona mogła od niego uciec. Halo! Minęło kilkadziesiąt lat. Dziś w tym kraju nie tak łatwo kogoś zniewolić, tym bardziej, jeśli potencjalna ofiara zna język i brytyjskie prawo, bo się tutaj urodziła.
Autorka za wszelką cenę chce udowodnić, że mężczyźni mogą być świetnymi ojcami, a kobiety mogą stoczyć się na dno. Ale to nie wina kobiety. To przecież "matka bez wyboru", ofiara patriarchatu. Powinna się uwolnić.
Reportaż napisany nie po to, żeby przedstawić tragiczne historie, ich przyczyny i skutki, ale po to by udowodnić, że kobietom też wolno, że mają prawo. Gdzie w tym wszystkim odpowiedzialność? Nie ma też słowa o biologii. Różnice między płciami nie istnieją?
Dorzućmy do całości tytuły osób, które miały udział w powstaniu książki. Wszystkie psycholożki, pedagożki, socjolożki, doktorki, profesorki, badaczki, antropolożki, przedsiębiorczynie... Ale... sędzia, bo sędzina to żona sędziego. Tu feminatyw nie obowiązuje ;) I mamy obraz całości.
Odnoszę wrażenie, że autorka przez cały reportaż dążyła do jednego zdania, które padło wyraźnie w przedostatnim rozdziale: „Jak kobieta z jakichkolwiek powodów opuszcza rodzinę (…) nie powinna się biczować”. Opisane przypadki było dość ciekawe, obrana teza nie do końca.
3 ⭐ Zawiodłam się. Pierwsze 2 czy 3 historię mnie poruszyły. Były naprawdę bolesne. Ale większość historii nie pasuje to tytułu. Kiedy ktoś dostaje ultimatum "albo alkohol albo rodzina" to ma wybór. Matka ma wybór czy będzie normalną matką czy będzie znęcać się nad dziećmi. Druga część tytułu zdecydowanie bardziej pasuje do tego reportażu niż pierwszy człon.
4.5 długo się zastanawiałam nad oceną. Nie mam jej nic do zarzucenia pod względem jakości, ale mogłaby być odrobinę dłuższa, przedstawiać więcej historii. Przedstawia różne sytuacje i perspektywy bez zbędnych informacji + trochę statystyk.
Bardzo dobry i ciekawy reportaż, który pomaga zrozumieć niektóre sytuacje, jednak mam niedosyt. Mam wrażenie, że historie tych kobiet zostały przedstawione tak trochę po łebkach, na szybko. Jest dużo danych statystycznych, które ogólnie też są ważne i potrzebne, ale mam wrażenie, że tego było tak dużo, że historie bohaterek się gdzieś zgubiły.
Mimo to reportaż jak najbardziej jest warty uwagi.
Odejmuje gwiazdkę, dla mnie dane statystyczne nie miały żadnego znaczenia w tym reportażu, mogłoby ich wcale nie być. Historie mówiły więcej niż statystyka, a ostatnia (chyba specjalnie zostawiona na koniec) opowieść o losie Pani Stefanii było jak uderzenie młotem. Na pewno na długo zostanie w pamięci.
Mam wrażenie, że temat trochę przerósł autorkę. Wroniszewska podeszła do zagadnienia bardzo szeroko, co jest plusem. Jednak, całość się rozjechała. Za dużo tematów na zbyt małej ilości stron. Za mało głosów ekspertów, za mało wiedzy teoretycznej. Za mało samych matek.
Zdecydowanie jest to dużo słabszy reportaż niż pierwsza książka autorki. Druga część książki była lepsza, jednak wciąż to za mało, żeby uratować całość.
***
"Polskie prawo uwzględnia, w wyjątkowych sytuacjach, zrzeczenia się ojcostwa. [...] Kobiecie natura nie dała takich możliwości. Zrzeczenia się macierzyństwa prawo nie przewiduje".
Ważny temat, w bardzo dobrej, reportażowej formie okraszony danymi i komentarzami, a jednak.. zbyt po powierzchni to wszystko.. Niektóre historie dziwaczne, niektóre (np. Końcowa) chwytają za serce.
„Matka bez wyboru” to poruszający i odważny reportaż, który rzuca światło na temat rzadko poruszany w debacie publicznej: kobiety, które zdecydowały się opuścić swoje dzieci. Marta Wroniszewska z empatią i bez moralizowania oddaje głos matkom, które w obliczu przemocy, biedy, choroby czy samotności podjęły bardzo trudne decyzje.
Autorka nie szuka sensacji, zamiast tego buduje złożony obraz macierzyństwa, w którym nie ma miejsca na proste oceny. Dzięki wpleceniu historii dzieci oraz odniesieniom do badań i statystyk książka zyskuje głębię i kontekst. To lektura trudna, ale niezwykle potrzebna, uświadamia, jak bardzo system zawodzi kobiety, i przypomina, że potępiać jest o wiele łatwiej niż spróbować rozumieć. Chciałoby się poznać tych historii więcej, wydaje się, że temat nie został wyczerpany – to mój jedyny zarzut do tej książki.
Wroniszewska nie krzyczy, nie oskarża – słucha. I uczy czytelnika tego samego.
3.75 Dobrze, że ta książka powstała. Niedobrze, że jedynie przyjechała po powierzchni tematu. Jeżeli miała sprawdzić, że będę empatyzować z kobietami, które zostawiają własne dzieci, nie sprawiła.
Poruszające historie o matkach, które stanęły przed najstraszniejszym wyborem. Bardzo przykre niektóre opowieści, a najgorsze jest to, że są prawdziwe. Polecam
Temat matek opuszczających swoje dzieci to jedno z największych społecznych tabu. Marta Wroniszewska w swoim reportażu mierzy się z tym tematem z ogromną wrażliwością, ale też odwagą. To książka, która nie osądza – zamiast tego próbuje zrozumieć.
Autorka przedstawia losy kobiet, które z różnych powodów zdecydowały się zostawić swoje dzieci. Nie są to historie o „wyrodnych matkach” – jak często natychmiast klasyfikuje się takie osoby – ale o ludziach uwikłanych w skomplikowaną sieć oczekiwań społecznych, przemilczanych traum, przemocy i samotności. Autorka nie szuka sensacji. Zamiast tego uważnie słucha – co sprawia, że każda opowieść ma swoją wagę i godność.
To również książka o tych, którzy zostali. O dzieciach, które musiały zmierzyć się z nieobecnością matki – często bez odpowiedzi na pytanie „dlaczego?”. O ojcach, którzy nagle stanęli wobec konieczności pełnienia roli, do której nie byli przygotowani. O babciach, które wzięły na siebie ciężar wychowywania kolejnego pokolenia.
Autorka pisze z empatią i wyczuciem, ale nie unika trudnych pytań. Pokazuje, że decyzje matek nie biorą się znikąd – są często wynikiem przeciążenia, braku wsparcia, niemożliwości pogodzenia macierzyństwa z realiami życia w Polsce. Książka dotyka problemów strukturalnych: niewydolnego systemu opieki, patriarchalnych ról płciowych i społecznej presji na matki, które „powinny sobie radzić”.
To lektura, która nie daje gotowych odpowiedzi, ale zmusza do refleksji – i być może do większego zrozumienia.
Bardzo trudna emocjonalnie książka i jednocześnie bardzo ważna. Jest to pierwsza pozycja o tej tematyce po jaką sięgnęłam i jestem szczerze poruszona historiami w niej zawartymi. W mojej opinii bardzo istotnym jest to, że autorka przedstawiła temat z wielu perspektyw: matek, ich dzieci, rodziców kobiet, które z różnych powodów nie poradziły sobie w roli rodzica, czy ich mężów. Temat matek, które decydują się opuścić swoje dzieci, jest niewątpliwie niezmiernie złożony. Mnogość i różnorodność przedstawionych przykładów doskonale ilustruje to, że często poprzez brak w pełni świadomej i nie dyktowanej presją innych decyzji o macierzystwie, wygląda ono zupełnie inaczej niż powinno. Czego konsekwencją są rozbite rodziny i dzieci naznaczone życiową traumą. Bardzo polecam, strasznie doceniam reportaże obrazujące, że nie wszystko co pozornie jasne i klarowne, jest w rzeczywistości czarno-białe.
„Matka bez wyboru” Marty Wroniszewskiej to jeden z tych reportaży, po których trudno wrócić do codzienności z tym samym spojrzeniem na świat. To książka, która burzy stereotypy i zmusza do zadania sobie niewygodnych pytań — bez łatwych odpowiedzi.
Autorka oddaje głos kobietom, które podjęły decyzję absolutnie niezrozumiałą dla wielu. Pokazuje, że odejście od dziecka może być efektem wypalenia, braku wsparcia, przemocy czy samotności w związku. W tej książce nie znajdziemy potępienia — znajdziemy empatię, próbę zrozumienia i cichą, bolesną prawdę o tym, jak trudno być matką w świecie pełnym oczekiwań.
To także historie tych, którzy zostali — dzieci, które nie przestają pytać „dlaczego?”, ojców zderzających się z odpowiedzialnością i babć, które nagle muszą być wszystkim.
Ta książka porusza, boli i zostaje na długo. Jeśli macierzyństwo to dla Ciebie coś więcej niż obrazek z reklamy – sięgnij po ten reportaż.
This book is well written - but to be honest, it disappointed me. I expected something completely different. I was hoping for stories about mothers who made the conscious decision to leave. Women who, at some point, simply walked away from motherhood - a topic that is rarely explored, especially without moral judgment.
Instead, many of the stories are about women who clearly did not abandon their children - for example, a mother raising her autistic son who went on to start a foundation to support others, or a great-grandmother caring for her grandson while his mother, living in another city, visited occasionally. These are not the kinds of narratives I was looking for. I wanted to read about absent mothers - women who truly left.
To me, the stories didn’t reflect the core theme the title seemed to promise. It’s not a bad book - just not the one I hoped it would be.
Pozycja jest bardzo ciekawa - historie opowiadane z perspektywy dzieci, partnerów, pozostałych opiekunów przeplatane są danymi statystycznymi, informacjami prawnymi i komentarzami specjalistów. Dobrze, że temat jest w Polsce w końcu poruszany, jednak spowodowało to, że bardzo dużo wątków zostaje dotkniętych, ale nie są one pogłębione. Szczególnie widać to w drugiej części książki, która została poświęcona, tym którzy pozostali. Widać tutaj potencjał na poświęcenie osobnego reportażu samodzielnemu ojcostwu, ponieważ w ostatnich latach obserwuje się wzrost wskaźnika przejmowania pełni władzy rodzicielskiej przez ojców. Tematyka trudna, jednak nie można dalej udawać, że takie sytuacje, jak opisane w książce, nie mają miejsca.
Mam bardzo mieszane odczucia po lekturze tej książki. Czyta się ją dobrze i potrafi zaciekawić, tego autorce odmówić nie można, jednak w gąszczu przedstawionych historii wielokrotnie wracałam do okładki i tytułu, próbując zrozumieć, w jaki sposób dana opowieść wpisuje się w główny zamysł publikacji. Momentami miałam wrażenie, że część historii jest po prostu zbędna.
Z książki można wynieść kilka interesujących psychospołecznych obserwacji i niewątpliwie porusza ona temat niezwykle ważny. Mimo to czuję, że potencjał nie został w pełni wykorzystany. Temat mógłby zostać znacznie szerzej rozwinięty, a dobór rozmówczyń i rozmówców - bardziej przemyślany. Można było osiągnąć naprawdę dużo, a finalnie wyszło… cóż, tak średnio.
Książka Marty Wroniszewskiej „Matka bez wyboru. O kobietach, które opuściły swoje dzieci” to poruszający reportaż o kobietach, które złamały społeczny mit o bezwarunkowej miłości matki. Autorka z empatią oddaje głos tym, które zdecydowały się odejść – często nie z egoizmu, lecz z bezsilności, przemocy, wypalenia czy choroby. Obok historii matek pojawiają się też perspektywy dzieci, ojców i dziadków, co pozwala na wielowymiarowe spojrzenie na temat porzucenia. Wroniszewska nie ocenia, lecz z czułością i wyczuciem pyta, dlaczego macierzyństwo bywa pułapką. To książka trudna, ale potrzebna – łamiąca tabu i skłaniająca do głębokiej refleksji.