W “Polsce na prochach” znajdziecie takie tematy jak: nadużywanie leków przeciwlękowych i nasennych oraz antybiotyków, cudowne zastrzyki na odchudzanie, kwestię suplementów diety, reklamowanie aptek i leków oraz co nieco o opiece farmaceutycznej. Autor podchodzi do tematu rzetelnie i nie naskakuje w książce na lekarzy, pacjentów czy farmaceutów. Podkreśla błędy popełniane przez te grupy, jednak nikogo nie osądza, jest w tym wszystkim subiektywny. Podobało mi się, że leki nie są przedstawione jako największe zło, one są potrzebne, ale trzeba je przyjmować zgodnie z zasadami i z głową.
W książce padło stwierdzenie, że chcemy tabletki, która pomoże tu i teraz, od razu, co przy terapii zaburzeń lękowych czy depresji nie zawsze jest możliwe, czy też bezpieczne. Zamiast pomyśleć o przyczynie danej choroby, czy nawet zwykłego bólu głowy, chcemy tylko by ten ból ustał, więc sięgamy po lek.
W "Polsce na prochach" bywały momenty rozśmieszające (benzobabcie), ale też historie które zasmucały. Spora część tego dzieła opiera się na benzodiazepinach i według mnie jest tego za dużo w stosunku do innych tematów. Dla mnie, jako osoby posiadającej wykształcenie farmaceutyczne, książka była łatwa w odbiorze i niewiele rzeczy mnie zaskoczyło. Jednak uważam, że dla osób nie posiadających rozwiniętej wiedzy na temat leków, autor w przystępny sposób omawia medykamenty i ich mechanizmy działania, tak by każdy zrozumiał tę treść. Za dużo było powtarzania niektórych treści, tych samych informacji, a za mało rozwinięcia innych tematów. Według mnie książka miała potencjał, którego nie wykorzystano do końca, miałam wrażenie, że niektóre rozdziały były urywane w środku, a można było pociągnąć temat. Zakończenie też nie przypadło mi do gustu, wywiad został ucięty w bardzo ciekawym momencie, temat mógł zostać jeszcze pociągnięty.
Dowiedziałam się, dzięki tej książce, że semaglutyd (popularny Ozempic), ktoś promuje do leczenia zaburzeń psychicznych. Co ciekawe w Internecie znalazłam więcej informacji, że stosowanie tego preparatu może pogłębiać np. depresję niż ją leczyć. Kolejną ciekawostką, którą na dłużej zapamjętam jest fakt, iż w Polsce w 2022 roku na same suplementy diety wydano ponad 7 miliardów, natomiast na takie podstawowe produkty jak mleko, sery, czy woda mniej niż 5-7 miliardów. Szkoda, że autor nie pociągnął tematu nadużywania leków dalej, a także promowania niektórych szkodliwych metod przez influencerów i inne gwiazdy.
Polecam tę książkę każdemu, by uświadomić wszystkich, że Polska to kraj ludzi jedzących leki, a nie je przyjmujących. Problem nadużywania substancji dotyczy wielu osób w naszym kraju i trzeba uświadamiać społeczeństwo iż jest to naprawdę poważny temat.
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem