Nie dajcie się zmylić okładce i konstrukcji tytułu - to nie jest kolejny poradnik z banalnymi receptami na „dziewczęce dramaty”. „Wredne dziewczyny i twoja córka. Jak wspierać jej siłę, pewność siebie i empatię” Katie Hurley (tłum. Aleksandra Haduła, Wydawnictwo PWN) to pogłębiona, oparta na badaniach i doświadczeniu klinicznym analiza społecznych, psychologicznych i kulturowych wyzwań, przed którymi stają dziewczynki – oraz ich opiekunowie. Jako pedagożka widzę w tej publikacji nie tylko materiał do pracy z dziećmi, ale i narzędzie do samorefleksji dla dorosłych. Jako matka – dostrzegam bolesną trafność w opisach codziennych dylematów: wykluczenia, rywalizacji, potrzeby przynależności i lęku przed odrzuceniem.
Książka stanowi hybrydę gatunkową – łączy esej społeczny, narrację terapeutyczną i opowieść autobiograficzną. Wpisuje się w nurt literatury troski – osadzonej w pedagogice relacyjnej i feministycznej etyce codzienności. Hurley mówi jako matka, terapeutka, edukatorka i badaczka. Jej „ja” narracyjne to nie autorytet, lecz sojuszniczka. Operuje językiem empatycznym, lecz nie infantylizującym. Przeplata dane z badań (m.in. Dove Self-Esteem Fund z 2008 r.) z cytatami dzieci, praktyką gabinetową i osobistą perspektywą rodzicielską.
Już pierwszy rozdział – „Po czym poznać przyjaciółkę?” – pokazuje, jak wcześnie w życiu dziewcząt pojawia się agresja relacyjna. To nie domena licealistek, jak przestawiają to młodzieżowe seriale: królowe pszczół rządzą już w przedszkolach. Dla nauczycieli to przypomnienie, jak łatwo przeoczyć przemoc symboliczną. Dla rodziców – ostrzeżenie: słowa, gesty i spojrzenia ranią równie głęboko jak ciosy.
„Jak być lubianą”– to rozdział, który demaskuje mit popularności. Hurley pokazuje, że dziewczynki uczą się, iż bycie lubianą wymaga dopasowania, lojalności wobec liderki i rezygnacji z własnego zdania. Tożsamość oparta na akceptacji grupy okazuje się krucha – i podatna na manipulację.
Autorka analizuje lęk przed podejmowaniem ryzyka. Dziewczynki wycofują się z wyzwań nie dlatego, że brakuje im umiejętności, lecz dlatego, że boją się zawieść. Porażka urasta do rangi zagrożenia tożsamości. Hurley proponuje ćwiczenia: karty odwagi, patyczki z mikrowyzwaniami – proste, lecz efektywne strategie wychowawcze.
Rozdział o perfekcjonizmie – to jeden z najmocniejszych fragmentów książki. Hurley nie krytykuje ambicji, lecz pokazuje, jak bardzo narracja „musisz zawsze dać radę” odbiera dziewczynkom przestrzeń na rozwój. Jako matka z bólem czytam historie dziewczynek, które wolą nie próbować, by nie zawieść.
W książce znajdziemy też część celebrującą różnorodność: sportsmenki, artystki, liderki i introwertyczki – każda droga jest dobra, o ile nie została narzucona z zewnątrz. To rzadko spotykana afirmacja pluralizmu tożsamości dziecięcych.
Kolejne fragmenty Hurley poświęca tematowi budowania autentycznego „ja” i presji sukcesu. Autorka demaskuje kult produktywności, który wdziera się do dzieciństwa. Dzieci porównywane do rówieśników uczą się, że wartość równa się wynikom. Lepszą drogą jest budowanie odporności psychicznej i wewnętrznej integralności.
Rozdziały ósmy i dziewiąty uczą mówienia własnym głosem. Hurley proponuje „ja-komunikaty”, strategie stawiania granic, ćwiczenia z ekspresji emocjonalnej. Trafnie punktuje, że wiele dziewczynek milczy, bo nie czuje się słyszana. Kultura „grzecznych córek” okazuje się systemem opresji: głos staje się niepożądany, jeśli nie wpisuje się w normę uległości.
Książka przełamuje także tabu porażki. Hurley odczarowuje ją jako doświadczenie rozwojowe. Zachęca do prowadzenia „dziennika prób”, doceniania odwagi – nie tylko efektów. To rozdział wymierzony w szkolną kulturę oceniania. To także apel do rodziców: bądźcie przy dzieciach, nie ponad nimi.
We ‘Wrednych dziewczynach” znajdziemy też kilka słów o przywództwie – nie w wersji dominacyjnej, ale empatycznej. Dziewczynki mogą przewodzić nie mimo swojej emocjonalności, lecz dzięki niej. To afirmacja kompetencji społecznych jako formy sprawczości.
Książkę wieńczy rozdział dwunasty – manifest odpowiedzialności społecznej. Hurley przypomina, że rozwój osobisty nie kończy się na samoświadomości – prowadzi ku relacjom, wspólnocie, trosce o innych.
„Wredne dziewczyny” nie są wolne od ograniczeń. Po pierwsze, działa w kodzie amerykańskiej klasy średniej. Model wsparcia oparty na dostępnej, świadomej matce bywa nierealny w rodzinach wykluczonych ekonomicznie, migranckich, niepełnych. Podczas lektury brakowało mi głosów dziewczynek queerowych, neuroatypowych, z mniejszości etnicznych.
Po drugie, konstrukcja książki momentami traci rytm. Środkowe rozdziały są nieco powtórzeniowe. Choć zapewnia to dydaktyczną spójność, dla czytelnika literacko wymagającego może być nużące.
Warto zauważyć, że język siostrzeństwa – choć potrzebny – osuwa się chwilami w coaching. Hasło „Dziewczynki mogą wszystko” wymaga osadzenia w realiach społecznych: barierach strukturalnych, przemocy symbolicznej, klasizmie. Książce brakuje refleksji nad systemowymi nierównościami.
„Wredne dziewczyny i twoja córka” to książka ważna, aktualna i głęboko etyczna. To tekst interweniujący w zasady świata, który uczy dziewczynki grzeczności zamiast odwagi, porównywania zamiast współczucia i rywalizacji zamiast współpracy. Jako pedagożka widzę w niej materiał do zmiany praktyki edukacyjnej. Jako matka – odnajduję przestrzeń do zmiany siebie, a jako krytyczka – doceniam językowy, narracyjny i społeczny potencjał książki, choć nie rezygnuję z pytań o jej kulturowe granice.
—--
Przypominam o zniżce dla moich obserwujących:
-28% na wszystkie książki wydawnictwa PWN w księgarni PWN. Chcesz hasło? Skomentuj na IG/FB: RABATY.
Zniżka działa tylko do końca czerwca!
—---
Post powstał w ramach współpracy recenzenckiej.