Charlotte zawsze marzyła o życiu bez chaosu i komplikacji. Nie planowała dramatów w czasie ostatniego roku w prywatnym liceum. Ale kiedy do jej spokojnego, otoczonego winnicami domu w Sacramento wprowadza się nowy partner jej matki oraz jego syn, cały jej świat staje na głowie. Szczególnie że matka nigdy wcześniej nie wspomniała, że z kimś się spotyka, a decyzję o nowych domownikach ogłasza bez wcześniejszego ostrzeżenia.
Matthew to chłopak, którego obecność trudno zignorować: zbuntowany, arogancki i pełen tajemnic. Zderzenie jego nieposkromionego charakteru z uporządkowanym światem Charlotte wywołuje niemożliwy do ugaszenia pożar.
On – tylko w górach odnajduje upragniony spokój i wolność. Ona – poszukuje w świecie miłości, gdyż jej brak wydaje się przejmować nad nią władzę.
Ich wspólne życie pod jednym dachem staje się polem bitwy o zachowanie własnej tożsamości, zaakceptowanie pasji i miejsce w sercu tego drugiego. Czy nienawiść i niechęć mogą zamienić się w coś zupełnie odwrotnego?
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej szesnastego roku życia.
Ten główny bohater to idealny przykład niewdzięcznego dzieciaka, który potrafi być tylko niezadowolony i pseudointelektualny. Początek historii był ciekawy, ale dalej słabo wyszło.
czuję się psychicznie wymęczona przez tę książkę. co to było?!CO TO BYŁO?! mam wrażenie, że moje wpisy w pamiętniku violetty w w wieku 6 lat były przyjemniejsze do czytania niż to. ja nie wierzę, że nad korektą pracowały 3 osoby+jedna nad redakcją, a ten tekst nadal ma tak ogromne wybrakowanie logiczne. czemu w tej książce wszyscy mają VIBE, mają AURĘ, mają MINDSET. zdecydowanie występowało za dużo wtrąceń z angielskiego, co według mnie nie ma sensu, bo skoro akcja dzieje się w ameryce to bohaterowie normalnie posługują się tym językiem(najbardziej rozwaliło mnie „who cares?”) strasznie odtrącała mnie duża ilość przekleństw i ich niepotrzebne wplatanie. bo gdy postać opisuje piękne pola i łąki, mówi o PIEPRZONYCH WIDOKACH. gdy matthew patrzy na wygląd charlotte i skupia się na jej nogach, opisuje je jako PIEPRZONE. coś zawsze musi być jebane albo pierodolone. mam dość, serdecznie dość.
matthew to typowy bananowy dzieciak z wywalonym w przestrzeń ego, który bawi się w psychologa, doradcę zawodowego i filozofa naraz. faszeruje główną bohaterkę wielkimi złotymi myślami, przez co ona postrzega go jako platona czy sokratesa, podczas gdy on pozostaje pseudointelektualistą z wywodami na poziomie smutnych cytatów z tumblera. chłopak na przestrzeni książki przybiera wiele więcej różnych twarzy-na początku przedstawiony jest prawie jako jacob ze zmierzchu(w oczach głównej bohaterki jest dziki, pachnie lasem iglastym oraz ma aurę drwala-pasuje idealnie), a w niektórych momentach bawi się w wokulskiego, rozdając pieniądze na prawo i lewo, tym samym kreując siebie na wybawcę narodów.
skoro on w książce pełni rolę boga, do charlotte przypisałabym rolę męczennika. dziewczyna nie ma absolutnie żadnych cech charakteru, oprócz tego, że desperacko oszukuje miłości i nazywa się milijon bo za miliony kocha i cierpi katusze. raz na kilka rozdziałów czytelnikowi serwowana jest mała improwizacja, w której bohaterka musi wylać swoje żale, te same które wylała kilka rozdziałów wcześniej. nic twórczego, wkoło te same flaki z olejem. prawdopodobnie jako czytelnik powinnam jej współczuć, ale stwierdziłam, że skoro książka ciągle podkreśla jak istotne jest myślenie o własnych potrzebach i niedostosowywanie się do innych, to najbardziej współczuję w tym wszystkim sobie, że musiałam to czytać🙂
sama relacja bohaterów mnie bardzo odtrącała, gdyż mama charlotte i ojciec matta są parą. znajomi naszych głównych postaci notorycznie nazywają ich bratem i siostra, choć ich relacja to zupełnie co innego-strasznie niesmaczne.
co jak co, ale zwracam trochę honor-żeby napisać 500 stron o niczym to trzeba mieć talent. ta książka mogłaby się zamknąć w 300 stronach i wyszłoby to na lepsze.
oczekiwałam przyjemnej książki z małomiasteczkowym i podróżniczym klimatem, a dostałam coś, co sprawiło, że jeszcze bardziej zwątpiłam w literaturę.
Nie miałam żadnych oczekiwań wobec „Opposite Magnets” – podeszłam do tej książki z zupełnie neutralnym nastawieniem. Ku mojemu zaskoczeniu, bardzo szybko wciągnęłam się w tę historię i naprawdę dobrze się przy niej bawiłam. Przynajmniej… przez większą część.
Książka opowiada o historii Charlotte, która nagle zostaje poinformowana przez swoją mamę, że z dnia na dzień do ich domu wprowadzi się jej nowy partner wraz ze swoim nieokrzesanym synem - Matthew. Charlotte i Matt są swoimi zupełnymi przeciwieństwami, a ich relacja z początku nie jest jakaś wybitnie wspaniała. Z czasem jednak okazuje się, że ta dwójka dobrze ze sobą współgra, a dziewczyna przy chłopaku zaczyna wychodzić ze swojej strefy komfortu. Charlotte z całego serca pragnie prawdziwej i szczerej miłości. Matthew natomiast pragnie być sobą i spełniać marzenia, a nie podporządkowywać się wymaganiom ojca.
Plusem tej książki zdecydowanie są krótkie rozdziały. Dzięki temu tę książkę czytało mi się naprawdę szybko i przyjemnie. Generalnie nie było sytuacji, kiedy nie miałam ochoty czytać dalej historii.
Ostatni raz z twórczością Gabrysi Rygiel miałam styczność dwa lata temu przy książce "I want your life". Po drodze autorka wydała książkę "The stereotype of a hockey player", której nie czytałam, aczkolwiek uważam, że autorka na przestrzeni pierwszej i trzeciej książki zrobiła progres w swym warsztacie pisarskim. Z pewnością też "opposite magnets" zapamiętam na dłużej niż IWYL.
Ta książka ma absurdalnie dużo zdań lub wypowiedzi, z którymi się zgadzam lub utożsamiam. Czułam się tak, jakby autorka wyjęła myśli z mojej głowy i przelała do siebie na papier. Ogólnie uważam, że z tej książki można wynieść bardzo dużo mądrych i mających sens cytatów, jak na przykład to, że "porażki są naturalną częścią życia, dlatego lepiej spróbować i się przekonać, niż nie spróbować" (z czym w 100% się zgadzam).
Postać Matthew jest postacią, która albo zdobędzie sympatię czytelnika, albo sprawi, że nie będziemy patrzeć na niego przychylnie. U mnie szala przeważa się ku temu pierwszemu. Chociaż były momenty, w których miałam takie "Ej, ale co ty robisz?😭", to na ogół go bardzo polubiłam. Podoba mi się jego zaciętość i chęć postawienia na swoim. To że chłopak chce sam kierować swoją przyszłością. Matthew jest inteligenty, ma zdanie na każdy temat, jest typem człowieka, który chce pchać wszystkich do działania i walki o swoje marzenia. W wielu momentach mi imponował. Matt jest człowiekiem gór, to tam czuje się sobą, tam czuje się wyzwolony (i tak jak osobiście nie przepadam za chodzeniem po szlakach, tak z takim Matthew z chęcią bym się w góry wybrała).
Po kilkudziesięciu stronach byłam naprawdę zachwycona tą historią. Dobrze się bawiłam, często się śmiałam i momentami miałam ochotę piszczeć przy niektórych scenach. Co prawda widziałam pewne drobnostki, które osobiście bym zmieniła, a o których jeszcze tu wspomnę, ale na ogół było dobrze. Dopiero przy jakoś 350 stronie ten entuzjazm opadł i nie do końca jestem w stanie wytłumaczyć, czym zostało to spowodowane.
Znacie to uczucie niedosytu, kiedy książka kończy się cliffhangerem, czyli nagłym zakończeniem akcji? Cóż, tu takie cliffhangery występowały, ale na końcu rozdziałów… Było kilka takich sytuacji, kiedy rozdziały kończyły się nagle i pozostawiały czytelnika bez odpowiedzi, nad czym lekko ubolewam. Przykładem jednego takiej sytuacji jest chociażby rozdział, w którym po sprzeczce Matt zaczął tłumaczyć bohaterce zasady tenisa, co niestety czytelnikowi zostało odebrane. Było coś na zasadzie "potem Matthew wytłumaczył mi zasady…" (oczywiście nie słowo w słowo) i rozdział się skończył, a szkoda, bo uważam, że książka jest tym bardziej fajna, jeśli przy okazji możemy się z niej czegoś nowego dowiedzieć, a z chęcią poznałabym znaczenie terminu "dzika karta" w tenisie.
Nie jestem też fanką wtrąceń angielskich wyrazów typu „Who cares?” – skoro bohaterowie i tak de facto mówią po angielsku, to w polskim przekładzie takie sformułowania można spokojnie oddać po polsku. Użyte raz czy dwa nie przeszkadzają, ale tutaj pojawiały się dość często.
Na koniec interpunkcja. Od zawsze też jestem zdania, że interpunkcja i to, jak jest ona używana w książce, ma ogromne znaczenie. W moim odczuciu niektóre wypowiedzi zawierały zbyt dużo wykrzykników, przez co bohaterowie miejscami sprawiali wrażenie nieco rozhisteryzowanych. Drobny detal, ale wpływa na odbiór dialogów. Zauważyłam też, że czasami przemyślenia bohaterów zaczynały się od myślnika i nowej linijki, jakby były kolejną wypowiedzią któregoś z bohaterów (co raczej wynika w niedopatrzenia przy redagowaniu tekstu).
Mimo wszystko z chęcią i radością sięgnę po kontynuację, bo przy książce bawiłam się super.
Nie planowałam czytać tej książki, ale końcowo się skusiłam. I mimo, że nie wszystko mi się podobało to nie żałuję. Bo niektóre rzeczy naprawdę mną poruszyły.
Początek był naprawdę obiecujący, jednak od połowy zaczęła mnie ta historia nudzić. Mam problem z stylem pisania autorki co może też mieć wpływ na mój odbiór końcowy książki.
Mam też mały problem z głównymi bohaterami bo niby ich polubiłam, a jednak nie do końca. Czasem ich zachowanie po prostu mnie denerwowało i irytowało.
Zakończenie sprawiło, że mimo wszystko jestem ciekawa jak to wszystko się skończy więc może się skusze by przeczytać w przyszłości dalszą część...
wiem, że książki gabi są dosyć specyficzne i nie wszystkim mogą się spodobać, ale ja bawiłam się świetnie. jestem totalnie za tym całym filozofowaniem, złotymi radami i motywacjami. matthew mnie czasem irytował, bo mimo tylu rzeczy, które gadał i myślał to miał dosyć ograniczony punkt widzenia, wszystko skupiało się do tego co on chciał i że inni mają inne plany na życie, w stosunku do charlotte też zachowywał się bardzo egoistycznie. ogólnie naprawdę fajniem, myślałam, że wątek z górami i ogólnie z naturą i podróżowaniem będzie bardziej rozwinięty, ale i tak bawiłam się fajnie. opisy mogłyby być trochę krótsze, bo w którymś momencie zaczęło być monotonnie i miałam wrażenie, że bohaterowie się powtarzają
4/5 ⭐️ To naprawdę nie było aż tak zle, co prawda te wzmianki o tesli były dziwne i w ogóle pryzmat ze on był zdziwiony że ktoś mógł tym nie jeździć XDD ale i tak momentami było to śmieszne no i jestem ciekawa co się będzie działo w następnej części
Dawno nie czytałam tak złej książki, a naprawdę podchodziłam do niej z zerowymi oczekiwaniami… Po za ładną okładką nie ma tak naprawdę nic do zaoferowania. Główna bohaterka była bardzo irytująca i użalała się nad sobą tak często, że aż zaczęłam to zaznaczać, z kolei główny bohater miał potencjał ale kompletnie nie wykorzystany. Raczej nie daję książkom jednej gwiazdki bo wiem, że napisanie wymaga dużo czasu i poświęcenia, ale błędy w odmianie imienia głównego bohatera mnie pokonały i momentami były aż chamskie. Imię Matthrew nie zostało odmienione poprawnie ani razu nie ważne o jaką sytuację chodziło, choć z imionami innych nie było problemu. Dosłownie wyglądało to tak: Kto co? Matthrew Kogo czego? Matthrew Komu czemu? Matthrew Kogo co? Matthrew Z kim z czym? Matthrew O kim o czym? Matthrew O! Matthrew Przypomnę prawidłową formę, być może okaże się pomocna: Kto? Matthrew Kogo? Matthrewa Komu? Matthrewowi Kogo? Matthrewa Z kim? Z Matthrewem O kim? O Matthrewie O! Matthrew
Momentami aż kusiło mnie by dopisać te odpowiednie końcówki, które naprawdę nie były niczym skomplikowanym w odmianie. Ja naprawdę życzę autorce wszystkiego co najlepsze i mam nadzieję, że jej kolejne książki będą cudowne, ale ta mnie absolutnie nie kupiła.
przepraszam, ale to było takie słabe😭 bardzo chciałabym polubić się z tą książką, ale po prostu nie jestem w stanie. to było moje pierwsze spotkanie z piórem autorki i o ile ono mi się o dziwo w miarę spodobało, to cała ta historia? kompletnie nie. wszyscy mnie tutaj irytowali, zarówno Charlotte, jak i Matthew oraz ich rodzice XD przyjaciele Charlotte również. cała ta filozoficzna gadka Matthew do mnie nie trafiła i nie umiem go zrozumieć, zresztą jak wszyscy bohaterowie książki. serio liczyłam na spoko książkę, choć miałam obawy po ocenach poprzedniej książki autorki, ale no… ogólnie na + tutaj zdecydowanie jest zainteresowanie Matta, bo on wspinał się po górach, a nigdy wcześniej się w ksiazkach z tym nie spotkalam.
wkurzalo mnie to dziwne zdrabnianie imienia glownej bohaterki - mama mowila na nią Charlottko, rozumiecie? nie lottie, Char, albo nwm jak sie zdrabnia to imię, tylko tak. źle się to czytało i wtedy mnie skręcało ;((
Przykro mi, że tak oceniam, ale strasznie to wymęczyłam i nie umiem inaczej😔 telenowela na końcu mnie jeszcze dobiła 1.75/5
Znacie to uczucie, gdy z pozoru zwyczajna historia staje się dla was wszystkim? To właśnie spotkało mnie z opposite magnets, z tą różnicą, że ta historia w żadnym stopniu nie jest zwyczajna. Charlotte i Matthew stali się dla mnie największą opoką, dali mi zrozumienie, odpowiedź na najbardziej nurtujące pytania i otoczyli miłością. Jestem niesamowicie wdzięczna tobie, Gabi, że mogę być częścią ich historii, dziękuję dziękuję dziękuję 🫶🏻
Pióro Gabi jest jednym z najlepszych z jakimi się spotkałam. Uwielbiam to z jaką lekkością i delikatnością pisze, przeplatając zarazem filozoficzne przemyślenia i nakłaniając czytelnika do refleksji. Dzięki właśnie tej filozofii, którą jej historie wręcz ociekają, możemy tak dobrze zrozumieć umysły bohaterów.
Charlotte, to mój mały promyczek nadziei, jest dla mnie niczym lustro, w którym widzę odbicie samej siebie. Jej rozterki związane z miłością to coś, co sama przeżyłam, więc doskonale rozumiałam nią, a zarazem poczułam się zrozumiana przez nią. Charlotte to bohaterka zagubiona w ogromnym świecie, szukająca szczerej miłości, poprzez poczucie gorszości z powodu jej braku. Wielokrotnie miałam ochotę przytulić moje małe słoneczko i dać jej nadzieję na tą szczerą prawdziwą miłość.
Matthew natomiast to strasznie wielowymiarowy bohater. Mogłabym rozmawiać o nim godzinami. Jego miłość do gór i podróży, to dla mnie obraz prawdziwej i najsilniejszej miłości. Uwielbiam to, jaki pełen energii do działania był, jak starał się pokazać piękno świata zagubionej Charlotte.
Ich połączenie, z początku będące ogniem i wodą, z czasem przeobraziło się w prawdziwy Yin-Yang. Kocham to, jak idealnie się dopełniają, wzajemnie pokazując sobie aspekty życia, w których to drugie było zagubione. Uwielbiam Matthew za to, że pokazał mojej małej Charlottce świat i jego możliwości, że otworzył ją na nowe horyzonty. Natomiast Charlotte uwielbiam za to, jaką miłością otoczyła Matty’ego, dając mu to, czego w jego filozoficznym sercu brakowało. Przeżywanie ich wzajemnych wzlotów i upadków to coś niesamowitego.
Klimat tej książki to coś niesamowitego, każde z przeżyć czy przygód bohaterów, ma w moim sercu osobne, specjalne miejsce. W magnesikach dzieje się naprawdę dużo, jednocześnie jednak bez poczucia przepełnienia, jest to idealnie wyważone, tak, żeby czytelnik nigdy nie mógł się nudzić. Plan „zemsty?” Matthew, poszukiwanie miłości Charlotte, góry, podróże, rozterki, to wszystko to, co znamy z własnego życia, ale jednak możemy poznać na nowo razem z nimi.
Polecam tą książkę każdemu, z ręką na sercu obiecuje, że znajdziecie w niej coś dla siebie, wyciągniecie z niej własne wnioski. Uwierzcie, wnosi do życia ogrom dobrego i nieprędko wychodzi z głowy.
A tymczasem jeszcze raz dziękuję Gabi za możliwość towarzyszenia ci w tej przygodzie i…
„Roots.Opposite Magnets” Gabriela Rygiel. Kolejna genialna książka autorki rozpoczynająca serię. Historia Charlotte i Matthew.
Zacznę od tego, że przepadłam dla tej historii, była to opowieść pełna pasji, pokazująca różne poglądy na świat i życie. Bardzo dużo wyniosłam z tej książki, odkryłam w niej różne perspektywy oraz możliwości.
Zarówno Charlotte jak i Matthew, byli ciekawymi postaciami. Byli zupełnie różni, ale te przeciwieństwa w jakiś sposób się łączyły w całość. Jako czytelnik czułam zachodzące zmiany w bohaterach.
Relacja Char i Matta, nie była łatwa i piękna, ale autentyczna. Czuć było, że są tam emocje i uczucia. Jednakże było też widać zagubienie, strach oraz wątpliwości. Charlotte była romantyczką, która uważała, że dla miłości można pójść na wiele kompromisów, za to Matthew nie wierzył w te kompromisy. Zakończenie bardzo mnie zabolało, mam wrażenie, że zabrakło komunikacji między nimi, problem ten był spowodowany także strachem przed otwarciem przez Matta. Obaj czegoś od siebie nawzajem oczekiwali, ale nie chcieli też rezygnować z własnych planów. Ja im wiernie kibicuje bo wierzę w ich miłość.
Charlotte, była to postać, która odkrywała własne „ja”. Pojawienie się Matta w jej życiu otworzyło jej oczy na wiele spraw. Od zawsze próbowała się dopasować, ale chłopak zmotywował dziewczynę, aby próbować nowych rzeczy i Char właśnie to zrobiła, przełamując swoje granice.
Matthew, o matko co to za chłopak. Buntownik z bardzo ciekawą wizją świata. Chłopak zdecydowanie podbił moje serce, wiele wyniosłam z jego filozoficznego gadania i choć go uwielbiam i z większością mogłabym się zgodzić z jego myśleniem no to jest taka część, z którą totalnie się nie zgodzę. Miałam wrażenie, że doradzał innym a nie stosował się do tego sam, był uparty i zagubiony, myślę, że on sam już na końcu nie wiedział czego chce od życia, więc wybrał drogę, którą sobie wyznaczył przed poznaniem Charlotte a ta dziewczyna zmieniła jego dotychczasowe życie, nowe doświadczenia i pojawiające się uczucie były jego zgubą.
Na koniec dodam, że Gabriela stworzyła coś niesamowitego po raz kolejny, ponieważ nie było to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki. Styl pisania bardzo przyjemny z humorem, ale z dużą dawką filozofii. Ja z całego serca polecam i czekam z niecierpliwością na drugi tom! 💚
ℚ: Byliście kiedyś w górach ♫︎ᴛʜɪs ɪs ᴡʜᴀᴛ ʏᴏᴜ ᴄᴀᴍᴇ ғᴏʀ ~ ᴄᴀʟᴠɪɴ ʜᴀʀʀɪs & ʀɪʜᴀɴɴᴀ ♫︎ 💚Pragnęłam tych krótkich momentów pomiędzy mną a kimś, kogo mogłabym nazwać "moim". Chwil, których nikt inny nie rozumie. Chciałam być wyjątkowa w czyichś oczach na tyle, by nie wyobrażał sobie życia beze mnie i nigdy nie wymienił na kogoś innego.💚 ✰✰✰✰✰/✰✰✰✰✰
⤳ Sacramento ⤳ One House Forced Proximity ⤳ Grumpy & Sunshine ⤳ Tenis ⤳ Situationship ⤳ Family Trouble ⤳ Right Person, Wrong Time ⤳ Small Town ⤳ Soulmates ❗16+❗
Dla wszystkich, którzy czują się mali na ten świat, a za wielcy na swojej otoczenie. Nie dajcie sobie wmówić, że wasze marzenia są nieważne, to one sprawiają, że jesteście dokładnie tym, kim macie być. «𝐷𝑒𝑑𝑦𝑘𝑎𝑐𝑗𝑎»
|ᴋɪʟᴋᴀ ꜱᴌᴏ́ᴡ ᴏ ᴀᴜᴛᴏʀᴄᴇ| • Zawsze lubiła przedmioty ścisłe, ale dużo bardziej ciekawi ją zagłębianie relacji międzyludzkich. Kiedy nie piszę, wolny czas spędza, wspinając się na różnego rodzaju punkty widokowe i robiąc zdjęcia otaczającego ją świata.
𝓕𝓪𝓫𝓾ł𝓪: ༄ Charlotte dowiaduję się, że ona i jej mama nie będą mieszkały same ~ tylko z nowym chłopakiem mamy i jego synem. ༄ Zbuntowany, arogancki, pełen tajemnic i sprzeczności Matthew, który uwielbia wspinaczki górskie i nienawidzi Tenisa ~ Próbuje odnaleźć siebie, uciekając od świata rzeczywistego.
𝓑𝓸𝓱𝓪𝓽𝓮𝓻𝓸𝔀𝓲𝓮 𝓟𝓲𝓮𝓻𝔀𝓼𝔃𝓸𝓹𝓵𝓪𝓷𝓸𝔀𝓲: ༄ Charlotte Rosewood ~ introwertyczna, ceniąca spokój (do czasu) cheerleaderka. ༄ Matthew Vanderbilt ~ chaotyczny miłośnik gór, który nienawidzi Tenisa.
𝓜𝓸𝓳𝓪 𝓸𝓹𝓲𝓷𝓲𝓪: ༄ Nie zabrakło mi tutaj niczego ~ bohaterowie są cudownie wykreowani, natomiast fabuła jest przyjemna. ༄ Uwielbiam tę książkę za krótkie rozdziały, za perspektywę Charlotte i Matthew. ༄ Styl Pisania Gabi jest lekki i przyjemny, więc przez książkę się płynie. ༄ Czy polecam? Zdecydowanie tak.
„Opposite Magnets”, to historia dla której przepadłam. Stała się ona moją bezpieczną przystanią i już teraz wiem, zaraz po przeczytaniu, że będę do niej wracać bardzo często.
Zaczynając Magnesy, już wiedziałam, że ich historia mi się spodoba. Chociaż w sumie „spodobać” to mało powiedziane.
Zacznijmy od głównych bohaterów czyli: Charlotte i Mattew. Charlotte to postać, z którą utożsamiam się tak bardzo, że stała się jedną z moich ulubionych damskich bohaterek. Natomiast Mattew, to bohater, którego również pokochałam. Bardzo spodobało mi się wykreowanie obu tych postaci. Jak często w książkach bywa, bohaterowie są irytujący, natomiast tu są oni tak naturalni i rzeczywiści że nie da się ich nie lubić.
Styl pisania Gabi jest PRZEŚWIETNY!! Mimo że OM to cegiełka, ja przepłynęłam przez nią w 3 dni. Każdy wprowadzony tu wątek jest opisany genialnie. Autorka bardzo dobrze przedstawiła motyw poszukiwania samego siebie, przyjaźni, miłości czy marzeń. Nawet nie wiecie, jak bardzo w ostatnim czasie mi takiej powieści brakowało.
Jeśli chodzi o relacje między Char a Mattew, również bardzo zapadła w mojej pamięci. Zdecydowanie jest ona nietuzinkowa, ale przede wszystkim wyjątkowa.
Sama książka ma wspaniały klimat i szczerze nie umiem w stanie stwierdzić co na to wpływa. Po prostu czytając, czułam się jakbym razem z bohaterami przeżywała wszystkie wydarzenia.
Natomiast zakończenie… w życiu bym się takiego nie spodziewała. Bardzo mnie ono poruszyło i dało mi do myślenia, że nie można myśleć cały czas o innych bez względu na wszystko, ale także o sobie.
Podsumowując, pierwszy tom dylogii „Opposite Magnets” ma kawałek mojego serca. Jest to pełna emocji historia, którą przekazuje ważne wartości. Ja ogromnie czekam na finałowy tom i nie mogę się doczekać kontynuacji losów dziewczyny, która poszukuje siebie i miłości oraz chłopaka, który goni za marzeniami.. ale nie zawsze swoimi.
Nie jestem w stanie opisać mojej miłości do tej książki, stała się ona moją bezpieczną przystanią, domem do którego będę wracać z uśmiechem na twarzy, jest to ważna dla mnie książka, bardzo mocno utożsamiam się z główną bohaterką i dzięki tej historii zrozumiałam wiele rzeczy.
Styl pisania autorki jest przepiękny, bardzo przyjemnie mi się czytało tą książkę, w ogóle się nie mogłam oderwać od czytania, krótkość rozdziałów sprawiła, że jeszcze przyjemniej mi się to czytało. Gabi wszystko świetnie napisała, klimat jaki ma ta książka, jest tak cudowny, jestem w nim zakochana!
Relacja między bohaterami na początku jest napięta, żywią do siebie niechęć. Mieszkanie razem pod jednym dachem sprawia, że pomału zaczynają się do siebie przyzwyczajać i z dnia na dzień ich relacja staje się coraz głębsza. Super jest to, że ta relacja jest naturalna, wszystko rozwija się w piękny sposób.
Charlotte jest jedną z najlepszych bohaterek, jakie poznałam. Tak jak wspominałam, bardzo ale to bardzo się z nią utożsamiam. Czasami czytając miałam wrażenie, że to jest opis mnie samej. Niesamowite jest to jak Gabi opisała te wszystkie uczucia, zmagania bohaterów. Matthew również bardzo mi się spodobał, świetny z niego bohater, który nie ma łatwo ponieważ od zawsze było mu wmawiane kim ma być i co ma robić. Jedyne miejsce gdzie czuje się wolny i szczęśliwy to góry.
Zaczynając tą historię, nie wiedziałam, że tak mocno ją pokocham. Naprawdę moja miłość do niej jest przeogromna. Musicie mi uwierzyć na słowo, że ta historia jest wspaniała i warto ją przeczytać. Polecam z całego serduszka!! ❤️😭
Na koniec chciałabym podziękować Gabi za stworzenie, tak ślicznej historii! Dzięki tobie mogłam poznać cudownych bohaterów i odnaleźć w tym cząstkę siebie. Czekam z niecierpliwością na finałowy tom dylogii!
𝑷𝑶𝑺𝑻 𝑹𝑬𝑪𝑬𝑵𝒁𝑬𝑵𝑪𝑲𝑰 [Współpraca reklamowa z @wydawnictwoniezwykle @gabigabworld_autorka ]
OPPOSITE MAGNETS. ROOTS. – Gabriela Rygiel
Styl pisania Gabrysi jest naprawdę świetny – łagodny, delikatny (choć to zależy od punktu widzenia, bo z perspektywy Matthewa… cóż, bywało różnie). Momentami miałam wrażenie, że niektóre sceny były nieco przeciągnięte, ale to były tylko krótkie chwile. Za to opisy gór i miejsc, w których przebywali bohaterowie – absolutnie mnie urzekły. Czułam się tak, jakbym tam była razem z nimi.
Na początku nie rozumiałam głównych bohaterów. Ale z czasem, po kilku rozdziałach, zrozumiałam ich aż za dobrze.
Charlotte wydawała mi się początkowo nudna. A potem... zaczęła się rozwijać. Przeżyłam szok – pozytywny. Matthew to totalny buntownik, ale chyba właśnie to w nim polubiłam – że nie pozwala swojemu ojcu zniszczyć swoich ambicji.
Chcę coś przekazać tej dwójce.
Do Charlotte: Po pierwsze – przestań przepraszać, serio. Naprawdę nic złego nie zrobiłaś. Po drugie – wiem, jak to jest nigdzie nie pasować. Wiem, jak to jest być piątym kołem u wozu. Wiem też, jak bardzo można pragnąć miłości i jej nie otrzymać. Ale wiesz co? To wszystko to droga – jak sama Gabrysia napisała – i to ona nas kształtuje.
Do Matthewa: Proszę, przestań używać przekleństw jak przecinka – czułam się, jakby mówił mój brat. Ale nie pozwól też sobie wmówić, że jesteś nikim. Nie pozwól nikomu kontrolować Cię w taki sposób, w jaki próbował to robić Twój ojciec. I jeszcze jedno – przestań czasem zachowywać się jak dupek, bo bywało różnie.
Co do zakończenia… trochę się go spodziewałam, miałam przeczucie. A mimo to, jak czytałam te ostatnie strony – przeżyłam delikatny szok.
Podsumowując: książka była fajna i zdecydowanie sięgnę po drugą część, jeśli się pojawi. Ale też szczerze – nie było to nic nadzwyczajnego.
•Jak wiecie lub nie, z poprzednią książką autorki się 𝐧𝐢𝐞 𝐩𝐨𝐥𝐮𝐛𝐢ł𝐚𝐦. Definitywnie nie, dostała ona ode mnie DNF-a. 𝐃𝐥𝐚𝐭𝐞𝐠𝐨 𝐩𝐨𝐝𝐜𝐡𝐨𝐝𝐳𝐚̨𝐜 𝐝𝐨 𝐭𝐞𝐣 𝐩𝐨𝐳𝐲𝐜𝐣𝐢 𝐧𝐢𝐞 𝐦𝐢𝐚ł𝐚𝐦 𝐳̇𝐚𝐝𝐧𝐲𝐜𝐡 𝐨𝐜𝐳𝐞𝐤𝐢𝐰𝐚𝐧́.
•Pióro autorki w tej książce 𝐧𝐢𝐞 𝐬𝐩𝐫𝐚𝐰𝐢𝐚ł𝐨 𝐦𝐢 𝐳̇𝐚𝐝𝐧𝐲𝐜𝐡 𝐩𝐫𝐨𝐛𝐥𝐞𝐦𝐨́𝐰, było bardzo przyjemne jednak czasami miałam wrażenie że są używane zbyt skomplikowane słowa. Jestem fanką prostego pióra więc troszkę mi to przeszkadzało.
•𝐂𝐚ł𝐚 𝐟𝐚𝐛𝐮ł𝐚 𝐰𝐜𝐢𝐚̨𝐠𝐧𝐞̨ł𝐚 𝐦𝐧𝐢𝐞 𝐣𝐮𝐳̇ 𝐭𝐚𝐤 𝐧𝐚 𝐩𝐫𝐚𝐰𝐝𝐞̨ 𝐨𝐝 𝐩𝐨𝐜𝐳𝐚̨𝐭𝐤𝐮. Byłam ciekawa co książka mi przyniesie i wszystko zapowiadało się bardzo fajnie. Takie też było.
•Bardzo podobały mi się 𝐤𝐫𝐨́𝐭𝐤𝐢𝐞 𝐫𝐨𝐳𝐝𝐳𝐢𝐚ł𝐲. Jestem ich fanką więc to jest zdecydowanie na plus. Tak samo jak uwielbiam dual povs!
•𝐌𝐚𝐦 𝐣𝐞𝐝𝐧𝐚𝐤 𝐦𝐚ł𝐲 𝐩𝐫𝐨𝐛𝐥𝐞𝐦 𝐳 𝐛𝐨𝐡𝐚𝐭𝐞𝐫𝐚𝐦𝐢. O ile na początku wszystko było super i na prawdę się polubiliśmy tak końcówka już taka nie była.
•Bardzo 𝐧𝐢𝐞 𝐩𝐨𝐝𝐨𝐛𝐚ł𝐨 mi się zachowanie 𝐌𝐚𝐭𝐭𝐚. 𝐂𝐡ł𝐨𝐩𝐚𝐤 𝐜𝐡𝐲𝐛𝐚 𝐧𝐢𝐞 𝐝𝐨 𝐤𝐨𝐧́𝐜𝐚 𝐰𝐢𝐞𝐝𝐳𝐢𝐚ł 𝐜𝐳𝐞𝐠𝐨 𝐜𝐡𝐜𝐞 𝐨𝐝 𝐳̇𝐲𝐜𝐢𝐚 𝐢 𝐬𝐰𝐨𝐣𝐚̨ 𝐟𝐫𝐮𝐬𝐭𝐫𝐚𝐜𝐣𝐞̨ 𝐰𝐲ł𝐚𝐝𝐨𝐰𝐲𝐰𝐚ł 𝐧𝐚 𝐂𝐡𝐚𝐫𝐥𝐨𝐭𝐭𝐞, 𝐜𝐨 𝐧𝐚 𝐩𝐫𝐚𝐰𝐝𝐞̨ 𝐦𝐢 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐧𝐢𝐞 𝐬𝐩𝐨𝐝𝐨𝐛𝐚ł𝐨.
•Natomiast jeśli chodzi o 𝐂𝐡𝐚𝐫𝐥𝐨𝐭𝐭𝐞 to dziewczyna moim zdaniem była „ślepo zakochana” w chłopaku. Gdyby ktoś zachowywał się w stosunku do mnie tak jak mat do dziewczyny, byłabym wnerwiona i na pewno nie lgnęłabym do niego.
•Sama fabuła o jak wszystko się rozgrywało było 𝐧𝐚𝐩𝐫𝐚𝐰𝐝𝐞̨ 𝐬́𝐰𝐢𝐞𝐭𝐧𝐞 i bardzo mi się podobało. Jednak przez zachowanie bohaterów książka nie odstanie ode mnie pięciu gwiazdek.
dałam 4 gwiazdki tylko ze względów sentymentalnych. kocham książki gaby!!!! cieszę się że się rozwija zmienia aleeee mam sentyment do wersji wattpadowej i zawsze będą mieć. szczerze bardzo nie podoba mi się ta wersja jestem fanką starej wersji. no nie wiem.
może nie jestem subiektywna ale zawsze utożsamiałam się z postacią charlotte a w tej wersji jest to mniejsze. to nie było to
szczerze oddałabym całą swoją biblioteczkę książek żeby móc przeczytać jeszcze raz wersje wattpadowa, wszystkie części. nienawidzę tego że nie mogę do niej woricx bo jest niedostępna i zmieniona.
uważam też że motyw tego że znali się od małego i że ona wylała wosk na luka przez co miał znamię słońca i mówił do niej słońce!!!! TOOOP
Charlotte mieszka sama z matką i prowadzi spokojne życie. Chodzi do prywatnego liceum i unika dramatów… aż do momentu, gdy w jej domu pojawia się nowy partner mamy oraz jego tajemniczy syn. Wspólne życie pod jednym dachem szybko zamienia się w pole bitwy. Czy nienawiść może przerodzić się w coś zupełnie odwrotnego?
Naprawdę przykro mi to pisać, ale była to jedna z gorszych książek, które przeczytałam w tym roku. Podchodziłam do niej kilka razy, chcąc dać jej szansę, ale niestety to nie pomogło. Strasznie męczyłam się podczas czytania i wręcz musiałam się do tego zmuszać. Tym dalej byłam, tym bardziej nie wiedziałam, do czego zmierza fabuła.
Bardzo irytowali mnie też główni bohaterowie. Matthew podejmował często dziwne decyzje, których kompletnie nie rozumiałam. Pod koniec książki w ogóle nie wiedziałam, czego on tak naprawdę chce od życia. Miałam wrażenie, że wszystko mu nie pasuje i poza wspinaniem się, nic go nie obchodzi. Charlotte była trochę nijaka. Oczywiście z czasem stała się bardziej pewna siebie, ale na początku cały czas się żaliła i mówiła w kółko o tym samym. Ich relacja była chaotyczna i dalej nie do końca wiem, kiedy pojawiła się miłość.
Denerwowały mnie też angielskie wstawki, takie jak „Who cares?”. Bohaterowie mówią po angielsku, więc nie rozumiem, w jakim celu zostały użyte, skoro mogły być przetłumaczone. Zwróciłam też uwagę na brak odmiany imienia Matthew np. „Jak dobrze, że ojciec Matthew przywiózł nas tu…” brzmiało dla mnie nienaturalnie.
Nie podobało mi się też nagłe ucinanie akcji. Bohaterowie mieli coś zrobić i nagle był koniec rozdziału, a w następnym była zmiana tematu.
Jedynym plusem tej książki było nietypowe hobby głównego bohatera, czyli góry i wspinaczka. Było to coś nowego i ciekawego. Ubolewam tylko, że gra w tenisa nie została opisana w podobny sposób.
Gdybym miał wskazać jedną książkę, do której mógłbym wracać wielokrotnie, bez wahania byłoby to ,,Opposite Magnets’’. Miałem okazję przeczytać ją jeszcze przed oficjalnym wydaniem i wtedy kompletnie przepadłem. Teraz, po ponownej lekturze, mogę tylko powiedzieć jedno – moja miłość do tej historii jeszcze bardziej wzrosła.
Każda strona w tej książce jest wciągająca. Nie potrafię opisać słowami, jak dobrze bawiłam się, czytając tę książkę. Już po zapoznaniu się na watt i z pdf byłam zakochana i wiedziałam, że ta historia będzie dla mnie jedną z ważniejszych.
Każdy detal w tej książce jest idealnie opisany. Każda scena ma uczucia i idealny wyraz.
Główni bohaterowie są świetni. Targają nimi własne emocje i każdy z nich się wyróżnia w wyjątkowy sposób. Autorka świetnie ich opisała.
Cała fabuła również jest wyjątkowa. Wyróżnia się na tle innych, ale to zobaczycie od razu. Wiele śmiechu we mnie siedziało, kiedy czytałam rozdziały. Były momenty smutne, ale i wesołe.
Książka zawiera wiele znaczników, a w tym miłość. Są również problemy, z którymi bohaterowie się zmagają. Nie wszystko jest idealne, ale są również dobre momenty. Ta książka jest świetna, ale ma w sobie również coś wyjątkowego.
Są tu jacyś marzyciele? Jeżeli tak to ta książka jest dla was!
Styl pisania autorki jest świetny i bardzo szybko czyta się historię Charlotte i Matthewa.
2.5⭐ gdyby w tej relacji było więcej napięcia i sekretu byłoby naprawdę fajnie +główny bohater jest mega rozpieszczony i nie potrafię uwierzyć w jego problemy