만약 어떤 소원이든 이룰 수 있는 섬이 있다면? 각기 다른 불행을 지닌 네 사람이 소원을 들어준다는 신화 속 ‘행복의 섬’을 찾아 떠나는 감동적인 판타지 모험 성장 소설!『소원을 이루어주는 섬』은『비가 오면 열리는 상점』으로 10만 독자의 선택을 받은 유영광 작가의 숨겨진 첫 번째 소설이다. 8년 전 처음 쓰기 시작한 이 소설은 2021년 크라우드 펀딩을 통해 단 350여 명의 독자에게만 공개되었으나, 이후 정식으로 출간해달라는 독자들의 열렬한 요청에 힘입어 다시금 세상의 빛을 보게 되었다. 작품을 먼저 접한 독자들은 “희망을 가져도 된다는 생각을 심어주는 따뜻한 이야기”, “인생책! 중간중간 울컥해서 눈물을 꾹 참아가며 읽었다.”, “잊은 줄 알았던 ‘꿈꾸는 설렘’을 다시 떠올리게 해주는 작품”이라며 뜨거운 공감과 지지를 보냈다.
앞을 보지 못하는 소년 폴, 다리를 잃은 노인 할, 한쪽 팔을 잃은 검사 제이콥, 그리고 하늘에서 왔다고 주장하는 수수께끼의 소년 프랫. 이들은 ‘방황의 성’에서 우연히 만나 행복의 섬을 향한 모험을 함께하게 된다. 경쟁의 길을 지나 외로움의 산을 넘고, 불안의 숲에 들어서는 이들의 여정은 우리가 삶 속에서 마주하는 어려움과 감정들을 고스란히 담아낸다.
마치 파울로 코엘료의 『연금술사』가 자아의 신화를 찾아가는 여정을 통해 독자들에게 깊은 영감을 준 것처럼, 이 작품 역시 단순한 모험 판타지를 넘어 읽는 이들에게 삶의 의미를 탐구하게 하고, 잊고 있던 희망을 다시 품게 만든다. 전작 『비가 오면 열리는 상점』으로 한국형 힐링 판타지라는 장르를 열어젖힌 대형 작가 유영광이 신작 『소원을 이루어주는 섬』을 통해 다시 한번 독자들에게 앞으로 나아갈 힘을 쥐여줄 것이다.
Ponad rok temu czytałam pierwszą książkę You Yeong Gwanga „Sklep pory deszczowej” i choć urzekł mnie magiczny koncept Tęczowego Miasta, sama historia wydała mi się nieco zbyt prosta i skierowana raczej do młodszych czytelników. Mimo to, z dużym zaciekawieniem sięgnęłam po nową książkę autora „Podróż na Wyspę Szczęścia”, licząc że rozwinie skrzydła, ale niestety tym razem zachwytu było jeszcze mniej.
Autor pozostaje wierny swojej stylistyce tworząc współczesne baśnie, które mają nas otulać i przypominać o najważniejszych wartościach. Jeśli jednak „Sklep...” wydawał mi się momentami infantylny, to tutaj baśniowa naiwność została wzbogacona o wręcz moralizatorskie tony.
Ale to wcale nie oznacza, że Was nie zachwyci. Widziałam, że pierwsze oceny są bardzo wysokie, a opinie zdecydowanie pozytywne. Jeśli szukacie baśniowej opowieści o pokonywaniu własnych słabości i poszukiwaniu sensu życia, która stawia na marzenia, to ten tytuł może być dla Was idealnym comfort bookiem.
Czwórka bohaterów, z którą wyruszamy w długą i niebezpieczną podróż w poszukiwaniu Wyspy Szczęścia zdecydowanie budzi sympatię. Każdego z nich los mocno doświadczył, społeczeństwo spisało na straty, a jedynym, co pcha ich do przodu jest nadzieja, że na końcu drogi czeka na nich spełnienie marzeń. Tak zaczyna się klasyczna powieść drogi, pełna niebezpieczeństw, ale przede wszystkim życiowych, choć czasem wręcz moralizatorskich lekcji.
You Yeong-Gwang znów pisze o marzeniach. Przekonuje, że to one są sensem naszej egzystencji i że to sama droga do celu nas kształtuje. Próbuje też nadać tej historii ramy niemal religijne, pisząc o Bogu, Bogini i trudach, jakie zsyłają na ludzi, by nauczyli się doceniać to, co mają.
Dla mnie jednak ta forma okazała się zbyt nużąca. O ile w poprzedniej książce fascynował mnie wykreowany świat, tutaj czułam, że autor zbyt mocno sili się na egzystencjalne nauki, tracąc po drodze dynamikę. To bardzo specyficzna, fantastyczno-baśniowa wędrówka w głąb siebie, która może nie trafić do każdego w równym stopniu.
Na uznanie zasługuje natomiast przepiękne wydanie z kreatywną zachętą, by samodzielnie pokolorować brzegi i wnętrza okładek - to może mieć zdecydowanie właściwości terapeutyczne.
„Podróż na wyspę szczęścia” to książka, która z pozoru wydaje się prostą, niemal baśniową opowieścią, ale w rzeczywistości skrywa w sobie znacznie więcej. To historia, którą czyta się nie dla dynamicznej akcji, lecz dla emocji, refleksji i cichego zatrzymania.
Głównym bohaterem jest Paul – niewidomy chłopiec, który po tragicznym wypadku traci nie tylko wzrok, ale też nadzieję na lepsze życie. Trafia do miejsca zwanego Zamkiem Zbłądzenia, gdzie codzienność sprowadza się do walki o przetrwanie i pogodzenia się z losem. Wszystko zmienia się, gdy poznaje Hala – starszego, beznogiego mężczyznę, który opowiada mu o tajemniczej wyspie, gdzie mieszka Bogini Szczęścia spełniająca życzenia.
Ogromną siłą tej powieści jest jej prostota. Styl autora jest lekki i przystępny, a jednocześnie nasycony emocjami. To sprawia, że książkę czyta się szybko, ale nie da się jej „przebiec” bez zatrzymania. To skarbnica cudownych cytatów! Co jakiś czas pojawia się myśl, zdanie, metafora, które zmuszają do refleksji.
Najbardziej poruszające jest jednak przesłanie tej historii. Autor przypomina, że szczęście nie zawsze znajduje się gdzieś daleko. Często jest bliżej niż nam się wydaje – ukryte w relacjach, drobnych chwilach, w akceptacji siebie i innych. To opowieść o tym, że nawet jeśli życie odbiera nam coś ważnego, wciąż możemy odnaleźć sens i światło.
„Podróż na wyspę szczęścia” to nie tylko opowieść o drodze bohaterów, ale też zaproszenie do własnej, wewnętrznej podróży. I właśnie dlatego zostaje w sercu na dłużej.
2.5⭐️ Jakoś nie wczułem się w historie, może dlatego bo jest skierowana dla młodszych czytelników. Byłem jednak dobrze nastawiony na tę książkę, ponieważ przeczytałem poprzednią jego historię, którą oceniłem na 5 gwiazdek.
W świecie utkanym z mgły wspomnień, szeptów wiatru i miękkiego światła papierowych lampionów pojawia się opowieść, która nie tyle prowadzi nas przez kolejne rozdziały, ile zaprasza go do cichej wędrówki w głąb własnego serca. „Podróż na wyspę szczęścia” You Yeong-Gwang to historia przypominająca starą azjatycką przypowieść – taką, którą przekazuje się z pokolenia na pokolenie przy herbacie jaśminowej, kiedy noc powoli opada na bambusowe dachy.
Już od pierwszych stron czuć w niej spokój i melancholię charakterystyczną dla wschodniej wrażliwości. Główny bohater, Paul – niewidomy chłopiec o duszy czystej jak poranna rosa – staje się symbolem tych wszystkich, którzy mimo ciemności potrafią wciąż wierzyć w światło. Jego codzienność w Zamku Zbłądzenia przypomina życie w labiryncie przeznaczenia, z którego nie widać wyjścia. A jednak pojawia się nadzieja… delikatna jak płatek wiśni unoszony przez wiatr.
Wraz z Halem, starcem bez nóg, tajemniczym Prattem – „aniołem bez skrzydeł” – oraz jednorękim rycerzem Jacobem, Paul wyrusza w podróż, która przypomina pielgrzymkę dusz. Ich droga wiedzie przez krainy o nazwach brzmiących niczym tytuły starożytnych poematów: Las Niepokoju, Bagno Rozpaczy, Pola Cierpienia. Każde z tych miejsc jest jak symboliczna stacja na ścieżce oświecenia – moment zatrzymania, konfrontacji z własnym lękiem, ale też krok ku wewnętrznej harmonii.
Autor z niezwykłą subtelnością pokazuje, że niedoskonałość nie jest przeszkodą w dążeniu do wielkości. Bohaterowie są poranieni przez los – fizycznie i emocjonalnie – a mimo to idą dalej. W azjatyckiej filozofii istnieje przekonanie, że pęknięcia w ceramice można wypełnić złotem, czyniąc ją jeszcze piękniejszą. Tak właśnie dzieje się z tą drużyną: ich słabości stają się źródłem siły, a wspólnota – najcenniejszym skarbem.
Fantastyczna warstwa opowieści ma w sobie coś ze snu. Zwodnicze Morze Przyjemności, Pszczoła Chciwości czy Niedźwiedź Gniewu przywołują skojarzenia z alegorycznymi bestiariuszami znanymi z dawnych legend. Jednak pod tą baśniową powierzchnią kryje się głęboka refleksja o współczesnym świecie – o pogoni za pieniędzmi, o utracie sensu relacji, o zapominaniu, że szczęście bywa ciche i niepozorne.
Największą siłą tej książki jest jej rytm. Czyta się ją lekko, niemal jak płynącą pieśń, a jednocześnie co kilka stron pojawia się myśl, która zatrzymuje. Zmusza do spojrzenia w głąb siebie. Do zadania pytania: czy moja własna wyspa szczęścia naprawdę znajduje się gdzieś daleko… czy może czeka tuż obok, ukryta pod warstwami codzienności?
To opowieść o dorastaniu, ale też o przebudzeniu. O tym, że prawdziwe podróże nie zawsze mierzy się odległością. Czasem wystarczy jeden krok – krok odwagi, krok wdzięczności, krok w stronę drugiego człowieka.
Choć dla niektórych czytających może pozostawić nieco delikatniejszy ślad niż poprzednie dzieła autora, wciąż jest historią, która otula jak ciepły deszcz letniego wieczoru. Zostawia w sercu ciszę, a w myślach pytania, które dojrzewają powoli – jak lotos wynurzający się z mętnej wody ku światłu.
„Podróż na wyspę szczęścia” to nie tylko fantasy. To medytacja nad życiem. Przypowieść o nadziei. I subtelne przypomnienie, że każdy z nas niesie w sobie mapę prowadzącą do własnego spełnienia!
Dziękuję za zaufanie i egzemplarz do recenzji od wydawnictwa @wydawnictwoalbatros (współpraca reklamowa) 🩷.
„Podróż na wyspę szczęścia” to powieść drogi z wyraźnym przesłaniem. Historia opowiada o niewidomym chłopcu, który razem z grupą mocno poturbowanych przez życie ludzi rusza na poszukiwanie miejsca, gdzie podobno można spełnić swoje życzenia. Brzmi jak baśń i faktycznie nią jest. To współczesna bajka motywacyjna. Mamy tu podróż przez kolejne miejsca o bardzo znaczących nazwach, rozmowy o życiu, nadziei i sensie tego wszystkiego.
Każda ze wspomnianych krain reprezentuje jakiś stan emocjonalny albo etap radzenia sobie z własnymi problemami. Las Niepokoju, Mokradła Frustracji, Pola Cierpienia, wszystko jest tu metaforą. Nie ma potworów, wielkich bitew ani dynamicznej akcji. Zamiast tego są rozmowy, przemyślenia i kolejne lekcje, które bohaterowie wynoszą z podróży.
Najbardziej na plus wypadają bohaterowie. Każdy z nich ma swoją historię i swoje braki, fizyczne, emocjonalne albo życiowe. To ludzie, których świat odrzucił. Dzięki temu łatwo się z nimi utożsamić i naprawdę chce się im kibicować. Ich podróż jest bardziej wewnętrzna niż fizyczna. Chodzi o pogodzenie się z przeszłością, zaakceptowanie siebie i znalezienie sensu życia. Ich relacje są jednym z mocniejszych elementów powieści, bo pokazują, jak bardzo potrzebujemy innych ludzi, nawet jeśli nie zawsze potrafimy się do tego przyznać.
Dużo miejsca zajmuje temat marzeń. Autor podkreśla, że marzenia nadają sens życiu i popychają do działania. Wiele razy wraca myśl, że sama droga jest ważniejsza niż cel, a szczęście niekoniecznie znajduje się gdzieś na końcu tej drogi. Przesłanie jest tu najważniejsze. Książka powtarza je wielokrotnie i bardzo wprost. Szczęście to relacje, drobne momenty, zmiana myślenia.
Największym problemem tej powieści jest jej moralizatorski ton. Autor naprawdę często zatrzymuje historię po to, żeby coś wyjaśnić, podsumować albo wygłosić życiową prawdę. Zamiast pozwolić historii mówić samej za siebie, często mówi wprost, co powinniśmy z niej zrozumieć. A to jest niestety trochę zbyt nachalne. Czasem fabuła schodzi na drugi plan, a najważniejsze staje się przekazanie lekcji. Przez to opowieść zaczyna być monotonna i traci dynamikę.
Z drugiej strony trudno odmówić tej historii szczerości. Widać, że została napisana z potrzebą mówienia o nadziei i sensie życia. To bardzo ciepła, miejscami wręcz kojąca opowieść. Taka, po którą można sięgnąć, kiedy potrzebuje się czegoś spokojnego i podnoszącego na duchu. Jeśli ktoś potrzebuje ciepłej, prostej historii z jasnym przesłaniem, może ją naprawdę polubić. Przypomina o podstawowych rzeczach, o istotności relacji, o akceptacji siebie i o docenianiu codzienności.
Z jednej strony jest to piękna, szczera, pokrzepiająca baśń o szukaniu szczęścia. Z drugiej jest zbyt prosta i zbyt nachalnie pouczająca. Widać w niej dobre intencje i potrzebę opowiedzenia czegoś ważnego, ale, jak dla mnie, mogłaby zostawić czytelnikowi trochę więcej przestrzeni na własne wnioski. Warto ją sprawdzić samemu, do czego zachęcam ❤️
Czy wierzysz, że szczęście to miejsce, do którego można dotrzeć? Czy raczej jest to coś, co trzeba odnaleźć w sobie?
„Podróż na wyspę szczęścia” You Yeong-Gwang to jedna z tych historii, które nie krzyczą, nie pędzą i nie próbują na siłę zaskoczyć. Jest to natomiast jedna z tych historii, która zmusza do zatrzymania, zastanowienia się nad życiem oraz docenienia tego co mamy.
Poznajemy Paula - niewidomego chłopca, który od życia nie dostał właściwie nic poza bólem, samotnością i codzienną walką o przetrwanie. Zamek Zbłądzenia, w którym żyje, to nie tylko miejsce - to stan, w którym łatwo utknąć na zawsze. I kiedy pojawia się wizja Wyspy Szczęścia, brzmi ona jak coś nierealnego. Dosłownie jak bajka opowiedziana komuś, kto już dawno przestał wierzyć w dobre zakończenia.
A jednak Paul nie traci wiary i wyrusza w niesamowitą przygodę.
Ta podróż bardzo szybko przestaje być tylko fizyczną wędrówką. Każde miejsce - Las Niepokoju, Bagno Rozpaczy, Mokradła Frustracji czy Pola Cierpienia - to nie tylko przystanki na mapie. Są to emocje, które dobrze znamy i mam wrażenie, że właśnie w tym tkwi największa siła tej książki. Ona nie opowiada tylko historii. Ona mówi o mnie, o Tobie, o tym, co nosimy w sobie, nawet jeśli na co dzień tego nie nazywamy.
Bohaterowie których spotyka Paul, są jak symbole - każdy coś reprezentuje, każdy czegoś uczy. I choć momentami miałam wrażenie, że ta historia jest bardziej przypowieścią niż klasyczną powieścią, to wcale mi to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie - sprawiało, że chciałam ją czytać wolniej, uważniej.
„Podróż na wyspę szczęścia” to książka pełna metafor, ale takich, które nie przytłaczają. One są miękkie, subtelne, zostawiają przestrzeń na własne interpretacje i nie dają gotowych odpowiedzi. Raczej zadają pytania, które zostają w czytelniku jeszcze długo po zamknięciu książki.
Nie będę ukrywać, jeśli szukasz dynamicznej akcji i zwrotów akcji co kilka stron, to możesz poczuć rozczarowanie. Ta historia płynie spokojnie, momentami wręcz leniwie. Ale jeśli pozwolisz sobie zwolnić, to odkryjesz w niej coś naprawdę wartościowego.
Ocena: 8/10 - dla mnie „Podróż na wyspę szczęścia” to taka cicha przypowieść o tym, że szczęście nie zawsze jest na końcu drogi. Czasem jest w samej drodze. W relacjach, w odwadze, w tym, że mimo wszystko idziesz dalej. I może właśnie dlatego ta książka zostawia po sobie ślad w sercu czytelnika.
„Podróż na wyspę szczęścia” będzie dla Ciebie wyzwaniem, jakiego jeszcze nieznał*ś. Dlaczego? Ponieważ ta książka sama w sobie jest jednym, wielkim cytatem. Nie znajdziesz tu tylko pojedynczych, złotych myśli wyjętych z kontekstu. Tutaj każde zdanie, każdy krok Paula w stronę mitycznej wyspy, każda rozmowa z beznogim Halem czy tajemniczym chłopcem z nieba, jest jak sentencja wypisana na murach naszej własnej duszy.
Wydawnictwo Albatros oddaje w nasze ręce nie tyle powieść, co metaforyczny kompas. Historia Paula, którego świat jest pogrążony w mroku, a jedynym oknem na świat jest nadzieja na spełnienie życzeń to opowieść, która pulsuje bólem i pięknem jednocześnie. Wędrówka przez Las Niepokoju, Bagno Rozpaczy czy Pola Cierpienia to nie tylko literacka przygoda w duchu epickiego fantasy. To brutalnie szczera, a zarazem czule otulająca podróż w głąb samego siebie.
To książka doświadczenie. Autor pozwala nam nie tylko czytać, ale też współtworzyć to dzieło. Możliwość pokolorowania ilustrowanego wnętrza okładki czy krawędzi stron sprawia, że fizyczny egzemplarz staje się intymnym pamiętnikiem naszych wewnętrznych poszukiwań. Gdy Twoja ręka prowadzi kredkę po czarno-białych rysunkach, Ty prowadzisz swoją własną duszę przez trudne krajobrazy, o których pisze autor.
To lektura obowiązkowa na te dni, w których wiara w siebie zaczyna przeciekać przez palce jak piasek. Kiedy czujesz się jak niewidomy chłopiec w Zamku Zbłądzenia, ta książka stanie się dla Ciebie tym, czym dla Paula stała się mapa Pratta: dowodem na to, że nawet jeśli droga wydaje się niemożliwa, warto wykonać kolejny krok.
„Podróż na wyspę szczęścia” to przypomnienie, że choć mapa prowadząca do naszych marzeń może wydawać się skomplikowana, to my sami jesteśmy jej najważniejszymi twórcami. To opowieść, po której nie odłożysz książki na półkę. Odłożysz ją w głąb siebie, jako fundament, na którym zaczniesz budować na nowo.
Czy jesteś szczęśliwy? Czy masz marzenia… a może gdzieś po drodze o nich zapomniałeś?
„Podróż na Wyspę Szczęścia” to historia niemal baśniowa, delikatna i piękna, a jednocześnie uderzająco prawdziwa. Taka, która otwiera serce, jeśli tylko pozwolisz jej się do niego dostać. Każda strona jest jak szept, który zmusza do zatrzymania się. Do spojrzenia w głąb siebie. Do zadania sobie pytań, przed którymi często uciekamy: kim jestem? dokąd zmierzam? co mogę zmienić, żeby naprawdę poczuć się szczęśliwym?
To książka pełna cytatów, które nie są tylko ładnymi słowami, one po prostu uczą… Mam wrażenie, że to lekcja życia… lekcja niby prosta, a jednak jedna z najważniejszych. I jednocześnie taka, z której wielu z nas nigdy naprawdę nie odrobiło pracy domowej, bo przecież każdy z nas był na tych zajęciach. Każdy ma wpisaną obecność w dzienniku życia…
Ta historia uświadomiła mi, że zmiany, które powoli zachodzą w moim życiu, choć czasem trudne, niepewnem, są dobre. Są potrzebne. Bardzo potrzebne, bo wynikają z marzeń. A marzenia… to przecież nasza droga.
Kiedy zamknęłam tę książkę, płakałam, ale to nie był smutek. To było coś znacznie głębszego, poczucie spełnienia, zrozumienia, odnalezienia kierunku. Taka cicha pewność, że wiem, dokąd chcę iść. Zrozumiałam, że nie chcę już zatrzymywać się w Dolinie Rozpaczy. Nie chcę błądzić w Lesie Niepokoju. Nie chcę tonąć w Mokradłach Frustracji ani czekać bez końca na Pustyni Oczekiwań. Wybieram drogę. Drogę, która choć może nie zawsze łatwa, prowadzi mnie prosto na moją własną Wyspę Szczęścia. I po tej książce wiem, że każdy z nas może tam dotrzeć. Trzeba tylko sobie na to pozwolić.
🖤To taka historia, która wygląda jak bajka, ale w środku ma dużo więcej emocji i znaczeń, niż się spodziewasz.
🖤Główny bohater Paul, niewidomy chłopiec, który od początku życia ma pod górkę - wychowuje się w trudnych warunkach, samotny, trochę zagubiony, ale jednocześnie niesamowicie wrażliwy i silny w środku, to właśnie jego determinacja robi największe wrażenie. Hal, starszy mężczyzna, który opowiada mu o Wyspie Szczęścia - trochę tajemniczy, trochę jak przewodnik, który daje nadzieję wtedy, kiedy jej najbardziej brakuje. Pratt - dziwny, inny, jakby nie z tego świata - mówi, że spadł z nieba i ma mapę jest zagadkowy, ale też wnosi do tej historii coś magicznego i nieoczywistego. Jacob - jednoręki szermierz, twardy, zamknięty w sobie, ale z czasem pokazuje, że za tym wszystkim kryje się lojalność i serce.
🖤I razem wyruszają w podróż, która nie jest tylko fizyczna przechodzą przez miejsca jak Bagno Rozpaczy czy Dolina Beznadziei, i serio, to wszystko ma takie symboliczne znaczenie, że aż czujesz, że chodzi o coś więcej niż przygodę.
🖤Fabuła to miks baśni, fantasy i historii o dorastaniu, dużo tu refleksji o życiu, o bólu, o nadziei i o tym, czym tak naprawdę jest szczęście. Najbardziej podobało mi się to, że każdy z bohaterów ma swoje ograniczenia - fizyczne albo emocjonalne, i ta podróż zmusza ich do zmierzenia się z nimi.
🖤To spokojniejsza historia, bardziej klimatyczna niż dynamiczna, ale zostawia po sobie takie ciepło i przemyślenia. Jeśli lubisz książki z przesłaniem i nutą magii, to zdecydowanie warto ❤️.
Zacznę od wyjątkowej oprawy, książka ma barwione brzegi i wklejkę do własnoręcznego pokolorowania, dzięki czemu będzie unikatowa. Dla mnie coś więcej niż zwykła historia to cudowna, terapeutyczna bajka o poszukiwaniu szczęścia i zrozumieniu własnych emocji. To książka, która działa jak plaster na duszę. Delikatna, momentami wręcz kojąca, a jednocześnie taka, która potrafi otworzyć oczy. Bo uświadamia, że bardzo często sami oddalamy się od szczęścia poprzez nasze myśli, lęki i emocje, które pozwalamy, by przejęły kontrolę. Mimo swojego bajkowego charakteru, zostawia po sobie ogrom refleksji. Pokazuje, jak bardzo to, na czym się skupiamy, wpływa na naszą rzeczywistość. Kiedy karmimy się zazdrością, złością czy ciągłym zamartwianiem właśnie tego zaczynamy doświadczać coraz więcej. A przecież tak łatwo w tym wszystkim zgubić to, co już mamy. To też historia o wierze w siebie. O tym, że nawet jeśli świat próbuje podcinać nam skrzydła i wmawia, że coś jest niemożliwe warto iść swoją drogą, krok po kroku, nie tracąc z oczu marzeń. Znajdziemy tu również odpowiedź na pytanie, dlaczego w życiu spotykają nas trudne rzeczy. I choć nie zawsze są one łatwe do zaakceptowania, ta historia daje nadzieję i przypomina, że najważniejsza jest miłość nie tylko do innych, ale przede wszystkim do samego siebie. Jako psycholog jestem absolutnie zauroczona tą opowieścią. To jedna z tych książek, do których chce się wracać, kiedy wszystko zaczyna przytłaczać.
Kochani, chyba znalazłam idealną książkę na zastój czytelniczy! Początkowo miałam ogromną ochotę na tę książkę, jednak podchodząc do niej pragnęłam przeczytać coś innego. Lecz kiedy tylko zaczęłam lekturę, zrozumiałam, że ta książka była najlepszym, co mogło mnie wtedy spotkać. Bardzo szybko przekonałam się, że styl pisania autora jest bardzo dobry. Niezwykle lekki, porywający czytelnika od pierwszej chwili. Książka ta opiera się na legendzie o Bogini Szczęścia, która kiedyś żyła wśród ludzi, zaś teraz ukrywa się na Wyspie Szczęścia. Osoby, które przyjdą do niej z prośbą, otrzymają dokładnie to, co zapewni im szczęście. W taką podróż na Wyspę Szczęścia wybierają się główni bohaterowie. Jest to powieść idealna na gorszy humor. Nie tylko należy do wschodnioazjatyckiego podgatunku “feel-good books”, ale wyróżnia się na jego tle. Fabuła nie podlegała pod typowy schemat tych historii. Była jednak przewidywalna i bardzo szybko domyśliłam się, jak całość się zakończy, lecz w przypadku tej powieści - w moim odczuciu - nie chodzi o napięcie i zwroty akcji, ale poczucie komfortu. Bardzo spodobało mi się, że w powieści wielokrotnie znalazły się rozważania filozoficzne na temat - przede wszystkim - szczęścia. Nie były one powierzchowne bądź wrzucone do fabuły na siłę, ale intrygujące i skłaniające do refleksji. Ponadto niezwykle dla mnie ciekawa była struktura powieści, którą autor stylizował na baśń, używając także poniekąd mityzacji. Jak dla mnie książka zdecydowanie warta polecenia. Z pewnością będę sięgać także po inne powieści autora!!!!!
PODRÓŻ NA WYSPĘ SZCZĘŚCIA @youyeong-gwang @wydawnictwoalbatros
"Człowiek,który przez długi czas marzy,w końcu upodabnia się do własnego marzenia.-André Malraux"
PODRÓŻ NA WYSPĘ SZCZĘŚCIA to historia, która od początku budzi emocje. Paul, niewidomy chłopiec wychowujący się w bardzo trudnych warunkach, nie ma łatwego życia. Każdy dzień jest dla niego walką, a świat wokół wydaje się pełen bólu, strachu i samotności. Mimo to w chłopcu nie gaśnie nadzieja.
Najbardziej poruszyło mnie to, że bohaterowie tej książki są bardzo niedoskonali i naznaczeni przez życie. Hal nie ma nóg, Jacob jednej ręki, a Paul nie widzi, jednak każdy z nich pokazuje, że nawet z własnymi słabościami można iść dalej. Ich wspólna podróż jest nie tylko wyprawą przez niebezpieczne miejsca, ale też drogą do poznania siebie i odnalezienia siły, której wcześniej w sobie nie widzieli.
Autor prostym językiem pokazuje trudne tematy, takie jak cierpienie, odrzucenie, samotność i pragnienie lepszego życia. Dzięki temu książkę czyta się łatwo, ale jednocześnie zostaje ona w głowie na długo. Bardzo podobało mi się też to, że mimo mrocznego klimatu historia daje nadzieję i przypomina, że warto walczyć o swoje marzenia, nawet jeśli wszystko wydaje się stracone.
PPDRÓŻ NA WYSPĘ SZCZĘŚCIA to piękna, wzruszająca opowieść o przyjaźni, odwadze i wierze w lepsze jutro.
Bohaterowie wyruszają w podróż na Wyspę Szczęścia. To właśnie podczas tej wyprawy zaczynają dostrzegać, co w życiu jest naprawdę ważne.
Zaczynają zauważać coraz więcej. Przestają skupiać się wyłącznie na sobie.
Każdy z jest inny. Każdy niesie ze sobą własny bagaż doświadczeń. Dotarli do momentu w życiu, w którym zaczęło im czegoś brakować.
Ich wspólna podróż pomogła uświadomić im, że szczęście bliskiej osoby może być równie ważne jak to, którego pragniemy dla samych siebie.
Każdy z nas ma inne marzenia i inne priorytety. To, że dla kogoś coś ma mniejsze znaczenie, nie oznacza, że dla nas powinno być tak samo. Najważniejsze jest, by słuchać siebie i swoich potrzeb. I nie bać się sięgać po marzenia!
Z tej książki można wynieść wiele przemyśleń i lekcji życiowych. Nie wszystko zostaje powiedziane wprost, ale historia jest poprowadzona w taki sposób, że skłania do refleksji.
I jest to zdecydowanie kopalnia cytatów, naprawdę.
Fabuła ma w sobie baśniowy klimat, który dodaje całości uroku. Bohaterowie muszą mierzyć się z trudnymi przeszkodami pojawiającymi się na ich drodze i uczą się współpracować, aby osiągnąć wspólny cel.
Ta historia bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Było wiele momentów wzruszających, ale też takich, które dawały nadzieję. Skończyłam tę książkę z wielkim uśmiechem na twarzy.
Największym zaskoczeniem okazały się dla mnie zwroty akcji. Kompletnie się ich nie spodziewałam, a były naprawdę świetne.
Jeśli lubicie książki w takim klimacie to ogromnie polecam.