Reporterski styl Ziemowita Szczerka ciężko jest porównać do czegokolwiek innego, gdyż jest on tak niepowtarzalny i charakterystyczny, że albo w nim przepadniemy, albo się z nim nie polubimy. Jeżdżąc po wertepach Europy próbuje odpowiedzieć na pytanie o swoją, i naszą środkowo europejską tożsamość. Odwiedza Gruzję, Górski Karabach Słowację, Węgry, Ukrainę....
Dużo w tej pozycji rozważań dotyczących mimo wszystko przenikania się kultur i niejednoznacznej spuścizny historii, która dokonywała mocnych cięć rękoma ludzi zamieszkujących te tereny. Jednak czy mówi o odległej Gruzji, Armenii, trochę bliższej nam Ukrainie, nie da się ukryć, że unosi się nad tymi terenami duch dużych ambicji popartych wykonawczą bylejakością. Tak to już jest z pisaniem Szczerka, że lubując się w tych wytartych i wymorusanych nicością i beznadzieją krajobrazach, sprzedaje nam wizję opłotków świata/Europy przepalonych, przepitych, i zatraconych w swojej pośledniości.
Czytając, zastanawiałem się czy ten humor to nie taka wisielcza broń obusiecznie bijąca po naszym środkowo-europrejskim poczuciu godności. Że chcemy aspirować do czegoś większego, ale ciągle jesteśmy na to za krótcy, więc musimy cieszyć się tym co jest, a czy nie lepiej robić to z humorem i pogodzeniem się, a gdy jeszcze walniemy sobie do tego kieliszeczek, to już w ogóle nie ma lepszej kombinacji...
Taki to reportaż, interesujący, łączący dużo historii, i przenikających się wpływów, zagubiony gdzieś na granicy między Słowacją a Ukrainą, gdzie kończy się zasięg, no i trzeba zacząć żyć tym środkowo europejskim życiem, a może już wschodnim?!?
Kto Szczerka lubi się nie zawiedzie, kto go nie zna, niech spróbuje to zawsze gwarancja nieprzewidywalności i humoru spowitego prozą codzienności. Ja bardzo polecam.
Dziękuję wydawnictwu za egzemplarz książki.