Światy mogą się kończyć na różne sposoby. Czasem stary świat przegrywa z modernizacją, szutrowe drogi kapitulują przed asfaltem, a dawne zwyczaje zmiata globalizacja. I nie zawsze jest to złe. Bywa, że Wschód pakuje manatki i rusza na Zachód, ale sił starcza mu tylko na połowę drogi. Albo ludzie odchodzą w poszukiwaniu lepszego losu, za nimi zostają puste miasta i martwe domy. A czasem odwrotnie – boimy się, że koniec świata nadciągnie wraz z tłumami uciekinierów przekraczających nasze granice. Albo kiedy atakuje wirus: nie ochronią nas wtedy celnicy ani opuszczone szlabany. Koniec świata może nadjechać wraz z kolumną czołgów, ogłosić się alarmem przeciwlotniczym. Albo nadejść, kiedy Słowianin zacznie się zastanawiać, czy przypadkiem nie jest Niemcem. To też koniec świata, chociaż w innym sensie.
Ziemowit Szczerek wędruje po obrzeżach naszego świata, od Gruzji, Armenii i Górskiego Karabachu, przez Bułgarię, Grecję, Serbię, Chorwację, Czechy i Słowację, po Ukrainę. I patrzy, jak wszystko się zmienia. A tam, gdzie koniec, zawsze jest też początek.
Dziennikarz portalu Interia.pl, współpracuje z „Nową Europą Wschodnią”, autor opowiadań publikowanych m.in. w „Lampie”, „Studium”, „Opowiadaniach” i E-splocie oraz współautor wydanej w 2010 r. książki pt. Paczka radomskich. Pisze doktorat z politologii, zajmuje się wschodem Europy i dziwactwami geopolitycznymi, historycznymi i kulturowymi. Jeździ po dziwnych miejscach i o tym pisze. Ostatnio najbardziej inspiruje go gonzo i literatura / dziennikarstwo podróżnicze. Laureat Paszportu „Polityki” 2013 za książkę Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian.
Reporterski styl Ziemowita Szczerka ciężko jest porównać do czegokolwiek innego, gdyż jest on tak niepowtarzalny i charakterystyczny, że albo w nim przepadniemy, albo się z nim nie polubimy. Jeżdżąc po wertepach Europy próbuje odpowiedzieć na pytanie o swoją, i naszą środkowo europejską tożsamość. Odwiedza Gruzję, Górski Karabach Słowację, Węgry, Ukrainę....
Dużo w tej pozycji rozważań dotyczących mimo wszystko przenikania się kultur i niejednoznacznej spuścizny historii, która dokonywała mocnych cięć rękoma ludzi zamieszkujących te tereny. Jednak czy mówi o odległej Gruzji, Armenii, trochę bliższej nam Ukrainie, nie da się ukryć, że unosi się nad tymi terenami duch dużych ambicji popartych wykonawczą bylejakością. Tak to już jest z pisaniem Szczerka, że lubując się w tych wytartych i wymorusanych nicością i beznadzieją krajobrazach, sprzedaje nam wizję opłotków świata/Europy przepalonych, przepitych, i zatraconych w swojej pośledniości.
Czytając, zastanawiałem się czy ten humor to nie taka wisielcza broń obusiecznie bijąca po naszym środkowo-europrejskim poczuciu godności. Że chcemy aspirować do czegoś większego, ale ciągle jesteśmy na to za krótcy, więc musimy cieszyć się tym co jest, a czy nie lepiej robić to z humorem i pogodzeniem się, a gdy jeszcze walniemy sobie do tego kieliszeczek, to już w ogóle nie ma lepszej kombinacji...
Taki to reportaż, interesujący, łączący dużo historii, i przenikających się wpływów, zagubiony gdzieś na granicy między Słowacją a Ukrainą, gdzie kończy się zasięg, no i trzeba zacząć żyć tym środkowo europejskim życiem, a może już wschodnim?!?
Kto Szczerka lubi się nie zawiedzie, kto go nie zna, niech spróbuje to zawsze gwarancja nieprzewidywalności i humoru spowitego prozą codzienności. Ja bardzo polecam.
Szczerek pisze ciagle na zmianę dwie ksiazki („przyjdzie mordor” i „siodemke”), ta akurat to „mordor”. Jak ktos lubi, jak ja, to frajda ta ksiazka jest. Szczerek jak akurat nie odzywa sie na temat partii razem to z tych madrzejszych
Książka warta przeczytania ze względu na treść. Jednak styl pisania autora pozostawia wiele do życzenia. Choć wiem, że wielu osobom się spodoba. Przekleństwa wstawiane w randomowych miejscach, zdania konstruowane bardzo nie szablonowo, zdania rozciągające się na kilkanaście linijek, zdarzają się opisy, na które mam jedno pytanie: „kto pytał?”…
absolutnie świetna, w życiu się tak nie uśmiałam przy lekturze reportażu. narracja prowadzona w sposób dowcipny i błyskotliwy, przy jednoczesnym ukazywaniu autentycznego oblicza opisywanych miejsc. nie mogę się doczekać dalszego zapoznawania się z twórczością autora🤝
Zabawne y fikuśne przygody Ziemowita Szczerka w krayach rubasznych przy kielonku hladicki spisane ku uciesze gawiedzi y lewactwa. Czyli felietony luźne jak stare dresy i w dobrym Ziemkowym stylu
Wyborna to była lektura, ciekawa, miejscami poważna i ciężka, jak opisywana w niej rzeczywistość, ale i bardzo rozrywkowa, bo autor ma wybitne poczucie humoru.
Powrót do bieżączki, ale w najlepszym stylu. W sposobie obrazowania, opowiadania świata, nie ma dziś u nas bliższego mi pisarza niż Szczerek. Smutna to raczej książka, ale świetnie się ją czyta. 8/10