Co ma zrobić matka, gdy usłyszy w słuchawce takie wyznanie?
W świecie elit Konstancina wszystko jest intensywne do granic. Najdroższe wille, najhuczniejsze imprezy, najbielsze marmurowe posadzki… Za perfekcyjnymi uśmiechami kryją się jednak największe skandale i najbrzydsze prawdy, a każdy zamieciony pod dizajnerski dywan brud powraca ze zdwojoną siłą.
Życia Alicji i Anny Klary bezpowrotnie zmienia jeden feralny dzień. Po zakrapianej nocy syn jednej z nich zostaje znaleziony martwy w basenie, a drugiej – jest głównym podejrzanym w sprawie. Rozpoczyna się gra o zemstę i sprawiedliwość, w której nie ma zasad ani kroków w tył.
Wszystkiemu przygląda się idylliczny świat Konstancina.
Świat, który jednych kusi, innych brzydzi, ale każdego wciąga jak narkotyk.
Kiedy sięgałam po „Rezydencję Konstancin”, nie spodziewałam się, że tak mocno mnie poruszy. Bo choć wiedziałam, że fabuła dotyka tragicznej śmierci młodego chłopaka, to nie oczekiwałam, że światek dbający bardziej o markę zegarka i kolor fugi w łazience niż o relacje rodzinne stać na naprawdę głębokie emocje. Czy podeszłam stereotypowo? Z pewnością tak. Czy Autorka zmieniła trochę moje wyobrażenie o konstancińskiej elicie? Tylko częściowo. Dlaczego?
Z powieści wyłania się Konstancin jako perła polskiego luksusu, miejsce, gdzie czas płynie wolniej, domy błyszczą w słońcu jak klejnoty, a ludzie żyją w ciszy przetykanej szelestem pieniędzy. Czyli stereotyp ludzi bajecznie bogatych zostaje potwierdzony. To tu Alicja projektuje życie innych, mierząc przestrzeń, urządzając, upiększając. Wszystko dopracowane, funkcjonalne, harmonijne – podobnie jak jej życie. Do czasu. Bo jeden telefon potrafi zmienić wszystko. Jeden szept: „Mamo, zrobiłem coś strasznego” rozbija misternie budowaną codzienność jak szkło.
Czytałam i czułam rosnący niepokój i dreszcz emocji, jakby ktoś dotknął mnie niespodziewanie lodowatą ręką. Bo każdy rodzic poczuje ten pierwotny lęk, który każe mu chronić własne dziecko za wszelką cenę. I każdemu, podobnie jak Alicji, z pewnością przemknie przez głowę – a może zagnieździ się w niej na dłużej – pytanie: czy lepiej być matką mordercy, czy ofiary?
Elżbieta Marczuk stworzyła powieść złożoną z wielu perspektyw – kobiecych, męskich, pokoleniowych, ale też wynikających z innego statusu społecznego – w których każda emocja rezonuje. Tu nie ma prostych odpowiedzi ani nieskazitelnych bohaterów. Są za to ludzie ze swoimi lękami, błędami i wstydliwymi myślami. I choć akcja biegnie wśród willi i basenów, najbardziej boli to, co dzieje się w sercach postaci.
Styl Autorki jest przemyślany i uderzająco prawdziwy. Nie epatuje tragedią, ale głęboko eksploruje psychikę postaci. Każdy rozdział to jakby wejście do innego pokoju tej samej rezydencji. Jeden pachnie strachem, drugi gniewem, trzeci milczeniem, które krzyczy. Przyciąga pięknym językiem, klimatem pełnym napięcia i duszną atmosferą, w której luksus zderza się z tragedią, a spokój okazuje się tylko maską.
To niespieszna opowieść o tym, że za piękną fasadą może kryć się coś mrocznego. O wstydzie, który zjada od środka. O tajemnicach, których nie da się wyczyścić za żadne pieniądze. Ale też o miłości – tej trudnej, popękanej, a jednak prawdziwej. Zakończenie, tak niespodziewane w obliczu całej historii, dodało jej pazura i pozytywnie zaskoczyło. Podobnie jak cała powieść, która jest debiutem literackim Elżbiety Marczuk.
„Rezydencja Konstancin” Elżbiety Marczuk zabiera nas za mury skrywające, życie bogatych, wpływowych ludzi. Poznamy ich reakcję na różne sytuacje, poznamy zachowanie rodziców w najtragiczniejszym momencie życia. Będzie to słodko-gorzka historia o największych stratach, bezwzględności, manipulacjach i sile pieniądza. Kiedy pewnego dnia Alicja odbiera telefon od syna, nie spodziewa się, że to co on powie zmieni życie dwóch rodzin. Jędrzej Sawicki zostaje aresztowany i skazany za zabójstwo swojego przyjaciela Filipa Kelmana. Wszystko wskazuje, że jest winny, ale też on sam przyznaje się do winy. Odsuwa się od całej rodziny, nie chce utrzymywać z nimi kontaktu, to co zrobił przerosło go i sam z racji młodego wieku nie wie jak ma się zachować w tej sytuacji. Czy jednak wszystko jest takim jakim się wydaje ? Czy pieniądze sprawią, że ból po stracie dziecka będzie mniejszy? Debiut Pani Elżbiety zaliczam do tych udanych, lecz nie wolnych od „ale”. Na plus zaliczam pomysł na akcję, której zakończenie jest zaskakujące i przyznaję, że na to bym nie wpadła. Książkę czyta się dobrze i w miarę płynnie, ale dopiero od połowy. Początek jest dla mnie za długi przez zbędne opisy odbiegające od głównego wątku. Powtarza się to też w dalszej części książki, przez co wydaje mi się ona za bardzo wydłużona, a to zawsze działa na mnie za bardzo rozluźniająco i tracę przez to wątek. Również brak jasno zaznaczonego czasu akcji i jego zmian wprowadzał u mnie czytelniczy chaos. Dopiero po zakończeniu wszystko musiałam ułożyć sobie chronologicznie w głowie i wyszła z tego dobra książka. Polecam ją osobą które lubią wolno rozwijającą się akcję, którym nie przeszkadzają dodatkowe opisy.
Któż z nas nie lubi czytać historii o życiu elit? I chociaż wiemy, że to co na zewnątrz to tylko ładna otoczka a w środku nie zawsze jest kolorowo, to brniemy w nie z zaciekawieniem. Tak też jest w przypadku bohaterów "Rezydencji Konstancin". Piękne domy, wypielegnowane ogrody, bogaci mężowie i poprawione botoksem ich wizytówki - żony, które tylko mają leżeć, pachnieć i ładnie wyglądać. A to nic trudnego, bo do prowadzenia domu i opieki nad dziećmi mają armię służących. Jednak to idealne życie pęka w jednym momencie jak tafla szkła, gdy syn jednej z konstańcinskich pań zostaje odnaleziony m*artwy w basenie. Do zbrodni przyznaję się jego najlepszy przyjaciel. I tu zaczyna się prawdziwy dramat dwóch matek - Anny Klary i Alicji. Anna Klara traci dziecko, którym właściwie nie interesowała się przez całe jego życie, ale teraz nagle odzyskuje instynkt macierzyński i pragnie zemsty. Alicja nie wierzy w winę syna i nie mogąc poradzić sobie z zaistniałą sytuacją ucieka z Konstancina i rozpoczyna nowe życie w centrum Warszawy. I to właściwie tyle, ponieważ praktycznie cała książka to monologi wewnętrzne obu matek, okraszone wspomnieniami Jędrka - domniemanego sprawcy i Tani - służącej od prasowania Anny Klary. Na próżno tu szukać wartkiej akcji i błyskotliwych dialogów, ale jeżeli lubicie wolno rozwijający się thriller z dogłębną analizą psychiki, to jest to książka dla Was. Mnie jednak trochę ta książka znużyła i przytłoczyła. Potencjał jest, ale jednak czegoś mi zabrakło. Niemniej jednak czekam na kolejne książki autorki. Współpraca barterowa z @znakjednymslowem
przez większość część książki kręciłam nosem, bo wydawała mi sie powierzchowna, a zachowania bohaterek/bohaterów wydawały mi się strasznie niewiarygodne. Ale autorka mocno mnie zaskoczyła zakończeniem, którego się totalnie nie spodziewałam. Na niezobowiązujące czytanie w upale się nada :)
Rezydencja Konstancin to thriller psychologiczny, jednocześnie debiut Elżbiety Marczuk. Po książkę sięgnęłam w ramach współpracy reklamowej z Wydawnictwem Znak JednymSłowem.
Mamy tu historię, której akcja toczy się w Konstancinie. Bogate towarzystwo, willa, zakrapiana impreza, dwóch przyjaciół, śmi*rć jednego z nich i drugi, który przyznaje się do zab*jstwa. Do tego dwie matki. Obie straciły synów. Jeden zg*nął tragicznie, drugi trafił do więzi*nia.
Bardzo dobrze napisana, ciekawa historia, autorka postawiła w niej na aspekty psychologiczne i skutki jakie niesie to tragiczne wydarzenie dla różnych osób. Nie skupiła się tu na śledztwie. Przedstawiła tragedię dwóch matek, pokazała też dziwną, niezrozumiałą dla innych przyjaźń dwóch młodych mężczyzn.
Zestawienie Anny Klary i Alicji to wyraźny kontrast, tak samo jak Jędrek i Filip. Myślę, że w przypadku rodziny Kelmanów, psycholog miałby do wykonania ogrom pracy.
Książka pokazuje, że niektórzy ludzie są źli od małego, ale czy tacy się rodzą czy też problem tkwi w tym jak są wychowywani? Pozwalanie na wszystko od małego, nie poświęcanie wystarczającej ilości czasu i miłości swoju dziecku, załatwianie wszystkiego pieniędzmi, prze*oc psychiczna, słowna, czasami też fizyczna. Tego typu sytuacje nie dotyczą tylko hermetycznej społeczności Konstancina. Tak jest wszędzie. Pieniądz potrafi zmienić człowieka, nie zawsze na lepsze.
Jedno wydarzenie, które odebrało życie młodemu mężczyźnie, zniszczyło również życia innych osób.
Alicja, która jak się później okazuje, od lat skrywała tajemnicę. Po tym jak jej syn trafił do więzi*nia popada w depresję, Jędrek nie chce jej widzieć, straciła sens życia, porzuca męża, biznes, życie w Konstancinie i zaczyna egzystować z dala od tamtych wydarzeń, cierpiąc w środku.
Anna Klara również cierpi, pokazuje to w inny sposób, o śmi*rć syna obwinia nie tylko Jędrka, ale również Alicję, chce pomścić stratę jedynego dziecka. Opanowała ją rządza zemsty. Wydarzenia do których dochodzi w kulminacyjnym momencie książki, uświadamiają jej jednak, że była złą matką, że to z jej winy Filip stał się taką osobą.
Książka pokazuje nam warstwy społeczne, z jednej strony elitarne towarzystwo, a tak naprawdę obłudne i nowobogackie. Na zewnątrz idealne a w środku gnijące i zepsute, stwarzające pozory. Postać Tani, która pracowała dla bogatych rodzin, pokazuje z kolei drugą stronę medalu, skromne życie, ciężka praca, przyglądanie się tym wszystkim sytuacjom i milczenie...
Jeśli chodzi o moje osobiste odczucia, to zastanawiałam się nad tym, czy faktycznie konstancińskie towarzystwo zachowuje się w ten sposób, czy nie jest to odrobinę przerysowane? Miałam też poczucie niesprawiedliwości, jeśli chodzi o wybryki Filipa. Nie do końca też mogłam z siebie wydobyć współczucie dla Anny Klary, ale nie miałam z tym problemu w przypadku Alicji. Może to co napiszę będzie kontrowersyjne, ale uważam, że rodzice Filipa mieli duży udział w tym, że chłopak zginął. Moim zdaniem przydałby się chociaż jeden rozdział z perspektywy ojców, chciałabym poznać ich myśli. Przydałoby się też więcej wyjaśniające zamknięcie, pokazujące dalsze losy bohaterów, ale rozumiem, że autorka chciała zamknąć historię na "tu i teraz".
Bardzo ciekawa i wciągająca książka, z plot twistem, którego się nie spodziewałam. Dla mnie odrobinę chaotyczna, ale naprawdę warta uwagi. Na pewno wzbudzi w Was różnego rodzaju emocje. Świetny debiut, który bardzo Wam polecam. Spędzicie z nią super czas, to nie ulega wątpliwości. 🔥
This entire review has been hidden because of spoilers.
Konstancin to dzielnica, w której nie mieszka byle kto. To nie są ludzie, którym po prostu lepiej się w życiu wiedzie i mogą pozwolić sobie na więcej – to ludzie, dla których pieniądze nie mają już żadnej wartości. Chodzi im tylko o to, by być lepszymi od siebie nawzajem.
Nie istnieje tu ani przyjaźń, ani wierność czy szczerość. Wszystko jest na pokaz i po to, by zaznaczyć własną przewagę. Tylko sprzątaczki, kucharki i gosposie doświadczają okropieństw, które dla innych na zawsze pozostają za zamkniętymi drzwiami tego pięknego świata.
W takim właśnie pięknym świecie traci życie Filip – młody, rozpieszczony chłopak z jednego z konstancińskich domów, który organizuje imprezę z okazji rozpoczęcia wakacji. Na imprezę przychodzi też jego najlepszy przyjaciel – Jędrzej, który, choć również dorastał w Konstancinie, nie jest jeszcze do końca zepsuty… Ale czy na pewno?
Gdy między przyjaciółmi dochodzi do bójki, Filip traci życie, a jego ciało zostaje znalezione w przydomowym basenie. Jędrzej trafia do aresztu, a życie obu rodzin zostaje raz na zawsze rozerwane. Rodzice Filipa walczą o sprawiedliwość, ale rodzice Jędrzeja walczą przecież o to samo. Determinacja obu kobiet, by ocalić swoje dzieci, jest niesamowita, mimo że tylko jedno z nich może zostać ocalone. Rozpoczyna się walka pomiędzy tym, co stracone, a tym, co jeszcze można odzyskać.
A jaka jest prawda? I kto ma rację?
Debiut pisarski Elżbiety Marczuk jest moim zdaniem jak najbardziej udanym debiutem. Powieść napisana jest w bardzo oryginalny sposób – nie jest to typowy kryminał czy thriller, ponieważ pojawia się wiele wątków obyczajowych, które, w mojej opinii, świetnie pasują do całej historii. Poznajemy perspektywę dwóch zdruzgotanych matek, które radzą sobie z własnymi tragediami każda na swój sposób.
Anna-Klara, matka Filipa, to bardzo złożona postać – w jednej chwili uważa się ją za przykładną żonę i matkę, która nie dała się jeszcze zepsuć konstancińskiej elicie, w drugiej chwili widzimy jej zepsucie gołym okiem – jej brak uczuciowości, wyrachowanie i emocjonalny chłód. Mimo że kochała swojego syna tak, jak umiała, pojawia się w nas pytanie, czy aby na pewno zrobiła wszystko, żeby zapobiec tej tragedii już na wiele lat wcześniej.
Alicja, matka Jędrzeja, to postać zupełnie odmienna – wrażliwa, pełna ciepła i „normalna”. Nigdy nie należała do konstancińskiej elity i nigdy tego nie chciała, mimo że z mężem i synem mieszkali tam przez wiele lat. Zawsze uważała się za zwyczajną matkę, żonę i kobietę. Choć majątkiem i statusem dorównuje swoim sąsiadom, starała się chronić przed degradacją i zepsuciem świata, w którym rządzą pieniądze.
Te dwie matki – tak odmienne, a jednocześnie połączone przez wspólną tragedię – możemy odkrywać w trakcie lektury, śledzić poszczególne stadia ich depresji oraz to, w jaki sposób cała sytuacja wpłynęła na życie ich i ich mężów.
Książka nie ma szybkiej akcji, ale czytało mi się ją bardzo szybko – dosłownie wystarczył jeden dzień. Wprost nie dało się od niej oderwać, a końcowy plot twist przyjęłam z ulgą i podziwem dla autorki.
Bardzo, bardzo polecam tę książkę osobom, które lubią oryginalne pozycje, wątek macierzyństwa, a także interesują się trochę psychologią.
" [...] Nikt, kto sam jest rodzicem, nie przejdzie obojętnie wobec straty dziecka przez innego rodzica. [...]"
Aż mi się nie chce wierzyć, że "Rezydencja Konstancin" jest debiutem literackim Elżbiety Marczuk. Według mnie jest to dobry thriller psychologiczny, dopracowany dosłownie w każdym szczególe. Każdy miłośnik tego gatunku powinien go przeczytać. Bohaterowie są bardzo wyraziści. Czułam ich emocje. Łączyłam się z nimi w bólu. Ich strach dosłownie mnie przeszywał. Poznałam elitę Konstancina i szczerze mówiąc, nigdy nie chciałabym mieć z nimi nic do czynienia. Anna Klara i Alicja są matkami, a ich synowie są przyjaciółmi. Jedna z nich wychowywała syna bezstresowo. Przekonacie się, do czego to doprowadziło. Chłopak miał dosłownie wszystko, to co chciał, byle tylko siedział cicho. Druga wychowywała syna, tak jak każda matka powinna. Każdej z nich autorka wywróciła życie do góry nogami. Dosłownie ich świat się załamie i już nigdy nie będzie taki sam. Współczułam obu paniom, ale... Anna Klara mnie strasznie irytowała. Była lokalną Marilyn Monroe. Nie polubiłam jej, tak samo jak jej synalka. To diabeł wcielony. Można powiedzieć, że jaka matka taki syn. Karma do nich wróciła. Dzięki tym postaciom śmiało, można stwierdzić, że wychowanie ma znaczenie. A bezstresowe wychowanie może doprowadzić do ogromnej tragedii. Alicję od razu polubiłam. Mocno współczułam jej zaistniałej tragicznej sytuacji. Nigdy nie powinno do niej dojść. Trzymałam za nią kciuki, żeby wszystko się jakoś ułożyło. Poznałam również dwóch przyjaciół Filipa i Jędrka. Jeden z nich straci życie, a drugi będzie podejrzany o jego zamordowanie. Olbrzymia życiowa tragedia obu bogatych rodzin. Jak na to wszystko zareagują elity Konstancina? Czy rodzina domniemanego mordercy będzie mogła normalnie żyć? Czy bogactwo może wciągać jak narkotyk? Autorka w idealny sposób odsłania brudy Konstancina. Ściąga maski bogatym. Pokazuje nam ich fałsz, zakłamanie, sekrety i tajemnice. W idealny sposób widzimy ich obłudę i tuszowanie wybryków młodego pokolenia. Już na wstępie książki dowiadujemy się o morderstwie. Poznajemy również wcześniejsze zdarzenia, które do tego doprowadziły. Jesteśmy świadkami, jak zareagowały na tę sprawę rodziny obu przyjaciół. Czy zemsta zawsze jest słodka? Czy raczej doprowadza do szaleństwa? Zakończenia wam oczywiście nie zdradzę. Autorka wie, jak zamieszać w głowie czytelnikom. Warto dotrwać do końca. Po takim debiucie z przyjemnością będę czekała na kolejną powieść Elżbiety Marczuk. Dziękuję autorce za wszystkie emocje, które towarzyszyły mi podczas czytania. Jestem zadowolona z tego, że mogłam poznać treść tej powieści. Ps. Uwielbiam takie zaskakujące debiuty.
Dostałam od tej książki to, czego oczekiwałam, czyli emocje, intrygi, tajemnice. Autorka w swoim debiucie wyciąga brudy konstancińskiej elity i oprawia je w piękne ramy stworzone z pozorów i bogactwa. Nie jest to typowy thriller psychologiczny — od początku wiemy, kto popełnił zbrodnię, a całość rozgrywa się wokół tego, jak na tę tragedię patrzą rodzice ofiary i skazanego oraz gosposia, która pracuje w domach bogaczy z Konstancina.
Jędrek i Filip przyjaźnią się od lat. Kiedy Alicja odbiera telefon od syna, który przyznaje się do popełnienia zbrodni, jej życie się rozpada. W tym samym czasie w innej konstancińskiej rezydencji inna matka, Anna Klara dowiaduje się, że jej syn został znaleziony mar*wy w basenie. Od tej chwili zaczynamy poznawać skrywane od dawna sekrety rodzin z bogatej dzielnicy, a życie jednego z chłopaków zmienia się o 180 stopni.
Bardzo ciekawy jest tu motyw zbrodni — choć może to banalna i przewidywalna kwestia, to pokazuje, jak zbierane w sobie przez lata frustracje, mogą dać ujście, kiedy pojawi się jeden bodziec i poczucie przekroczenia granic.
W tej historii na wierzch wychodzą brudy i poczucie bezkarności ofiary, tajemnice oprawcy oraz sekrety rodziców obu chłopaków. Poznajemy ich spojrzenie nie tylko na tragedię znad basenu, ale cały przekrój relacji Jędrka i Filipa, który pod szyldem przyjaźni, miał wiele nieciekawych rys.
Bardzo dobrze czytało mi się tę książkę. Spodziewałam się właśnie takiej narracji i bardzo mi ona odpowiadała. To przede wszystkim historia o relacjach międzyludzkich, wpływie pieniędzy na życie swoje i innych.
Mamy też tu dwa kontrasty — jeden bardzo oczywisty, czyli Olena, gospodyni sprzątająca w domach bogaczy, która jest cichym obserwatorem i zamożni mieszkańcy Konstancina, którzy, choć na zewnątrz piękni i zadbani, wewnątrz bywają brudni, obłudni i cyniczni. Drugi kontrast to postaci Jędrka i Filipa: jeden kochający przez rodziców, akceptujących jego wybory, drugi niewidoczny i pozbawiony rodzicielskiego ciepła. Tak, ta książka bazuje na stereotypach, ale mnie to absolutnie nie przeszkadzało, bo całość została ciekawie rozpisana, a ja pochłonęłam ją w jeden dzień.
Zakończenie — świetne. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw, fajnie, że autorka trochę zamieszała. W ogóle muszę przyznać, że to bardzo udany debiut. Z chęcią sięgnę po kolejną książkę Elżbiety Marczuk, jeżeli takowa powstanie.
Klimat Konstancina i ich mieszkańców został świetnie oddany i niektóre sceny czytałam zaskoczona, nawet obrzydzona zachowaniem bogaczy. Z zewnątrz widzimy piękną rodzinkę, z cudownym domem, świetną pracą, osiągnięciami na skalę światową, jednak od wewnątrz wszystko gnije. Szemrane biznesy, zdrady, brak odpowiedzialności za swoje czyny, a nawet przemoc- to tylko zaledwie okruszek z tego co do zaoferowania mają mieszkańcy Konstancina. Dlatego nie ocenia się książek po okładce!
Rozumiem co miała autorka na myśli tworząc tę historię i rozdziały z wielu perspektyw. Ukazanie jak taka tragedia wpływa na różnych ludzi, na rodzinę zabójcy i zamordowanego, a także na samego zabójcę. Jednak myślę, że co za dużo to nie zdrowo i czułam po prostu przesyt. Książka ta trochę wprowadzała mnie w zastój czytelniczy. Fabuła była mocno chaotyczna przez wprowadzoną dużą ilość punktów widzenia. Ja raczej jestem fanką maksymalnie dwóch pov, a więcej powoduje, że trochę się gubię. Zostało tu przytoczone tak wiele historii odbiegających od głównego wątku i tak naprawdę nieistotnych, aż poczułam się po prostu przytłoczona.
Czegoś mi tu zabrakło, coś mi nie zagrało. Rzadko sięgam po kryminały, więc może to też kwestia tego. Zazwyczaj fabuła książek z tego gatunku, polega na szukaniu winnego, zbieraniu poszlak i tak dalej. Tutaj mamy już od początku zarysowane kto jest winny całemu zdarzeniu. Akcja była dla mnie za wolna, mnóstwo tu opisów, które przedłużają książkę. Zakończenie jest ciekawe i zaskakujące, nie domyśliłabym się tego i to jest sporym plusem tej historii.
Mimo, że nie mam jeszcze dzieci, to książka zmusiła mnie do rozmyślania jak ja chciałabym wychować swoje potomstwo i co zrobiłabym, gdybym została postawiona w takiej sytuacji.
Myślę, że książka będzie idealna dla fanów wolnej akcji i thrillerów psychologicznych. Mamy tutaj naprawdę porządnie zgłębioną tematykę uczuć i myśli po takiej tragedii, zarówno rodziny jak i samego zabójcy. Większość książki to wewnętrzne rozmowy obu matek, gdzie często wspominały te dobre i gorsze chwile związane ze swoimi pociechami. Dla mnie książka była trochę nużąca, wolę raczej wartką akcję i wiele zwrotów akcji.
"Rezydencja Konstancin" to historia ludzi, którzy za otoczką zamożności ukrywają własne dramaty osobiste. Sam Konstancin to osiedle bogatych mieszkańców, bajecznych rezydencji oraz najnowszych samochodów.
Z pozoru perfekcyjne rodziny z idealnymi dziećmi skrywają jednak sekrety, które niestety zaczynają wychodzić na jaw. Poukładane życie dwóch rodzin zostaje brutalnie zburzone, gdy syna jednej nich znaleziono martwego na terenie ich posesji. Głównym podejrzanym zostaje najbliższy przyjaciel zamordowanego chłopaka. I właśnie wtedy okazuje się, że w obliczu straty wszyscy stajemy się równi, a kwestie materialne schodzą na dalszy plan. °°° Wyglądają jak milion dolarów, cechuje ich nieskazitelność, wyuczone zachowania i w większości pogarda, którą okazują względem biedniejszych, w tym swojej służbie. Ze względu na takie zachowania bohaterów niemal przez całą lekturę odczuwałam niesmak i zażenowanie. Autorce bardzo dobrze udało się przedstawić emocje i otworzyć nam oczy na prawdę skrzętnie skrywaną pod płaszczykiem perfekcjonizmu.
Zepsuta, zmanieryzowana społeczność Konstancina nie ma do zaoferowania nic poza pełnym portfelem i tylko dramat może zmienić ich podejście do życia. Dzieci wychowywane przez nianie, pozbawione bliskich relacji z rodzicami często sprawiają problemy, które są zamiatane pod dywan przez majętnych tatusiów. W końcu nic i nikt nie może zepsuć ich reputacji. Ale co w przypadku, gdy wydarzy się coś, czego nie da się już naprawić? Nie da się cofnąć czasu, pomimo tych wszystkich milionów na koncie?
Ta szokująca historia przenosi nas do świata elit, w którym wszystkie chwyty są dozwolone, a zasady moralne schodzą na dalszy plan. Ludzkie dramaty i ciekawie przedstawiony wątek rodzicielstwa z wyższych sfer, dają do myślenia.
Uważam, iż jest to bardzo dobry, nietuzinkowy debiut, jednak miałam wrażenie, że przez wprowadzenie zbyt wielu opisów, akcja została trochę rozwleczona. Mały minus należy się za brak ujęcia chronologicznego wydarzeń, co niestety powodowało że gubiłam się w tym, co czytam.
Przyznaję jednak, iż jest to historia godna polecenia, ale jeśli liczycie na szybką akcję i emocje sięgające zenitu, to możecie poczuć się zawiedzeni.
Bywają w życiu takie dni czy momenty, po których życie się absolutnie zmienia i właśnie takich chwile doświadczyły Alicja i Anna Klara, główne bohaterki powieści Marczuk, ponieważ obie tracą synów jednak obie w zupełnie różny sposób.
Historia z racji obranej scenerii pełnej luksusu była prowadzona z niezwykłym rozmachem, bogactwo i przepych brutalnie konfrontowały się z żałobą i olbrzymią stratą. Akcja toczyła się dość dynamicznie, a kolejne przesłuchania i niuanse śledcze tylko to tempo podkręcały, dzięki czemu moje skupienie na fabule było ciągłe i nieprzerwane.
Kręgosłupem powieści są postępowania matek po dramatycznych wydarzeniach związanych z ich dziećmi. Anna Klara kobieta wyrachowana ma przed sobą dylemat czy chronić swoje dziecko za wszelką cenę, czy pozwolić na odkrycie prawdy, która może być opłakana w skutkach, na przeciwległym biegunie jest Alicja kobieta pogrążona w głębokiej rozpaczy, która zmaga się z poczuciem winy i katuje pytaniami, czy mogła tej tragedii zapobiec. Ukazanie tej historii z dwór przeciwnych perspektyw bardzo mi się podobało oprócz realizmu, pozwoliło mi to na tę historię nawet hipotetycznie, ale jednak spojrzeć w zdecydowanie szerszej perspektywie.
Zdecydowanie podobało mi się drugie dno zawarte w książce przez autorkę, a mianowicie to, że pod fasadą bogactwa i luksusu często skrywane są sekrety, grzechy i brud, który skrywa najgorsze ludzkie oblicza. Książka stawia ważne pytanie o granice matczynej miłości i czy może ona służyć za usprawiedliwienie każdej niegodziwości. „Rezydencja Konstancin” bardzo ciekawie zmiksowała gatunki thrillera, ale i dramatu obyczajowego, który prowokuje do zastanowienia się nad granicami bezwzględności.
Historia Marczuk mnie wciągnęła i okazała się historią nad wyraz ludzką i pełną dramatów, gdzie wyścig o władze, pieniądze i reputacje może być drogą donikąd. Książka wraz ze swoim przesłaniem okazała się, znacznie mocniejsza niż na początku przypuszczałam.
Ile warte jest idealne życie, jeśli jego fundamenty zbudowano na pieniądzach?
Książka nie jest historią, która krzyczy, ona szepcze. Za wysokimi ogrodzeniami, wśród dopracowanych ogrodów i lśniących fasad willi, pulsuje świat, w którym wszystko ma swoją cenę. Autorka nie prowadzi nas przez klasyczne śledztwo, lecz przez emocjonalne ruiny, w których każdy krok odsłania coś, co miało nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Tutaj zbrodnia nie zaczyna się w chwili jej popełnienia. Ona dojrzewa latami, ukryta pod pozorami perfekcji.
Największą siłą tej powieści jest sposób, w jaki rozkłada ona człowieka na czynniki pierwsze. Historia Filipa i Jędrzeja nie jest tylko opowieścią o tragedii. To studium wychowania w świecie, gdzie pieniądze zastępują uwagę, a milczenie staje się formą przemocy. Filip, wychowany bez granic i bez ciepła. Jest konsekwencją zaniedbań, których nikt nie chce nazwać. Jędrzej z kolei to jego przeciwieństwo, a jednocześnie odbicie. Dowód na to, że nawet wrażliwość nie chroni przed upadkiem, jeśli zostanie wystawiona na niewłaściwe siły.
Narracja prowadzona z kilku perspektyw, tworzy obraz pęknięty, niejednoznaczny, a przez to boleśnie prawdziwy. Szczególnie wybrzmiewa tutaj głos tych, którzy zwykle pozostają niewidzialni. Ludzi pracujących w cieniu bogactwa, obserwujących jego najbrudniejsze sekrety. To właśnie oni widzą najwięcej i to właśnie ich spojrzenie odbiera tej historii resztki złudzeń. Nie ma tu miejsca na prosty podział na winnych i niewinnych.
Książka, która momentami może wydawać się oszczędna w dialogach czy rozwleczona w refleksjach, jednak to właśnie ten zabieg buduje ciężar tej historii. To historia o pozorach, które potrafią być bardziej niebezpieczne niż prawda, o emocjach tłumionych tak długo, aż zaczynają niszczyć wszystko wokół. I o tym, że czasem największe tragedie nie dzieją się nagle, tylko rosną w ciszy, dokładnie tam, gdzie nikt nie chce ich zobaczyć.
Co byście zrobili, gdybyście otrzymali telefon od swojego wystraszonego dziecka, które być może właśnie popełniło morderstwo? Co w ogóle można zrobić w takiej sytuacji: zatuszować zbrodnie, zgłosić to na policję, zatrudnić najlepszego prawnika, szukać winy w kimś innym?
Właśnie w takiej sytuacji zostaje postawiona jedna z bohaterek - Alicja. Jej ukochany syn, który nigdy nie sprawiał żadnych problemów, podobno zabił swojego najlepszego przyjaciela. Rzecz w tym, że chłopak tego nie pamięta i zrozpaczony wcale nie chce sobie przypominać, ani walczyć o wolność. Co w takim wypadku ma zrobić matka, która nie wierzy w winę syna?
Po drugiej stronie mamy Anne Klare, to właśnie ciało jej Filipa znaleziono w basenie po imprezie. Jej idealny świat sypie się na kawałki, a pragmatyczne podejście jej męża wcale nie pomaga. Co powinna zrobić kobieta, której dziecko ginie w taki sposób? Słysząc wokoło szepty ludzi, że Filip właściwie sam sobie na to zasłużył, ponieważ był okropnym człowiekiem... Poczucie winy w związku z wychowywaniem, a raczej wyręczaniem się zespołem niań czy wychowywaniu dziecka już nic nie da. Nie ma rzeczy, która naprawiłaby tę sytuację, a może jednak?
"Rezydencja Konstancin" to debiut Elżbiety Marczak o kobietach, których życie zmienia się przez jedną imprezę, a właściwie jej konsekwencje. Autorka bardzo fajnie oddaje emocje postaci, zarówno tych głównych jak i pobocznych. Daje nam je poznać przez różne perspektywy i historie. Trochę za dużo było tu dla mnie opisów przy wolnej akcji, a w momencie kulminacyjnym miałam wrażenie, że właśnie rzeczy dzieją się zbyt szybko i nie ma takiego "wow" efektu, ale poza tym jest to bardzo dobry debiut i trzymam kciuki za autorkę przy kolejnych książkach 😊.
Niby jedno zdanie, a jak wiele jest w stanie zmienić w życiu zarówno nadawcy, jak i adresata. Anna Klara i Alicja bezpowrotnie tracą to, co najcenniejsze – swoje dzieci. Przez śmierć wszystko, co do tej pory idealne i piękne, stało się blade i bezwartościowe. Konstanciński świat, wydawałoby się, że bez skazy zostaje naznaczony tragedią. Dowodzenie przejmuje coś najgorszego – wola zemsty skrzywdzonej kobiety.
Elżbieta Marczuk w swoim debiucie opowiada czytelnikowi o wielkiej tragedii zderzonej z idyllicznym światem bogatych i lekkodusznych konstancińskich elit. Drogie samochody, piękne domy, miliony na koncie i z pozoru idealne dzieci. Okazuje się jednak, że ich idealizm to tylko wyobrażenie rodziców, które niekiedy, mimo świadomości prawdy, staje się rzeczywistością przez tworzony nad potomkiem parasol ochronny.
„Rezydencja Konstancin” to zestawienie różnych opisów tragedii oraz jej skutków – z perspektywy sprawcy, jego matki, matki ofiary oraz momentami również otaczającego środowiska. Jakże różne odczuwamy z głównymi bohaterami emocje i jak wbrew pozorom mało się one od siebie różnią. Jest strach, niezrozumienie i bezsilność. Brak wizji jutra, które teoretycznie mogłoby nie nadejść – nie ma już bowiem znaczenia.
Thriller psychologiczny stworzony przez Elżbietę Marczuk wciąga i nie pozostawia czytelnika obojętnym. Porusza ogromnie istotną tematykę, trzyma w napięciu i skutecznie kończy się wielkim zaskoczeniem. Autorka zastosowała retrospekcje w niektórych rozdziałach, co nie zostało wyraźnie oznaczone, przy czym nie przeszkadzało to w czytaniu. Co więcej, pozwoliło to na zrozumienie wielu istotnych kwestii z historii Jędrka i Filipa – przyjaciół ponad wszystko. Podsumowując, „Rezydencja Konstancin” zasługuje na zaszczytne miejsce na półce każdego fana thrillerów psychologicznych.
„Rezydencja Konstancin” to thriller wciągający w świat elit, najbogatszych domów, hucznych imprez, ale także skandali i fałszu, ukrytego pod uśmiechem.
Historię poznajemy z perspektywy kilku bohaterów: Anny Klary, Alicji, Tani oraz Jędrka, przez co mamy szerszy obraz na wszystkie wydarzenia z przeszłości oraz teraźniejszości. Życie całej czwórki złączy się przez jeden tragiczny wypadek. Autorka stworzyła świetną zagadkę kryminalną, wielowątkową i pełną zaskoczeń, choć nie ukrywam kilku chwil znużenia. Mimo iż powieść nie ma dynamicznej akcji, rozpoczyna się dość niepozornie, to czytelnik cały czas odczuwa zainteresowanie wydarzeniami, z każdą stroną robi się coraz ciekawiej, przede wszystkim chce odpowiedzi dlaczego? Co takiego wydarzyło się w noc, kiedy doszło do zabójstwa? Co spowodowało, że dobry, spokojny chłopak traci nad sobą panowanie? Obserwujemy następstwa tego czynu, jak to wpływa na bliskich ofiary jak i sprawcy, jak wali się świat jednych i drugich. Relacja matek, które chcą chronić swoje dzieci, jak zmagają się z bólem i stratą. Autorka z niezwykłą wnikliwością kreśli emocje i przeżycia bohaterów. Z dużą precyzją wnikamy w świat konstancińskich elit, z perspektywy: Anny Klary, która na salonach jest od urodzenia i doskonale wie jak się poruszać w tym środowisku; Alicji, która po przez swoją ciężką pracę może siebie pozwolić na luksusowe życie w tym społeczeństwie; Tani, która jest pomocą domową i dzięki temu zna wiele niewygodnych prawd i sekretów. Mamy też skomplikowaną relacje dwóch chłopaków, którzy różnią się usposobieniem, a także sposobem wychowania, a mimo swoich przeciwieństw przyjaźnią się.
„Rezydencja Konstancin” to debiut, który wciąga w świat intryg, obnaża ludzkie emocje i skomplikowane relacje z zakończeniem, którego nikt się nie spodziewa. Polecam!
"Rezydencja Konstancin" to debiutancka powieść o mrocznych tajemnicach konstancińskich elit autorstwa Elżbiety Marczuk. Ogromne wille, luksusowe samochody, szalone imprezy i trup w basenie. Kto zabił Filipa? Autorka oddała głos kilku bohaterom, dając nam dość panoramiczny wgląd w ich uczucia, myśli i motywacje. Możemy ich naprawdę dobrze poznać i towarzyszyć na każdym kroku tej niebywałej historii. Alicja to popularna w wyższych sferach architektka wnętrz, której wewnętrzny głos raz za razem powtarza, że nie zasłużyła na cały ten splendor. A że karma to suka i lubi wracać, to pewnego dnia kobieta odbiera telefon od syna, który oznajmia, że zrobił coś strasznego. Anna Klara jest matką zamord0wanego chłopaka, który notabene był najlepszym przyjacielem swojego 0prawcy. Jest też perspektywa oskarżonego o m0rderstwo Jędrka oraz Tani, 'niewidzialnej' pomocy domowej. Marczak ma świetny styl, którym operuje z niesamowitym lekkością choć tematy, których się podejmuje, do łatwych nie należą. Autorka stawia przed czytelnikiem szereg pytań, przede wszystkim o wartość przyjaźni w dzisiejszych czasach, o tym jak władza i pieniądze zmieniają ludzi lub wydobywają z nich to, co najgorsze i często prawdziwe, jakie wyzwania stawia przed nami rodzicielstwo. Choć akcja należy do tych raczej wolniejszych to jednak głęboka psychologia postaci i rewelacyjnie zbudowane napięcie w pełni to rekompensują.
"Rezydencja Konstancin" to debiutancka powieść Elżbiety Marczuk, śmiało mogę powiedzieć że był to jeden z lepszych debiutów które czytałam do tej pory.
Autorka zabiera nas do Konstancina, gdzie wszystko jest duże, drogie i opływające w luksusie. Jednak bogactwo nie ochroni nikogo przed śmiercią. Świat Alicji i Anny Klary w jednej chwili bezpowrotnie się zmienia. Rano po imprezie, syn jednej z kobiet zostaje odnaleziony martwy w basenie, a syn drugiej jest głównym podejrzanym w sprawie. Co dokładnie wydarzyło się podczas zakrapianej imprezy?
Fabułę poznajemy z perspektywy kilku osób-uwielbiam taki zabieg! Ta wielowymiarowość pozwala nam poznać historię z różnych perspektyw. Autorka zręcznie buduje napięcie i atmosferę tajemnicy, prowadząc czytelnika przez meandry ludzkich emocji i motywacji. "Rezydencja Konstancin" jest mieszanką thrillera psychologicznego i powieści obyczajowej. Od samego początku wiemy kto zabił i kto zginął, ale nie wiemy co dokładnie wydarzyło się na imprezie. W ostatnich rozdziałach autorka odsłania przed nami wszystkie karty, dostajemy odpowiedzi na wszystkie pytania które nas nurtowały. Jedynym minusem w książce było mało dialogów, za to dużo siedzenia w głowie bohaterom. Zdecydowanie "Rezydencja Konstancin" to książka po którą warto sięgnąć. Trzyma w napięciu do ostatniej strony i zostawia nas z emocjonalnym kacem. Gorąco polecam.
„Rezydencja Konstancin” to świetnie napisany debiut. Od początku czytelnik wciągnięty jest w życie ludzi mieszkających w rezydencjach, apartamentach i bogatych domach. I od samego początku wiemy, że syn Anny Klary nie żyje. Wiemy, kto przyczynił się do jego śmierci. Ale nie wiemy jak do tego doszło. Co tak naprawdę wydarzyło się na imprezie. Życie Anny Klary oraz Alicji, dwóch matek, których jedno dziecko nie żyje, a drugie jest w areszcie zmieniło się w jeden dzień. Od teraz rozpoczyna się gra o zemstę i sprawiedliwość. Akcja książki jest dość dynamiczna. Czytelnik jednak jest wodzony za nos i wciągany w coraz to większe tajemnice i gry. Bohaterowie: To oni pełnią tu główną rolę. Autorka świetnie ukazała portret psychologicznych matek, których dzieci straciły życie, albo wolność. Świetnie również pokazała jak pozornie idealny świat mieszkańców bogatych rezydencji wygląda. Emocji w tej książce nie brakuje. Ból, samotność, poczucie niesprawiedliwości, oskarżenia… To wszystko sprawia, że książka właściwie sama czyta się. Bardzo lubię gdy mogę popatrzeć na dane wydarzenia oczami różnych bohaterów. Tutaj właśnie tak jest. Każdy rozdział zacytowany jest imieniem różnych bohaterów. Komu polecam tę książkę? Każdemu kto lubi thrillery psychologiczne i debiuty.
Nie jest to książka pełna wartkiej akcji. Można powiedzieć, że dynamiki nie ma tu żadnej. Autorka skupiła się na warstwie psychologiczno-społecznej. Pokazuje jak zepsuci potrafią być ludzie. Jak potrafią traktować innych z góry. Jak takie postępki wpływają również na ich dzieci, które są wszystkiego świadkiem. Naturalnie pokazano więc również bananowe dzieciaki (ciekawostka: wyrażenie pochodzi z czasów komunizmu).
Kto jest winny tej zbrodni? Anna i Alicja są ofiarami czy po części winowajczyniami? Czy w ogóle da się na te pytania odpowiedzieć? Czytelnik może sam dokonać własnych osądów. Autorka nie ocenia bohaterów, nie pokazuje w jak należy na nich patrzeć. Przedstawia nam postacie z różnej perspektywy, a czytelnik może dokonać własnego osądu.
Muszę przyznać, że nie jest to książka, która wciąga od pierwszych stron. Warto jednak doczytać ją do końca, bo nie wszystko jest takie jakie się wydanie i zakończenie może zaskoczyć. Czytając tę książkę zastanawiałam się co się dokładnie wydarzyło, że Jędrek zabił Filipa. Byli przyjaciółmi. Gdzie jest więc granica? Nie udało mi się trafić. Warto sięgnąć po ten tytuł zwłaszcza teraz, w wakacje.
Wciągający thriller społeczny, który zagląda za kulisy pozornie idealnego świata elit Konstancina. Luksusowe wille, ekskluzywne imprezy i marmurowe posadzki to tylko fasada — pod nią kryje się brud, którego nie da się już dłużej zamiatać pod dywan.
Fabuła rozpoczyna się od dramatycznego telefonu: „Mamo, zrobiłem coś strasznego”. Jedna noc wystarcza, by życie dwóch kobiet — Anny Klary i Alicji — runęło w gruzach. Syn jednej z nich zostaje znaleziony martwy w basenie, a drugi staje się głównym podejrzanym. W tym świecie pozorów i wpływów nie ma miejsca na sentymenty — liczy się tylko zemsta i walka o własną prawdę.
To opowieść o moralnym upadku, matczynej miłości wystawionej na próbę oraz cienkiej granicy między winą a lojalnością. Autora bezlitośnie obnaża mechanizmy rządzące zamkniętym światem ludzi, którzy mają wszystko — oprócz czystego sumienia.
Idealna propozycja dla fanów gęstej atmosfery, intryg i psychologicznego napięcia. Ten świat przyciąga jak narkotyk — i nie puszcza do ostatniej strony.
Dziś chcę wam powiedzieć kilka słów o debiutanckiej powieści Elżbiety Marczuk. Jest to świetny debiut. Wszystkie postaci i klimat książki zostały dogłębnie przemyślane. Rozdziały z perspektywy różnych bohaterów wprowadzają zagłębianie się w myśli i odczucia. Autorka powoli rysuje nam obraz elit Konstancina, gdzie za fasadą pięknych domów i ogromnych fortun kryją się tajemnice. Tajemnice ludzi pięknych na zewnątrz ale nie jednokrotnie mających wiele na sumieniu. Mocno rozbudowany wątek obyczajowy bardzo mi się podobał. Wejście w ten świat powoduje, że odkrywamy krok po kroku, jak bardzo pieniądze potrafią zmienić postrzeganie dobra i zła. Jak wiele trzeba poświęcić by utrzymać się w ścisłej czołówce ludzi pożądanych w towarzystwie. Chyba każdy z nas marzył by być bogatym i mieszkać właśnie w pięknej willi. Po przeczytaniu tej powieści pewnie nie jedna osoba zrewiduje te marzenia 😁 Z mojej strony powieść zdecydowanie warta przeczytania i uwagi, gorąco polecam. Współpraca reklamowa z wydawnictwem
Luksusowa willa w Konstancinie, w której pozornie wszystko jest idealne. Pozornie – bo mury skrywają sekrety, które potrafią ciągnąć się latami. Elżbieta Marczuk w swoim debiucie funduje nam thriller psychologiczny, w którym rodzinna tragedia splata się z hipokryzją, żalem i mroczną przeszłością.
Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że autorka już na początku podrzuca nam rozwiązanie całej historii. Nic bardziej mylnego! Z każdym rozdziałem wątki gęstnieją, pojawiają się kolejne pytania, a bohaterowie odsłaniają coraz to nowe twarze. To powieść, w której nie ma prostych odpowiedzi, a zakończenie potrafi zaskoczyć.
„Rezydencja Konstancin” to opowieść o tym, że za perfekcyjnym obrazkiem często kryje się dramat. I że luksus wcale nie jest gwarancją szczęścia – czasem bywa złotą klatką.
Jestem tą książką naprawdę zachwycona! Takich debiutów chcę czytać więcej – pełnych napięcia, emocji i mrocznych tajemnic, które trzymają w napięciu do ostatniej strony.
"Rezydencja Konstancin" to debiutancka powieść Elżbiety Marczuk, której nie da się zaszufladkować do jedengo gatunku, bo łączy w sobie kryminał, thriller psychologiczny i obyczajowy.
Już na początku dowiadujemy się, co wydarzyło się w jednej w konstancinskich willi. Po mocno zakrapianej imprezie organizator, młody chłopak zostaje znaleziony martwy, a jego najlepszy przyjaciel przyznaje się do zabójstwa.
To zdarzenie zmienia bezpowrotnie dotychczasowe życie Alicji i Anny Klary - matek ofiary i sprawcy. To z ich perspektywy poznajemy życie elit Konstancina. Na pozór miały wszytsko, bogactwo, wpływy i pozornie idealne rodzinne życie. Ale pod fasadą perfekcji kryją sie dramty. A one obie, każda na swój sposób musi poradzić sobie ze stratą. Autorka w perfekcyjny sposób, dużą wnikliwością pokazuje mechanizmy rządzące zamkniętym światem elit, gdzie pozory są ważniejsze niż prawda, a luksus bywa pułapką. Nie unika trudnych tematów, jak zdrada, samotność czy uzależnienia, pokazując, że życie w "złotej klatce" nie zawsze jest bajką z happy endem. "Rezydencja Konstancin" to książka podczas czytania której zadajemy sobie mnóstwo pytań, zacjowanie bohaterów, ich motywy działania i odnoszenie się do innych ludzi mniej usytuowanych wzbudza niemało emocji. Autorka nie skupia się na samym śledztwie ale z każdą kolejną odsłoną niewygodnych faktów z życia obu rodzin pojawiają sie pytania, czy wszystko co widzimy jest dokładnie takie, a samo zakończenie zaskoczy nie jednego czytelnika.
"Tyle tylko, że nigdy nikogo nie można być pewnym na sto procent".
To jedna z tych książek, po której spodziewałam się ciekawej intrygi połączonej ze smaczkami z życia polskich elit. Bo nie ma co ukrywać - uwielbiam czytać powieści osadzone w realiach obrzydliwie bogatych z tym, że tych polskich do tej pory nie spotkałam.
“Rezydencja Konstancin” to opowieść o świecie, do którego mi daleko (i całe szczęście). Rozpuszczona bananowa młodzież, okazałe rezydencje z całą załogą służby, zepsucie, pogoń za zatrzymaniem czasu, zachowaniem pozorów. A najważniejsze - brak jakichkolwiek skrupułów.
Autorka pokazuje ten świat wyjątkowo autentycznie, ale bez oceniania oraz idealizowania. To pozostawia czytelnikom. W tę rzeczywistość wplata intrygę, która niestety według mnie została zepchnięta na dalszy plan. Więcej tu przemyśleń, obserwowania zachowań bohaterów, ich moralnych dylematów niż samego dążenia do odkrycia prawdy. A ta przecież okazuje się tak zaskakująca, że aż żal, że Elżbieta Marczuk nie daje nam szansy na pełne zaangażowanie się w nią.
“Rezydencja Konstancin” okazała się poprawną historią o samotności, relacjach w świecie elit czy konsekwencjach życia w złotej klatce. Jak na wciągający thriller to niestety za mało, jednak powieść jako książka na lato z pewnością się sprawdzi.
Zakrapiana impreza nastolatków w elitarnym świecie Konstancina skończyła się tragedią. Jedna z matek do końca życia będzie opłakiwała śmi3rć swojego syna, druga zaś stanie w niewygodnym położeniu. Choć fasada idyllicznego środowiska, w którym wszystko zdaje się być nad wyraz przyprawiłaby każdego o zazdrość, śmietanka towarzyska z jaką będziemy mieli do czynienia w „Rezydencji Konstancin” doprowadzi nas co najwyżej do momentu, w którym docenimy to, co mamy. Piękne domy, najdroższe elementy wystroju, samochody i inne wystawne gadżety nie stanowią tu bowiem szczerej dumy z ich posiadania, ale broń w walce o bycie najlepszym. Najlepszym spośród udawanych przyjaciół, bańki napompowanej pozoranctwem i próżnością.
„Wygląd jak milion dolarów był obowiązkiem konstancińskiej, a jedynym akceptowalnym stanem dla kobiet z jej środowiska - nieskazitelność. Tak jak żaden szanujący się facet z odpowiednim statusem nie wsiądzie do rodzinnego samochodu popularnej marki, tak też nie weźmie sobie do domu steranej życiem baby.”
Wejście do świata elit rządzi się swoimi prawami, okupione jest m.in. potem stale wyciskanym na siłowni w ciągłej walce o nieskazitelną figurę. Wyuczone zachowania, bezpardonowe wymagania i paskudne tajemnice, które zdają się scalać to nieprzyjemne towarzystwo. Przyznam, że lekturze towarzyszy nieustanne poczucie niesmaku i podejrzewam, że większość z Was nie chciałaby mieć takich „znajomych”. Zepsuta do granic możliwości finansowo wybitna społeczność, która poza wypakowanymi portfelami nie ma nic innego do zaoferowania. Najgorzej zaś obserwuje się tu nie tyle rodzicielskie poczynania, ich wypakowane sekretami i zdradzieckimi zagrywkami w stosunku do własnych małżonków, ale ich potomstwo, zwane bananową młodzieżą. Mające wszystko zapewnione, jak na złotej tacy, niedoceniające niczego…
Czy w świecie elit można mieć prawdziwych przyjaciół?
Pod pozorami perfekcji autorka utkała niezwykle psychologiczną powieść kryminalną, w której głównie wybrzmiewa dramat ludzki. Rozdzierające matczyne serce emocje po stracie dziecka, wpływające na jej związek małżeński, jak i całe jestestwo. Kobieta stanęła na rozdrożu, w swoim nadmuchanym niczym wydmuszka pustym, choć niby tak wystawnym życiu. Pozbawiona potomstwa, z mężem, który zdaje się odczuwać tę stratę inaczej, bezemocjonalnie. "Rezydencja Konstancin" jest historią wysoce refleksyjną, skłaniającą do przeszacowania wartości życiowych, docenienia naszych rodzin. Tym, co tutaj przyprawia o dreszcze jest strach przed zatraceniem własnego ja na rzecz totalnie niewartych ku temu powodom. Thriller, który nie bazuje na krwawych opisach, pościgach, ale życiowych krzywdach, a każda matka dobrze wie, że najgorszą wizją jawiącą się w umyśle jest utrata najukochańszego dziecka.