Kiedyś to były czasy? Witajcie w PRL – kraju wiecznego niedoboru, gdzie nawet pieniądze są bez znaczenia, jeśli nie masz odpowiedniej legitymacji, talonu lub kartek. Tu wszystko trzeba upolować, wystać, zdobyć lub zorganizować. Łukasz Modelski, historyk i dziennikarz, zabiera nas w podróż do czasów, gdy półki sklepowe świeciły pustkami, a luksusem mogła się okazać... puszka śledzi.
Wejdź do świata "przejściowych trudności" pełnego niedoborów, przestojów, a nawet błędów i wypaczeń. Świata, w którym "eksport wewnętrzny" miał ratować przed bylejakością, a skargi można było wpisywać do specjalnej książki – choć nikt ich nie czytał.
Jak radzono sobie w rzeczywistości, w której absurd szedł pod rękę z propagandą? Przygotuj się na podróż do epoki, w której życie było sztuką przetrwania!
Łukasz Modelski w błyskotliwy i prowokujący sposób odsłania prawdziwy obraz PRL – takiego, jakim go pamiętamy, i takiego, jakim chciano, byśmy go zapamiętali. Ile z tamtego świata wciąż jest w nas?
Fajne! Bez jednej gwiazdki tylko dlatego, że nie "amazing", ale w sumie niczego tej książce nie brak. Sądziłem, że forma (krótkie teksty w formie kalendarza, temat na dzień) mnie zmęczy, ale czytało się przyjemnie. Napisane z jajem i ciekawie. Nic odkrywczego dla tych, którzy się nieco orientują w czasach PRL. Ale nawet wówczas - dobra lektura.
forma nieco cudaczna, ale pozwala w dowolnym momencie otworzyć książkę na losowej stronie bez koniecznego follow upu napisana bardzo plastycznym, takim dziennikarskim językiem, very enjoyable i wiele ciekawych, zgrabnie ujętych tematów (bardzo dużo nie wiedzualam!) autor zaklada że jednak nieco już o tym wiemy i jestesmy w miarę zaznajomieni z historią i kulturą generalnie wieku xx; bez tego średnio z odbiorem i wgl niezła baza wiedzy do krzyżówek panoramicznych (babcia knowledge less go )
To taki trochę leksykon wiedzy o PRL. Wiele tematów, ale każdy tylko liźnięty. Dużo jest o życiu codziennym oraz o kulturze, a zdecydowanie mniej o polityce.
PRL – tylko puste półki i guma Donald? A może coś więcej? Masz swoje wspomnienia?
„Rok w PRL. Codzienność na kartki” Łukasza Modelskiego to nie kolejna opowieść z cyklu „kiedyś to było”, ale precyzyjna wiwisekcja epoki, którą część społeczeństwa wspomina z rozczuleniem, a druga z ulgą, że się skończyła. A może wcale się nie skończyła? To książka jak puszka śledzi z lat osiemdziesiątych- trudno dostępna emocjonalnie, ale kiedy już się ją „zdobędzie”, zostawia posmak, który długo nie schodzi z języka. Modelski nie oferuje fabularnych wzlotów i upadków- to nie powieść, lecz reportażo-kronika, a raczej roczny kalendarz życia w absurdzie. Składa się z faktów, anegdot, cytatów, osobistych dygresji i zdjęć, które częściej bolą niż bawią. Reglamentacja jako styl życia- nie tylko mięsa, cukru i papieru toaletowego, ale też godności. Nie miałeś kartek, legitymacji, talonu- nie istniałeś. Nie znałeś „kogoś”-nie załatwiłeś nic. Znałeś? Nie ufałeś nikomu. Codzienność jako sztuka przetrwania- kolejki, zamienniki, bary mleczne, domowe miksy zamiast margaryny. Życie toczyło się nie wokół marzeń i planów, ale wokół zdobycia proszku do prania. Każdy dzień był survivalem w wersji mono: bez koloru, bez smaku, z odgórnie sterowaną narracją. Propaganda kontra rzeczywistość- autor z chirurgiczną precyzją punktuje rozdźwięk między tym, co pisała prasa, a tym, co działo się na podwórku. Państwo mówiło: rozwój, nowoczesność, potęga. Lud mówił: brak paszportu, brak wędliny, brak sensu. Nostalgia jako mechanizm obronny- Modelski nie obśmiewa tęsknoty za PRL-em, ale ją demaskuje. Pyta: za czym tak naprawdę tęsknimy? Za systemem czy za młodością? PRL był jak stary, zacinający się magnetofon- grał, ale nie zawsze to, czego chcieliśmy słuchać. Absurd w roli głównej- przestoje w pracy, nieczytane księgi skarg, „eksport wewnętrzny”, czyli krajowe luksusy, które trafiały tylko do nielicznych. Wszystko to pokazane z dystansem i humorem, ale podszytym zgrozą- bo ten śmiech często grzęźnie w gardle. Struktura roczna to strzał w dziesiątkę- miesiąc po miesiącu, jak kalendarz życia w kraju permanentnych „trudności przejściowych”. Nie ma tu sztywnej chronologii- są tematy, które rządzą opowieścią. Styl eseistyczno-felietonowy- autor pisze lekko, z ogromną świadomością słowa. Bawi się ironią, sarkazmem, złośliwością, ale nigdy nie wpada w pułapkę kabaretu. Tu każda drwina niesie ze sobą ciężar prawdy. Subiektywność jako siła- autor nie ukrywa, że wybiera, filtruje, komentuje. I bardzo dobrze, bo dzięki temu książka staje się nie suchym zapisem faktów, ale żywym, ironicznym portretem epoki, który stawia niewygodne pytania- takie, na które nie chcemy odpowiadać. Wizualne dodatki- zdjęcia, grafiki, cytaty – wzmacniają efekt „czytanej wystawy”. To nie tylko książka, ale pełnoprawne doświadczenie. Lektura niepokojąca- nie dlatego, że odkrywa coś nowego, ale dlatego, że przypomina, jak łatwo przywyknąć do bylejakości, absurdu i braku. Że można żyć w systemie, który depcze jednostkę- i uznać to za normę. Że nostalgia potrafi wybielić nawet najbardziej szare wspomnienia. A róż? Bywał co najwyżej na papierze toaletowym... jeśli akurat był. Modelski stawia pytanie: ile PRL-u wciąż nosimy w sobie? Ile go zostało w języku, strukturach, codziennych nawykach? To książka nie tylko o przeszłości, ale przede wszystkim- o teraźniejszości i przyszłości. Dla tych, którzy PRL znają z autopsji- będzie jak zderzenie wspomnień z rzeczywistością. Dla młodszych- jak zimny prysznic po opowieściach dziadków o „tańszym chlebie”. Dla wszystkich- znakomita lekcja historii, jakiej nie znajdziesz w podręcznikach.
⭐ Ocena: 8/10 – poruszająca, błyskotliwa i boleśnie aktualna. Modelski mistrzowsko łączy ironię z historyczną rzetelnością, tworząc opowieść, która bawi, boli i otwiera oczy. To nie tylko podróż w czasie – to lustro, w którym wciąż widać nas samych. #prl #rokwprl #łukaszmodelski #recenzjaksiazki #czytambolubie #reportaż #literaturafaktu #książkowapasja #bookstagrampolska
Pierwsze rozczarowanie po sięgnięciu po ten tytuł, to to że wcale nie została przedstawiona codzienność na kartki, lecz kartki z kalendarza. Niestety z tego powodu powtarzane są czytelnikowi kolejne znane już z setek innych opracowań i artykułów historie (często ograniczone do haseł, bez należytego rozwinięcia). W imię rozprawiania się z mitami, podjętego na wstępie książki, przytaczane są więc podobne, lecz podlane nieco innym sosem.
Niestety najciekawsze elementy tej książki – bo zdecydowanie takie się zdarzają, bo autor potrafi przyciągnąć nas do lektury – są potraktowane nieco ad hoc i po macoszemu. Chodzi o fragmenty przedstawiające prawdziwą codzienność życia w PRL-u, czyli to czym zostaliśmy zwabieni do tego tytułu. Forma książki nie pozwala na rozwinięcie żadnego z tematów: dostajemy ciekawy kolor, ale niestety bez żadnej głębi, zostając zmuszonymi do doszukiwania się reszty (bądź prawdy) w innych źródłach. Szkoda.
Z żalem muszę również zaznaczyć, że autor z rzadka wpada w nastrój… powiedzmy, że wyniosły, a swada (która naprawdę potrafi rozbawić w wielu miejscach) przeradza się w dętość. Ma to miejsce wtedy, gdy temat okazuje się dla czytelnika nowy, co tylko potęguje niedosyt i chęć rozwinięcia wiedzy, lecz autor jakby wychodzi z zamysłu, że czytelnik jest tutaj dla niego, zdaje się czerpać satysfakcję – poprzez odwołania i słownictwo - z udowodnienia ile to czytelnikowi brakuje, i ile to autorowi udało się usłyszeć i poznać i przeczytać. I znowu szkoda, że się jest jedynie biernym obserwatorem tego, a nie uczestnikiem podróży w historii. Nie kojarzysz tej historii? W takim razie… Sorry Winnetou.
I to wszystko nie irytowałoby tak bardzo i pozwoliłoby odłożyć ten tytuł prędzej na półkę, gdyby nie to, że w rzeczywistości widać napracowanie i oddanie autora do tego tematu, i zwyczajnie ma się ochotę posłuchać tych historii więcej i głębiej wejść w ten świat abstrakcji, który towarzyszył Polakom przez tak wiele lat, odbijając się i na dzisiejszych pokoleniach. A jednak.
🍒 Jak tylko zobaczyłam ten tytuł, wiedziałam, że chcę go przeczytać. Choć urodziłam się już po PRLu, te czasy zawsze mocno mnie interesowały, może też ze względu na opowieści babci i mamy. Myślałam więc, że ta książka przybliży mi lata karteczek, kolejek i sprzedaży oranżady na ulicy.
🍒 Książka faktycznie zawiera w sobie wiele ciekawostek z tamtego okresu. Niestety, odbiór był dla mnie bardzo ciężki. Myślałam, że będzie to w formie… trochę wspomnień, opisywania takiego codziennego życia. A bardzo dużo tu kwestii politycznych, czasami trudnych do zrozumienia i mało ciekawych dla kogoś, kto z tymi czasami nie ma nic wspólnego. Do tego są to historie podzielone na daty, ale były one rozrzucone chaotycznie i przez to ciężko było mi coś zapamiętać - wolałabym, żeby były ułożone chronologicznie.
🍒 “Rok w PRL-u” to zdecydowanie ogromna dawka wiedzy. Myślę że dla kogoś, kto chce poznać ten okres bardziej politycznie, będzie idealna, bardzo szczegółowa. Ja, która woli poznawać codzienne losy zwykłych ludzi, oczekiwałam trochę czegoś innego.
sporo tutaj ciekawostek i obalonych mitów, ale całość jest tak chaotycznie opracowana, ze trudno się połapać o czym tak właściwie teraz mowa. skaczemy między różnymi latami i w różne pory rok, brak jakiejkolwiek chronologii. dużo wydarzeń opowiedzianych jak oczywistość- jeśli książka jest dla osób, które przeżyły tamten czas, to pewnie o tym już wiedzą. natomiast jeśli jest dla młodych, to nie mieli szansy się tego dowiedzieć wcześniej choćby w szkole, bo program urywa się po II WŚ. pomieszane i poplątane :(
To książka dobra jako wprowadzenie do tematu życia codziennego w PRL, ale dla osób szukających głębszej analizy i bardziej szczegółowych opisów codziennych zmagań może pozostać niedosyt. Zabrakło mi opisu, jak wyglądała codzienność w domu, mało też było o pracy, szkole czy wychowywaniu dzieci.
Bardzo ciekawa ksiazka, dosyc ogolna na temat PRL-u, ale obalajaca sporo mitow. Co mnie jednak bardzo mierzilo, to byla jej chronologia, a raczej totalny jej brak. Autor wymyslil sobie dosyc specjalny sposob opisywania wydrzen, ale dla mnie bylo to zbyt duze skakanie z roku na rok - jest to jednak rzecz gustu; niektorym sie spodoba, mnie akurat niezbyt.