Co sprawia, że sięgacie po książkę? Ładna okładka, ciekawy opis czy może intrygujący cytat, który od razu wywołuje w was chęć poznania jego źródła i znaczenia.
Po co pytam, zapytacie. Siadając do tej recenzji, sama zadałam sobie to pytanie w kontekście książki „Po zmroku”. Historia może nie wyróżniała się niczym szczególnym — nie było tu innowacyjnych zabiegów, których nie znajdziemy w innych powieściach z podobnego gatunku. A mimo to, fabuła była na tyle wciągająca, że kiedy włączyłam audiobooka, przedświąteczne przygotowania w kuchni zleciały jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki.
Kasandra Lit, główna bohaterka, doświadczyła traumatycznego wydarzenia jako dziecko, które odcisnęło piętno na jej dorosłym życiu. Wydaje się być odludkiem, unikającym kontaktów z ludźmi, nieufnym, a miejscami przejawiającym paranoidalne zachowania w sytuacjach, które z pozoru są zwyczajne i codzienne. Muszę przyznać, że w niektórych opisanych scenach odczuwałam wrażenie, jakbym przeniosła się do alternatywnej rzeczywistości i zastanawiała się, czy to, co właśnie przeczytałam, naprawdę się wydarzyło, czy może to tylko efekt zwodniczego umysłu głównej bohaterki.
Należy też pamiętać, że Kasandra jest głównym motorem całej historii. To ona kreuje fabułę, skrzętnie wplata w nią kolejne elementy, a miejscami pojawia się więcej pytań niż odpowiedzi. Dodatkowo, narracja prowadzona jest w dwóch liniach czasowych, co sprawia, że przeszłość splata się z teraźniejszością. To zagęszcza atmosferę i miejscami czyni opowieść duszną i lepką niczym mazurskie powietrze w letni wieczór.
Bartosz Szczygielski znakomicie oddał klimat słowiańskich wierzeń, wplatając je w współczesny pejzaż gęstych, mrocznych mazurskich lasów. To sprawia, że to, co wydaje się zwyczajne, nabiera cech tajemniczego, niebezpiecznego i klaustrofobicznego. Mazurski ośrodek wypoczynkowy, zwykle kojarzony z relaksem, tym razem sprawia wrażenie opuszczonego i zapomnianego, nie zachęcając do gościnności. Tajemniczy właściciel, witający Kasandrę enigmatycznym uśmiechem, jakby przyjął do siebie od wieków niewidzianą córkę, trzyma ją w niepewności, sprawiając, że podczas lektury przechodzą po ciele ciarki. Na każdym kroku ostrzega, by „nie wchodzić do lasu po zmroku” — co sprawia, że las nabiera fizycznego, żywego charakteru, jakby tylko czekał na zachód słońca, by pochłonąć nieostrożnych.
„Po zmroku” to thriller, który polecam z całego serca. Historia jest prosta, a zarazem przyciągająca i wciągająca, wprowadzając czytelnika w duszną, mroczną atmosferę mazurskich lasów. Za dnia zachęcają chłodem i spokojem, lecz wieczorem zaczynają snuć swoją tajemniczą, niepokojącą pieśń — jak syrena na morzu, kusząca dusze obdarzone ciekawością, pełne wierzeń ludowych i mroku, który, wbrew pozorom, nie spowija tylko nocną porę, lecz również cień dnia.