kiedy zaczęłam „lalkę” po raz drugi, byłam naprawdę zmotywowana do wyrobienia sobie opinii i to był mój jedyny motor napędowy do dalszego słuchania audiobooka, który dłużył mi się czasem nawet na przyspieszeniu x2. postanowiłam podzielić się kilkoma moimi spostrzeżeniami.
1) pacing tej książki jest strasznie zaburzony. cały czas coś się dzieje, ale w gruncie rzeczy większość z opisywanych wydarzeń mają niewielkie znaczenie dla fabuły. oczywiście zaraz znajdą się ci, którzy uznają, że prus chciał w ten sposób jak najszczegółowiej opisać xix-wieczną warszawę; w jakimś stopniu mu się to udało. niestety, mimo że chciałam być na maksa zaangażowana w dalsze losy bohaterów to bardzo rozwleczona, leniwa akcja na początku i spięte zakończenie było bardzo dziwnym zabiegiem, które doprowadził mnie niejednokrotnie do uniesienia jednej brwi. nie miałam takiego problemu przy „babel”, więc uznaję to za minus typowo „lalki”.
2) łęcka wcale nie jest aż tak zła, na jaką większość ją maluję. spodziewałam się prawdziwej kokietki i femme fatal, kiedy tutaj taką rolę przyjęła bardziej wąskowska niż izka. iza kilkukrotnie(!) odrzuca wokulskiego i to nie tylko przez jego pochodzenie, ale także dlatego, że go zwyczajnie słabo zna. dziwna obsesja stacha na temat kobiety niemal dwie dekady od niego młodszej była zwyczajną motywacją do wstawania z łóżka, bo według mnie gościu naprawdę całą powieść był w głębokiej depresji. tymczasem izka była młoda, rozpieszczona i wychowana na salonach, gdzie flirtowanie podczas rozmowy było zwyczajną oznaką taktu ze strony kobiety, szczególnie takiej na wydaniu. nie bronię jej zachowania na samym końcu, ale stachowi zdecydowanie tyle wystarczyło, żeby nazwać izabelę, podobno swoją największą miłość pośrednio „duchową prostytutką”, sooooo.
dla wszystkich, którzy mówią dodatkowo, że łęcka łasiła się o pieniądze stacha: XD. stach w sekrecie kupił weksle, potem jakąś klacz, a na końcu kamienie. kiedy izabela powiedziała mu, że „prześladuje jej rodzinę”, stachu się tak oburzył, że zaczął na nią krzyczeć, że on jest wierny jak pies coś tam coś tam mimimi. aha i wokulski też ożenił się dla hajsu ze starszą, zamożną kobietą wcześniej, czy ja czuję… hipokryzję? podwójne standardy? :0
3) nawiązując, mizoginia tutaj jest tak mocna, że dawno się tak nie zmęczyłam, wywracając oczami. rozumiem, czasy się zmieniają itp., ale pozytywizm jest określony jako moment początku emancypacji. tymczasem dostajemy takie kwiatki jak:
• „to, co robi kobietę podobną do restauracyjnej serwetki, którą każdy może obcierać usta i palce?… to jest flirt, bardzo dobrze!…"
• „trzeba było poznawać kobiety nie przez okulary mickiewiczów, krasińskich albo słowackich, ale ze statystyki, która uczy, że każdy biały anioł jest w dziesiątej części prostytutką”
• „umysłem i pracą przeciętna kobieta jest niższa od mężczyzny, ale obyczajami i uczuciem ma być od niego o tyle wyższa, że kompensuje tamte nierówności. przynajmniej tak nam to ciągle mówią, my w to wierzymy i pomimo wielu niższości kobiet stawiamy je wyżej od nas…”
wszystko z ust wokulskiego ;)
4) mnóstwo antysemickich tekstów, nie mam ich zaznaczonych, ale niechęć do żydów czuć całą książkę. nie wiem, jakie było osobiste stanowisko prusa, więc nie wypowiem się, czy to dobre nakreślenie polskiego społeczeństwa, czy jego własne uprzedzenia. nadal mega niesmaczne.
5) dla przełamania negatywów: bardzo podobała mi się relacja wąsowskiej i ochockiego, ich przekomarzania to totalnie moje ulubione dialogi z tej książki! gdyby prus poświęcił wąsowskiej trochę więcej czasu i napisał o niej choćby opowiadanie, to z najwyższą przyjemnością bym je przeczytała!!! mega ciekawa, złożona postać, szkoda, że większość jej opisów zaczyna się i kończy na „rezolutna wdówka”...
6) super fajnym wątkiem była kamienia łęckich, poznawanie lokatorów i ich perypetii. cały konflikt między mieszkańcami był, co prawda, poruszony głównie w kilku rozdziałach pamiętników starego subiekta, ale nadal słuchało się tego chyba najprzyjemniej. kłótnie ze studentami i zawiłości między stawską a baronową, mega się wkręciłam!! jeszcze pośród tego rzecki, który próbuje wszystko pokojowo rozwiązać 😭😭 loved it
podsumowując, nie będzie to moja ulubiona lektura, według mnie sporo było niepotrzebnych wątków, które tylko pogmatwały główną linię fabularną. mimo to, ostatecznie cieszę się, że zmusiłam się do kolejnego podejścia, bo jest to książka, nad którą nadal można żywo dyskutować!