Poddałam się ciekawości, aby sprawdzić, jak sobie radzi autorka romansów z historical fiction w tle z zupełnie innym gatunkiem literackim. Wrażenia okazały się porównywalne z reakcjami choćby na książki Evžena Bočeka, czyli parogodzinne, niekontrolowane wybuchy śmiechu, czysta głupawka i ... niewiele więcej. Ale nie żaluję.
Pierwsze wydanie „Pamiętnika...” ukazało się w roku 2017 pod nazwiskiem Patrycja May, które jest również, obok Joanna Jax, pseudonimem literackim tej samej pisarki. Najwcześniejsze wpisy wprowadziła jej bohaterka do swojego dziennika, gdy miała czternaście lat i do jej obowiązków należały wielogodzinne dyżury w kolejkach przed sklepami. Są lata 1980-e. Choć po przełomie kolejki zniknęły, nadal bywa wesoło, na przykład podczas krajowych i zagranicznych podróży małym fiatem. Tym bardziej, że nie tylko dziewczyna, także grono jej stałych trojga przyjaciół oraz trzypokoleniowa rodzinka, wszyscy są z lekka szurnięci. I to by było na tyle. Polecam jako chwilową odskocznię od lektury koronawirusowych doniesień!