Wigilia Bożego Narodzenia. Ulice Warszawy pustoszeją, mieszkańcy zaszywają się w zaciszu swych domów, by zasiąść przy świątecznych stołach. Jednak nie wszyscy. Adam Lorenz, komisarz Wydziału Zabójstw, dostaje wezwanie. W jednym z mieszkań zostaje zastrzelony młody mężczyzna. Miejsce zbrodni nie przypomina niczego, z czym Lorenz spotkał się podczas wieloletniej pracy w policji.
Morderstwo wydaje się bardzo szczegółowo zaplanowane. Nie ma żadnych śladów. Nie ma podejrzanych. Nie ma motywu. Jedynym punktem zaczepienia jest stara fotografia pozostawiona przez zabójcę. Do pomocy w śledztwie zostaje przydzielona profilerka Iza Rawska. Wspólnie z Lorenzem usiłuje odgadnąć, jaka historia kryje się za popełnioną zbrodnią. Nie mogą przypuszczać, że to dopiero jej początek...
Kiedy czyta się przez większość swojego życia, ciężko natknąć się już na książkę, która wciągnie bez reszty. Tak, że mimo obowiązku pójścia do pracy, ma się ochotę zarwać dla niej noc. Nigdy bym nie pomyślał, że "Pchła" wciągnie mnie tak bez reszty. Z dorobku literackiego autorki wynika, że jest to debiut w gatunku kryminał, ale ja czytając miałem wrażenie, że mam do czynienia z bestsellerową autorką. Sama zaś "Pchła" to kolejna w bogatym dorobku autorki książka.
Nie będę zbliżał się nawet do próby opisania fabuły, bo zwyczajnie boję się zaspojlerować cokolwiek. Mogę napisać, że autorka umiejętnie przeplata wątki historyczne ze współczesnymi. Potrafiła stworzyć przekonujących bohaterów, zwłaszcza postać głównego bohatera - komisarza Adama Lorenza. Mimo, że posiada wiele cech, jakimi odznaczają się bohaterowie powieści kryminalnych to i tak ma coś w sobie, co przyciąga i sprawia, że chce się mu kibicować w rozwiązaniu śledztwa. Lorenza naznaczyła bolesna przeszłość, przez którą jak pisze sama autorka, z jednej strony stał się kruchy, z drugiej wręcz niezniszczalny. Jest policjantem wzorowym, oddanym pracy i gotowym na każde poświęcenie, by tylko dopaść tego lub tą, która stoi za popełnianymi morderstwami. Sama zagadka kryminalna jest misternie skonstruowana. Do końca niewiadomo kto jest sprawcą i czym właściwie kieruje się morderca.
Ja "Pchłę" czytałem praktycznie z przerwami na pracę. W autobusie, tramwaju, gdzie tylko miałem chwilę. Znacie to uczucie, gdzie pod sam koniec książki niemal połykacie kolejne zdania, byle tylko dotrzeć do finału i dowiedzieć się kto jest sprawcą? Dopadło mnie to przy "Pchle" z całą mocą. Ogromnie gratuluję pomysłu autorce oraz literackiego kunsztu. I jeżeli jest mała szansa, że to przeczyta to apeluję i proszę o kontynuację. Rewelacyjny kryminał. Jeden z lepszych, jakie czytałem. Oby więcej takich autorów na naszym rynku. I takich powieści jak "Pchła". Polecam bardzo, bardzo, bardzo :)
Słyszałam kilka bardzo dobrych opinii o tej książce- z ręką na sercu mogę powiedzieć, że były one słuszne. Gdy po nią sięgałam, nie miałam większych nadziei na to, że zaskoczy mnie czymkolwiek. Byłam pewna, że będzie to kolejny, wpisujący się w szablon, kryminał. Nic bardziej mylnego! Książka zaciekawia już od pierwszego akapitu. Akcja nie traci na dynamice przez wszystkie strony opowieści, a sposób w jaki przedstawieni są bohaterowie daje nam możliwość na dokładne ich poznanie. "Pchła" to zdecydowanie godna polecenia opowieść kryminalna, która może zostawić drobny niedosyt oraz zachęcić do sięgnięcia po więcej książek Anny Potyry.
Całkiem niezły debiut, autorka miała konkretny pomysł na fabułę i sprawnie go zrealizowała. Mimo to jest tu dość dużo typowych dla kryminałów schematów, które mogą znużyć, więc książka nie jest nieodkładalna. Na plus - czas akcji, który przypada na ostatni tydzień grudnia, więc idealnie pokrył się ten fakt z moim czasem czytania.
Bardzo dobra książka z wątkami z czasów wojny. Mimo tego ilość historii nie przytłacza, jest ona idealnym tłem. Na ostatnich stronach ni stąd ni z owąd pojawia się temat aborcji z naciskiem na ruch antyaborcyjny co uważam za minus tej książki, ponieważ nie szukałam tam polityki tylko dobrego kryminału.
Słyszałem wiele dobrych opinii na temat tej książki i się nie zawiodłem. "Pchła" jest udanym kryminalnym debiutem Anny Potyry. Autorka miała bardzo dobry pomysł na historię o serii zabójstw między Świętami a Nowym Rokiem, mieszając czasy współczesne z historią, tworząc specyficzną opowieść, którą czyta się lekko i przyjemnie. Ciekawi bohaterowie, nie tak oczywista sprawa i nietuzinkowe pomysły czynią z tego książkę interesującą i wartą polecenia.
Anna Potyra to debiutująca autorka, która na swoim koncie ma kilka historii dla młodszego czytelnika i jedną, z opisu wnioskując, komedię omyłek. Jak sami rozumiecie, podejście do kryminału jest w tym zestawieniu czymś nowym. Rękawicę podjęto, ale jak udał się sparring?
„Pchła” opowiada historię seryjnego mordercy. Porzucone przez niego miejsca zbrodni diametralnie się różnią, poza odnalezieniem starych, przedwojennych fotografii i łusek z karabinów, używanych przez Niemców podczas II wojny światowej. Przestępca wydaje się zorganizowany i skrupulatny, jednak na jego drodze staje zgrany zespół śledczych, któremu przewodniczy Komisarz Adam Lorenz. Jak poradzi sobie z tą skomplikowaną układanką bohater, którego wciąż dręczą własne demony?
Książka jest napisana w trzeciej osobie czasu przeszłego i w głównej mierze podążamy krokami śledztwa w oczach Pana Komisarza. Jednak w jego zespole pojawia się również piękna profilerka Iza, młody policjant o wiele mówiącej ksywce Brylant i postawny ślązak – Corsetti. Jest to drużyna, która pracuje ciężko, uzupełnia się i posiada charakter. Nie wiemy zbyt wiele o postaciach pobocznych, ale są one wyraziste, mają indywidualne cechy i własne zadania. Warto w tym miejscu wspomnieć, że posiadamy zarówno fragmenty narracji z punktu widzenia świra i przetrzymywanej ofiary, czekającej na śmierć. Taki smaczek, ale nieliczni autorzy potrafią go odpowiednio wykorzystać. Tutaj się poniekąd udało. Jednak żeby nie było tak do końca cukierkowo, to właśnie historia postaci przedstawia w sobie pierwszy zarzut, który muszę zaznaczyć. Nasz poczciwy Komisarz, niestety jest kolejnym, skrzywdzonym przez los samotnikiem, który zasłania się pracą i profesjonalizmem, podczas gdy demony przeszłości kryją się w każdym cieniu. Bardzo to obrazowe, ale było już tyle razy, że staje się męczące. Czy proszenie o to, aby bohater choć raz mógł wracać do kochającej żony i dziecka, któremu czyta na dobranoc, jest nie do zrobienia?
„(…) wielokrotnie już się przekonał, że los był złośliwym skurczybykiem, który rozdawał ludziom karty wedle własnej fantazji, często pozbawionej jakiegokolwiek sensu. Potem pewnie dobrze się bawił, obserwując, jak pędraki się męczą, próbując udźwignąć cały bagaż, jaki przypadł im w udziale. Reklamacji nie uwzględniał. To oczywiste.”
Jeśli weźmiemy na wokandę szybkość akcji, to książka jest wyważona i czyta się naprawdę płynnie. Wydawało mi się przez chwilę, że zaraz otrzymam ograny zwrot akcji, ale poniekąd mile się zaskoczyłam. Śledztwo jest prowadzone spokojnie i metodycznie, skupione na faktach, poszlakach i poszukiwaniu powiązań, odsuwając makabryczne opisy i dokładną analizę rozkładających się szczątków. To mi się podobało, bo ostatnimi czasy panuje trend, że im bardziej krwawo, tym lepiej, a mam wrażenie, że pewna duszność i zapętlenie w desperacji i beznadziei, często wypada kryminałowi na korzyść bardziej niż tona wylanej posoki.
Podsumowując, kawał całkiem dobrej roboty i nie ukrywam, że po cichu liczę na jakąś kontynuację. Nawet pozwolę po raz kolejny wystrychnąć się na dudka :)
Jak na debiut autorki, jeśli chodzi o kryminały, to jest on naprawdę dobry. Od książki nie mogłam się dosłownie oderwać i całość przeczytałam w dwa dni, a dla mnie to dosyć szybko. Momentami miałam chwile refleksji, bo tematyka łączy się z Drugą Wojną Światową. Nie jest to mój ulubiony okres historyczny, ale i tak byłam zaangażowana i czytałam w wielkim napięciu. W wydarzenia wciągnęłam się bez reszty i czekałam tylko na kolejne poszlaki i razem z bohaterami domyślałam się, kto jest winny. Zabójcy nie przewidziałam, ale za to domyśliłam się motywu. Wpadłam na to dopiero w połowie książki, a że zazwyczaj odgaduję przestępcę i motyw po paru rozdziałach to ta historia mnie zaskoczyła. Przyznam się, że przywiązałam się do bohaterów i żałuję, że to jednotomowa historia, bo z wielką chęcią przytyłabym inne ich kryminalne przygody.
Nie wszystko mi się jednak do końca podobało. Po pierwsze, wątek romansu, który był tak wciśnięty na siłę, że to aż bolało. Poza tym i tak nic nie zmieniał w ogólnej fabule, więc z chęcią bym te momenty wycięła, bo nic mnie tak nie boli jak nieudany romans w tego typu książkach. Po drugie, słabe zakończenie. Po tak wciągającej historii spodziewałam się czegoś wciskającego w fotel, a dostała co dostałam. I taki mój osobisty minus, czyli główny bohater, który jest policjantem. Dlaczego to zawsze misi być policjant i to jeszcze po przejściach? Dlaczego nie może to być detektyw, dziennikarz, pisarz czy ktokolwiek inny?
W ogólnym rozrachunku wychodzi na plus. Książkę bardzo polecam, bo jest to jeden z lepszych kryminałów, jaki ostatnio czytałam. Wciągnęłam się w historię bez reszty, zagadka jest interesująca i nawet pomimo słabego zakończenia to autorka zaliczyła udany kryminalny debiut.
Pchła powieść kryminalna autorstwa Anny Potyry, której akcja toczy się w Warszawie, a co najciekawsze, w której wątek historyczny odgrywa bardzo dużo role. Od czasu do czasu lubię sobie przeczytać kryminał, co prawda nie jest to gatunek, w którym sie "specjalizuje", natomiast zawsze cieszę się kiedy wpadnie mi w ręce coś polskiego autora. Czym urzekła mnie Pchła? Dla mnie jako mieszkanki stolicy fajnie było przeczytać książkę, w której autorka bardzo mocno zadbała, żeby czytelnik nie zapomniał w jakim mieście toczy się akcja to po pierwsze. Po drugie bardzo ciekawie zostały tutaj wplecione wątki historyczne co niezwykle mnie urzeklo, a po trzecie sama fabuła miała w sobie coś filmowego m.in bardzo przejmujące opisy zbrodni szczególnie jedna długo pozostanie w mojej pamięci. Natomiast nie ma w tej książce dla mnie takiego efektu wow, nie czułam tej takiej pajęczynki połączeń, mój mózg nie wchodził na wyższe obroty, jeśli chodzi o rozwikłanie zagadki zbrodni. Wydaje mi się, że trochę ten wątek historyczny Powstania Warszawskiego trochę przykrył ten taki kryminalny wydźwięk powieści. Sporo wątków pobocznych, rozumiem, że miały one wprowadzić pewnego rodzaju zamęt i rzucić podejrzenia na kogoś nie do końca wplątanego w tę historię ale jakoś mnie to nie przekonało. Generalnie oceniam tą książkę jako dobrą ale nie powalająca.
Jesteś pchłą. Jesteś pchłą. A może wydaje Ci się, że Twoje życie jest więcej warte?
To była całkiem niezła przygoda! Kryminał z historią w tle, gdzie działo się dużo, zagadek i tropów było mnóstwo, a wszystko to kleiło się jak należy. Zaskoczyła mnie wiadomość, że to był debiut autorki w tym gatunku, bo jeśli debiut jest tak dobry, to co to będzie przy następnych książkach? Wracając jednak do „Pchły” Potyrze należy się pochwała za wartką akcję, dobrze zbudowane postaci i za pomysł. Wciągnęła mnie ta książka bardzo. Ja ją przesłuchałam i realizacja była na tyle dobra, że zapominałam o bożym świecie słuchając. Mógłby z tego dobry serial być, gdyby ktoś sensowny się za to zabrał :)
Pozostaje mi po prostu polecić ten tytuł, więc czytajcie, bo to jest dobre!
Nieszablonowy kryminał, w którym teraźniejszość splata się z trudną i bolesną historią, wątek romantyczny nie irytuje ani przez pół sekundy, rozwiązanie zagadki tajemniczych morderstw wcale nie jest oczywiste, a wytypowanie mordercy jest w praktyce niemożliwe przed zakończeniem. Trudno się od tej książki oderwać. Z niecierpliwością czekam na kolejny tom.
Kryminał jakich wiele. Plusy za brak tendencyjnych wtrętów politycznych, żadnej nachalnej poprawności politycznej i innych lewackich bzdur. Sama treść w miarę ale dupy nie urywa.
Nareszcie żywa fabuła rozgrywająca się w realiach nam znanych i nie podrasowanych, z zachowaniem zdrowej logiki! Do tego postaci wręcz namacalne, wielowymiarowe i zachęcające do poznania. Bez amerykańskiego czy norweskiego zadęcia - "nasza" narracja, oparta na naszej nieoczywistej historii. Absolutnie must read nie tylko do pociągu :) Autorka podobno dotąd pisała dla dzieci. Czytając jej debiut kryminalny aż korci, żeby poczytać czym kusiła dotąd modszych czytelników.
Autorka wykorzystała już dobrze znane schemat; policjant z traumatyczną przeszłością, dla którego praca staje się antidotum na zło, które go spotkało. Przestępca, który ma misję do spełnienia oraz kobieta, która jest niedoceniana – wręcz lekceważona, ale od początku czuć napięcie pomiędzy bohaterami. Tu jednak chylę czoła, bo Anna Potyra wprowadza nową jakość w kategorii kryminału. Korzystając ze znanych już pomysłów tworzy pełną napięcia i nieprzewidywalną historię, przedstawioną z kilku perspektyw. Z jednej strony poznajemy plan i działania Adama Lorenza i jego zespołu, z drugiej dzięki zastosowanej retrospekcji zdarzeń wtajemniczmy się w przebieg zbrodni. Epizodycznie pojawia się narracja ze strony ofiar, wczytujemy się w ich ostatnie godziny, zanim zapadnie wyrok.