Jeżycjada to cykl, o którym chyba słyszał każdy, a wielu czytelników ma za sobą sporą ilość tomów. Ja doskonale pamiętam, jak będąc dzieckiem, a później nastolatką, poznawałam historie tworzone przez Małgorzatę Musierowicz, jednak zdecydowanie nie robiłam tego po kolei. Do tego minęło tyle czasu, że aktualnie nie wiem, którą część mam za sobą, a jakiej jeszcze nie, zatem w tym roku postanowiłam nadrobić zaległości i rozpocząć przygodę z tym popularnym cyklem.
"Małomówny i rodzina" to tom zerowy Jeżycjady, przedstawiający perypetię Ptaszkowskich, w których skład wchodzi mama, 14-letni Munio, rok młodszy Tunio oraz 6-letnia Monika, zwana Rzodkiewką. Po śmierci ukochanego taty cała rodzina wraz z babcią przeprowadzają się na wieś o nazwie Śmietankowo. Ich życie wydaje się przenieść na spokojne tory, jednak okazuje się, że dom nieustannie nawiedzają włamywacze, którzy pragną odnaleźć skarb zmarłego właściciela domu. Rodzeństwo postanawia rozwikłać tę zagadkę, wpadając w niemałe tarapaty...
Kto jak kto, ale Małgorzata Musierowicz potrafi wykreować sympatycznych i charakternych bohaterów. Zaradny życiowo i sprytny Tunio, pomysłowy Munio, którego wypowiedzi są często cytatami ze znanych dzieł literackich, czy urocza Rzodkiewka uwielbiająca jeść. Poboczne postacie są równie interesujące oraz zapadające w pamięci - wspaniała mama, przekochana babcia bądź doktor smalący cholewki do pani Ptaszkowskiej. Nawet tytułowy Małomówny, będący kurczakiem uratowanym przed zjedzeniem przez wrażliwą Monikę, staje się pełnoprawnym członkiem rodziny, mającym co nieco do powiedzenia.
Długo szukałam informacji na temat roku wydania "Małomównego i rodziny po poprawkach". Do tej pory nie znam dokładnej daty - dowiedziałam się jedynie, że to okolice 90-tego roku. Poza tym trafiłam na sporą ilość narzekań dotyczących nowej wersji owej książki, w której podobno doszło do wielu niepotrzebnych zmian spowodowanych poprawnością polityczną, jak głoszą miłośnicy Jeżycjady. Osobiście nie mogę stanąć po żadnej ze stron, ponieważ nie czytałam pierwowzoru, jednak sama Musierowicz na początku "Małomównego i rodziny" stwierdza, że poprawiając tę historię, w zasadzie napisała ją na nowo, zatem bardzo dobrze rozumiem rozterki fanów - też nie byłabym zadowolona, gdyby do ukochanej opowieści wprowadzono tyle znaczących zmian.
W mojej pamięci tkwią dobre wspomnienia z Jeżycjadą. "Małomówny i rodzina" wydaje się odstawać poziomem od swoich następczyń, ale na pewno jest to całkiem dobra lektura do poczytania w pochmurne popołudnia, kiedy za oknem szaruga. Trochę humoru, szczypta ironii, wydarzenia rodem z zabawnego kryminału, a także opowieść przepełniona archaizmami oraz słownictwem, którym nie posługuje się dzisiejsza młodzież - przyjemny powrót do dzieciństwa i młodzieńczych lat... Do tego istotne motto, jakie trzeba zapamiętać - rodzina to podstawa narodu. Kochajmy się!