Wrocław, późna jesień. Kiedy nad Oławką zostaje znaleziona martwa nastolatka, sprawa wydaje się trywialnie prosta. Szybko znaleziono świadków i krążące w sieci nagranie. Sprawa zostaje powierzona doświadczonemu komisarzowi Leonowi Dekerowi, na którego lojalność zawsze można liczyć.
Kolejne tropy wiodą do miejscowości, w której Leon się wychowywał, i sięgają mrocznej przeszłości jego rodziny. Komisarz uświadamia sobie, że komuś z jego najbliższego otoczenia szczególnie zależy na ukryciu prawdy. Wkrótce okazuje się, że jest to zaledwie początek okrutnej gry, w której to morderca rozdaje karty.
We Wrocławiu zostaje znaleziona martwa nastolatka, Joasia Górska. Jej ciało zostało zbezczeszczone i nadpalone. Początkowo sprawa wydaje się prosta. Nastoletnia miłość, rozstanie, zazdrosna konkurentka, która jako dowód wierności oczekuje, że jej chłopak upokorzy swoją byłą. Filmik ze znęcania się nad Joasią krąży po internecie. Sprawą zajmuje się były przykrywkowiec, Leon Deker. Wraz ze swoimi współpracownikami, którzy niegdyś nazywani byli Zespołem Nietykalnych, probuje rozwikłać sprawę nastolatki. Szybko okazuje się, że historia ma drugie dno, a motywacja sprawcy może być bardziej skomplikowana. Tropy prowadzą do miejsca, w którym wychowywał się Deker.
Jeśli ktoś szuka prostych, nieskomplikowanych fabuł z niewielką liczbą postaci, to ta powieść nie jest dla niego. Skomplikowana, wielowątkowa, wielowymiarowa historia wymaga od czytelnika skupienia. Jednak wrażenia po przeczytaniu kryminału pozostaną na długo w mojej pamięci. Liczebność postaci jest znaczna, a dodatkowo dochodzą te z przeszłości Dekera. Leon to swoisty antybohater. Jego poczynania pasują bardziej do gangstera niż do stróża prawa. To mężczyzna z brudną przeszłością zarówno zawodową, jak i rodzinną. Nie ma tu jednak miejsca na rozczulanie się, na wyrzuty sumienia, na załamania. Są rozgrywki między najokrutniejszymi reprezentantami świata przestępczego, kanonicznego i policyjnego. Podobała mi się kreacja współpracowniczki Dekera. Karolina Bona również nie należy do krystalicznych policjantek. Nie do końca wiadomo, po której stronie stoi. Kobieta nie przejmuje się konwenansami. Idzie po swoje bez oglądania się za siebie. Działa w zgodzie z własnym sumieniem, które czasem jest głęboko pogrzebane w jej umyśle. Pozostali bohaterowie, zarówno drugo- jak i trzecioplanowi również mają nadane własne osobowości.
Warsztat literacki autora jest bardzo dobry, przystępny, bez kwiecistych opisów, które w kryminale mogą działać na niekorzyść.
Dla mnie ta powieść jest rewelacyjna, ale czuję się w obowiązku ostrzec, że historia może nie spodobać się wrażliwym czytelnikom. To thriller przeznaczony dla osób o mocnych nerwach, głównie z powodu młodego wieku ofiar.
Ktoś w makabryczny sposób zabija nastoletnią dziewczynę. Śledztwem ma zająć się Leon Deker - śledczy o niebezpiecznych układach, dawniej przykrywkowiec, który wszystko potrafi załatwić i wszystkim się zająć. Sprawa śmierci dziewczyny okazuje się jednak bardziej skomplikowana. Ba, jest kluczem do jego przeszłości. I kluczem do prawdziwego koszmaru.
Przyroda nie lubi pustki. Ale tak jak pustka w skale może wypełnić się agatem, to pustka po zamordowanym człowieku może wypełnić się... Brudnym szlamem, tłustą mazią, prawdą lepką i niewygodną. Takie jest właśnie śledztwo Dekera. Lepkie i brudne, obrzydliwe we wnioskach, jakie przynosi.
Michał Wierzba torturuje swojego Leona Dekera, tłamsi go, okalecza - on już jest facetem z niejedną blizną i skazą, ale im dalej w "Agat", tym więcej ciosów Leon dostaje. Całość jest pełna akcji, niewygodna i okrutna - miejscami czyta się z wykrzywioną z obrzydzenia twarzą. Ale to kryminał z krwi i kości, a finał sprawia, że trochę boję się tego, do czego ta opowieść nas doprowadzi.
Mam szczęście do kryminałów. Uwielbiam kryminały. A Polska kryminałem stoi i Michał Wierzba trafia na listę autorów, których muszę koniecznie obserwować. I Wy ze mną!
Leona Dekera poznajemy, gdy jako przykrywkowiiec rozpracowuje środowisko poznańskich gangusów. Jest to mocna scena, ale pod względem okrucieństw i brutalności rutynowa służba wrocławskiego komisarza Dekera na takie doznania zdążyła go uodpornić. Dość powiedzieć, że szczegóły ujawnione podczas sekcji zwłok właśnie znalezionej kilkunastoletniej wrocławianki chyba przekraczają wszystko, o czym można się dowiedzieć z powieściowych opisów innych stołów sekcyjnych, na czele z praktyką znanej patolożki sądowej Maury Isles.
W „normalnym” świecie Wrocławia i okolic nagromadzenie zła, nieszczęść i rozmaitych przejawów patologii emanuje zewsząd, ze wszystkich dziedzin życia. Ćpanie i ryzykowne przygody zaczynają się za młodu, a motywy beneficjentów tych procederów nigdy nie są dla policji całkiem klarowne - czy zawsze chodzi jedynie o bandycki zysk, czy częściej nie są one powiązane z innymi mechanizmami napędowymi, takimi jak ich osobiste chucie, żądza zemsty czy różne uzależnienia. Zwłaszcza że także wśród policyjnych funkcjonariuszy nie brak zachowań korupcyjnych, łącznie z samą wierchuszką, a w przypadku niektórych przestępstw, takich jak pedofilia, nie można wykluczyć swoistego, aferalnego sojuszu między organami ścigania i przedstawicielami Kościoła.
Komisarz Leon Deker jest doświadczonym policyjnym lisem, którego już nic nie jest w stanie zadziwić. Tym bardziej że sam, nie potrafiąc się uporać z rodzinną tragedią - stanem wegetatywnym młodszej córki - czuje się w obowiązku zapewnienia byłej żonie środków na rehabilitację dziecka, na jakie bez wykonywania pozaregulaminowych zleceń przełożonych nie byłoby go stać. Gdy dochodzi do zniknięcia jego starszej córki, a tropy prowadzą do podwrocławskiej wsi o nazwie Nowy Kościół, w której Leon spędził swoje dzieciństwo i skąd na zawsze zaginęła jego parę lat starsza siostra - dorwanie sprawców porwań i mordowania nastolatek staje się jego życiowym priorytetem, w czym dzielnie mu pomaga młoda aspirant Karolina Bona.
Nie ukrywam, że jednym z impulsów skłaniających mnie do lektury „Agatu”, pierwszego tomu serii o ciekawym tytule Sumienia półszlachetne, były graniczące z zachwytem recenzje paru osób, których zdanie wysoko cenię. Owszem, konglomerat powieściowych wątków i motywów rzeczywiście może zaimponować. Ale w gruncie rzeczy wszystkie - z wyjątkiem kluczowej sceny w finale, rodem raczej z horrorów - zostały już nieźle wyeksploatowane w literaturze kryminalnej, także polskiej. Czy całość, w wykonaniu Michała Wierzby, przy takiej zbitce makabrycznych puzzli da się obronić? Formalnie pewnie tak, bo kompozycyjnie autor nieźle sobie radzi, o czym najlepiej świadczy fakt, że na żadnym etapie o zaniechaniu lektury mowy być nie mogło. Ale moje wrażenia natury, nazwijmy to, estetycznej i merytorycznej dalekie są od entuzjazmu niektórych czytelników i recenzentów.
KAPISZON Gdyby cała ta książka została napisana tak, jak jej pierwszy rozdział – to by była petarda. Ale nie została, więc skończyło się na kapiszonie.
Mocny początek, w którym poznajemy policjanta działającego „pod przykrywką” w strukturach narkotykowego gangu, był tylko klasycznym chwytem dla przyciągnięcia uwagi. Nabrałam się i czytałam dalej, ale potem zaczęła się nuda. Uparcie czytałam do końca, licząc że ten przebłysk talentu widoczny w pierwszych akapitach jeszcze się kiedyś objawi, ale nadzieje okazały się płonne. I tak poznałam nowego, polskiego autora kryminałów tylko po to, żeby natychmiast o nim zapomnieć, zaznaczając wcześniej, żeby do niego nie wracać.
U Michała Wierzby schemat goni schemat, nie znajdziecie w „Agacie” niczego, co już wcześniej nie było eksploatowane w polskich kryminałach na setki sposobów. Wypalony policjant po rozwodzie, z nastoletnią córką w stanie wegetatywnym, którą wprawdzie odwiedza, ale przewinąć i zmienić pampersa już się brzydzi. Ognisty romans z koleżanką z pracy, bo jakże by inaczej. Policjant święty nie jest, bo przyjęcie zlecenia zabójstwa, to dla niego jak splunąć, a kaska przecież się przyda. Niby uzależniony od heroiny, ale tak lajtowo. Jak potrzeba, to nie musi brać i wcale go nie ciśnie. Oj, chyba słabe ma autor pojęcie o uzależnieniu od tego akurat narkotyku. Do tego zagmatwane historie rodzinne, włącznie z małoletnią siostrą zaginioną w przeszłości. Do tego wątek pedofilii w kościele (udawany).
Zakończenie niewiarygodne i tak sztampowe, że skoro autorowi się nie chciało pokombinować, to i ja nie będę się wysilać, tylko zacytuję fragment mojej recenzji powieści „Martwy sad” Mieczysława Gorzki: „Końcówka jest do bólu schematyczna. Nie mogę wyjść z podziwu, że pomysł na zakończenie - „spowiedź” psychopaty - eksploatowany na okrągło w kryminałach, wciąż cieszy się taką popularnością. Dzielny policjant pędzi samotnie na spotkanie z groźnym zabójcą, nie informując o tym nikogo, licząc na to, że Pan Bóg zejdzie z nieba i mu pomoże. I Pan Bóg zwykle staje na wysokości zadania.”
No bo oczywiście, zgodnie z kolejnym, ulubionym schematem naszych dzielnych, polskich autorów, morduje psychopata.
„Przestałem odróżniać wspomnienia od snów. I sny od koszmarów.”
„Są zbrodnie, które mają sens. I są takie, które są tylko wiadomością.”
„Nie da się odkupić win, których się nie rozumie.”
W stolicy Dolnego Śląska dochodzi do brutalnego morderstwa. Ofiarą jest nastolatka Joanna Górska. Wszelkie ustalenia i widoczne na pierwszy rzut oka ślady wskazują ,że dziewczyna zmarła na skutek działań swoich rówieśników.. Sprawa trafia do zdegradowanego komisarza Leona Dekera , który wcześniej był funkcjonariuszem Centralnego Biura Śledczego i pracował pod przykrywką. Jego wsparciem ma być młoda aspirant Karolina Bona . Ambitna , empatyczna choć twarda kobieta, która zrobi wszystko by dowieść swojej skuteczności. Szybko się okazuje ,że ten duet nie będzie wolny od napięcia i wzajemnego przyciągania a mroczna przeszłość Leona nie pozwoli o sobie zapomnieć. Szybko wychodzi na jaw ,że Asia nie straciła życia przypadkiem- miała ona bowiem kontakt z zaginioną siostrą policjanta-Rozalką , a sprawa powiązana jest z miejskimi elitami , handlem ludźmi czy dziecięcą pornografią. Co gorsza seryjny morderca o pseudonimie Szczur doskonale zna swego antagonistę a zmagający się z PTSD i uzależnieniem od fentanylu gliniarz walczy nie tylko o sprawiedliwość, lecz przede wszystkim o siebie.
Wierzba pisze brutalnie, realistycznie, bez upiększeń. Dialogi są surowe, wiarygodne. Opisy – plastyczne i ciężkie. Narracja często balansuje na granicy halucynacji i rzeczywistości, co oddaje psychiczny stan Dekera.
Pojawiają się dłuższe retrospekcje, przeplatane z teraźniejszością, a także fragmenty zapisków, nagrań, podsłuchów, co daje powieści dynamiczną strukturę. „Agat” to brutalny, psychologiczny kryminał o traumie, winie, zemście i moralności. Wrocław ukazany jest jako miasto pełne mroku, tajemnic i społecznych nierówności. Książka łączy intensywną akcję z głęboką warstwą psychologiczną. „To nie był tylko morderca. To był lustro. A ja nie chciałem patrzeć.”
Czytanie było wciągającą podróżą w ciemne zaułki zarówno Wrocławia jak i ludzkiej psychiki a zakończenie pozostawia niedosyt w oczekiwaniu na kontynuację 🩶🩶💙
Lubisz, gdy w kryminale nic nie jest takie, jak się wydaje? Gdy z każdą kolejną stroną coraz bardziej boisz się prawdy?
Ja właśnie za to kocham ten gatunek – za momenty, gdy śledztwo nagle skręca w stronę, której zupełnie się nie spodziewałam. I dokładnie to dostałam w „Agacie” Michała Wierzby. Mroczną, pełną napięcia historię, która nie daje chwili wytchnienia.
Od samego początku wciągnął mnie klimat tej powieści – mglisty, wilgotny Wrocław późną jesienią, rzeka Oława i ciało martwej nastolatki. Brzmi jak kolejna kryminalna opowieść? Nic bardziej mylnego. Bo Wierzba bardzo szybko pokazuje, że gra według własnych zasad. To nie będzie książka, w której łatwo znajdziesz winnego. To nie będzie książka, w której możesz zaufać nawet głównemu bohaterowi.
Komisarz Leon Deker to postać, która mnie totalnie kupiła. Nie jest idealny – nosi w sobie rysy, które z każdą stroną wychodzą na powierzchnię. A kiedy tropy zaczynają prowadzić go do jego rodzinnego miasta, czuć, że zderzenie z przeszłością będzie bolesne. W tle mamy trudne relacje rodzinne, tajemnice, które przez lata były zamiecione pod dywan, oraz ludzi, którzy zrobią wszystko, żeby prawda nie ujrzała światła dziennego.
Autor prowadzi narrację z kilku perspektyw – to duży plus, bo dzięki temu historia zyskuje głębię. Każdy z bohaterów coś ukrywa, nikt nie jest do końca czysty. A klimat? Duszny, niepokojący, pełen napięcia. Im dalej w las, tym ciemniej – dosłownie i w przenośni.
To nie jest książka do szybkiego czytania w tramwaju. To opowieść, która wymaga skupienia – i daje za to ogrom satysfakcji. Wierzba nie prowadzi czytelnika za rękę. Wręcz przeciwnie – podrzuca mylne tropy, buduje napięcie i nie pozwala oderwać się od lektury. A kiedy myślisz, że wszystko już wiesz… znów spadasz na dno.
Jeśli cenisz kryminały z warstwą psychologiczną, złożonymi bohaterami i historią, która nie daje spać w nocy – „Agat” jest dla Ciebie. Ja jestem pod ogromnym wrażeniem i z niecierpliwością czekam na kolejny tom. Bo coś czuję, że z Leonem Dekerem jeszcze nie raz wejdę w mrok.
"Agat" to moje pierwsze spotkanie z twórczością autora, ale na pewno nie ostatnie. Stworzył on bowiem książkę, która porwała mnie od pierwszych stron i dostarczyła mi mocnych wrażeń!
Styl autora jest nieprzytłaczający, a przedstawiona przez niego historia została skrupulatnie przygotowana i przemyślana. Naprawdę ciężko było się od niej oderwać!
Autor wykreował niezmiernie ciekawą postać, jaką jest komisarz Leon Deker. To bohater, którego albo się lubi, albo omija szerokim łukiem, ale jego doświadczenie i umiejętności są niepodważalne. Dekerowi zostaje przydzielona sprawa morderstwa nastolatki, określana jako banalnie prosta. Jednak całkiem szybko okazuje się, że wcale taka nie jest, a im więcej Deker kopie, tym coraz więcej tajemnic wychodzi na jaw. Tajemnic, które niespodziewanie prowadzą do jego rodzinnej miejscowości.
Niemalże od samego początku autor wodzi czytelnika za nos. Podsuwa mylne tropy i kolejnych podejrzanych, przez co sprawa robi się coraz bardziej skomplikowana. Gęsty, mroczny klimat, momentami wręcz brutalny świat uwzględniający korupcje w strukturach policji wywołują niedowierzanie i przerażenie.
Ta historia to misternie utkana sieć kłamstw, intryg, manipulacji oraz wzajemnych powiązań, w której napięcie i niepewność wyczuwalne są od pierwszej strony. To wszystko powoduje, że "Agat" jest jednym z najbardziej skomplikowanych, wielowarstwowych, bezbłędnie przemyślanych kryminałów, jakie dane mi było czytać. Wisienką na torcie jest niezmiernie ciężkie do odgadnięcia zakończenie, które usatysfakcjonuje nawet najbardziej wymagających miłośników gatunku.
To pozycja mocno angażująca, wymagająca skupienia, wciągająca i dostarczająca dużych emocji i wrażeń. Powinno być o niej głośniej! Szczerze polecam!
Mrok wylewa się z każdej strony. Lepki, gęsty i duszny jak nocne powietrze nad miastem. Książka nie zaczyna się od spokojnego wstępu, tylko od brutalnej śmierci nastolatki. Autor zaprasza nas do świata pełnego kłamstw, brudnych sekretów i ludzi, którzy nauczyli się żyć w cieniu. Nie jest to historia o złapaniu mordercy, ale o rozkładzie sumienia i pamięci, która nie daje spokoju.
Komisarz Deker nie jest bohaterem z plakatu. To człowiek z pęknięciami i mrokiem, który buzuje pod skórką. Autor obnaża jego słabości bez litości. Pokazuje, że policjant nie zawsze stoi po jasnej stronie światła, a granica między obowiązkiem a osobistym piekłem potrafi niebezpiecznie się zacierać.
To, co buduje siłę tej historii to klimat. Zimny, surowy, przesycony strachem i nieufnością. Miasto pulsuje zagrożeniem, a kolejne odkrycia śledcze nie przynoszą ulgi, lecz pogłębia niepokój. Każdy bohater coś ukrywa. Każdy ma na sumieniu więcej, niż pokazuje. Nie dostajemy prostych odpowiedzi. Zamiast tego, Autor zabiera nas w labirynt ludzkiej psychiki.
Książka nie kończy się szczęśliwie. To finał, który zostawia niedosyt, niepokój i wrażenie, że to dopiero początek znacznie większej gry. Autor udowadnia, że potrafi prowadzić czytelnika przez ciemność pewną ręką, bez taryfy ulgowej. To kryminał, który nie tylko opowiada o zbrodni, ale zmusza do spojrzenia tam, gdzie zwykle nie chcemy patrzeć. W ludzką słabość, żal i winę.
•współpraca• ⭐️⭐️⭐️ Zachłysnęłam się mrokiem panującym w debiucie autora, więc chętnie sięgnęłam po kolejną książkę. Niestety już na wstępie obraz głównego bohatera wydał mi się oklepany - policjant z ciężką historią, dziwną relacą z rodziną i problemem z alkoholem i narkotykami. Jego postać zapada jednak w pamięć, dla mnie ze względu na przedstawiony w nim obraz ojca.
Główny motyw książki to zabójstwa nastolatków. Od samego początku w narrację włączony jest kler, co mnie zaciekawiło. Ostatecznie dochodzi również do zapętlenia się rodzinnych niewyjaśnionych zdarzeń z życia policjanta - czy zaginięcie jego siostry sprzed wielu lat ma związek z morderstwami?
Makabryczne opisy morderstw tylko dodają tej książce uroku, akcja na początku jest mocna po to, by potem zwolnić i na końcówce pędzić do przodu wyjaśniając wszystkie wątki.
Ostatecznie jest to po prostu fajny kryminał do zapoznania się, dla mnie słabszy niż debiut.
Świetnie się to czytało. Fantastyczny początek i koniec (ale sam finał książki, nie zaś rozwiązanie sprawy) - zaś pomiędzy dość sztampowa historia.
Na plus - bohater mroczniejszy i o mniejszych skrupułach niż w większości kryminałów (często bohater jedynie z nazwy jest amoralny, tu faktycznie jest w stanie posunąć się do wszystkiego). Na minus - pewna nielogiczność (narkotyki mają dodać kolorytu, ale w sumie nie niosą za sobą żadnych większych konsekwencji), a także schematyczność. Jakby zgodnie z jakąś listą autor wykreślał po kolei kolejne motywy, które trzeba zawrzeć. To niestety osłabiało mroczność całości, bo czy serio wszyscy złoczyńcy muszą być do siebie podobni, a policjanci - wycięci z tej samej formy?
Jednakże "Agat" zaintrygował mnie na tyle, by sięgnąć po kolejny tom - choćby po to, by dowiedzieć się, jak autor wykopie się z pułapki, którą sam na siebie zastawił.
7/10. Bardzo porządny hollywoodzki thriller, zasługuje na więcej niż randomowa ekranizacja z Netflixa (nie wiem, czy taka jest w planach, ale to bardzo filmowy materiał).