Wielki słowotok głównego bohatera opowiadającego swoją historię życia jak na kozetce, ale uwaga tą postacią jest sam Neron. Jest tu jego dzieciństwo, panowanie Imperium Rzymskim, miłość, zdrady, intrygi, zwalczanie wrogów, wyroki śmierci, wielkie uczty, przepych, walki gladiatorów. A obok tej opowieści mamy Kraków roku 2003 i sprawę podpalenia hipermarketu Gigant, który doszczętnie spłonął. Co łączy te dwie opowieści tak odległe od siebie czasowo?
Pomijajac to jak te historie łączy sama fabuła „Wroga”, to mamy tu masę mrugnięć okiem o tym, że mimo dzielących dwóch tysięcy lat świat nie zmienia się tak bardzo, jak sądzimy. Kibole nawalający się po meczu? Nic nowego: „(…) w Pompejach zrobili sobie igrzyska i tam miejscowa publiczność pobiła się z publicznością przybyłą z pobliskiego miasteczka. (…) Potem ruszyli przez Miasto, dewastowali sklepy i bili, kogo popadnie”. Niezmiennie dyskutujemy też na podobne tematy: „Gadaliśmy szczerze i swobodnie o rosnących cenach mieszkań i tłoku w sto- licy, o niepokojach na wschodniej granicy, z którymi nie wiadomo co zrobić, i innych sprawach państwowych (…) no i o tym, kto z kim sypia, a kto kocha na próżno”. Nie zmieści mi się więcej przykładów, ale frajdą było ich odkrywanie podczas czytania.
„Wróg” jest niebanalny i odświeżający mimo tego, że strukturalnie autor sięga ponownie po znany nam już z jego twórczości zabieg wypowiedzianego na głos strumienia świadomości bohatera, jak np. w jego „Kulcie”. To powieść mówiona nie zawsze linearna, pełna dygresyjek, odbiegania od tematu, miejscami sporo wydłużona (ale nie nudna!), ale Orbitowski robi to świetnie, językowo i stylowo jest to znakomite. No ma ten chłop z Kazimierza talent niezaprzeczalny, a mówię to ja, dziewczyna też wychowana w tej najlepszej dzielnicy Krakowa. A właśnie! Tego Krakowa w książce ciut dla mnie za mało, więc za to minusik muszę wystawić.
Polecam bardzo, ale ostrzegam, że nie jest to łatwa lektura, wymaga dużej uważności, ale obiecuję, że jest jej warta.