Wiecie co po kilku godzinach wracam i zmieniam na 1,5⭐️, nie zasługuje na 2⭐️. To pół dodatkowe jest tylko za to, że Fabric Souls, które czytałam od tej autorki było jeszcze gorsze XD
Do wszystkich którzy twierdzą, że nawet jak ktoś nie lubi dark romansów to ten może ich przekona. Skąd wy do cholery to wzięliście?
Znajdziecie tu niestety wszystko czego właśnie ludzie nie lubią w darkach. Czyli toksycznych bohaterów, krzywdzenie głównej bohaterki, smut co chwilę, sprowadzanie wszystkiego do ruchania, zero emocjonalnego rozwoju relacji, jak coś miało potencjał to niestety zostało sprowadzone ponownie (cóż za niespodzianka) do ruchania.
Do połowy było to w jakiś sposób interesujące, nie DOBRE tylko w jakiś sposób ciekawe.
Ale potem zaczął się taki nonsens…
Militarny dark romans? Jako żona wojskowego to dam wam radę, nie napalajcie się na to militarne bo idzie ten temat tylko wyśmiać w tej książce.
O CO CHODZIŁO Z TYM DZIWNYM MOMENCIE Z BRATEM BLIŹNIAKIEM?? Dlaczego wszystko było sprowadzane do ruchania.
Enemies to lovers? GDZIE? Po dosłownie 1/4 książki Bones stwierdził, że nie zniósł by straty tej dziewczyny. AHA.
W którym momencie oni nagle zmienili zdanie? Bo też nie było momentu w którym bohaterowie jakoś dojrzeli do zmiany zdania, to po prostu się stało i tyle. Nie ma żadnego rozwijająca tej relacji.
Co za strata potencjału w ogóle. Przecież to miało taki dobry podkład od nienawiści, ale przymus ufania sobie i chronienia się nawzajem na misjach, jakieś tajemnice z przeszłości do ujawnienia ale co? Jebać to wszystko przecież RUCHANIE musi być. Jebać jakieś emocjonalne podejście do relacji bohaterów.
Ten nonsens do którego przeszliśmy od momentu jak zaczęła się ta misja? Co to kurwa było?
Chaos, wszystko co chwila wybuchało (przepraszam ale jakieś bomby czy pociski wybuchały obok nich, drzewa zamieniały się w drzazgi ale oni to przeżyli XDDDDD), wszystko zostało zrzucane na raz, w pewnym momencie już nie wiedziałam o co im chodzi, przeciwko komu w ogóle jesteśmy?
Nie zapomnijmy o momencie jak są na misji, chowają się w bunkrze z którego muszą uciekać ale HEJ PRZECIEŻ MUSIMY WRZUCIĆ KOLEJNE RUCHANIEEEEE! Serio?
Ten cały plot twist na koniec był tak absurdalny 🥲 w tamtym momencie już nie miałam siły do tego.
Kurwa powrót z zaświatów, tamtych wypuścili bo ona tak poprosiła, nagły skok w czasie, ten ratunek i oczywiście na koniec musi być trochę smutno to zabijmy jakichś nic nieznaczących drugoplanowych bohaterów i essa kończymy.
KURWA EPILOG Z DZIECIAKIEM TO JEST JAKIŚ ŻART.
Ta autorka ma jakieś ciągoty do absurdów w swoich książkach, jakoś się łudziłam że to Fabric Souls było odklejone, ale nie, najwidoczniej każda jej książka tak ma i tyle.
No ludzie co to była za końcówka?
Jak ten początek był jakoś interesujący i dał nadzieję że no może nie będzie to jakieś top, ale chociaż spoko, to niestety ale wszystko zostało stracone.
O i jeszcze jedno! Tłumaczenie to jakiś żart.
Przetłumaczenie dark forces na cichociemni to jest kurwa policzek dla polskiej historii, a tłumacz powinien się mocno uderzyć w łeb.
Pseudonim który nadano bohaterce był raz tłumaczony a raz nie i dostawaliśmy na zmianę króliczek i bunny (jaki był w ogóle powód tego?).
Albo że oni są od mokrej roboty? Chodziło wam o brudną robotę? Bo tak się właśnie mówi.
Oczywiście zjebana fabuła nie jest winą tłumaczenia, ale to jeszcze tylko dokłada tej książce.