Podróż Diem i Luthera przez królestwa Emarionu powoduje, że jeszcze bardziej się do siebie zbliżają. Mogą ufać tylko sobie podczas misji mającej na celu zdobycie informacji o pochodzeniu dziewczyny, co nie jest takie proste z powodu intryg i kłamstw władców innych królestw.
Korony Emarionu wzięły Diem na celownik. Niektóre mogą okazać się największymi sprzymierzeńcami, podczas gdy pozostałe pragną wyłącznie jej śmierci. Aby położyć kres ich rządom, dziewczyna musi odseparować przyjaciół od wrogów i zaryzykować wszystko, by zgromadzić własną armię.
Tymczasem potężna postać z północy snuje plany mogące zmienić wszystko…
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
While my life has taken me through a lot of ups and downs, my love for reading and writing has forever been my true north. I’ve been writing stories since my childhood, filling mountains of notebooks with wild worlds and angsty romances. After a detour as an attorney and small business owner, I am thrilled to finally be pursuing my lifelong dream of becoming an author.
Though I’m a Texas girl born and bred, I currently live in France with my husband, where I can usually be found drinking far too much wine and eating far, far too many pastries.
CO TU SIĘ WŁAŚNIE WYDARZYŁO? CHRYSTE PENN TAK SIĘ NIE ROBI JA POTRZEBUJĘ CZWARTEGO TOMU NA JUŻ (a on nawet nie ma zagranicznej daty premiery 💔💔💔) to było wybitnie dobre.
Kontynuacja tego trzeciego tomu wcale nie jest lepsza niż część pierwsza. Wydarzyło się parę istotnych sytuacji, ale było też wiele rozpraszaczy, przez które książka musi być dłuższa niż powinna. Pojawiają się nawet pierwsze sceny erotyczne, które omijałam, bo nie lubię ich w fantastykach. Trochę się wymęczyłam podczas czytania, ale kontynuacje przeczytać.
zupełnie się tego nie spodziewałam, ale ten tom W CAŁOŚCI jest jeszcze lepszy od drugiego 😭😭 ILE TU BYŁO EMOCJI OD POCZĄTKU DO KOŃCA 😭 A Luther? uwielbiam go, jego oddanie i lojalność wobec Diem😭 co ta seria ze mną robi, jest nie do opisania
Ta wycieczka po królestwach Emarionu była super 🩷 Luther? Absolutna topka jeśli chodzi o książkowych mężów. No i w sumie Diem to jedna z moich ulubionych damskich postaci w fantastyce, badass bitch ❤️🔥🥵
Miło, miło. Poziom zatrzymany. Trochę tajemnic się rozwiązało. Więcej się pojawiło. Było też pikantnie. Czekamy na tłumaczenie czwartej części i liczymy, że to będzie grande finale. Polecam!
Te prawie 500 stron odczułam jakby było 200 super część pełno akcji i intryg i bardzo się cieszę że już jest zapowiedź kolejnej części bo aż mnie skręca z chęci dowiedzenia się co dalej
Trzeci tom Klątwy Przodków to kawał historii. Dosłownie, bo to ponad 1100 stron podzielone na dwie części, i w przenośni, bo dzieje się tu tyle, że czasem ciężko złapać oddech. Zapnijcie pasy, bo ta recenzja jest tak samo opasła, jak książka, którą opisuje. Oczywiście bez spoilerów. 🫶🏻
Diem nie dostaję tu ani chwili wytchnienia. Nawet jeśli myśli, że jest bezpieczna, za moment ktoś lub coś wyprowadza ją z błędu. W poprzednich tomach miałam z nią relację love/hate, ale tutaj pokazała się z dużo lepszej strony. Z przerażonej, rozwydrzonej dziewczyny obwiniającej wszystkich wokół o swoje nieszczęście stała się silną kobietą potrafiącą myśleć logicznie, wybaczać i zauważać swoje wady.
Dużą rolę w tym wszystkim odegrał Luther. Wiem, że niejedna osoba uzna, że stracił 🥚 w tym tomie, ale ja uważam, że jego wrażliwość, oddanie i szacunek, którym obdarza Diem to są jego największe zalety. To nie jest ślepe oddanie i brak własnej woli. To umiejętność wyrażania swojego zdania, ale jednocześnie ciągła wiara w swoją ukochaną i oddanie jej miejsca potrzebnego na rozwój i popełnianie błędów, na których mogłaby się uczyć. Stoi cały czas przy jej boku i oddaje zarówno swój miecz, jak i serce. Nie potrafię go nie uwielbiać i po tym tomie przesunął się jeszcze wyżej w rankingu moich książkowych mężów.
„Chcę, byś nigdy nie ukrywała przede mną żadnej części siebie, w obawie, że jej nie pokocham. Cenię kryjący się w tobie mrok, tak samo jak emanujący od ciebie blask. Pokaż mi swoją najgorszą stronę, kochanie, a ja ci udowodnię, że moja miłość do ciebie przezwycięży wszystko.”
Ta seria to romantasy, więc mogłaby się skupić tylko na relacji, z wątkiem politycznym w tle i nikt nie miałby autorce tego za złe. Jednak nic bardziej mylnego, bo choć uczucie między Diem i Lutherem jest bardzo istotne, a ich relacja piękna do bólu, to bitwa o władzę, równość i tolerancję jest tutaj niesłychanie ważna. Autorka stawia przed swoimi bohaterami ciąg trudności, które poważnie nadwyrężają ich wiarę w siebie i w pewnym momencie już miałam myśl „daj im chociaż chwilę odpocząć”. Moje prośby jednak nie zostały wysłuchane, bo przez te 1100 stron mieli może ze dwa dni spokoju.
„Wojna to wyłącznie śmierć, cierpienie i nadludzkie poświęcenie. Wojna to przede wszystkim sztuka dokonywania trudnych wyborów, a te będą cię prześladować do końca twoich dni.”
Uwielbiam to jaką drogę przeszła Diem i jak bardzo się zmieniła. Uwielbiam też to, że w tym tomie poznajemy i przemierzamy prawie wszystkie królestwa. Każde z nich cechuje się własną kulturą, mocami i postawą wobec śmiertelników. Z każdego można wyciągnąć coś dobrego, aby wspólnie naprawić to, co zostało zniszczone. Do tego jednak potrzeba chęci i współpracy. A korony nie zamierzają współpracować i słuchać rad jakiejś dziewczyny.
Miękkie serce i chęć odnalezienia w każdym choć odrobiny dobra niejednokrotnie wpędza Diem w kłopoty. Mogłaby zakończyć swoje problemy dużo szybciej, gdyby nie okazywała łaski swoim wrogom. Jednocześnie ma wybuchowy temperament, nie umie czekać i często podejmuje pochopne decyzje, ale to wszystko sprawia, że jest sobą i zawsze kieruje się chęcią pomocy innym. Nawet jeśli chciałabym żeby czasem potrafiła z większą brutalnością i konsekwencją traktować swoich wrogów, to nie potrafię złościć się na nią, że nie chce przelewać krwi na prawo i lewo. Jest naiwna, ale kochana i dobrze wie, że musi mieć twardy tyłek, jeśli ma miękkie serce, a za każdą decyzję przyjdzie jej zapłacić.
„Nie waż się mylić współczucia z brakiem odwagi - warknął. - Każdy może zabić swoich wrogów. Nienawiść przychodzi z łatwością, podczas gdy miłosierdzie wymaga o wiele większego wysiłku. Niech mnie diabli, jeśli pozwolę ci uwierzyć, że twoje cudowne serce pozostaje twoją słabością.”
Poznajemy tu nowych wrogów, sprzymierzeńców i kolejne tajemnice wychodzą na jaw. Relacje się docierają. Pojawiają się przeszkody i smutki, ale też rozwiązania problemów i łzy szczęścia bohaterów. Jeśli lubicie motywy found family i slow burn, to ta seria jest kwintesencją ich obu.
Nie oszukuję się twierdząc, że to seria, którą każdy pokocha. Ja sama miałam kilka „ale” czytając poprzednie części. W tym trzecim tomie znalazłam jednak wszystko, co lubię w romantasy, a nawet i więcej, więc te drobne potknięcia, które tutaj widzę kompletnie nie wpływają na mój odbiór.
Przepłynęłam przez te 1100 stron w mig i bardzo polecam dać tej serii szansę. 🔥
Ps. Za takie zakończenia powinno się zamykać autorów w więzieniu ☠️.
[ współpraca reklamowa z wydawnictwem Nowe Strony - 3,75⭐️ ]
‼️W recenzji występują spojlery do dwóch pierwszych części – „Iskry Wiecznego Płomienia” oraz „Blasku Wiecznego Płomienia”‼️
Powrót do świata Diem oraz Luthera był nieco inny niż w przypadku dwóch pierwszych części. W tym tomie czytelnik musi zmierzyć się z nieustającymi bitwami, podstępami ze strony Koron oraz nowymi tajemnicami, które odgrywają ogromną rolę w historii.
Tym razem zostałam nieco przytłoczona przez to, jak została poprowadzona fabuła. Z jednej strony lubię, gdy w książce dużo się dzieje, występują niespodziane zwroty akcji i nowe wątki. A z drugiej w tym tomie tego było aż nadto, przez co często miałam mętlik w głowie i musiałam niektóre strony czytać po raz kolejny.
Nie zrozumcie mnie źle – uwielbiam dwie poprzednie części, ta jednak nie skradła mi aż tak serca, bym mogła dać wyższą ocenę. W dodatku mam wrażenie, że Diem co kilka stron powtarzała jedno: chce chronić zarówno Śmiertelników, jak i Potomków – tego też było zdecydowanie za dużo, wręcz męczyło mnie ponowne czytanie o tym, że kieruje się ona ich dobrem, bo przewijało się to aż za często. Zatem gdybym mogła, skróciłabym odrobinę obie części tomu III, by pozbyć się powtarzających się opisów i delikatnie zredukować liczbę walk z Koronami.
Przechodząc do pozytywnych stron: przez to, że na początku walki i plot twisty były bardziej wyważone, czytało mi się to naprawdę przyjemnie (w połowie I części tomu III już było nieco gorzej). Szczególnie odczułam mocno to, że mój ulubiony poboczny bohater został zraniony i szybko przez to czytałam, by dowiedzieć się, czy przeżyje (nie podam więcej info o nim, by nie spojlerować).
Moja sympatia do 𝐋𝐮𝐭𝐡𝐞𝐫𝐚 stała się jeszcze większa, chociaż moment w Królestwie Umbros sprawił, że na chwilę w niego zwątpiłam. Czasami też nie mogłam znieść tego, że tak wiele ukrywał przed Diem i innymi. Jest to bohater, który na moim podium zajmuje II miejsce, choć miałby szansę na pierwsze, gdybym mogła poznać historię również i z jego perspektywy.
Na piedestale znajduje się obecnie 𝐃𝐢𝐞𝐦. W każdym tomie wykazała się niezwykłym temperamentem, który momentami sprawiał, że wpadała w jeszcze większe kłopoty. W tym jednak mam nadzieję, że pakowała się w nie jeszcze bardziej i przez to musiałam dosłownie odkładać książkę na dłuższą chwilę. Mimo wszystko miała też wiele pozytywnych stron, takich jak dbanie o swoich ludzi, pragnienie i dążenie do zachowania pokoju na świecie.
W kwestii plot twistów: było ich naprawdę dużo, chociaż niektórych się spodziewałam. Zakończenie jak w każdej części zmiotło mnie z planszy na moment i przez to jeszcze bardziej czekam na ostatnią część (dosłownie sprawdzałam info o czwartej części, potrzebuję jej!!!).
Podsumowując: dostępne II pierwsze tomy mogę śmiało i z czystym sumieniem polecić, bo naprawdę mi się spodobały. III jest delikatnym rozczarowaniem, bo spodziewałam się, że będzie lepiej, dlatego polecam czytać jak już partiami, bo można się pogubić i stracić chęci do dalszego czytania.
"Żar wiecznego płomienia 1 i 2" Autor: Penn Cole Wydawnictwo: Nowe Strony Ocena: 9,75/10⭐️ [Współpraca reklamowa z @wydawnictwonowestrony]
🔥Nowe moce 🔥Slow w końcu staje się burn 🔥Intrygi i spiski 🔥Wielkie oddanie 🔥Spicy sceny 🔥Potomkowie i Śmiertelnicy 🔥Rebelia 🔥18+
„Nienawiść przychodzi z łatwością, podczas gdy miłosierdzie wymaga o wiele większego wysiłku.”
„Żar wiecznego płomienia” to trzeci tom elektryzującej serii o losach Diem – dziewczyny rozdartej pomiędzy lojalnością a przeznaczeniem, miłością a obowiązkiem. Po dramatycznych wydarzeniach związanych z koronacją, staje się centralną postacią wojny toczącej się między Potomkami a Strażnikami. Jej przeszłość – dotąd owiana tajemnicą – zaczyna się stopniowo ujawniać, pchając ją w niebezpieczną podróż przez królestwa Emarionu u boku Luthera. To, co odkryje, może zaważyć na losach całego konfliktu.
Penn Cole z tomu na tom przechodzi samą siebie. Akcja przyspiesza, a styl staje się coraz bardziej dojrzały i wciągający. Czytając ten tom, nie mogłam się oderwać – to była emocjonalna jazda bez trzymanki! Zachwyca mnie rozwój wątku romantycznego – slow burn, który tak długo budował napięcie, w końcu eksplodował z pełną mocą I przeszedł w Burn. A że nie brakuje tu pikanterii... cóż, momentami naprawdę trudno było mi się nie rumienić.
Diem wreszcie przestała mnie irytować, zyskała charakter i przestała wracać do Henriego, co uważam za ogromny plus (szczerze? Miałam go już dość). Choć z kolei Luther... no cóż, parę razy naprawdę miałam ochotę nim potrząsnąć. Mimo wszystko nadal go uwielbiam! Ale muszę to powiedzieć: matka Diem to absolutny numer jeden na liście najbardziej irytujących postaci. Serio, ta kobieta działała mi na nerwy do granic możliwości. Chciałam ją dosłownie zepchnąć ze skały. Vance mnie tak nie wkurzał, a to już coś znaczy. Cokolwiek by teraz zrobiła, dla mnie i tak jest skończona.
Z drugiej strony dostajemy cudownie wykreowane postacie drugoplanowe, takie jak Taran czy Alixe, sprawiają, że serce rośnie. Ich oddanie, lojalność i walka dla Diem to prawdziwe perełki tej historii. Nowe postacie wprowadzone w tym tomie również dodają świeżości i podkręcają tempo wydarzeń.
Fabuła? PETARDA. Zwroty akcji, napięcie, zaskoczenia na każdym kroku. Zaczynamy w końcu dostrzegać sens w niektórych wątkach – elementy układanki wskakują na swoje miejsce, a historia staje się coraz bardziej spójna i przemyślana, ale te nagłe plot twisty, parę razy siedziałam z otwartą buzią.
„Żar wiecznego płomienia” to zdecydowanie najlepiej poprowadzony tom serii. Widać, że autorka nabiera pisarskiej wprawy i coraz bardziej rozbudowuje swój świat. Aktualnie to mój ulubiony tom, ale... TO ZAKOŃCZENIE?! Tak się nie kończy książki! Potrzebuję czwartego tomu na już.
Ps. Ci co przerwali czytanie po 1 tomie, niech żałują.
TW: 🔞 Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
Diem musi zmierzyć się tajemnicami swojego dziedzictwa. Po fatalnej koronacji trafia w centrum konfliktu między Potomkami a Strażnikami, wybierając między lojalnością wobec tych, których kocha, a obowiązkiem wobec śmiertelników. Wyrusza z Lutherem na niebezpieczną podróż przez królestwa Emarionu, by poznać prawdę o swoim pochodzeniu... A jednocześnie zmierzyć się z intrygami, zdradami i zagrożeniem ze strony koronowanych władców, którzy chcą ją zniszczyć.
"Żar Wiecznego Płomienia" to saga romantasy, która z pewnością przyciąga uwagę miłośników romansu w fantastyce. Autorka wykreowała bogaty świat pełen magii, intryg i nieoczekiwanych zwrotów akcji, co czyni tę lekturę interesującą i pełną napięcia. Zwłaszcza, że pierwsza część wprowadza czytelnika w zawiłe relacje między bohaterami, budując napięcie i tajemnicę, natomiast druga część rozwija te wątki, oferując bardziej dynamiczną akcję i kilka zaskakujących rozwiązań pod koniec lektury.
Ale, ale...
Z jednej strony książka zachwyca rozbudowanym światem i szczegółowymi opisami, które pozwalają zanurzyć się w wykreowanej rzeczywistości Emarionu. Ale jednocześnie kreacja postaci potrafi wzbudzić w czytelniku irytację - zwłaszcza Diem - każdy z bohaterów ma sekrety, inni nie potrafią przyjąć krytyki i rodzą między sobą konflikty, gdzie wystarczyłaby zwykła rozmowa. Z tego powodu można odczuwać pewien chaos w rozwoju wydarzeń, a niektóre wątki mogą wydawać się nie do końca dopracowane lub nie do końca przekonujące - zwłaszcza, gdy doprowadzają do nich irracjonalne zachowania bohaterów, a nie powolnie zaplatające się wątki fabuły. Tutaj szczególnie zwracam uwagę na naiwność i zbytnią ufność Diem, a także Luthera... Który milczy zamiast wprost wyrażać swoje emocje. No cóż, czasami autorzy decydują się na takie kroki, gdy potrzebują nuty napięcia.
I choć styl narracji jest przystępny i momentami płynie się przez książkę, to miejscami można odczuć, że tempo akcji jest nierówne – niekiedy książka pędzi, a w innych fragmentach można odczuć zastoje. Zwłaszcza, w początkowej fazie, gdzie bohaterka wręcz zapętla się w porywaniach i ucieczkach, aby znowu być porwaną i znowu uciec... Co nie jest czymś dobrym, bo sama książka jest naprawdę treściwa i na spokojnie można byłoby wyrzucić z niej wiele rozdziałów, a nadal nie straciłaby na fabule.
Podsumowując, "Żar Wiecznego Płomienia" to książka, która z pewnością ma swoje mocne i słabe strony. Dla miłośników rozbudowanych światów i romantycznych historii będzie to pozycja warta przeczytania, choć warto mieć na uwadze, że niektóre elementy mogą nie do końca spełniać oczekiwania. Mimo wszystko książka pozostawia pewien niedosyt, dlatego polecam ją osobom, które lubią wcześniejsze tomy, a zwłaszcza główną parę!
Sięgając po trzeci tom serii, miałam ogromne oczekiwania i zero wątpliwości, że znowu mnie wciągnie. Zwłaszcza po tym, jak zakończył się poprzednia część (serio, te zakończenia powinny być nielegalne). Dobra wiadomość? Nie zawiodłam się. Zła? Zakończenie tego tomu to kolejna emocjonalna zbrodnia.
Tym razem fabuła mocno się rozkręca – bohaterowie ruszają w podróż przez różne królestwa, a my razem z nimi poznajemy świat, który wreszcie dostaje należytą uwagę. Zwyczaje, zasady, kulturę – to wszystko nadaje historii głębi i sprawia, że uniwersum naprawdę zaczyna żyć.
Jeśli chodzi o Diem to w poprzednim tomie była dla mnie lekko problematyczna. W tej części zaczęłam ją trochę bardziej rozumieć. Podejmuje decyzje (w większości trafne), uczy się własnej mocy, dojrzewa. Ale nadal miewa momenty kompletnej naiwności, przy których aż chciało się krzyczeć „serio?!”. Niektóre rzeczy były dosłownie wypisane wielkimi literami, a ona dalej tego nie widziała. Ale wiecie niby każdy progres to progres.
Luther to nadal mój ulubieniec - lojalny, waleczny i pełen miłości (w tym tomie również okazuje swoje uczucia czynami, a jego wyznania miłości stały się moimi ulubionymi cytatami). Jednak tym razem jego upór w zatajeniu swojego stanu, potrzeba kontrolowania sytuacji i zerowy instynkt samozachowawczy doprowadzały mnie do białej gorączki. Rozumiem, że chciał chronić Diem, ale bez przesady.
A skoro już jesteśmy przy frustracjach to w końcu poznajemy mamę Diem. I niech ktoś da jej medal w kategorii „najbardziej toksyczna postać”, bo każda scena z jej udziałem podnosiła mi ciśnienie. Naprawdę, najbardziej irytująca postać drugoplanowa, jaką spotkałam.
W tej serii najbardziej doceniam jednak to, jak dobrze przemyślana jest ta historia jako całość. Nic nie dzieje się bez przyczyny – wszystkie wątki, relacje i tajemnice zaczynają się zazębiać. Czuć, że autorka od początku wiedziała, dokąd zmierza, i teraz krok po kroku realizuje swój plan. A zakończenie tej części? To nie cliffhanger, to emocjonalna przepaść. I nie mam pojęcia, jak bohaterowie (ani my!) mają się z niej wygrzebać.
Pomimo sporej objętości, książkę pochłonęłam błyskawicznie. Pełno tu emocji, napięcia i zwrotów akcji, które sprawiają, że nie da się jej odłożyć. Autorka doskonale wie, jak podtrzymać zainteresowanie, ale też jak rzucić czytelnika na głęboką wodę bez ostrzeżenia.
Jeśli jeszcze nie znacie tej serii – nadrabiajcie. To kawał dobrego romantasy z wyrazistymi bohaterami, emocjonalnymi twistami i światem, do którego naprawdę chce się wracać. No i Luther. Warto poznać tą serię chociażby dla niego.
“W świecie czerni i bieli próbowała, znaleźć swoje miejsce w odcieniach szarości.”
👑Uwaga! Spoilery dla tych, którzy nie czytali poprzednich części! 👑Ten tom (bo jest to jedna całość podzielona na dwie książki!) mnie przemielił i zostawił rozwaloną psychicznie i czekającą z utęsknieniem na kolejną część. Zdecydowanie ta seria jest za mało popularna w Polsce. 👑Wiem, że Diem jest bardzo denerwującą postacią 😂. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Jednocześnie dzięki temu ta historia tak bardzo wciąga i nie chce puścić do ostatniej strony. Tutaj zdrady i sekrety ścigają się z kłamstwami i kolejnymi zdradami. W samym środku tego wszystkiego oczywiście znajduje się Diem i jakżeby inaczej - Luther ❤️. Totalnie rozumiem, czemu dostał swój własny motyw 😂. Ten typ jak zaczyna mówić o swoich uczuciach…ahhh ❤️. Czy podobały mi się wszystkie decyzje Diem? No oczywiście, że nie. Ale dziewczyna prze do przodu ze swoją ideą. Czy przez to naraża się jeszcze bardziej? Oczywiście, że tak. 👑W tej części możemy też lepiej poznać kolejne krainy, władców i sytuacje tam panujące. Do tego rozwijające się relacje, nie tylko głównych bohaterów. Lojalność Tarana i Alixe, pojawienie się Zalarica ❤️. Rozwój umiejętności i dojrzewanie Diem. I oczywiście kolejne zdrady i sekrety, podszyte kłamstwami. Czy myślałam, że to już wszystkie irytujące postacie? Powiem tak - już wiem, skąd w Diem taki charakterek 😅. Jej matka zdecydowanie bije ją na głowę i jest równie wkurzająca jak Henri 😂. 👑Chociaż ta książka jest (nie)małą cegiełką, to dzieje się tam tak dużo, że nie da się nudzić. Tutaj akcję mamy od pierwszej do ostatniej strony. Oczywiście zakończenie sprawia, że chciałabym od razu chwycić następny tom, który - o zgrozo - nie został jeszcze wydany za granicą 😭. Jeżeli nie czytaliście - koniecznie nadrabiajcie! Błagam, nie poddawajcie się na pierwszym tomie 😅
Sam początek mi się dłużył, ale potem, gdy akcja przyspieszyła, nie mam pojęcia, kiedy przeleciały te (ponad) 1100 strony. Akcja, nowe lokalizacje i bohaterowie, sekrety, podróż po krolestwach i zmierzenie się z ich władcami. To było takie dobre! Najbardziej chyba polubiłam sceny z Królową Umbros.
W serii Klątwa Przodków jest prawdzwe slow burn, a w trzecim tomie napięcie między bohaterami w końcu wybucha! Jest więcej Luthera i niesamowite mnie to cieszy, bo to najlepsza postać tej serii. Są też spicy sceny. Chemia między bohaterami jest niesamowita!
Diem bardzo dojrzewa. W pierwszym tomie sama nie widziała czego chce. Gardziła Potomkami, a potem nie chciała zaakceptować swojego losu. W Żarze rozkwita i naprawdę zaczyna wierzyć w siebie. Wiem, że Diem niektórych irytuje (mnie czasem też 🙈), ale miano najbardziej wkurzającej osoby w tym tomie wędruje do kogoś innego. Przynajmniej wszystko zostaje w rodzinie 👀 Nie wiem czy się ze mną zgodzicie, ale takie irytujące postacie też są potrzebne. W końcu w życiu nie zawsze wszystko układa się tak, jakbyśmy tego chcieli i również trafiamy na takich ludzi.
To była długa książka, a ja się tak zaangażowałam, że nie chciałam, aby się kończyła. Byłam przerażona, gdy działy się pewne rzeczy (🤫), a mi zostało tylko kilka stron do końca. Czwarta część potrzebna na wczoraj 🔥
To zdecydowanie mój ulubiony tom. Mnóstwo tutaj plot twistów, a ja nie mogę wyjść z podziwu jak autorka to wszystko genialnie rozplanowała. Ta seria stała się czymś dużo większym, niż na początku myślałam. Czytajcie 🔥
Z każdą kolejną częścią twórczość Penn Cole nabiera mocy, a "Żar wiecznego płomienia" to bez wątpienia najbardziej dopracowany i angażujący tom serii. Autorka rozwija nie tylko fabułę, ale i świat, który tym razem odkrywamy razem z Diem w trakcie jej wędrówki przez różnorodne, fascynujące krainy. To prawdziwa podróż – pełna magii, niebezpieczeństw i tajemnic.
Ten tom obfituje w dynamiczną akcję, świetnie sceny walki oraz nieustanne napięcie, które nie pozwala oderwać się od lektury. Równocześnie Cole nie traci lekkości stylu – poczucie humoru (głównie dzięki barwnemu Taranowi) subtelnie równoważy mroczniejsze elementy historii. Taran to zdecydowanie postać, która swoją charyzmą i ciętym językiem potrafi rozładować każdą sytuację 😁
Na szczególną uwagę zasługuje również Luther – lojalny, odważny, pełen wewnętrznej siły i spokoju. To symbol stabilności i wsparcia w świecie pełnym chaosu. I naprawdę każda z nas chciałaby mieć kogoś takiego obok siebie ♥️
Oprócz znanych już postaci, pojawiają się nowi bohaterowie, którzy wnoszą świeżość i wzbogacają uniwersum. Dowiadujemy się więcej o zwyczajach i historii poszczególnych krain – świat stworzony przez Cole nabiera coraz więcej głębi i autentyczności.
"Żar wiecznego płomienia" to doskonała kontynuacja serii – przemyślana, pełna emocji i napięcia, a jednocześnie bardzo spójna literacko. Nie mam wątpliwości, że to najlepszy tom do tej pory. Z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg losów Diem. A Was zachęcam do ściągnięcia po tą serię 😁
Cześć wszystkim!☺️Sięgając po ten tom (ponad 1100 stron), miałam momenty, w których prawie straciłam zainteresowanie przygodami Diem. Może nie całkowicie bo jednak doczytałam do końca, ale w pewnym momencie musiałam przerzucić się na audiobooka, inaczej chyba bym tego nie dźwignęła. Nie zrozumcie mnie źle ten tom był w porządku- dzieje sie tu naprawdę sporo, jednak chwilami historia mnie nużyła.. ale to wciąż dobre romantasy.
Z tą częścią przeżywałam prawdziwe wzloty i upadki. Rozterki bohaterów i ich decyzje potrafiły doprowadzić mnie do irytacji. We wcześniejszych tomach uwielbiałam Luthera, tak w tym tomie miałam ochotę go palnąć, gdybym tylko mogła.🙈Diem to Diem dalej podejmuje nieprzemyślane i pochopne decyzje.
Za to bohaterowie drugoplanowi to prawdziwe perełki. Taran ze swoim genialnym poczuciem humoru wnosi do fabuły ciepło i przyjacielski klimat.. Alixe również zasługuje na wzmiankę, jest do bólu lojalna i waleczna.
Przyznaje, że książka jest pełna zwrotów akcji, a każdy wątek prowadzony jest bardzo sprawnie.
Czas na krótkie streszczenie. Wojna wybuchła na dobre. Diem trafia w samo centrum konfliktu między Potomkami a Strażnikami,a tajemnica jej pochodzenia wychodzi na jaw. Razem z Lutherem zostaje zmuszona do nieoczekiwanej podróży przez Emarion, która może odmienić losy wojny.
Co tu się odwaliło ... noo takiego zakończenia to się nie spodziewałam, bardzo zaskakujące 🤩 aż żal że książka dopięto wychodzi za granicą. pochłonęłam oba tomy w 2 dni, to serio ekspres, tak mnie porwało i wciągnęło że w każdej wolnej chwili siadałam i czytałam, zarwałam noc co rzadko się zdarza 🫣. Fabuła fajnie napisana, cala podróż była interesująca, w prawdzie domyśliłam się od razu o co chodziło z Lutherem, i troszkę ten watek był słaby, ale końcówka mistrzostwo. Troszkę miałam wrażenie że jestem w świecie nocnych łowców, troszke w nyaxi, ale to mojej osobiste wrażenie. I autorka mowi prawdę slow Burn pełną gębą,bo tak naprawdę coś więcej dzieję sie między bohaterami w tym właśnie tomie, co jest i fajnie i lekko irytujące bo człowiek chciał by już i więcej 🌶️ scen 🤩😂 jak żyć do #4 premiery 😢
zdecydowanie lepsza niż poprzednia część przez to że odbyło się więcej walk, intryg i dostałam dużo odpowiedzi na pytania które mnie dręczyły od 1 tomu. co prawda wciąż irytowało mnie to że diem w sekundę potrafila opanować nowe umiejętności i samo jej zachowanie momentami sprawiało że chciałam rzucić książkę w kąt, ale wciąż była całkiem ciekawą bohaterką. i niestety trochę wątek romantyczny się popsuł w tej części (jako cały 3 tom) bo luther i diem stało się bardzo ckliwi i niestety bardziej martwili się o siebie nawzajem a nie o życie innych. byłam jednak bardzo zaangażowana i czytałam tę część z zapartym tchem i nie mogę się doczekać kolejnego tomu, bo to zakończenie wbiło mnie w fotel.
Zakończenie tej książki jest tak absurdalnie durne, że aż mnie wszystko zabolało. Dlaczego, z całkiem fajnie rozwijającej się postaci autorka postanowiła z Diem zrobić totalną idiotkę? Ok, zakończenie rozwala system, ale w najgłupszy z możliwych sposób. Niestety, ale autorka postanowiła wprowadzić jeszcze spicy sceny oraz rozmowy o nich, co całkowicie zabiło mi przyjemność z czytania. Z ciekawe fantasy nagle dostajemy opisy przyrodzenia i co się z nimi robi. Nie. Przeczytam kontynuację, gdyż świat jaki autorka stworzyła jest angażujący i ciekawy, co sprawia, że chcę wiedzieć jak cały ten bałagan zostanie wyjaśniony i rozwiązany.
Nie mogę czytać o relacji Luthera i Diem, jest zbyt sztuczna. On jest wykreowany na zbyt "idealnego, perfekcyjnego i dobrego" i wiem, że zostało to zrobione, by dziewczyny do niego wzdychały i miały kolejnego "książkowego męża", ale dla mnie zrobiło to odwrotny skutek, bo dosłownie nie mogę o nim czytać. On i ta ich relacja jest tak sztuczna i cukierkowa że 🤮 Jedyna część tej serii, która mi się podobała, była 2, reszta moim zdaniem jest niestety słaba, totalnie przewidywalna i nie ma w niej nic co by mnie zaskoczyło, ponieważ wszystko przewidziałam. Daje takie 2.75-3 na 5 ⭐
Jezu, wreszcie! Bardzo męcząca część, która bez bezsensownych rozterek Diem na temat jej związku z Lutherem (totalnie bezpodstawnych na tym etapie) mogłaby trwać połowę krócej i mieć bardziej wartką akcję. Prawie skończyło się DNFem, ale podróż Diem po pozostałych królestwach i ostatni rozdział uratował sytuację. Dla fanów o mocnych nerwach.
This entire review has been hidden because of spoilers.