Złoto kupi ci miejsce przy stole, ale nie ochroni przed nożem wbitym w plecy.
Zoya zawsze wiedziała, gdzie jest jej miejsce. Gdy padło polecenie szpiegowania na Dworze Eld Verianich nie miała wyboru.
Zadanie miało być proste. Wejść. Zdobyć. Zniknąć. Zanim jednak noc dobiegnie końca, zostanie zmuszona walczyć o coś więcej niż własne życie.
Pośród pałacowych balów, tajemniczych przepowiedni i rodzinnych sekretów Zoya będzie musiała stawić czoła demonom – tym, które czyhają w ciemności, i tym, które nosi w sobie. Towarzyszą jej dwaj mężczyźni: Kael - Kruk, strażnik granic, o którego lojalności krążą mroczne plotki, i Solen - złotowłosy dziedzic, który uśmiecha się podejrzanie zbyt lekko. No i ten irytujący głos w jej głowie, który najwięcej do powiedzenia ma zazwyczaj właśnie wtedy, kiedy nie trzeba...
Jedno jest pewne – to, co zaczęło się jako kradzież, skończy się walką o cały świat. Zapora upada, a za nią budzi się coś, co nie powinno nigdy ujrzeć światła dziennego.
Absolwentka filologii angielskiej na Uniwersytecie Gdańskim. Od kilku lat pisze opowiadania do prasy kobiecej. Interesuje się polską literaturą fantastyczną i przygodową, a także twórczością Terry’ego Pratchetta. W czasie wolnym zajmuje się rekonstrukcją historyczną.
4.5⭐️ Paulina Hendel jest mistrzem plot twistów. Z początku książka ta wydała mi się trochę nie w moim klimacie (młoda główna bohaterka, dworskie romanse), ale później przekonałam się, że skrywała w sobie o wiele więcej. Fantastyczna przygoda, super bohaterowie, nic tylko chcieć więcej!
------------------------------
[ współpraca reklamowa @fabrykaslow ]
“Szept ognia” to pierwszy tom nowej serii opowiadającej historię Zoyi. Zostaje ona zesłana do szpiegowania rodu Eld Verianich. Nie jest jednak gotowa na to, co tam odnajdzie i to, dokąd ją to wszystko zaprowadzi.
Paulina Hendel po raz kolejny zaskakuje. Tym razem wrzuca nas do świata dworskich intryg i niebezpieczeństwa zagrażającego całej krainie. Każda jej książka jest inna od poprzednich i każdorazowo mam poczucie oryginalności i świeżości. Tak było i tym razem. Zupełnie nie spodziewałam się powieści w klimatach nieco bardziej młodzieżowych, a jeszcze bardziej, że te klimaty aż tak przypadną mi do gustu. Mimo młodego wieku głównej postaci, nie czułam, żeby zachowywała się ona nazbyt infantylnie. Jednocześnie jej emocje bardzo pasowały mi do niedorosłej jeszcze dziewczyny.
Dzieje się tu wiele. Jest to zdecydowanie powieść przepełniona akcją i przygodą. Stawki są ogromne i tym samym wywierają na głównych bohaterach ogromną presję. Jest to powieść drogi, którą czyta się wprost błyskawicznie. Nie brakuje też zwrotów akcji, szczególnie pod koniec, które potrafią czytelnika zaskoczyć.
Bawiłam się naprawdę świetnie. Moim ulubionym wątkiem był motyw szeptów w głowie głównej bohaterki. Całkiem podobał mi się też wątek romantyczny, choć te zwykłam w fantastyce unikać. Był on jednak tylko tłem dla interesującej fabuły i zupełnie nie narzucał się czytelnikowi.
“Szept ognia” to taka książka, którą bardzo chętnie czytałabym jako nastolatka. Wciągająca, pełna przygód z nutą romansu. Dziś jednak równie dobrze się na niej bawiłam i poniekąd sprawiła, że poczułam się jakbym miała 10lat mniej ;)
2.5⭐️ Niestety lekki zawód - bardzo polubiłam autorkę przy serii o Cmentarzu, która była rewelacyjnym powiewem świeżości, niestety w tym przypadku mamy absolutnie generyczną powieść fantasy YA, która nie zaskoczyła mnie absolutnie niczym. Plot twistu domyśliłam się naprawdę szybko, a rzadko mi się to zdarza. Bohaterowie absolutnie generyczni - blondyn, szatyn i ruda piękność, wow. Wiekszosc postaci opisywana dwoma cechami charakteru, w ogóle nie poczułam do nich ani sympatii ani antypatii.
Nie czytało się źle, przyjemny język, fabuła pełna akcji, jednak to jak po macoszemu skonstruowane były te postaci oraz jak szybko i łatwo się bohaterom udawało uciec z opresji sprawiało, że nie mogłam się zaangażować.
W ostatnich latach w Polsce obserwujemy prawdziwy wysyp utalentowanych pisarek, które z odwagą i wyobraźnią tworzą światy pełne magii, emocji i silnych bohaterek. To cudowne zjawisko, bo pozwala wybierać spośród bardzo różnorodnych lektur. A Hendel zdecydowanie wyróżnia się na tym tle! Przeczytałam już kilka jej książek i wszystkie mają w sobie to coś, tę iskrę, dzięki której czytanie staje się czystą przyjemnością.
Szept ognia to jak spełnienie snu o fantasy. Smoki, ogień, niebezpieczeństwo i gorące konflikty — to elementy dobrze znane, a jednak Hendel potrafi nadać im świeżość. W teorii mogłoby się wydawać, że to kolejna historia z gatunku klasycznego fantasy, ale w praktyce dostajemy coś znacznie więcej: niebanalną bohaterkę, która podejmuje nieoczywiste decyzje, zaskakuje, a przy tym budzi sympatię i autentyczne emocje.
To książka, która czyta się sama. Lekka, wciągająca, napisana z wyczuciem. Idealna na momenty, gdy człowiekowi „średnio się chce”, a mimo to pragnie zanurzyć się w dobrym świecie pełnym ognia, magii i odwagi. To po prostu dobry rodzaj rozrywki. Taki, po którym zostaje w sercu ciepło i satysfakcja.
Książkę Pauliny Hendel można ocenić na dwa sposoby – porównując jej zapowiedzi z faktyczną fabułą, oraz jako twór niezależny.
W obu przypadkach jednak Szept ognia nie wypada jak tekst napisany przez doświadczoną autorkę. Zgodzę się, że jest to fantastyka zgoła inna niż dotychczasowy jej dorobek, natomiast wciąż brakuje tu światotwórstwa, a co za tym idzie – ekspozycji. Czytelnik zostaje wrzucony w świat, który - jak w grze wideo - renderuje się w zasięgu wzroku. Nie jest to najgorszy możliwy grzech, jednak sprawia, że historia Zoyi wydaje się wciąż dryfować po mieliźnie. Poza tym SO udowadnia, że Paulina Hendel znalazła jeden szablon tworzenia fabuły, który jej odpowiada, i pod niego pisze swoje dzieła. Podkreślę ponownie, to nie jest nic oburzającego – jednak zawęża czytelnika o tyle, że skoro raz nie siadło, to nie siądzie znowu.
Nie jest to książka zła. Spędziłam przy niej przyjemnie czas, choć liczyłam na większe zaangażowanie i trochę inną formułę. Opis w zasadzie wybrał najważniejsze elementy historii, po czym nadał wszystkiemu klimat zgoła inny od tego, który wybrała sama autorka. Jest to mylące, ale cóż zrobić, gdy wydawnictwo dziko korzysta ze sztucznej inteligencji do tworzenia ilustracji (porada: jak nie jesteście pewni, czy to AI, czy prawdziwa osoba artystyczna, zadajcie sobie te pytania: czy detale na obrazku nie łączą się w bezkształny blob, w którym wasza wyobraźnia usilnie doszukuje się znajomych kształtów? dlaczego na ilustracjach postrzegana jest tylko główna bohaterka i ewentualnie smoki? oraz najważniejsze – dlaczego ilustracje nie przedstawiają opisanej sceny, tylko Zoyę, unoszącą się w białej przestrzeni, bez żadnego tła?).
Bywają momenty, gdy ta ,,prostota" zaczyna uwierać, kiedy bohaterowie wydają sie niezdefiniowani, a Zoya jako narratorka powtarza pewne fragmenty, jakby w nadziei, że czytelnik zrozumie, że są one ważne, chociaż fabuła nijak to udowadnia. Bardzo dziwny jest też wątek romantyczny, który niby istnieje, a jednak wszystko wskazuje, że czytelnik musi zapomnieć o jakichkolwiek miłostkach. Naprawdę wiele błędów możnaby przy tej książce wyliczać, co jest bardzo zaskakujące, biorąc pod uwagę dorobek autorki. Ale nie są też to elementy, które sprawiałyby, że czytelnik byłby nieszanowany – zwyczajnie SO nie potrafi się zdecydować, w którym kierunku powinien podążać. Czy to młodzieżówka, czy fantastyka z przytupem, czy opowieść drogi, czy też pełna intryg opowieść o rozdartym świecie.
Jeśli ktoś szuka ,,starej, dobrej" fantastyki, albo zwyczajnie poszukuje mało wymagającej opowieści z unoszącym się wiedźminowskim klimatem, to na pewno warto sięgnąć. Miło sie czytało, choć nie spełniło w pełni moich oczekiwań.
To jest takie przyjemne fantasy skierowane dla młodszego czytelnika, ale też bardzo przewidywalne. Mamy tu: - basicowy romans z motywem trójkąta romantycznego, który rozwija się w taki sposób, że w jednej chwili bohaterowie się nie lubią, a w następnej są już razem, a w międzyczasie on raz czy dwa okrywa ją płaszczem. - basicowe postacie: ona nierozumiana i inna, on1 ponury brunet, on2 wygadany blondyn, zgadnijcie którego wybrała... - basicowy motyw podróży, nudny swoją drogą - smoki są tu totalnie w tle i równie dobrze mogłby to być inne magiczne stworzenia. - fajny był ten czarownik, który dostaje się do głowy Zoi, co uprawdopodobniło fakt, ze umiała się posługiwać jego magią. - jest dużo potworów
Książka nie dowozi w najważniejszych dla mnie momentach. Jeśli pół książki czekam na to aż bohaterowie znajdą się za Zaporą, by odbyć ważny rytuał magiczny, to chcę wiedzieć na czym on polega, a nie dostać zdanie, "nie zadawaliśmy pytań i przez wiele godzin robiliśmy to co Malakr nam kazał." Co za frustracja.
Potem w momencie, kiedy postać, którą Zoya niby darzy uczuciem, na jej własne pytania, otwiera się przed nią i opowiada o najgorszym doświadczeniu jako strażnika, kiedy to nie uratował dziecka z rąk potwora, dziewczyna nie robi nic tylko myśli, że nie chciała poznać tego sekretu. Sama scena trwa parę zdań.
Autorka napisała rewelacyjny Cmentarz Osobliwości, który był oryginalną, błyskotliwą i spójną powieścią, ze świetnymi bohaterami i na jej tle Szept Ognia wypada jak szept dogasającego szluga.
2,75. Gorsza niż poprzednie książki autorki. Bardzo dużo tell, not show, niestety :/ Postaci są ok, świat jest ok (chociaż ta Zapora jakoś bardzo przypomina mi Fałdę od Bardugo), ale efektu wow nie odnotowano. Wątek romantyczny niby jest, a jakby go nie było. Właściwie to lepiej gdyby go nie było. Dynamika między tymi postaciami lepiej działała jako przyjaźń, ale to tylko moje zdanie. Myślę, że z ciekawości przeczytam kolejny tom ale nie będę go wyczekiwała z utęsknieniem.
To było ciężkie. Już jakiś czas nie czytałam tak nijakiej powieści z tak schematycznymi i kiepskimi bohaterami. Nie czytało się jej lekko ani nawet wciągająco — w duchu za każdym razem liczyłam strony do końca rozdziału... Zmarnowany czas, bo ta historia nie miała nawet potencjału.
Tak bardzo nie chciałam wystawić tej książce tak niskiej oceny, ale… nie mam wyboru 😭
Od początku podchodziłam do niej sceptycznie. Szczerze mówiąc, już na starcie podejrzewałam, że nic z tego nie będzie. Biorąc pod uwagę to, jak różne od tej pozycji książki pisze ta autorka, nie liczyłam na to, że tutaj będzie dobrze. Myślałam jednak, że po prostu mi nie podejdzie. Nie że okaże się aż tak tragiczna.
Kocham Paulinę Hendel. Naprawdę. Ale to nie jest Paulina Hendel, którą znam.
Zacznijmy od największego problemu: ta historia to zwyczajny zlepek wątków i innych historii , które już znamy, i to tych najbardziej popularnych w ostatnich latach. Mogłabym wymienić co najmniej kilka tytułów, do których jest podobna, ale ograniczę się do najważniejszych: Trylogii Griszy oraz Wojny Makowej (a właściwie jej początku).
Zapora jest bezdyskusyjnie tym samym co Fałdy z uniwersum Griszy. To wygląda tak, jakby autorka wzięła genialny pomysł z Griszy i spróbowała napisać go lepiej. Tylko że… nie wyszło. Bo zarówno Grisza, jak i ta książka są – moim zdaniem – napisane bardzo słabo.
A Wojna Makowa? Główna bohaterka, Zoya, to biedna, niekochana przez rodziców dziewczyna z południa, która nagle odkrywa w sobie władzę nad ogniem i nie zdaje sobie sprawy z własnej potęgi. No błagam – czy to nie brzmi jak Rin Fang z pierwszego tomu trylogii?
Do tego dorzućmy zestaw aktualnie modnych wątków: smoki, pseudosilną bohaterkę, trójkąt miłosny… długo by wymieniać.
Drugim ogromnym problemem są bohaterowie. Zoya jest po prostu głupia i potwornie irytująca. Albo się nad sobą użala, albo zachowuje się tak, jakby była kimś wyjątkowym ponad wszystkich. Pozostali dwaj główni bohaterowie – Solen i Kael – to absolutnie najbardziej typowe postacie, jakie można sobie wyobrazić: blondwłosy książę i tajemniczy brunet.
Jest ich dwóch tylko po to, by bohaterka miała między kim wybierać.
Wszyscy bohaterowie są nudni, płascy, sztuczni i wymuszeni, a interakcje między nimi wywoływały u mnie naprzemienne fale cringe’u. Od początku do samego końca. To zresztą jeden z głównych powodów, dla których czytanie tej książki było dla mnie tak męczące – to ciągłe, nieustępujące zażenowanie.
Po trzecie: przewidywalność. Tu absolutnie wszystko da się przewidzieć. Przysięgam – większości zwrotów akcji domyślałam się jakieś trzydzieści stron wcześniej. Gdy bohaterowie byli w szoku, ja tylko przewracałam oczami.
Po czwarte, w tej książce wszystko dzieje się za szybko. Fabuła, a zwłaszcza relacje między bohaterami, nie mają najmniejszej szansy się rozwinąć, bo już zaraz autorka przechodzi do kolejnych wydarzeń. Przez to nie potrafiłam wciągnąć się w tę historię ani na chwilę.
Zakończenie jest dokładnie takie, jakiego można się spodziewać – przewidywalne i wyraźnie mające zachęcić do kolejnego tomu. Tylko że ja nie mam najmniejszego zamiaru po niego sięgać.
Traktuję tę książkę trochę jak eksperyment: próbę sprawdzenia, czy uda się wstrzelić w aktualne trendy czytelnicze. Niestety, ten eksperyment jest – moim zdaniem – kompletnie nieudany. Próbowanie nowych rzeczy to świetny pomysł, naprawdę. Rozumiem, że mroczne książki o mitologii słowiańskiej czy duszach mogą nie przynosić ogromnych sukcesów, ale… no błagam.
Podsumowując: to zdecydowanie nie dla mnie. Jeśli ktoś chce zacząć swoją przygodę z Pauliną Hendel, proszę – nie zaczynajcie od tej książki. To genialna autorka, która napisała jedne z moich ulubionych historii, ale tym razem – według mnie – po prostu jej nie wyszło.
I boli mnie wszystko, że muszę to napisać, ale taka jest moja prawda 😭
3.65 powiem tak, ta książka trafiła do mnie w bardzo dobrym momencie, luźna fantastyka. Zupełnie inna niż dotychczasowa Handel, Ja chyba poprostu jestem prostym człowiekiem. Jedyne co to za początku ten wątek romantyczny był do zniesienia, potem się uspokoiło, było przez chwilę git, końcowo no dupy nie urywa, a wręcz zaczyna flustrować (mnie).
to takie rasowe młodziezowe fantasy, smoki, intrygi, podróże.
well... motywy dość klasyczne: trójkąt miłosny, silna bohaterka z niekontrolowaną mocą i magiczna zapora za którą czyhają potwory nie do pokonania (która oczywiście zaczyna pękać). ale czy to źle? w sumie nie, a po tytule drugiego tomu jestem ogromnie ciekawa kontynuacji
Bardzo lubię twórczość i styl autorski. pomimo że tą książkę czytało się bardzo dobrze, to nie zaskoczyło mnie niczym. Dość przewidywalna, a na niektóre zachowania Zoyi wywracałam oczami. Przyjemna lektura ale bez jakiejś wielkiej rewelacji
Maybe dragons are the friends we made along the way. Na tle innych dzieł fantasy pod moim oczkiem analizowanych Szept wrzuciłabym gdzieś pomiędzy „Pieśnią lodu i ognia” a „Czwartym skrzydłem. Z czego Skrzydło może mnie cmoknąć, a GRRM świetnie pisze o rzeczach fantastycznych. Szept przytula się bliżej Pieśni niż do Skrzydła, ale tak z innego pokoju raczej niż full on cuddles.
Wreszcie bohaterka, która nie jest aniołkiem. Wreszcie postać, która nie jest „taka malutka” i „taka niezdarna” — Zoya ma mocny charakter, a brak umiejętności nadrabia chęcią udowodnienia, że jest czegoś warta.
Uczucia (choć moim zdaniem zbyt szybko się narodziły — chociaż patrząc na wiek bohaterów…) są sensowne i nie wybuchają jak żarliwy pożar, raczej naturalnie tlą się i powoli rozrastają.
Malakar carried the book. Bez niego nie było by tak zabawnie. Mam słabość do głupich, prawie sentymentalnych ksywek rzucanych w kierunku Zoi (patrz: Pierwszy do Magdy). Czarnoksiężnik był wprowadzony w fabułę w kreatywny sposób i dzięki temu mógł być wykorzystany do roli tego, który zarzuca lore całego świata dla czytelnika i bohaterów. Gdy Pierwszy i Malakar spotkają się nastąpi koniec znanego nam wszechświata.
Paulina Hendel powinna się przebranżowić, bo po niektórych opisach potworów — w szczególności ten szkielet 💀— dostawałam gęsiej skórki. Thriller albo horror spod pióra Pani Pauliny when?
Płynność to jest to co mnie zawiodło.
Rzeka jest naszą opowieścią. Kamienie to sceny walki z potworami. Te kamienie są bardziej dla ozdoby, bo nie zmieniają naszej trajektorii. Na początku malowały świat książki, ale szybko stały się bezcelowe. Nie budziły emocji, nie zmieniały celu podróży, mówiły o tym co już wiedzieliśmy.
Wystarczyło jedno źle dobrane zdanie i *pyk* znów patrzę na słowa na kartce – już nie jestem w lekturze. Czasami te zdania totalnie się ze sobą nie kleiły. Brakowało mi tutaj tej płynności, z której Paulina Hendel jest znana.
To jest jak gra komputerowa, w której twoje decyzje nie wpływają na fabułę. Czy teraz zawalczysz z potworem A czy z potworem B nie ma znaczenia, bo i tak wskoczysz na konia i będziesz dalej jechał. Może kwestia tego, że jestem w trakcie „Pieśni Lodu i Ognia”, a George R. R. Martin jest mistrzem opowieści o ludziach w podróży konnej, ale tutaj nie mogłam się wczuć w bohaterów w tych momentach. Bywałam bardzo blisko, już niemal czułam zmęczenie bohaterów nużącą podróżą i pech chciał, że trafiałam na jakieś zdanie, które kompletnie wyciągało mnie z narracji. Jeśli pacing jest rzeką to walka z potworami to niewielki kamienie, które rzeka opływa, ale te nie zmieniają jej biegu. Jednak ostatnie 60 stron zmienia rzekę w wodospad. Nagle nie czujesz tego braku zaangażowania swojej uwagi na tekście. Nagle jesteś wciągnięty. Ale czy to sprawia, że wybaczysz te 300 stron nieklejącego się opisu podróży? Nie do końca.
Następny minus to bardziej wina wydawnictwa/recenzentów. Promocja książki przez wymienianie elementów bądź „tropes” jest słabą jakościowo promocją. Zwłaszcza, że pierwsze co widzimy w tej promocji to „SMOKI, WSZĘDZIE SMOKI”. Smoki były dwa. Jeden towarzyszący bohaterom. Drugi wyglądał jak przez okno, dwa razy w historii. WHERE ARE MY DRAGONS? Spodziewałam się chociaż trzech stałych gadzich bohaterów. Dostałam jednego, drugi tylko mignął przez tekst. Czy osoby robiące reklamy tej książce w ogóle ją czytały?
Poza tym, zabawa była przednia. No poza tym opisem jazdy konnej, który mnie nie przekonał. Może to kwestia ilości walki z nic nieznaczącymi potworami (względem fabuły). Ale spiski tych wszystkich rodów - no cud miód. Choć czuję lekki niedosyt jeśli chodzi o system magii i jej zasady — także po drugi tom sięgnę z chęcią. All in all, to jest dobra książka — na pewno solidniejsza niż niektóre książki fantasy, które były raczej romansem z fantasy w tle. Szept czyta się przyjemnie, fabuła jest interesująca, autorka zagina nasze oczekiwania (w tym gatunku fantasy), bohaterowie są ciekawi, uczucia naturalne, a obrazek świata nie jest tak idylliczny jak u Tolkiena. Ja jestem słowna, więc daję te 8.75/10 ⭐️, bo jednak te mało wciągające sceny podróży były jak mały kamyk, który jakimś cudem znajduje sobie miejsce w twoim bucie i psuje ci spacer.
5 ⭐️ dostałam wszystko za co kocham książki Pani Hendel!! ♥️🔥
EDIT:
Zoya zawsze doskonale wiedziała, gdzie jest jej miejsce, jej matka nigdy nie dała jej o tym zapomnieć. Choć tym razem los postanowił umieścić ją w samym centrum pałacowej intrygi, z misją szpiegowską, która w teorii miała być szybka, prosta i bezbolesna. Zoya miała wkraść się do skarbca, zabrać to co potrzeba i zniknąć. Wydawałoby się, plan idealny. Jednak pałac Eld Verianich nie uznaje prostych rozwiązań, a Zoya, zamiast wyjść tylnym wyjściem, musi stawić czoła demonom, które czają się nie tylko w mrocznych korytarzach, ale i w… zaklętych wazach.
W tej historii towarzyszą jej Kael, o reputacji mroczniejszej niż skrzydła kruka, oraz Solen, złotowłosy dziedzic, na którego barkach spoczywa ogromna odpowiedzialność. Nasze trio, chcąc nie chcąc (bardziej nie chcąc) łączy siły, gdy okazuje się, że moc, którą Zoya przypadkiem pobudziła do życia, nie miała trafić do niej. Do tego wszystkiego w magicznej zaporze, która miała chronić świat ludzi, zaczyna się pojawiać coraz więcej szczelin, a potwory żyjące po drugiej stronie bardzo chcą się wydostać…
„Szept Ognia” to dla mnie Paulina Hendel w wersji turbo: z przemyślaną fabułą, z klimatem, humorem i światem, który żyje, oddycha i warczy w każdej linijce. Potwory? Są. I to jakie! Żmijce, cierniorogi, skałożercy - brzmi jak lista gości na przyjęciu u Lovecrafta, lecz tu osadzona w lekko słowiańskich klimatach i z nutą przewrotności.
Chciałabym szczególnie podkreślić, jak bardzo polubiłam Zoyę. Nie jest typową bohaterką literatury fantastycznej. Zamiast nieskazitelnej odwagi czy bezwzględnej siły, otrzymujemy bohaterkę autentyczną, pełną sprzeczności, która nie boi się własnych słabości. Siłą Zoyi jest nie tyle magia, co wrażliwość, inteligencja i umiejętność kwestionowania własnych motywacji. Lubi też powiedzieć na głos co myśli.
Autorka z pieczołowitością godną alchemika buduje każdy wątek, bawi się łącząc mitologię potworów z magią. Bohaterowie mają swój charakter. Zdecydowanie znajdziecie tu swoich ulubieńców i takich, których szybko wysłalibyście za zaporę…
Hendel nie tylko pisze, ona komponuje narrację, z humorem, sercem i wyobraźnią, która wydaje się nie znać granic. Choć fabuła może wydawać się miejscami przewidywalna, to właśnie drobne wybory, potwory, przepowiednie i ten nieustępliwy głos w głowie Zoyi sprawiają, że „Szept Ognia” pozostaje na długo w pamięci, a sama Zoya zasługuje na szczególne uznanie jako bohaterka z krwi i kości, autentyczna i inspirująca w swej niedoskonałości.
Eh? I mean... Za to jak mi się ogólnie czytało to 4 ⭐ na luzie (zwłaszcza po mojej ostatniej męczarni z pewnym kryminałem 😩). Aleeee jednocześnie muszę zaznaczyć, że pod wieloma względami to by��o jedno wielkie nic więc ta ocena jest serio tylko za radość z czytania czegoś szybkiego i lekkiego. W sensie ta książka mi dała vibe tych wszystkich powieści YA, na których się wychowałam. Trochę Dary Anioła, Niezgodna itp itd (idk wklejcie sobie tu jakąkolwiek młodzieżówkę sprzed kilku- kilkunastu (jesus, I'm old) lat) (nawet kurcze był moment, który mi się kojarzył z Baśnioborem - z potworem naśladującym dziecko, żeby ktoś mu otworzył drzwi i takie tam... - jakby. Come on. Przechodziłam przez to. I z całym szacunkiem, ale tylko Brandon Mull potrafi to zrobić serio dobrze). Więc no... Nie było źle. Bawiłam się dobrze. I szczerze potrzebowałam takiego trochę odmóżdżacza, więc nie narzekam. Ale jestem w szoku, że to napisała Hendel. Like... Jakim cudem? Since when? How? Wtf? *** Chociaż db. Ponarzekam. PO CHOLERĘ BYŁ TEN WĄTEK ROMANTYCZNY? On był tak bardzo zbędny... I jakoś tak byle jak i na szybko zrobiony. Bardzo nienaturalny... No... Fuj. That's all I have to say. Tym bardziej jak jeszcze niepotrzebnie był przez chwilę wątek podejmowania decyzji apropos którego typiarza wybrać. Team miły ale głupi i trochę irytujący blondyn vs team typowy love interest i ofc brunet (mający vibe darklinga i innych takich)... No come on. Malakar i smoki były najlepsze. Koniec kropka. *** A no i jeszcze ilustracje AI... My last straw. Pls. Nie róbmy tak.
Paulina Hendel zaskoczyła mnie bardzo przyjemną młodzieżówką, pełną znanych nam schematów. Czy to źle? Absolutnie nie! Dobrze ograne motywy, tak jak w "Szept Ognia", potrafią bawić i sprawić, że nawet nie zauważycie, w którym momencie książka was wciągnie.
Zoya, zwyczajna (a może wręcz przeciwnie?) nastolatka, całkowicie przypadkiem staje się posiadaczką mocy najpotężniejszego czarownika, jakiego widział świat. Zyskuje nie tylko niszczycielską siłę ognia, ale też… Malakara, który zamieszkuje w jej głowie. Ich słowne przepychanki to jedne z najlepszych momentów w całej historii. Oprócz wątpliwego towarzystwa Malakara, w podróży towarzyszą jej także dwaj kuzyni – zupełnie różni od siebie i mający odmienne podejście do „złodziejki mocy”. Ta nietypowa drużyna i… smok wyruszają w wyprawę, której celem jest oddanie mocy czarnoksiężnika jej prawowitemu właścicielowi. Po drodze czekają na nich nie tylko trudy wędrówki, ale i prawdy, które dotąd były starannie ukrywane.
Jeśli znacie wcześniejsze książki Pauliny Hendel, wiecie już, czego możecie się spodziewać. Autorka po raz kolejny przenosi nas do świata, w którym magia, tajemnice i żądza władzy tworzą idealną mieszankę. Bohaterowie na każdym kroku uczą się ufać sobie nawzajem i sprawdzają, komu naprawdę można zaufać. Postacie są różnorodne, mają własne cele, zmagają się z osobistymi demonami, a mimo młodego wieku doskonale zdają sobie sprawę z ciężaru, jaki dźwigają. Jednocześnie nie są irytujący – zachowują się jak zwyczajne nastolatki: kłócą się, przekomarzają, przechwalają i od czasu do czasu wdają w drobne potyczki.
Jesteście gotowi wkroczyć do historii, która zaczyna się od kradzieży, a kończy na ratowaniu świata?
3/5 Ta książka to zdecydowanie nowe oblicze autorki. Jako wielka fanka fantastyki i romantasy nie mogłam nie zauważyć kilka znajomych już dla mnie imion, czy to z prawdopodobnego brzmienia czy tak jak jest wprost napisane. Pomysł na same wydarzenia fajny, ale momentami przypomina mi grę o tron ale w lżejszej wersji (przynajmniej ekranizacja gry o tron). Same kruki, zapora i to co jest za nią, trochę mi to przypomina. Dodać jeszcze podział państwa na północ i południe, gdzie są subtelne ale jednak wzmianki jak to ludzie z północy są twardsi i barzziej wytrzymali, jednak nie jest to mocno pokazane. Jeszcze to nagłe odkrycie kim jest główna bohaterka i igranie z ogniem brzmi trochę znajomo. Nie spodziewałam się również większego światła jeśli chodzi o sam wątek miłosny, ale nie jest tragiczny. Żeby nie było że nic mi się nie podobało, bo absolutnie tak nie jest, to dodam że kocham udział smoków, tego nagłego uzyskania mocy oraz tego co się z nią wiązało.
Mam wrażenie, że w tej książce zostały wykorzystane wszystkie możliwe cliché w fantastyce: dwóch braci walczących o serce głównej bohaterki, jeden z nich to dobry i miły blondyn, a drugi mroczny i tajemniczy brunet, do tego zadziorna i niedająca sobie w kasze dmuchać główna bohaterka — I think I’ve seen this film before…
Świat przedstawiony nie jest jakiś bardzo skomplikowany i szczególnie interesujący — po prostu taki default świat z pierwszej lepszej z brzegu fantastyki. (Czy nie tylko mi owa Zapora, która jest głównym problemem w książce, przypominała tą z trylogii griszy?)
Ogólnie jest to bardzo bezpieczna, ale przez to nie odróżniająca się książka od innych z tego gatunku. Przyznam, że mimo mankamentów całkiem wciągnęłam się w tę historię:)
Oczekiwania były wysokie, ale niestety nie zostały spełnione. Spodziewałam się czegoś zupełnie innego, jakiegoś solidnego fantasy. Ton książki był raczej komediowy i mam wrażenie dziecinny. Niektóre zdania były totalnie bez sensu, np. to, że nigdy wcześniej się nie wspinała, ale teraz o tym zapomniała, bo uciekała, więc musiała się wspiąć, czy jakoś tak. Nie było to na poziomie, którego spodziewałam się po autorce, zwłaszcza że jestem mega fanką serii o Cmentarzach Osobliwości, więc wiem, że mogło być lepiej.
5 ⭐ Genialna książka. Na już potrzebuję kolejnego tomu. Bałam się, że będzie klasyczny trójkąt miłosny, ale nie. Relacje między bohaterami mają jakieś podstawy. Wszystko z czegoś wynika. Zaufanie między nimi jest budowane. Główna bohaterka nie jest klasycznym wybrańcem. Nowych umiejętności uczy się stopniowo, z różnymi skutkami. Super plot twist na koniec. Paulina Hendel potrafi w fantastykę.
Jedyny problem z książkami Pauliny Hendel jest taki, że czyta się je fantastycznie, ale trzeba czekać długo na kolejne tomy.
Pomysł na książkę fantastyczny, bardzo kupuje mnie taka wizja świata, bohaterowie ok, choć miałam czasem zgrzyt z główną bohaterką, ale jakoś się dotarłyśmy.
I końcówka wybitna, sprawiająca że nie mogę doczekać się kolejnych części.
Chyba pierwszy raz tak bardzo podobała mi się książka tej autorki. Nie zawsze mi szło tak dobrze z historiami od tej autorki. A tu było na prawdę spoko i komfortowo. Dobra rozrywka