Kto był w Neapolu, ten wie, że nie można pozostać wobec niego obojętnym. Zapach pizzy i smród śmieci. Piękno architektury i brzydota pobazgranych kamienic. Słodycz dojrzałych pomarańczy i słoność Morza Tyrreńskiego. Neapol od wieków fascynował badaczy, inspirował artystów, przyciągał podróżników. I choć znamy jego literackie czy filmowe oblicze, wciąż tak naprawdę nie wiemy, dlaczego dla jednych jest synonimem męczącego bezładu, a dla drugich – urzekającego włoskiego rozprężenia.
Piotr Kępiński zabiera nas w literacką podróż i wprowadza w zakamarki neapolitańskiego świata. Wraz z autorem czytamy książki o mieście i śledzimy prasowe nagłówki. Pijemy limoncello i bulion z ośmiornicy, zwiedzamy peryferia i nowoczesne stacje metra, podziwiamy sztukę uliczną i oglądamy filmy z Totò w roli głównej. Spacerujemy z Wezuwiuszem nad głową i gąszczem podziemnych korytarzy pod stopami.
Neapol słodki jak sól to próba redefinicji Neapolu, wychodząca poza utarte schematy wyznaczone przez klasyków oraz popkulturę. Żywa, gęsta, błyskotliwa opowieść o miejscu, które albo się kocha, albo się go nienawidzi. Bo czy jest inne miasto na świecie, po zobaczeniu którego – jak pisał Goethe – pozostaje nam tylko umrzeć?
U Małgorzaty Rejmer było albańskie Błoto słodsze niż miód. Neapol widziany oczyma i piórem Piotra Kępińskiego jest słodki jak sól. Przypomina mu bowiem rustico di pasta frolla salato – ciasto, którego lekko słodka skorupka okrywa wnętrze kryjące ricottę, boczek i salami. Ów specjał kuchni partenopejskiej zdaniem autora jest idealną metaforą tego miasta: słodkiego jak sól i słonego jak cukier.
Kępiński niewątpliwie darzy Italię szczerym uczuciem i potrafi o nim pięknie pisać – czego jak czego, ale dobrze opanowanego warsztatu pisarskiego nie sposób mu odmówić. Pisze ze swadą, niekiedy popadając w przesadne gawędziarstwo, ale skłamałbym, gdybym napisał, że narracją Kępińskiego czułem się znudzony. Moim zdaniem zasadniczy problem tej książki polega na tym, że nie do końca oferuje ona to, co obiecuje i autor i wydawca. Wspominając Mariana Brandysa i jego Spotkania włoskie Kępiński pisze: „[…] Brandys już w swoich najwcześniejszych szkicach (od biedy można by je nazwać reportażami) potrafił czarować”. Taki sam zarzut można postawić tej książce. Stanowi ona raczej zbiór eseistycznych widokówek neapolitańskich, aniżeli reportaż z prawdziwego zdarzenia. W gruncie rzeczy książka Kępińskiego zostaje zredukowana do odautorskiej negacji lub potwierdzenia stereotypów i klisz na temat stolicy Kampanii, jakie wyłaniają się z popkultury i dzieł plasujących się nieco wyżej, tj. na półkach tradycyjnie zarezerwowanych dla tzw. kultury wysokiej. W prezentacji materiału źródłowego nie ma większego zaskoczenia. Mamy tu więc obfite akapity na temat: tetralogii neapolitańskiej Ferrante i jej serialowej ekranizacji, oszałamiającego sukcesu Gomorry, problemów z infiltracją miejskiej biedoty przez Kamorrę, legendy Diega Maradony oraz Totò, SSC Napoli, ludzi pióra piszących o Neapolu oraz włoskich muzyków związanych mocniej bądź luźniej z miastem. Wśród polskich akcentów obowiązkowo wymieniony jest: Gustaw Herling – Grudziński, Zieliński z epizodem w piłkarskim klubie oraz Joseph Conrad ze swoim opowiadaniem Il Conde (przy czym sensowność wspominania o tym ostatnim jawi mi się pod dużym znakiem zapytania). Po przeczytaniu tej książki miałbym niemały problem z odpowiedzią na pytanie, czy wyłania się z niej jakiś spójny obraz miasta. Autor odbył solidną kwerendę biblioteczną i zgromadził niemało źródeł, które – mam takie wrażenie – mocno skrępowały jego swobodę pisarską, ograniczając ją do złożenia raportu na temat tego, co o Neapolu napisali/nakręcili/zaśpiewali inni i jak się to ma do teraźniejszości. Zaskakująco mało w tym „reportażu” samego reportażysty, który paradoksalnie ujawnia się najwięcej w miejscach bardzo luźno związanych ze stolicą Kampanii (pisząc m.in. o wizytach na Ischii, Capri i Procidzie). Tam, gdzie pisze o Neapolu, co i rusz chowa się za obfitym materiałem źródłowym, rezygnując z zabrania własnego głosu kosztem potwierdzenia lub zaprzeczenia temu co np. o Neapolu napisał w Skórze Malaparte.
Tę książkę potraktowałbym zatem jako niewykorzystany potencjał przy czym mam wrażenie, że najlepiej byłoby, gdyby Piotr Kępiński po przeczytaniu całej zgromadzonej bibliografii i przyswojeniu wiedzy stamtąd zdobytej po prostu ruszył na przechadzkę neapolitańskim corso, bo drzemią w nim głębokie pokłady talentu. Limoncello zawiera w sobie około trzydziestu procent optymizmu. Kiedy wódka albo whisky to ponad czterdzieści procent melancholii skrzyżowanej z pesymizmem. Prawda, że świetne? Szkoda, że tego rodzaju przemyśleń nie było w tej książce więcej.
Wowowow! Generalnie rzecz biorąc, nigdy nie byłam fanką literatury faktu. Jako osoba najbardziej ceniąca w słowie pisanym bagaż emocjonalny i zdolność uchwycenia cienkiej jak pajęcza przędza intymności między ludźmi, po prostu nie widziałam w niej nic interesującego. Jednak przez moją niemałą słabość do Italii, zwłaszcza tej bardziej nieuporządkowanej i surowej, zadecydowałam się sięgnąć po „Neapol…” i zdecydowanie pozytywnie się zaskoczyłam. Czytając ten osobisty reportaż czułam się, jakby autor prowadził mnie za rękę przez to niezwykłe miasto, zarówno w przestrzeni jak i w czasie…
📕 "Neapol słodki jak sól" to opowieść niczym reporterski zbiór esejów poświęconych miastu pod Wezuwiuszem, której autorem jest Piotr Kępiński. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwo Czarne w ramach serii Sulina.
📕 "Neapol słodki jak sól" to druga książka Piotra Kępińskiego po jaką sięgam, choć autor napisał więcej utworów poświęconych Italii.
Paradoksalnie, książka Kępińskiego o Neapolu – mieście, które budzi we mnie mieszane uczucia, zachwyciła mnie bardziej niż ciekawa lektura o Abruzji, do której przyjeżdżam z radością ("W cieniu Gran Sasso. Historie z Abruzji").
Piotr Kępiński zabiera nas w podróż do Neapolu i pokazuje nam miasto prawdziwe – ze swoim pięknem i brzydotą, atrakcjami i niebezpieczeństwami. Autor pisze o Neapolu, dodając do swojej opowieści kolejne cząstki układanki, tworzącej cały obraz. Poszczególne rozdziały to niejako eseje, w których teraźniejszość miesza się z historią i odbiciami tej historii w literaturze.
Podróż rozpoczyna się na rzymskiej stacji kolejowej Termini, skąd pendolino Frecciarossa wyrusza do Neapolu. Z dziesięciominutowym opóźnieniem…
Już z pierwszego rozdziału przeczytałem o historii jedynej stacji pośredniej na trasie z Rzymu do Neapolu – Afragola, której futurystyczny dworzec zaprojektowała słynna brytyjska architekt Zaha Hadid. Po oddaniu budynku do użytkowania okazało się, że pod torami, peronami i parkingiem kamorra usytuowała wcześniej składowisko toksycznych odpadów, biorąc pieniądze za ich utylizację.
Piotr Kępiński – reporter rozmawia ze swoimi włoskimi przyjaciółmi i znajomymi oraz ze spotkanymi neapolitańczykami, aby lepiej zrozumieć i pokazać czytelnikom dwa oblicza Neapolu. Neapolu, w którym działa Akademia Transformacji Cyfrowej i Innowacji Przemysłowych, ale biurokracja i korupcja powoduje, że wielu młodych ludzi, po ukończeniu różnych neapolitańskich uczelni, opuszcza miasto i wyjeżdża do Mediolanu czy Turynu.
📕 Autor tłumaczy, jak Neapol podniósł się po zniszczeniach z czasów II wojny światowej i pokazuje, jak szmugiel stał się źródłem pracy dla jednych i bogactwa dla wybranych. Kontrabanda stała stała się „Fiatem południowych Włoch”, a papierosy na bazarach kupowali również stróże prawa.
W kolejnych rozdziałach książki Piotr Kępiński pomaga nam porównać dwóch neapolitańskich świętych – Januarego i Maradonę, prowadzi do Secondigliano i do zakładu fryzjerskiego, który prowadził ojciec Salvatorego Esposita (aktora grającego w serialu Gomorra Genny’ego Sevastano).
W książce nie zabrakło też wątków kulinarnych, więc dowiedziałem się więcej o bulionie z ośmiornicy, lodach oferowanych w Neapolu i słynnej Lodziarni pod Małpą, a także zapragnąłem spróbować prawdziwego limoncello zrobionego z cytryn z okolic Neapolu, może nawet tego, które produkuje Danny DeVito.
Ciekawe są też wątki społeczne poruszane w książce, które pokazują, jak księża angażowali młodzież zagrożoną zejściem na drogę przestępstwa, zakładając spółdzielnie wolontariuszy oraz jak – zaraz po wojnie – robotnicy z północy Włoch przyjmowali do siebie dzieci z Południa.
W książce odnalazłem też wątki polskie, związane z pobytem Józefa Konrada Korzeniowskiego na Capri, przygodami hrabiego Zygmunta Szembeka i oczywiście z Gustawem Herlingiem-Grudzińskim, którego córka Marta Herling rozmawiała z autorem. Pojawia się też Marian Brandys, który przyjechał do Neapolu w 1949 roku, jako wysłannik „Przekroju”, oraz Maria Kuncewiczowa, pisarka, autorka m. in. Cudzoziemki.
📕 „Neapol słodki jak sól” to książka, która zostaje z czytelnikiem na długo, nie tylko dzięki plastycznemu językowi i reporterskiej wnikliwości, ale przede wszystkim przez uczciwość spojrzenia. Kępiński nie tworzy pocztówkowego obrazu Neapolu, ale pokazuje jego wszystkie twarze.
📌 Jeśli szukasz lektury, która wciąga jak dobry reportaż, a jednocześnie pozwala zrozumieć złożoność włoskiego Południa, sięgnij po tę książkę. Nawet jeśli – tak jak ja – masz wobec Neapolu mieszane uczucia, istnieje spora szansa, że po lekturze Kępińskiego spojrzysz na to miasto inaczej. I być może odrobinę cieplej.
Zbiór esejów o Neapolu Piotra Kępińskiego ma podstawową zaletę – chce się to czytać. Umiejętność panowania nad językiem, dyscyplina pisarska, która powoduje, że żaden z rozdziałów nie ucieka w dygresje, ale trzyma się wybranego dla niego tematu, były dla mnie bodaj najistotniejszym powodem dla którego podczas czytania odczuwałem autentyczna satysfakcję. A są to opowieści prawie bez wyjątku ciekawe, choć przecież różnorodne, karmiące się z jednej strony osobistym doświadczeniem, z drugiej inspiracjami literackimi czy nawet popkulturowymi. W centrum jest zawsze miasto, to współczesne, ale też historyczne. W przypadku Neapolu przeszłość i ta bardzo dawna, i ta nowsza, choćby dziedzictwo II wojny światowej odciska się na dniu dzisiejszym i jakoś pozwala go tłumaczyć. Autor stara się pokazać, na czym polega oryginalność stolicy Kampanii, co decyduje o tym, że jest miejscem niepowtarzalnym na tle innych włoskich miast. Ma się wrażenie, że dzięki swojej odrębności Neapol jest dość wdzięcznym tematem tego rodzaju na poły reporterskich książek – zawsze można tu dojrzeć coś, co jest warte zanotowania, odkrycia, ewentualnie poddania nowej interpretacji. Ot, choćby fenomen feminellich. Widziałem przed rokiem dokument im poświęcony, zatytułowany po polsku „Neapol. Miasto syren”, w oryginale „Femenell”, niestety niedobry, może dlatego, że bardzo trudno wejść w świat środowiska neapolitańskich mężczyzn odgrywających w życiu role kobiet. Jest to bardzo specyficzny krąg, którego historia jest bardzo długa, może i wielowiekowa. Piotr Kępiński poświęcił mu oddzielny rozdział, bardzo piękny, ale i tak jest to ledwo szkic. Oczywiście, nie mam pretensji, w końcu taka jest koncepcja tej książki, składającej się z kilkunastostronicowych fragmentów. Dobrze się to czytało.
Neapol kojarzy mi się z prawdziwymi Włochami, pizzą, upałem, nieokrzesanym południem, brudnymi ulicami, charakterystyczną południową architekturą i nieprzewidywalnością. Moja pierwsza wycieczka do Neapolu taka właśnie była, i potwierdziła moje konotacje. W książce Piotra Kępinskiego otrzymujemy to wszystko plus jeszcze więcej.
Przechadzając się dusznymi i klaustrofobicznymi ulicami Neapolu autor kreśli wizję miasta rozdartego między teraźniejszością, a przeszłością, żyjącego w szponach mafii, ale też turystów uzurpujacych sobie coraz większe do niego prawa. Przytacza literackie odnośniki, jak nieodzownie kojarzącą się z miastem Elenę Ferrante, czy naszych polskich pisarzy, Herlinga-Grudzińskiego, Kuncewiczównę. Nie może się obejść od wspomnienia kultowej już Skóry Malaparte, która pomimo, że napisana ponad pół wieku temu nadal jak żywa pulsuje w tkance miasta i oddaje jego charakter.
Neapol w tym reportażu to także Saviano piszący o mafii, kult Maradonny którego grafiti można spotkać w całym mieście, wyspy leżące nieopodal i przyciągające swoim pozornym odizolowaniem i Wezuwiusz groźnie spoglądający na miasto i przestrzegający groźbą wybuchu.
Polecam zarówno tę książkową, jak i turystyczną podróż. Południowe Włochy mają swój nieodparty urok.
Współpraca barterowa/reklamowa z wydawnictwo czarne.
Wspaniała i przyjemna książka. Historie opisane przez autora wciągają niczym neapolitańska pizza z L’Antica Pizzeria da Michele albo rejs promem po Zatoce Neapolitańskiej. Bardzo interesujące mini-opowieści, próbujące przybliżyć nas do poznania prawdziwej tożsamości Neapolu.
Książka jest pełna cytatów i interpretacji dzieł różnych autorów. Natomiast zabrakło przemyśleń autora i jego własnego spojrzenia na Neapol. Chętnie przeczytałabym więcej rozdziałów jak ten ostatni - o limoncello.