Powstrzymuję się od oceny, bo mam trochę rozkrok w opinii o tej książce.
Z jednej strony - bardzo doceniam pracę dokumentacyjną i archiwizacyjną, jaką wykonała autorka. Że złapała się mocno spraw, które co prawda kilka lat temu były głośne i dotarły także do nie-branżowych mediów, a pamięć o których po kilku latach zaczęła się już zacierać. Albo takich, które mogłyby zginąć jako kolejny post na facebooku. Cieszę się, że przybierają formę książki i że wracają - przede wszystkim do dyskusji. To przywraca poczucie sensu w tym, że medialne dyskusje i presja społeczna są potrzebne. Zwłaszcza, że w książce istotną rolę odgrywa ruch #MeToo, który a.D. 2025 doświadcza - mam wrażenie - potężnego, antyfeministycznego backlashu.
Mocny jest też zabieg ze zredukowaniem odautorskiej narracji na rzecz przytaczania przede wszystkim głosów bohaterów. I tych krzywdzonych, i tych, którzy krzywdzili. Głosy zwłaszcza tych drugich czyta się niewygodnie i na etapie monologu Jacka Poniedziałka chciałam rzucić książką o ścianę. Ale widzę w tym wartość - jak same osoby, które dopuściły się przemocy, ujawniają mniej lub bardziej świadomie stojące za tym mechanizmy.
"Głosowość" reportażu ma też taką konsekwencję, że przynajmniej mi bardzo szybko się tę książkę czytało. Wypowiedzi toczą się. Z ewentualnymi przerwami na odpoczynek po kolejnych opisach różnych form przemocy.
Ale dla mnie ta decyzja o tym, żeby oprzeć się wyłącznie na głosach, a narracje odautorskie i interpretacje poukrywać, nie jest czymś, co uważam za jednoznacznie celne. Bo ceną za nią jest zredukowanie kontekstów - systemowych, instytucjonalnych czy ekonomicznych. Zabrakło mi bardziej szczegółowego opisu warunków, w jakich przemoc teatralna się dzieje. Pojawiają się w skrawkach zdań - że presja władz lokalnych, że niedofinansowany system, że brak przewidywalności ekonomicznej, że przestarzałe ustawodawstwo... Brakowało mi pociągnięcia tych wątków i podbudowania ich danymi. Poszerzenia tych różnych kontekstów, pokopania się w ustawach, budżetach i regulaminach.
Bo jeśli to jest zjawisko systemowe (a jest) w dodatku warunkowane częściowo przez kulturę instytucjonalną, to chciałabym się o tym czegoś więcej dowiedzieć i dopełnić ten obraz. A wyszło bardzo indywidualnie. Nawet jeden z końcowych rozdziałów poświęcony kwestiom ekonomicznym, był mocno okrojony i skupiał się głównie na jednostkach, a nie np. także na instytucjach.
Przeszkadzało mi też to, że rozdziały były nierówne. Niektóre miały bardzo spójną i sprytną strukturę. Inne, zwłaszcza końcowe, wypadały nieco chaotycznie i miałam poczucie, że niektóre myśli się tam urywają. Cóż, chyba muszę poczekać na wydanie dwutomowe.
Podsumowując - ważna i warta przeczytania książka. Ale niepozbawiona wad. Czekam na ciąg dalszy. Nie tyle tej konkretnej książki, co opisu przemocy w teatrze, ale również dziejących się tam zmian.