W każdym człowieku jest ciemny labirynt i przemierzający go niewielki pająk. W każdym człowieku jest urojony raj i otwarta rana. Rana oddziela labirynt od raju. Pająk jej szuka, by przez nią uciec.
Kiedy będziesz gotowy, idź to zbiór ośmiu opowiadań, których wspólnym mianownikiem jest ruch – ruch daremny, błądzenie, bezcelowe krzątanie (albo niemożliwe do zrealizowania pragnienie ruchu) w poszukiwaniu wyjścia z dotychczasowej sytuacji egzystencjalnej.
Bohaterowie tych tekstów próbują zmienić swoje życie, nadać mu jakiś sens lub kierunek, ale ciągle coś trzyma ich w miejscu i nie pozwala na zmianę: traumy, nierozwiązane sprawy, doświadczenie przemocy, brak sprawczości, wrodzone ograniczenia lub opresyjne, warunkujące wychowanie. Tłem tych zmagań jest świat-więzienie, świat na krawędzi: realności i sennego koszmaru, dnia i nocy, pokoju i wojny.
Utwory w Kiedy będziesz gotowy, idź wyrastają z konwencji literatury niesamowitej, ale przekraczają ją, sytuując źródło niesamowitego nie w zjawiskach nadprzyrodzonych, lecz w okaleczonej psychice ludzi poddanych presji okoliczności, którym nie są w stanie sprostać. Psychice tym silniej ulegającej deformacji, im bardziej desperacka staje się ludzka walka o zmianę, o ruch.
Ten, który tapla się w ciemności. Ten, który penetruje najgłębsze ludzkie lęki. Ten, który z najciemniejszej czerni zrobił sobie markę samą w sobie. I pisze jak nikt inny. Wojciech Gunia. Nie, to nie będzie miła lektura. Powiedziałabym nawet, że nie rekomenduję jej wszystkim, bo nie chciałabym, żeby ktoś w tę ciemność wpadł i tam nie daj Boże został. Potrzeba pewnej odporności psychicznej na Gunię i jego prozę, w której zło, przemoc, okrucieństwo nabierają formy i oplatają czytelnika swoimi mackami.
Przed nami osiem opowiadań. Każde to klaustrofobiczny pokój, który jest pułapką dla swoich bohaterów. Jest labiryntem, z którego chcą się wydostać. Klatką, skomplikowaną konstrukcją psychologiczno-emocjonalną. Niby dom, niby pokój, niby mieszkanie, niby... To klasyczny chwyt grozy, w którym przestrzeń jest tak naprawdę odbiciem lęków, pragnień, koszmarów swoich mieszkańców. A tych bohaterowie Guni mają aż nadto.
Nie wiem, czy kojarzycie tekst i teledysk do kultowej piosenki zespołu The Cure pt. "Lullaby" - tam pająk (metaforyczny i fizycznie-metafizyczny) wciąga podmiot liryczny w swoją pajęczynę i opłata ścisłym kokonem. Nie przez przypadek pierwsze opowiadanie jest historią takiego pająka i jego ofiary. W każdym kolejnym objawiają się podobne motywy: przemoc, klatka, przeładowanie niemocą, przemiana... To wszystko na zasadzie metafory oplecionej smutnym obrazem rzeczywistości. U Gubn bowiem wszystko jest smutne i paradoksalnie - wcale nie gotowe na to, co nadchodzi. My też nie jesteśmy, a na pewno nie wszyscy. Po prozę Wojtka sięgamy z ostrożnością, ale z zachwytem. To proza jakich mało.
Chyba się z panem Gunią polubię - pierwsze spotkanie wypadło wysoce obiecująca. Autor sięga w zakątki mroczne i nie pozostawia czytelnikowi zbyt wiele nadziei. Mamy tu do czynienia ze sprawnie i stylistycznie wzorowo napisaną grozą, ale spod egzystencjalnego znaku. Bardzo równy zbiór - co prawda żadne z opowiadań nie powaliło mnie bezlitośnie na kolana, ale i żadne nie spada poniżej poziomu bardzo dobrego.
2,5 No nie wiem. Przeszkadzała mi wulgarność bijąca z większości stron. Opowiadanie o wieży było naprawdę dobre! Jednak nie nazwałabym tego “weird fiction”, za mało weird.