Magia, sekrety i nieumarli w sercu polskich gór – oto świat Rannych dusz, literackiego debiutu Pauliny Kamforowskiej.
Gdy Róża i Zamir otrzymują tajemniczy list informujący o śmierci ciotki Alicji, nie spodziewają się, że to początek ich podróży w głąb świata, w którym magia przeplata się z rzeczywistością, a umarli nie zawsze pozostają w zaświatach. Willa w okolicach Zakopanego skrywa dziedzictwo Róży oraz sekrety organizacji magów zwanej Złotym Zlotem, badającej plagę nieumarłych nawiedzającą Polskę od zakończenia II wojny światowej. W Noc Duchów Zamir staje się świadkiem brutalnego ataku, a śledztwo bohaterów prowadzi do ujawnienia największej tajemnicy rannych dusz, czyli istot zawieszonych między życiem a śmiercią, która na zawsze zmieni społeczność magów i może zaważyć nad przyszłością całego ich świata.
Kiedy Róża odkrywa w sobie wyjątkowy talent, dołącza wraz z mężem do Koronnej Szkoły Czarodziejstwa i Cudotwórstwa, gdzie poznają Bożydara – wnuka poszukiwanego wąpierza Dalebora. Wspólnie próbują rozwikłać zagadkę jego zaginięcia, podczas gdy w cieniu czai się eskortant cieni – bezlitosny łowca dusz.
Ranne dusze to wciągająca powieść fantasy łącząca elementy magii, grozy i słowiańskiego folkloru. Tajemnicze intrygi, niezwykły świat i bohaterowie pełni pasji sprawiają, że to lektura obowiązkowa dla miłośników fantastyki z elementami słowiańskimi.
W magicznej willi ukrytej w polskich Tatrach rozgrywa się historia pełna sekretów, czarów i nieumarłych. Gdy Róża i jej mąż Zamir otrzymują wiadomość o śmierci ciotki Alicji, nie wiedzą, że to początek ich podróży do świata, gdzie magia przeplata się z codziennością, a śmierć nie zawsze oznacza koniec... Już sam opis debiutu Pauliny Kamforowskiej zapowiada intrygującą mieszankę: magii, słowiańskiego folkloru, tajnych stowarzyszeń i nieumarłych kryjących się w cieniu nocy. Brzmi jak coś świeżego i pełnego klimatu. I rzeczywiście – pomysł jest. Ale czy finalnie wyszło tak dobrze?
Największym grzechem tej powieści jest narracyjne rozmycie. Pierwsza połowa książki niestety ciągnie się niemiłosiernie. Zamiast intryg czy wciągającej narracji, dostajemy opisy luksusów życia odziedziczonego po ciotce – willa pod Zakopanem, bogactwo, swoboda… Tyle że nic z tego nie służy fabule. Róża szybko zostaje obsadzona w roli „tej wybranej”, obdarzonej ogromną mocą, której oczywiście nikt nic nie tłumaczy – bo najwyraźniej w tym świecie tak się po prostu robi. Jej mąż, Zamir, to chodzący ideał akceptacji. Tak bardzo pozbawiony sprzeciwu i emocji, że aż nierealny. Zero kłótni, żadnych wątpliwości, wszystko przyjmuje z niewzruszoną miną, jakby uczestniczył w szkolnym przedstawieniu. Alicja, choć teoretycznie martwa, snuje się po fabule jako dziwna, irytująca ciotka, której motywacje i wpływ są niejasne i niewyjaśnione. Trudno ją polubić, nawet jeśli jej postać ma ogromne znaczenie dla fabuły… Choć opis sugeruje, że Ranne dusze to historia z elementami grozy i tajemnicy. W rzeczywistości jednak mrok jest tutaj tylko dekoracją. Nieumarli, eskortant cieni, tajemnice – to wszystko brzmi ciekawie, ale w praktyce jest potraktowane powierzchownie, niemal niegroźnie. Zamiast niepokoju i napięcia, dostajemy cozy fantasy w wersji słowiańskiej: sympatyczni bohaterowie, estetyczne opisy, minimum dramatyzmu. Nawet drastyczne wydarzenia nie zostają odpowiednio wybrzmiane – giną w pastelowym tonie książki. Kamforowska pisze ładnym, lekkim językiem. Widać tu próbę stworzenia klimatu – i miejscami się to udaje. Ale za tą językową poprawnością kryje się niedojrzałość fabularna. Książka bywa infantylna, pozbawiona dramaturgii, miejscami wręcz naiwna w konstrukcji postaci i świata. Dialogi potrafią być nienaturalne, a reakcje bohaterów – przesadnie ugładzone. Co ciekawe, autorka próbowała połączyć klasyczne motywy magiczne z elementami chrześcijańskimi. Niestety, ten mariaż również wypada dość niezgrabnie. W magicznej społeczności pojawia się katolik – i nikt nie ma z tym problemu? Serio? Zero konfliktów światopoglądowych, zero napięcia? To aż prosiło się o pogłębione tło kulturowe i psychologiczne, którego zabrakło. Zaś sama Szkoła Czarodziejstwa i Cudotwórstwa, która mogłaby być sercem tej historii, w praktyce okazuje się bardzo pominięta. Dostajemy o niej zaskakująco mało informacji, zamiast wejścia w magiczny system, rytuały, społeczne struktury czarodziejów czy wewnętrzne konflikty tej zamkniętej grupy, dostajemy coś na kształt wprowadzenia, które nagle się kończy. Wszystko dzieje się „gdzieś obok”, „poza kadrem”, jakby autorka nie wiedziała, jak ten wątek wykorzystać. Ale, ale czy to znaczy, że ta książka tak wcale nie ma plusów? No nie, oczywiście, że nie. Jak wspominałam autorka ma bardzo płynny, ładny styl pisania. Mimo rozwlekłej akcji, całość czyta się bardzo spójnie. Na docenienie zasługuje również sam pomysł i jeśli Paulina Kamforowska pokusi się o rozbudowanie w kolejnym tomie wątków magicznych to naprawdę mógłby wyjść z tego polski Hogwart. Same tytułowe ranne dusze, też mogłyby stanowić serce kolejnych tomów, jeśli tylko akcja skupiłaby się bardziej na nich a nie na wewnętrznych przeżyciach Róży. Moją ulubioną postacią zdecydowanie zostanie Dobromiła, choć ma ten paskudny zwyczaj trzymania ważnych rzeczy w tajemnicy to jednak jest postacią bardzo fajnie, wielowymiarowo napisaną. Jednocześnie jest typowym „yodą” starszą panią, mentorką i opiekunką, która ma wiedzę, doświadczenie, dobre serce i nie zawaha się ich używać, równocześnie będąc głową swojej rodziny, wciąż obdarzoną magią i gotową bronić tego co kocha. Nie traci przy tym jednak vibu kochanej, troskliwej babci, która upiecze ci ciasteczka i zaparzy herbatkę a potem uraczy opowieścią z morałem o tym jak ciotka Zygfryda miała problem z takim jednym podejrzanym typem, co to go potem nikt więcej nie widział :D Podsumowując: Ranne dusze miały potencjał na klimatyczne słowiańskie urban fantasy, ale w ostatecznym rozrachunku pozostawiają czytelnika z uczuciem niedosytu. Fabuła rozwija się zbyt wolno, bohaterowie są uproszczeni, a świat – choć ciekawie zaprojektowany – nie został wystarczająco pogłębiony. Brakuje emocji, napięcia i realistycznych relacji międzyludzkich. To bardziej cozy fantasy niż mroczna opowieść o nieumarłych – i warto o tym wiedzieć, zanim się po nią sięgnie. Jeśli ktoś lubi lekkie historie z domieszką magii i nie przeszkadza mu brak fabularnego pazura, może odnaleźć tu coś dla siebie. Dla wymagającego fana fantastyki, który pragnie epickich, magicznych pojedynków i zmagań z potworami to może okazać się niewłaściwy wybór.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu
🌲🕯️ Ranne dusze autorstwa Pauliny Kamforowskiej to debiut, który urzeka klimatem i zapada w pamięć swoją poetycką dusznością. Autorka zabiera nas w samo serce polskich gór, gdzie mgła snuje się między drzewami jak zły omen, a cisza staje się zwiastunem czegoś niepokojącego. Na tle tej górskiej scenografii rozgrywa się opowieść o śmierci, magii, dziedzictwie i tym, czego nie sposób wyrzucić z pamięci – nawet po drugiej stronie życia.
🌲🕯️ Gdy Róża i jej mąż Zamir otrzymują wiadomość o śmierci ciotki, nie spodziewają się, że wyjazd do odziedziczonej willi stanie się początkiem podróży, z której nie ma już odwrotu. Kamforowska umiejętnie splata realność z magią – tajemnicze dziedzictwo, organizacja badająca zjawisko nieumarłych, słowiańskie stworzenia i plaga dusz, które nie potrafią odejść – wszystko to pulsuje gdzieś pod powierzchnią pozornie zwyczajnej codzienności. Autorka nie spieszy się z odkrywaniem kart, ale robi to z wyczuciem – pozwala czytelnikowi poczuć ciężar historii, zanim ją opowie.
🌲🕯️ Tym, co najmocniej wyróżnia powieść, jest język. Opisy Kamforowskiej są niemal malarskie – można poczuć zapach starych desek willi, usłyszeć trzask gałęzi pod butem, a także wewnętrzne echo samotności bohaterów. Narracja wymaga skupienia – nie jest to książka na jeden wieczór, lecz taka, którą trzeba smakować powoli, pozwalając słowom opaść jak śnieg na dachach górskich chat. Taka estetyka może zrazić fanów dynamicznej akcji, ale dla miłośników atmosfery i głębokiej introspekcji będzie prawdziwą ucztą.
🌲🕯️ Bohaterowie są wielowymiarowi – pełni ran, lęków i niepewności. Róża to postać, która ewoluuje z każdym rozdziałem – odkrywa nie tylko magiczne tajemnice rodziny, ale też własną siłę i miejsce w świecie, który nagle zmienia zasady. Zamir, z pozoru wspierający towarzysz, również zostaje wystawiony na próbę. Szczególnie intrygującą postacią jest Bożydar, młody mag z przeszłością splątaną z mrokiem. Relacje między bohaterami są złożone i autentyczne, co nadaje książce emocjonalnej głębi. ㅤ 🌲🕯️ Świat przedstawiony w powieści łączy elementy klasycznego fantasy z mocnym wpływem słowiańskiego folkloru i polskiej historii. Plaga nieumarłych nie jest tylko strasznym zjawiskiem – to metafora nierozliczonych krzywd i niewypowiedzianego bólu, który nie pozwala duszom odejść. Noc Duchów, Koronna Szkoła Czarodziejstwa, eskortant cieni – wszystkie te motywy budują unikalny, nieco mroczny, ale bardzo fascynujący uniwersum. ㅤ 🌲🕯️ Ranne dusze to książka, która nie prosi o uwagę – ona ją pochłania, jeśli tylko pozwolimy się jej dotknąć. To opowieść o ranach, które nigdy się nie goją, o nadziei, która tli się mimo wszystko, i o magii – nie tej efektownej, ale tej ukrytej w milczeniu, spojrzeniu, szepcie. Paulina Kamforowska stworzyła debiut z duszą – mroczny, piękny i poruszający. Jeśli kochasz historie, które zostają w tobie długo po ostatniej stronie, ta książka jest właśnie dla ciebie.
Młode małżeństwo, Róża i Zamir, jedzie do Uroczyska nad Zakopanem, miejscowości, w której znajduje się dom pozostawiony Róży w spadku przez tajemniczą ciotkę o równie tajemniczej przeszłości. Młodzi ledwo pojawiają się na miejscu, a już wciąga ich wir wydarzeń i okazuje się, że magia nie jest rzeczą tak odległą i nieosiągalną, jak mogłoby się wydawać. Nie dostał_ś swojego listu z Hogwartu i myślisz, że jesteś za star_ na takie rzeczy? Nic podobnego, mamy tu szkołę magii, do której przyjmują uczniów w rozmaitym wieku, w tym takich bez talentów magicznych: można uczyć się O magii, nawet jeśli nie ma się do czarowania talentu. :) Nie wszystko jest jednak kolorowe i radosne - w mroku nocy czają się nieumarli, a dwie rywalizujące organizacje magiczne mają swoje zdania na temat tego, co należy z nimi zrobić. Czy nieumarli to potwory, czy ranne dusze, które można uleczyć? Róża i Zamir wkrótce przekonają się, że nie wszystko jest takie, jakim się wydawało na pierwszy rzut oka - nawet kot, który mieszka z nimi w starym dworku. Dzieje się tu dość sporo na różnych frontach, ale do momentu kulminacyjnego i rozwiązania różnych zagadek posuwamy się raczej powoli. Jest trochę wątków pobocznych, które w odpowiednich momentach wskakują na swoje miejsca w fabularnej układance. Autorka serwuje nam też skrawki historii świata przedstawionego, dzięki czemu możemy nieco zobaczyć wydarzenia z szerszej perspektywy. Mimo że pojawia się tu trochę tajemnic i mroku, to jednak wrzuciłabym tę powieść raczej do szufladki z cosy fantasy, mroczna atmosfera nie przebija się tu na tyle mocno, by trzymać czytelnika w napięciu i mrozić krew w żyłach (choć to moje indywidualne odczucie). Mamy tu natomiast związek małżeński, który jest jedną wielką zieloną flagą - to naprawdę miły powiew świeżości po tych wszystkich powieściach, w których ludzie w związkach nie potrafią ze sobą porozmawiać jak dojrzali ludzie, a 200+ stron konfliktu oparte jest na nieporozumieniu, które można było wyjaśnić dwoma zdaniami. 😆 Troszkę przebija tu motyw wybrańca, a główna bohaterka może nieco zbyt łatwo pokonuje przeciwności losu, ale taki już urok tej książki, że można się przy niej zrelaksować i nie stresować, że bohaterowie będą padać jak kłosy pod sierpem. Mam nieodparte wrażenie, że ta powieść sporo zyskałaby na dodatkowych stronach i rozbudowaniu niektórych wątków, konstrukcji świata i postaci, ale może doczekam się tego w kontynuacji? "Ranne dusze" to bardzo przyjemny debiut. Choć może nie wyląduje z miejsca na liście moich ulubionych książek, to chętnie będę śledzić dalszą karierę autorki i przekonam się, co jeszcze trzyma w zanadrzu.
* egzemplarz do recenzji otrzymałam w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem Kobiecym *
Ocena: 4,5.5 RECENZJA „Ranne dusze” Pauliny Kamforowskiej to debiutancka powieść fantasy, która w moim odczuciu zaskakuje dojrzałością i odwagą w kreowaniu oryginalnego świata. Choć autorka dopiero stawia swoje pierwsze kroki na literackiej scenie, już teraz można zauważyć, że ma swój wyrazisty styl i wrażliwość, którą wnosi do gatunku urban fantasy osadzonego w polskich realiach. Książka jest klasyczną powieścią fantasy z elementami grozy i przygodowej tajemnicy. Akcja rozgrywa się współcześnie, ale w scenerii, która mocno czerpie z atmosfery polskich gór, lasów i mglistych dolin. Kamforowska potrafi malować słowem i tworzy przestrzeń, w której realność i magia przenikają się w zaskakująco naturalny sposób. Głównymi postaciami są Róża i jej mąż Zamir, para, która z jednej strony mierzy się z żałobą i poczuciem zagubienia, a z drugiej z własnymi nieuświadomionymi jeszcze darami i przynależnością do czegoś znacznie większego. Róża to postać bardzo empatyczna, złożona, ale nie przerysowana. Dobrze poprowadzona emocjonalnie, z wyczuwalnym konfliktem wewnętrznym. Zamir jest dla niej równoważnią, uważny, trochę wycofany, ale silny tam, gdzie trzeba. Tematycznie „Ranne dusze” dotykają wielu uniwersalnych wątków: żałoby, przynależności, odkrywania swojej tożsamości, ale też lęku przed innością. Znajdziemy tu refleksje o tolerancji, o znaczeniu przeszłości i o tym, jak historia – zarówno rodzinna, jak i narodowa – potrafi wciąż rzucać cień na nasze życie. Styl autorki jest lekki, ale nie banalny. Narracja prowadzona jest sprawnie i dynamicznie, a język, choć przystępny, bywa bardzo obrazowy i poetycki. Kamforowska umiejętnie korzysta z metafor, dialogi są naturalne, a opisy nie przytłaczają Mocną stroną książki jest jej atmosfera, pełna magii, niepokoju i melancholii. Świat przedstawiony jest bogaty, ale nie przytłaczający. Podobała mi się również konstrukcja bohaterów. Zwroty akcji są dobrze wyważone, a tempo zbalansowane tak, że ani razu nie miałam wrażenia nudy. Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to momentami miałam wrażenie, że pewne fragmenty można było skrócić lub bardziej zagęścić. Niektóre opisy i wewnętrzne monologi Róży mogłyby być ciut krótsze bez utraty treści. Poza tym jedna czy dwie postacie mogłyby zostać bardziej rozwinięte, szczególnie te z drugiego planu, które zapowiadały się ciekawie, ale zniknęły zbyt szybko. Osobiście „Ranne dusze” poruszyły mnie klimatem i wrażliwością. To książka, która zostawia po sobie ślad – subtelny, ale trwały. Zaskoczyła mnie dojrzałością i spójnością jak na debiut, a także tym, jak sprawnie łączy magię z emocjami. Na pewno zapamiętam ją jako piękną opowieść o tym, jak czasem musimy się zgubić, by odnaleźć swoje prawdziwe miejsce.
Nie ukrywam – do „Rannych dusz” przyciągnęła mnie przede wszystkim okładka. Klimatyczna, tajemnicza, obiecująca historię z pogranicza rzeczywistości i magii. A kiedy dodać do tego polecenie od Slavicbooka oraz fakt, że to debiut polskiej autorki, to nie było innej opcji – musiałam sprawdzić. I nie żałuję. Styl Pauliny Kamforowskiej to niewątpliwie jeden z najmocniejszych punktów książki. Lekki, naturalny, zanurzony w nastroju opowieści, pozwala czytelnikowi dosłownie spłynąć przez fabułę – bez zadyszki, bez zgrzytów, z przyjemnością. Autorka umiejętnie buduje klimat, który nie tylko zaprasza do środka, ale też nie pozwala się zbyt szybko ewakuować. Fabuła od pierwszych stron roztacza przed nami aurę tajemnicy – Róża i Zamir przenoszą się do Uroczyska nad Zakopanem, miejsca tak tajemniczego, że nie znajdziemy go na żadnej mapie. To tam, do Willi nr 13 odziedziczonej po ciotce, wprowadza się magia, stare sekrety i cała gama nadprzyrodzonych zjawisk. Książka jest nasycona symboliką, religią i magią, a wszystko to splecione w sposób nieoczywisty i wciągający. Akcja toczy się niespiesznie – ale właśnie takiej narracji ta opowieść potrzebuje i zasługuje na nią. Nie ma tu miejsca na pośpiech. Jest za to czas na odkrywanie, naukę i przemiany – zarówno bohaterów, jak i czytelnika. Autorka subtelnie, lecz z wyczuciem, wplata słowiańskie wierzenia, demony i bestiariuszowe ciekawostki, które dodają smaku i nadają książce autentyczny, lokalny rys. Pojawiają się czarodzieje, czarodziejki, szkoła magii (tak, fani magicznych akademii – będziecie ukontentowani), ale i religijna głębia – czasem łagodna, czasem uderzająca w tony bardziej wymagające. Róża – główna bohaterka – to postać sympatyczna, ale trochę zbyt delikatnie zarysowana. Jej romantyzm i wrażliwość nie zostają do końca pogłębione. Zamir natomiast… cóż, jego gorliwa religijność może wywoływać różne reakcje – od zaciekawienia po lekką irytację. Dla mnie osobiście – ta druga opcja zdecydowanie zwyciężyła. Najjaśniejszą postacią pozostaje jednak Moher – barwna, zabawna, napędzająca fabularny silnik w momentach, gdy zaczyna zwalniać. „Ranne dusze” to książka, która nie udaje, że zmienia świat – ale pozwala na kilka chwil z niego uciec. I to naprawdę udanie. Jej magia jest miękka, klimatyczna, pełna symboli, a nie efekciarska. To udany debiut, który obiecuje, że autorka ma potencjał na więcej – i mam nadzieję, że już nad tym „więcej” pracuje. 📚 Polecam na dwa spokojne wieczory – z herbatą, kocem i odrobiną otwartości na to, że magia może przybrać różne formy. Nawet tę, której nie widać na mapie.
Nie mogłam napisać tej recenzji przez ponad tydzień. Nie wiem, czy wy też tak macie, ale ja czasami czuję ogromną blokadę przed napisaniem recenzji. I nie mam jakiegoś konkretnego powodu dlaczego tak jest. Jednak w tym przypadku jest to kwestia mojej opinii o tym tytule. Nie podobała mi się ta książka i totalnie nie mam ochoty wypowiadać na jej temat. Po prostu od razu się demotywuje. Zacznę może od tego, że miałam bardzo duże oczekiwania co do tej książki. Opowiada ona o rannych duszach, czyli duszach, które zostały na ziemi, bądź wróciły na nią w innej postaci. Przykładowo kiedyś człowiek - teraz funkcjonuje jako wampir. Książkę zaczynamy od listu, w którym dostajemy informację o śmierci ciotki głównej bohaterki (Alicji). Mieszkała ona w budynku, który ma konkretnie nazwę „Willa 13”. Dziewczyna ( Róża) wraz z swoim mężem (Zamirem) jedzie na miejsce i tam dowiadują się o wielu sekretach ciotki. Czym ona się zajmowała i kim tak naprawdę była. Zajmowała się badaniem rannych dusz, a nawet leczeniem by wyzdrowiały i funkcjonowały jako normalne, zwykłe dusze. I o ile sama fabuła jest okej, to mam bardzo dużo argumentów przeciw. Po pierwsze - totalnie nie przypadł mi do gustu styl pisania autorki. Bardzo się zmęczyłam czytając to, od samego początku nie mogłam się w to wkręcić i tak naprawdę, oprócz tej fabuły, to ja nie widziałam tam nic dobrego. I absolutnie nie mówię, że ta książka jest zła, po prostu ja jej nie lubię. Druga rzecz - to jest wykreowanie postaci. Mam wrażenie, że są oni bardzo lekkomyślni i tacy nijacy. Cieżko mi zrozumieć podejmowane decyzje i znaleźć w nich jakikolwiek sens. Mamy tutaj akcje dziejącą się w Polsce, jest to fantastyka, a bohaterzy mają polskie imiona. I uważam, że to jest jak najbardziej okej, bo jest to Polska autorka. Ale w momencie, w którym to są bardzo stare imiona, to robi mi to Delikatny problem. Bo pojawiały się tutaj imiona takie jak: Bożydar, czy np. Wiara, Nadzieja, Dobromiła. Po prostu, totalnie nie mój styl.
Kolejna rzecz - to jest prowadzenie tej fabuły. Jak mówiłam, totalnie nie mogłam się wkręcić i uważam, że nie jest to najlepiej napisane. Było bardzo dużo rzeczy, które były dla mnie strasznie niezrozumiałe, całkowicie bez sensu i po prostu Męczyły mnie. Kolejna rzecz - to jest już ta Końcowa akcja. Naprawdę, nie mam zielonego pojęcia jak to się stało. ale totalnie nie rozumiałam tego co się dzieje. Bardzo dużo bohaterów w jednym miejscu, totalnie nie mogłam sobie tego wyobrazić, nie rozumiałam: co, gdzie, jak i dlaczego. Po prostu się zgubiłam i nieważne ile razy bym przeczytała - i tak nie rozumiałam. Nie mogłam się skupić, być może przez styl pisania autorki, który nie jest zły, po prostu mi się nie spodobał. Następny aspekt - to ciotka głównej bohaterki i ona jest największym problemem w tej książce. Jest strasznie zapatrzona w siebie i mam wrażenie, że jest bardzo samolubna. Pojawia się ona w tej książce przez cały czas, ale jest takim strasznym kłopotem tutaj... Bardzo mi się nie podobało, jak ona chciała odsunąć główną bohaterkę od wiary jej męża. O ile w ogóle fakt, że mąż głównej bohaterki jest wierzący jest naprawdę spoko. Sama jestem wierząca i naprawdę bardzo mi się tutaj to podobało. Jednak, ta ciotka dosłownie wtrąca się we wszystko i podważa wszystkie decyzje… Gdybym mogła ją usunąć, to ta książka nie miałaby sensu, ale jednocześnie chyba spodobały mi się bardziej. I o ile całość prezentuje się nawet nieźle... To gdyby rozbić to na te wszystkie czynniki osobno, to to naprawdę nie jest książka, o której ja chcę mówić. Widzę potencjał, ale jak dla mnie… Nie został on dobrze wykorzystany. Oczywiście życzę autorce dalszych sukcesów i więcej dobrych pomysłów na książki, bo naprawdę do zamysłu na fabułę nie można się przyczepić. Jest naprawdę dobry i nawet przemyślany. Jednak człowiek jest skonstruowany tak, że nie wszystko mu się spodoba. I mi np. nie podoba się ta książka. Tą ocenę dałam tak wysoko ze względu na właśnie pomysł fabularny i na męża głównej bohaterki, bo on był naprawdę dobrą postacią i chyba jedyną sensowną. Czy polecam tę książkę? Chyba widać, że nie. Jednak uważam, że najważniejsza jest opinia własna, więc mimo wszystko zachęcam do przeczytania i do własnych przemyśleń. Bo to, że ja jej nie lubie, nie znaczy, że też jej nie polubicie. Jednak ja nie umiem mówić o tej książce w dobry sposób. Ona też szybko wypadło mi z głowy i gdy tylko wracam do niej myślami czułam blokadę, i nie byłam w stanie nic napisać. Jeśli chodzi o wizualną prezentację książki to okładka jest naprawdę bardzo ładna. Ale więcej plusów niestety wam tutaj nie znajdę. Czytaliście tą książkę? Może nie zgadzacie się z moją opinią? Zapraszam do dyskusji!<3
Róża otrzymuje list z informacji o śmierci ciotki. Gdy przybywa do jej willi odkrywa, że w spadku zostało jej przekazane magiczne dziedzictwo. Razem z mężem usiłuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości - w tym celu dołączają do magicznej szkoły - a na horyzoncie pojawia się niebezpieczeństwo w postaci rannych dusz.
To debiut autorki, który wprowadza w świat lekkiego urban fantasy w rodzimej, górskiej przestrzeni.
Miałam do niej całkiem duże oczekiwania po porywającym opisie. W końcu szkoła magii, duchy, tajemnice - to brzmiało świetnie! Niestety w rzeczywistości nie dostałam tego, czego oczekiwałam.
Autorka tworzy barwne opisy terenów, zdarzeń, przemyśleń bohaterów. Plusem jest tu lekkość i zgrabność języka. Natomiast ogrom ów części opisowych, które są wprost rozwlekane sprawiał, że byłam co rusz odrywana od głównego wątku. Nie potrafiłam złapać dynamiki tej książki, poboczne opowiastki czy sceny wzbudzały u mnie poczucie chaosu, przez co nie mogłam się zaangażować w wydarzenia. Nie pomogły tu też dość nijakie główne postaci - najwięcej barw miała Alicja, a reszta wypadała blado.
Pomysł fabularny był ciekawy, widać, że autorka miała koncept, łączący slowiańszczyznę i rodzime legendy ze współczesnością i magią. Również dylemat w małżeństwie głównych bohaterów pomiędzy wiarą katolicką a poznaniem świata magicznego to interesujący motyw. Nie zagrało mi tu natomiast znowu skupianie się na mniej ważnych wątkach. Bardzo długie sceny często w ogóle nie popychały akcji do przodu, a to, na co się najbardziej cieszyłam, czyli magiczna szkoła, było... rozczarowujące. Długie przemowy na rozpoczęcie, mozolne oprowadzenie, czy wreszcie lekcje, które były w dużej mierze wykładami o historii magii - no cóż, nie porwało mnie to, a mocno znuzylo, bo poczułam się, jakbym sama była znowu w szkole. Mało tu faktycznych scen, które wzbudzały emocje, napięcie czy adrenalinę, bo nawet finał, który trochę próbował, został przytłumiony zmęczeniem materiału i kolejną retrospekcyjną opowieścią.
Bardzo chciałam się polubić z tą książką, ma swoje plusy, ale się nie udało. Na pewno znajdą się jej fani, ja szukałam czegoś innego.
Dzisiaj znów wracamy do fantasy – tym razem do bardzo komfortowego urban fantasy z zakopiańskim klimatem w tle. Debiut Pauliny Kamforowskiej “Ranne dusze” to cozy fantastyka, która totalnie kojarzy mi się z serią Magdaleny Kubasiewicz o Wilczej Jagodzie i z pewnością może się spodobać wielu jej fanom, którzy szukają czegoś podobnego. Razem z główną bohaterką Różą odkrywamy świat pełen magii ze słowiańskim sznytem tuż u podnóży najwyższych polskich gór. Sam zamysł powieści jest niezwykle oryginalny, a fabuła bardzo klimatyczna. Ogromnie podobał mi się motyw rannych dusz oraz wplecenie słowiańskości w magiczne elementy w książce. Lektura historii Róży otuliła mnie niczym wełniany kocyk, wywołała we mnie tęsknotę za Zakopanem i niejednokrotnie spowodowała uśmiech na twarzy. Postać ciotki Alicji – fenomenalna! Szczególnie jej alter ego (pozwólcie, że wypowiem się nieco enigmatycznie, by nie psuć Wam niespodzianki). Przeczytałam ją może podczas nieodpowiedniej pory roku, bo dla mnie to taka pozycja idealna na jesień, w okolice Halloween, do herbatki i deszczu za oknem. I choć to wszystko brzmi naprawdę wspaniale, to ostatecznie nie wszystko w tym debiucie zagrało mi perfekcyjnie.
“Ranne dusze” są momentami zbyt przegadane, a fabularnie dzieje się za mało. Dodatkowo czasami dialogi między bohaterami wydawały mi się sztuczne i wymuszone. Zdaję sobie sprawę, że to debiut Autorki, dlatego przymykam na pewne kwestie oko, ale nie ukrywam, że wpłynęły one na moją przyjemność z lektury powieści. Pomysł był świetny, ale ja odrobinę więcej popracowałabym nad wykonaniem, bo w tej historii brakuje nieco dynamiki oraz balansu między opisami a akcją.
Mimo wszystko zaliczyłabym powieść Pauliny Kamforowskiej do debiutów udanych. Warto także docenić PRZEPIĘKNE wydanie książki. Szata graficzna jest piękna. Naprawdę piękna i idealnie pasuje do treści. Myślę, że fani cozy fantastyki mogą dobrze się przy niej bawić i polubić się z jej bohaterami. Na pewno warto sięgnąć dla klimatu – jeśli nie teraz, to na jesień koniecznie!
IG: lexywish_bookstagram [współpraca reklamowa z wydawnictwem]
Baśniowa atmosfera, magiczne zjawiska, ludowe wierzenia, a wszystko to dopełnione niepowtarzalnym, zakopiańskim klimatem. Bezsprzecznie, Paulina Kamforowska nakreśliła wyjątkową, oniryczną historię, w której przepada się bez pamięci!
"Ranne dusze" jest magiczną, nietuzinkową opowieścią, dopieszczoną solidną porcją fantastyki, ale i słowiańskiego folkloru. To porywająca od pierwszej strony, odurzająca, klimatyczna historia, pełna ludowych wierzeń i niezwykłości, która błyskawicznie zawładnie wrażliwym czytelniczym sercem. Autorka funduje bowiem czytającym iście magiczną podróż, przybierającą postać niemal namacalnego doświadczenia, które pozostanie w sercu na bardzo długo. Gwarantuję, że ta niespieszna lektura zafunduje Wam całą lawinę emocji, niezapomnianą przygodę i błogi relaks, który jest tak charakterystyczny dla powieści fantastycznych.
Bezsprzecznie, świat wykreowany przez autorkę należy do interesujących i zaskakujących. Wykazała się świetną wyobraźnią, ale również umiejętnie wplotła do fabuły stare słowiańskie wierzenia. Akcja rozgrywa się w okolicach Zakopanego, co dodaje historii wyjątkowego klimatu. Spotkamy tu także istoty nie z tego świata, takie jak czarownice, wampiry czy duszki opiekuńcze, dostajemy także możliwość odwiedzenie fascynującej Koronnej Szkoły Czarodziejstwa i Cudotwórstwa, do jakiej uczęszczać będą do niedawna nieświadomi istnienia magii bohaterowie. Gwarantuję, że każdy, kto lubuje się w mitologii słowiańskiej, a przy tym chętnie sięga po komfortowe książki, nakreślone błyskotliwym stylem, będzie zachwycony debiutem literackim Pauliny Kamforowskiej.
"Ranne dusze" to wyjątkowa, nieszablonowa, pełna zwrotów akcji, przyjemna powieść, przesycona magią, napięciem i słowiańską mitologią, która całkowicie odrywa od szarej rzeczywistości i funduje godziny relaksu oraz wytchnienia. Dajcie się porwać w niezapomnianą, pełną wrażeń i zjawisk nie z tego świata podróż, z której nie będziecie chcieli wrócić do normalnej rzeczywistości. Polecam gorąco!💙
ℚ: Do jakiego fantastycznego miejsca chcielibyście się przenieść? ♫︎ʙᴇ̨ᴅᴢɪᴇsᴢ ᴛʏ ~ ᴛʀᴜʙᴀᴅᴜʀᴢʏ♫︎ 💚~ W życiu nie chodzi o to, żeby było proste czy nawet szczęśliwe. Ale żeby było dobre i wartościowe. Na świecie żyje wielu ludzi, krótko szczęście sprawia ranienie innych.💚 ✰✰/✰✰✰✰✰
⤳ Uroczysko ⤳ Fantastyka ⤳ Słowiański Folklor ⤳ Magiczna Szkoła ⤳ Walka Dobra ze Złem
|ᴋɪʟᴋᴀ ꜱᴌᴏ́ᴡ ᴏ ᴀᴜᴛᴏʀᴄᴇ| • Interesuje się filozofią, rodzimą kulturą oraz historią.
𝑪𝒛𝒚 𝒎𝒐ż𝒏𝒂 𝒑𝒐𝒌𝒐𝒏𝒂ć 𝒑𝒓𝒛𝒆𝒌𝒍𝒆ń𝒔𝒕𝒘𝒐 𝒏𝒊𝒆ś𝒎𝒊𝒆𝒓𝒕𝒆𝒍𝒏𝒐ś𝒄𝒊?
𝓕𝓪𝓫𝓾ł𝓪: ༄ Róża i Zamir otrzymują list od ciotki, która zmarła ~ a przynajmniej taka była wersja wydarzeń. ༄ Willa 13 to niesamowite miejsce, które kryje dziedzictwo Róży i tajemnice Złotego Zlotu. ༄ Bohaterowie prowadzą śledztwo, w którym odsłaniają największy sekret Rannych Dusz ~ istot zawieszonych między życiem a śmiercią.
𝓑𝓸𝓱𝓪𝓽𝓮𝓻𝓸𝔀𝓲𝓮 𝓟𝓲𝓮𝓻𝔀𝓼𝔃𝓸𝓹𝓵𝓪𝓷𝓸𝔀𝓲: ༄ Róża Lach~Rajczyńska ~ ma wyjątkowy talent, dołącza wraz z mężem do Szkoły Czarodziejstwa i Cudotwórstwa. ༄ Zamir Rabczewski ~ mąż Róży, który jest katolikiem.
𝓜𝓸𝓳𝓪 𝓸𝓹𝓲𝓷𝓲𝓪: ༄ Nie wiem od czego zacząć ~ więc nudziłam się na całej książce. ༄ Bohaterowie są dla mnie bez tego czegoś, są zwykli. Fabuła w książce też mnie nie porwała. ༄ To, co zapadło mi pamięć to dwa różne światy ~ ponieważ Zamir pochodzi z rodziny katolickiej, a Róża z rodziny, gdzie jej ciotka jest wiedźmą. ༄ Uważam, że 𝑅𝑎𝑛𝑛𝑒 𝐷𝑢𝑠𝑧𝑒 nie wniosły nic nowego do mojego życia. ༄ Książka ma swój magiczny klimat i może Wam się spodobać. Pamiętajcie, że każdy z nas ma inne gusta czytelnicze. ༄ Czy polecam? Zdecydowanie nie.
𝑀𝑜𝑐𝑛𝑒 𝑠𝑡𝑟𝑜𝑛𝑦: Dwa różne światy 𝑆ł𝑎𝑏𝑒 𝑠𝑡𝑟𝑜𝑛𝑦: Wszystko
⋆˚࿔ Ranne dusze 𝜗𝜚˚⋆ ⭐️3,5/5⭐️ [współpraca reklamowa z wydawnictwem kobiecym]
ᯓᡣ𐭩 opis autora: Czy można pokonać przekleństwo nieśmiertelności?
Magia, sekrety i nieumarli w sercu polskich gór – oto świat „Rannych dusz”, literackiego debiutu Pauliny Kamforowskiej.
Gdy Róża i Zamir otrzymują tajemniczy list informujący o śmierci ciotki Alicji, nie spodziewają się, że to początek ich podróży w głąb świata, w którym magia przeplata się z rzeczywistością, a umarli nie zawsze pozostają w zaświatach. Willa w okolicach Zakopanego skrywa dziedzictwo Róży oraz sekrety organizacji magów zwanej Złotym Zlotem, badającej plagę nieumarłych nawiedzającą Polskę od zakończenia II wojny światowej. W Noc Duchów Zamir staje się świadkiem brutalnego ataku, a śledztwo bohaterów prowadzi do ujawnienia największej tajemnicy rannych dusz, czyli istot zawieszonych między życiem a śmiercią, która na zawsze zmieni społeczność magów i może zaważyć nad przyszłością całego ich świata.
Kiedy Róża odkrywa w sobie wyjątkowy talent, dołącza wraz z mężem do Koronnej Szkoły Czarodziejstwa i Cudotwórstwa, gdzie poznają Bożydara – wnuka poszukiwanego wąpierza Dalebora. Wspólnie próbują rozwikłać zagadkę jego zaginięcia, podczas gdy w cieniu czai się eskortant cieni – bezlitosny łowca dusz.
ᯓᡣ𐭩 moja opinia: Ta książka to było coś zupełnie innego niż to, co czytam na codzień. Fantastyka, magia, słowiański folklor.. Te motywy były bardzo dobrze opisane, tak samo jak wykreowanie magicznego świata czy też postaci. Podobało mi się, chociaż moim zdaniem za długo na początku książki nic się nie działo i bardzo drażniły mnie długie rozdziały. Mimo wszystko jednak książka mi się podobała i jeśli ktoś lubi takie motywy - czytajcie!! Polubiłam bohaterów i przyjemnie mi się czytało te lekturę ale niestety niczym mnie nie zaskoczyła.
Jeśli jesteście ze mną dłużej, pewnie wiecie, że uwielbiam motywy słowiańskie w książkach. Dlatego z dużym entuzjazmem sięgnęłam po tę powieść. Fabuła od samego początku rzuca czytelnika na głęboką wodę – autorka otwiera wiele wątków, które rozwijają się stopniowo na przestrzeni całej książki. Wymaga to cierpliwości, bo akcja rozwija się powoli.
Ogromnie podobała mi się warstwa emocjonalna – była bolesna, pełna niepewności. Z pozornie zwyczajnego życia bohaterów wypływają tajemnice, które rozdrapują głęboko skrywane rany. Styl autorki jest bardzo poetycki – stawia na rozbudowane opisy, co pozwala doskonale wczuć się w klimat powieści, który jest mroczny i nastrojowy. Ja osobiście uwielbiam ten zabieg, choć wiem, że niektórych czytelników może on znużyć.
Widać, że autorka miała jasno określony pomysł na fabułę. Szczególnie spodobało mi się połączenie motywów słowiańskich z delikatnym elementem magii. Ciekawie pokazano też małżeństwo głównych bohaterów – ich różne przekonania stają się źródłem napięcia, zwłaszcza po odkryciu pochodzenia Róży.
Jednak nie wszystkie wątki przypadły mi do gustu. Uczęszczanie do Koronnej Szkoły Czarodziejstwa to fragment, który najmniej mnie porwał – był dość monotonny, mimo że w innych książkach często lubię podobne motywy. Na szczęście pojawiła się postać Mohera, który rozjaśniał historię swoim charakterem – ogromnie go polubiłam.
Wątek tytułowych „rannych dusz” był dla mnie wyjątkowy – oryginalny i niespotykany. To jeden z mocniejszych punktów tej książki.
Podsumowując: mam mieszane uczucia, ale przy lekturze bawiłam się całkiem dobrze. Doceniam klimat, emocjonalną głębię i słowiańskie inspiracje. Wątek fantastyczny jest subtelny, nie dominuje całości, co może być zaletą dla tych, którzy nie szukają czystej fantastyki. Idealna lektura na deszczową pogodę – z kubkiem herbaty w dłoni i ciepłym kocykiem na ramionach.
Książka zapowiadała się naprawdę dobrze. Sam opis brzmiał bardzo ciekawie i miałam co do niej ogromne oczekiwania. Niestety zawiodłam się. Historia totalnie mnie nie pochłonęła i czytałam ją po prostu na siłę byle tylko ją skończyć.
Poznajemy tutaj Różę i Zamira, którzy otrzymują list informujący o śmierci ciotki Alicji, nie spodziewają się jednak, że to początek podróży w głąb świata, w którym magia przeplata się z rzeczywistością a umarli nie zawsze pozostają w zaświatach. W noc duchów Zamir staje się światkiem ataku a śledztwo bohaterów prowadzi do poznania tajemnicy rannych dusz czyli istot zawieszonych między życiem a śmiercią. W chwili gdy Róża odkrywa w sobie wyjątkowy talent wraz z mężem dołączają do Szkoły Czarodziejstwa i Cudotwórstwa.
Ciężko mi jest pisać tą recenzję ponieważ totalnie nie mam pojęcia co tu się działo. Bardzo nudziłam się czytając i miałam jej już szczerze dość. Fabuła totalnie mnie nie porwała a sami bohaterowie są dla mnie pozbawieni charakteru i po prostu nijacy.
Mimo tego jedynym plusem tej książki jest klimat, który jest niezwykle magiczny oraz słowiański i tylko dzięki niemu byłam w stanie skończyć tę książkę.
Pojawia się tu również zestawienie chrześcijaństwa z pogaństwem, które jest bardzo dobrze przedstawione.
Czytając nie towarzyszyły mi żadne emocje. Brak było tu napięcia czy jakiejkolwiek akcji, co w książkach uwielbiam. Zdecydowanie nie jest to historia, która zostanie ze mną na długo.
Tak więc jeśli lubicie w książkach mnóstwo akcji to historia raczej nie przypadnie wam do gustu ale jeśli kochacie zagadki, słowiańskie wierzenia i ogólnie lekką fantastykę to zdecydowanie pokochacie Ranne dusze.
Ojej jak ja się cieszyłam na tę książkę!! Jej klimat momentalnie mnie zauroczył, a fakt, że wydarzenia odbywają się w Polsce, zaciekawił. Dla mnie nie była to żadna przeszkoda, bo takie książki mają swój urok! ⭐️ Bohaterowie również byli ciekawi. Odnalazłam tu postacie, z którymi mogłam się utożsamić, ale też takie, które niesamowicie działały mi na nerwy (spoiler: MOHER 😫). Pojawiały się wątki, które mnie irytowały, ale też takie, które chciałam śledzić. Co więc poszło nie tak? Nie odnalazłam w tej książce żadnego głównego wątku. Dużo się działo, oczywiście na plus, ale brakowało mi jednego konkretnego wątku, który mogłabym śledzić i obserwować. Miałam wrażenie, że żaden z nich nie został dostatecznie rozwinięty, a niektóre wręcz zbyt pominięte. Przytyki w stronę wiary? Cóż… nie dla mnie. Główni bohaterowie pomimo swojego wieku, chwilami zachowywali się jak licealiści i tak też o nich myślałam 😫. Brakowało mi również emocji, ale na to już mogę przymknąć oko. Ponarzekałam, ile chciałam, teraz wrócę do przyjemniejszych części tej książki, bo sam zarys fabuły jest serio świetny! Pomysł na nieumarłych, którzy nie mogą odejść? No mega!! Złoty zlot i ukryty świat? Wow! Chciałbym, żeby został on odrobinę bardziej rozwinięty, ale bez tego też dobrze się bawiłam! Nie brakowało także akcji, dobrego poczucia humoru i… tajemnic! 😏 Myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie! [ współpraca reklamowa z wydawnictwem ]
Słowiańskie istoty, tajemnicza szkoła czarodziejstwa, zderzenie magii z chrześcijaństwem - wszystko to spowite aurą rodzinnych sekretów. Z takim ciekawym zestawem nie trudno nabawić się oczekiwań. Z jednej strony dostajemy nietuzinkowy pomysł, klimatyczne tło, a wspomniane wcześniej zestawienie było niebanalną perspektywą. Natomiast w samą historię nie mogłam się wgryźć, akcja nie pędzi i jest poprzedzielana pobocznymi wątkami, które z czasem zwyczajnie nic nie wnosiły, a całość była coraz bardziej nużąca. Niestety sami bohaterowie także nie ratują tej sytuacji, podobnie jak przedstawiona szkoła czarodziejstwa, w której pokrywałam duże nadzieje. Było tu dla mnie za mało emocji i dynamiki, a zbyt dużo skupienia się na rzeczach nic nie wnoszących. To książka raczej dla tych, którzy cenią sobie powolne, nastrojowe opowieści, bogate w szczegółowe opisy.
Książka niesamowicie mnie wciągnęła na początku. Czułam, że to będzie coś dla mnie, niestety... autorka nie poszła w kierunku, w którym myślała, że pójdzie. Byłam przekonana, że główną bohaterką będzie wspomniana Róża, która nagle została wciągnięta w magiczny świat i będzie musiała odkryć, co stało za śmiercią swojej kochanej ciotki. Zapowiadało się świetnie, ale... coś poszło w niewłaściwym kierunku. Zmienił się w pewnym momencie główny bohater, a książka niekoniecznie szła w kierunku, w którym ja bym chciała. Przepraszam, widzę, że to debiut autorki, naprawdę chciałam, żeby mi się spodobała, ale niestety, nie udało się :(