Bartek Kieżun, autor bestsellerowych serii książek podróżniczo-kulinarnych, tym razem łakomym okiem spogląda na słoneczną Barcelonę. Zaprasza na spacery po uliczkach stolicy Katalonii snując opowieści o ludziach, niezwykłych dziełach sztuki i architektury oraz zagmatwanych losach tego urokliwego miasta. Ale ponieważ nie samą kulturą człowiek żyje czytelnik odnajdzie w przewodniku sprawdzone tropy kulinarne – adresy tapas barów, restauracji, cukierni, kawiarni i sklepów, które autor odwiedził i szczerze poleca.
A do tego wszystkiego to, za co czytelnicy kochają Bartka Kieżuna – niebanalne przepisy kulinarne, które pozwalają odtworzyć zapachy i smaki Barcelony we własnej kuchni.
Bartek Kieżun po raz kolejny zabiera czytelnika w kulinarno-podróżniczą wyprawę, tym razem do słonecznej Barcelony – miasta, które nie tylko uwodzi swoją architekturą i historią, ale także aromatem czosnku, oliwy i świeżych owoców morza.
To, co wyróżnia tę książkę spośród innych przewodników, to sposób, w jaki Kieżun opowiada o Barcelonie – nie jak o kolejnym punkcie na turystycznej mapie, lecz jak o starej znajomej, pełnej tajemnic i smaków. Autor snuje opowieści o ludziach, architekturze Gaudiego, obrazach Picassa, ale i o niepozornych uliczkach, w których czas płynie wolniej. Nie brakuje tu też historii dramatycznych, z mroczniejszej strony dziejów miasta, które nadają książce głębię i literacki sznyt.
Równolegle z opowieściami o sztuce i kulturze Katalonii toczy się drugi, równie ważny wątek – kulinarny. Kieżun z ogromnym apetytem eksploruje barcelońskie bary tapas, targi z lokalnymi specjałami, cukiernie, kawiarnie i restauracje, skrupulatnie notując najlepsze adresy. To właśnie dzięki temu Barcelona. Łakomym okiem staje się praktycznym przewodnikiem po smakach miasta – zarówno dla tych, którzy dopiero planują wyjazd, jak i dla tych, którzy chcą przywołać wspomnienia we własnej kuchni.
Nie można nie wspomnieć o przepisach – autorskich, pięknie sfotografowanych, nawiązujących do lokalnej kuchni. Jest w nich prostota śródziemnomorskiej kuchni, ale też miejsce na kreatywność. To propozycje, które nie tylko odtwarzają smak Barcelony, lecz także pozwalają poczuć jej atmosferę przy domowym stole.
Wszystko to podane jest w przepięknej formie – eleganckie wydanie, doskonałe zdjęcia i staranny projekt graficzny sprawiają, że książka cieszy nie tylko umysł i podniebienie, ale i oko. To pozycja, którą chce się mieć na półce i do której chce się wracać – nie tylko po przepis na churros czy patatas bravas, ale też po opowieści, które przenoszą nas na chwilę pod barcelońskie niebo.
„Barcelona. Łakomym okiem” to książka napisana z pasją, apetytem i poczuciem humoru. To nie tylko podróż po mieście, ale przede wszystkim po jego smakach, historiach i nastrojach.
Jeśli myślisz, że przewodniki są nudne i przydają się tylko na wyjeździe, to mam nadzieję, że wpadnie w Twoje ręce książka Bartka Kieżuna “Barcelona. Łakomym okiem”. W trakcie lektury byłam głodna (bardzo głodna). Wywołała u mnie nie tylko uśmiech, ale także śmiech - a to nie jest aż tak oczywiste, kiedy sięgamy po przewodnik. A tego, że pozwoli mi wrócić wspomnieniami do mojej wizyty w mieście się oczywiście się spodziewałam, jednak zaskoczyła mnie ilość ciekawych miejsc, których jeszcze sama nie odkryłam.
Nie znajdziesz tu opisu fabuły. Jest nią sama Barcelona, jej historia oraz kuchnia, bo właśnie na tych dwóch aspektach miasta autor skupia się najbardziej. I wychodzi mu to świetnie! Konstrukcja książki sprawia, że czyta się ją niesamowicie szybko, i jeszcze szybciej jest się głodną. Podzielona na sekcje (gdzie każda zaczyna się od mapki z zaznaczonymi punktami, o których mowa w danych dziale) składa się z przeplatańca. Rozdział z (najczęściej) historią czy architekturą miasta, miesza się z przepisami na potrawy, o których wspomina autor. Sama zaznaczyłam większość z nich (bo jako wegetarianka nie widziałam sensu zaznaczania przepisów z mięsem, skoro nie mam zamiaru do nich wracać).
Nie powiem, że jest to kompletny przewodnik po mieście, ale na pewno znajdziesz w nim dużo nieoczywistych i nie aż tak turystycznych miejsc. Ba! Nawet sprostasz się ze zdaniem autora na temat Gaudiego, który w mieście jest wszechobecny. Dla mnie to było ciekawe przeżycie, bo mam zdanie kompletnie inne od Bartka Kieżuna. Ale fajnie było się zderzyć z czymś odmiennym i spojrzeć chociażby na Sagradę Familię z innej strony.
A jeśli nadal po tym wszystkich wydaje Ci się, że to kolejny nudny przewodnik, to pozwolę sobie zaznaczyć, że autor jest zabawny. I to w niewymuszony sposób. Doskonale wie, w których momentach umieścić zabawną wstawkę, gdy historia katedry albo kościoła może dla kogoś okazać się nużąca. I nie, nie śmiałam się na każdym żarcie (nie jestem psychopatką - patrząc na to, ile ich było), ale było to zdecydowanie urozmaicenie, którego potrzebowałam.
A dla osób, które zdecydują się sięgnąć po książkę, podpowiem tylko aby dokładniej przyjrzały się stronom z przepisami. Bo ja dopiero na 83 stronie odkryłam tę przemiłą niespodziankę, którą autor umieścił przy każdym przepisie.