Z cyklu mądrości życiowe Pieprza: "Dobre uczynki są jak pierogi z jagodami. Napchasz nimi nawet największego wroga".
Czy stary gnom ma rację?
Po pokonaniu Pernikokta i brawurowej ucieczce z wysp Szkarłatnej Królowej Bren oraz jego towarzysze znów są wolni. Chłopak pragnie odzyskać swojego przyjaciela Lebę i oddzielić Styksa od jego Parkanina za pomocą potężnego rozkazu. Niestety wiedzę o tym, jak go utworzyć, posiada najbardziej szalona osoba w Estepii.
Spowite zdradliwym mrokiem podziemia i rozświetlone blaskiem kryształów miasta Yer Osti kryją więcej, niż ktokolwiek się spodziewa. Być może litość okazana niegdyś najpotężniejszym, dziś zdanym na cudzą łaskę istotom sprawi, że pośród wojennej pożogi nie runą mury ostatniej nadziei. A najważniejszą lekcją, jaką Bren otrzyma od losu, będzie ta dotycząca serca. Czasem nie ma nic trudniejszego, niż otworzyć je na innych pośród szerzącego się zła i dojmującego smutku żałoby.
Oto przed czytelnikami widowiskowe i pełne najpotężniejszej magii zwieńczenie trylogii Daru anomalii. Trzymajcie się mocno, bo to, co się wydarzy, może zrzucić nie tylko was z fotela, ale i niejedną koronę z głów władców mrocznego świata.
Mam wrażenie, że słuchałam tego 5 tygodni a nie 5 dni. Książka chyba trafila u mnie na zły czas, bo w przeciwieństwie do poprzednich tomów, które bardzo mi się podobały, ten strasznie mnie wymęczył, zwłaszcza pierwsza połowa, gdy siedziele o Echo.
Dar anomalii. Księga 3 to finał trylogii autorstwa Pawła Zbroszczyka wydana przez Wydawnictwo Elfickie #współpracabarterowa
„Dobre uczynki są jak pierogi z jagodami. Napchasz nimi nawet największego wroga”
Co tu dużo opowiadać. Po intrygującym cliffhangerze w Księdze 2 kontynuujemy przygodę Brena, Zadry i Pieprza zmierzającą ku pokonaniu Styksa. W tym celu Bren planuje poznać potężny rozkaz, który oddzieli tegoż Skórowca od jego Parkanina. Jak znacie tom 1 i 2 to nie trzeba zarysowywać fabuły, a jak nie znacie to po co zaczynacie od chęci poznania fabuły księgi 3? Zmiatać do czytania Księgi 1!
W każdym razie dla bookstagramerów Pawła nikomu nie trzeba przedstawiać. Pojawił się jak grom z jasnego nieba i zamiata polską scenę high fantasy. Także Księga 3 jest po prostu bardzo dobrą książką, technicznie świetnie napisaną, zadbaną pod względem redaktorsko-korektorskim. Nie znalazłem żadnych błędów logicznych czy stylistycznych. W dodatku Zbroszczyk pisze niczym naprawdę doświadczony pisarz. Do świata przez niego wykreowanego wraca się jak do rodzinnej miejscowości. Nie potrzeba żadnego streszczenia czy przypominania sobie poprzednich ksiąg mimo, że wiele miesięcy już minęło. Autor niezwykle umiejętnie wprowadza nas i przypomina to co najważniejsze. Ale tak subtelnie, nie nachalnie bez wyraźnej ekspozycji fabularnej. Po prostu co jakiś czas pewne fakty są nam napomknięte tak sprytnie, że czuję jakbym Księgę 3 czytał zaraz po Księdze 2.
Fabuła to genialna przygoda, która pozwoli Wam zapomnieć o nurtującej Was rzeczywistości. Doświadczenie iście magiczne, które po prostu świetnie się czyta. Całość jest wciągająca, intrygująca, świeża i różnorodna. Każdy rozdział to inne doświadczenie (ze szczególnym podkreśleniem Pielgrzymek, które mają GENIALNY pomysł na siebie). Dar anomalii to podróż nie tylko w kontekście fizycznym, ale także metaforycznym - podróż kształtująca relacje, budująca charaktery postaci i przypominająca nam, że jesteśmy tylko częścią ogromnej machiny (w tle nieustannie dzieją się rzeczy, które sprawiają, że świat żyje!).
Księga 3 liczy sobie 550 stron. Dla mnie to już taka cegiełka więc byłem w szoku jak ekstremalnie szybko fabuła mi przeleciała. Paweł Zbroszczyk przypomniał mi dlaczego tak kochałem czytać fantasy, które czytam coraz mniej. To pewne nostalgiczne przeżycie, które trudno do czegokolwiek porównać. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić to mimo objętości po lekturze poczułem niedosyt. Czuję, że czegoś mi zabrakło całościowo, ale to może już przemawia przeze mnie tęsknota za tym światem. Brakuje mi poczucia domknięcia tego uniwersum, w którym tyle przeżyłem. Domknięcia historii pobocznych postaci.
Serie Dar Anomalii będę zawsze polecał wszystkim fanom polskiej fantastyki. Zaraz po Vasharoth jest to polski Graal dumy narodowej. którą WARTO poznać. Nie mogę się doczekać czym jeszcze zaskoczy nas autor, ale zdecydowanie będę śledził jego poczynania. Dla mnie seria kończy się z oceną 9/10. Dziękuję Paweł, za tą wspaniałą historię.
Plusy: + system magiczny + wysoka jakość stylu pisarskiego + naturalne wprowadzenie do świata + kształtujące się relacje między bohaterami + Pielgrzymki + retro vibe fantasy lat 70.-80.
Gdybym miał podsumować całą tylogię, to muszę przyznać, że była to bardzo interesująca przygoda móc towrzyszyć cyklowi “Dar Anomalii” od samego początku i być świadkiem rozwoju serii, ale i samego autora. Z każdym tomem widać progres, wysiłek i potężną dawkę zaangażowania i pasji, dzięki czemu historia Brena i Leby dotarła do szerokiej grupy odbiorców. Jestem pod dużym wrażeniem działań autora, jego determinacji oraz ambicji. Trylogia została ukończona i za to należą się ogromne gratulacje.
Zaczynając czytać trzeci tom chłonąłem każdą stronę, każdy kolejny rozdział. Fabuła zahaczała o znane już z poprzednich tomów elementy i wątki, które zostały wykorzystane w nowy i oryginalny sposób. Motyw podróży przewija się przez całą trylogię, ale za każdym raze zaskakuje. Autor sprawnie konstruuje nowe koncepty, społeczne problemy, których rozwiązanie bywa niemożliwe do osiągnięcia.
Wątek Echo jest moim ulubionym w tym tomie. Pełen zaintrygowania i zaciekawienia przyglądałem się, jak Bren odkrywa kolejne tajemnice władanej przez siebie magii. To było dokładnie to, czego tak bardzo brakowało mi w pierwszym tomie, a na szczęście doczekało się szerszego wyjaśnienia tutaj. Magia w “Darze Anomalii” jest logiczna i Echo to udowodniła.
Żałuję tylko, że trzeci tom porzucił perspektywy innych postaci, które w świetny sposób budowały dynamikę drugiego tomu. Tutaj historia skupiła się na ekipie Brena, a droga głównego antagonisty dzieje się się gdzieś poza oczami czytelnika. Dodatkowo, jak na dość zaciętych wrogów, nie było między nimi za dużo interakcji i scena finałowa rozgrywa się niezwykle szybko.
W przypadku tego tomu jestem rozdarty. Pierwsza część i wydarzenia opisane mniej więcej do 350 strony podobały mi się bardzo. Wiele pytań, które namnożyły się na przełomie pierwszego i drugiego tomu uzyskało w końcu odpowiedź. Aczkolwiek, nie czułem, że zbliżam się do końca historii. Z kolei ostatnie 200 stron choć dynamiczne to do prowadziły do zakończenia, które pozostawiło mnie z niedosytem.
Nic mi się nie podobalo w tym tomie😭. Po pierwsze i najwazniejsze = KOMPOZYCJA. Dlaczego bohaterowie przez pól książki siedzieli u jakiejs baby i wsumie to nie robili nic? Cale napięcie ktore bylo budowane w 2 tomie, w tym zostalo tak zgaszone. Myslalam ze finalowa walka ze styksem bedzie bardzo emocjonująca a trwala raptem kilka stron i ogolnie bylo tak malo styksa w tym tomie biorac pod uwage ze jest głównym antagonistą XD. W ogole nie rozumiem większości rozwiazan fabularnych = po co byl faust, ines, dlaczego leba zachowywal sie tak bardzo jak nie on w tym tomie? Abstrahując od tego jak wiele wątków zostało niewyjaśnionych np. Co sie stalo z kolegą brena z 1 tomu ktory z nim uciekl? Co w ogole z tą szkołą dla zabojcow czarodziejow? Ugh jestem tak rozczarowana
Niesamowita podróż. Obserwowanie rozwoju bohaterów, ale również i samego Autora, było czystą przyjemnością. Niecodzienne pomysły, język książki jak i całe tempo historii stworzyły świat, który zostanie ze mną na dłużej. Nie wybaczę tylko Autorowi momentu, w którym doprowadził mnie do takiego płaczu, że musiałam odczekać 20 minut, by łzy przestały ściekać mi po policzkach. Dziękuję
Dałabym 4 gwiazdki, ale to zakończenie wszystko popsuło. Było takie... Szybkie, zbyt proste i jednak smutne. Naprawdę polubiłam Brena i Lebe, a to zaskoczenie serii mnie nie satysfakcjonuje niestety
Jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie książek tego roku!
W tym tomie znajdziecie mnóstwo akcji i emocji, magii i tajemnic, trudnych decyzji i dylematów, poświęceń i przekraczania granic, świetnych bohaterów i zapadających w pamięć złoczyńców, fantastycznego świata, a nawet dwóch! Wszystko, czego potrzeba dobrej przygodzie i jeszcze więcej 😍
Ta część w dużej mierze skupia się na wątku magicznym, więc wszyscy miłośnicy systemów magicznych powinni być mocno ukontentowani. Zmierzamy też dalej z pozostałymi wątkami w stronę nieuchronnego finału. Jesteśmy świadkami finalnych przemian jakie zachodzą w bohaterach, jesteśmy z nimi do końca i do ostatniej strony im kibicujemy!
Uwielbiam klimat tego świata, ciekawe pomysły autora wplecione w klasyczne dla fantasy motywy. Ta trylogia to historia, która wyróżnia się na tle innych z tego gatunku, a jednak zapewnia to, co ma on najlepszego do zaoferowania.
Chociaż niektóre wątki, na których rozwinięcie liczyłam nie dostały tyle uwagi, ile bym chciała(mam nadzieję, że są otwartą furtką autora do kolejnych historii^^), fabuła nie zawsze zawijała w preferowanym przeze mnie kierunku, to ta powieść zapewniła mi mnóstwo frajdy i radości. Im więcej czasu mija od przeczytania tej książki to doceniam w niej to, czego w pierwszej chwili nie umiałam od razu docenić. Cała trylogia, jak i ten tom, zostawiły we mnie trwały ślad.
Muszę przyznać, że nie lubię czytać ostatnich tomów, zawsze staram się je odwlekać w czasie - nawet jeśli jednocześnie mocno ich wyczekuję. Budzą we mnie wielką nostalgię, przypominającą, że jest to rozstanie. A ja nie lubię rozstań - ani w życiu ani w książkach! Pożegnanie z Brenem, Lebą, Zadrą i innymi było dla mnie niezwykle trudne. Zbyt mocno się z nimi zżyłam.
Dar anomalii to trylogia, która już pierwszym tomem zaklepała sobie miejsce w moim serduszku, drugim porządnie się w nim rozgościła, a trzecim wszystko przypieczętowała! Bardzo często wracam myślami do tych książek, wciąż je wspominam i jeszcze nie raz będę je czytać. A także oczywiście polecać, gdyż Dary to wielkie dobro w naszej polskiej fantastyce i warto je poznać!
Mam łzy w oczach, gdy myślę, że to już koniec. Finał mojej ukochanej serii fantasy, Dar Anomalii. Zakochałam się w tej historii od pierwszej strony Księgi I. Każda kolejna część tylko dokładała cegiełkę do tej miłości. A bohaterowie? Cudowni, skomplikowani, prawdziwi. Nawet ten wredny drań Faust — owszem, był nikczemny, podły i irytujący, ale bez niego ta historia nie byłaby taka sama. Dla mnie tom trzeci to absolutna perełka. Pojawia się wątek turnieju, który absolutnie uwielbiam — to jeden z moich ulubionych motywów, więc od razu byłam zachwycona. Bardzo spodobało mi się też to, że autor nie oszczędza swoich bohaterów. Kaleczy ich — i fizycznie, i emocjonalnie — ale mimo wszystko daje im powód, by się nie poddawać. Daje im nadzieję na lepsze jutro. W trylogii śledzimy zaledwie jeden rok z życia Brena — od chwili, gdy schował się przed śnieżycą w karczmie. Rok, który na zawsze odmienił jego los. Przechodzi niesamowitą metamorfozę: z rudego, nieco cwaniackiego złodziejaszka staje się kimś, komu naprawdę można zaufać. Kimś, za kim inni chcą iść. Nie będę udawać twardzielki — płakałam. W środku książki już było ciężko, ale to zakończenie… oj, zostanie ze mną na długo. Miłość w tej serii jest pokazana przepięknie. I nie mówię tylko o romansie (choć Bren i Zadra to najdłuższy slow burn, jaki czytałam, ale zdecydowanie warto było czekać!), ale też o miłości braterskiej, przyjaźni, więzi, która nie potrzebuje słów. „To nie magia jest darem anomalii. Tym darem jesteś Ty.” Ten cytat rozwalił mnie na kawałki. Ogromne brawa i podziękowania dla autora — za zakończenie, które pozostawia przestrzeń dla wyobraźni, i za posłowie, które pozwala każdemu dopisać własną wersję dalszych losów. Moja szczera i bardzo nieobiektywna ocena: 12/10 dla całej serii. Z całego serca polecam. I mam nadzieję, że Dar Anomalii trafi do czytelników na całym świecie — bo zasługuje, by zostać pokochanym również w innych językach.
Mogę powiedzieć, a raczej napisać, że dar wiercenia dziury w brzuchu Maitiri_books ma czasem swoje dobre strony. Bo gdyby nie ona, pewnie wcale nie sięgnęłabym po Dar anomalii. A tak sprawdziłam, z czym te powieść się je i z niecierpliwością czekałam, jak Paweł Zbroszczyk zakończy przygodę z Brenem, Pieprzem i Zadrą. No cóż… może zakończenie nie do końca mnie usatysfakcjonowało, ale wygląda na to, że naprawdę opłaca się mieć znajomych z „magicznymi mocami”.
Bren, Zadra, Pieprz, Faust i Inez. Po pokonaniu Pernikokta i brawurowej ucieczce z wysp Szkarłatnej Królowej Bren oraz jego towarzysze znów są wolni. Chłopak pragnie odzyskać swojego przyjaciela Lebę i oddzielić Styksa od jego Parkanina za pomocą potężnego rozkazu. Niestety wiedzę o tym, jak go utworzyć, posiada najbardziej szalona osoba w Estepii. Spowite zdradliwym mrokiem podziemia i rozświetlone blaskiem kryształów miasta Yer Osti kryją więcej, niż ktokolwiek się spodziewa. Być może litość okazana niegdyś najpotężniejszym, dziś zdanym na cudzą łaskę istotom sprawi, że pośród wojennej pożogi nie runą mury ostatniej nadziei. A najważniejszą lekcją, jaką Bren otrzyma od losu, będzie ta dotycząca serca. Czasem nie ma nic trudniejszego, niż otworzyć je na innych pośród szerzącego się zła i dojmującego smutku żałoby.
Turnieje, kosmici i Echo. Po ostatni tom trylogii Dar anomalii sięgnęłam z nadzieją na wielkie bum, a dostałam… takie trochę mocniejsze „puf”.
Nie mogę powiedzieć, że było nieciekawie, czy nudno, bo sporo rzeczy mnie wciągnęło. Tak, jak wątek Echo i sama koncepcja magii – tej, która nigdy nie jest za darmo. Chciałam więcej, serio, bo każde słowo (rozciągnięte jak guma w majtasach) z tym związane czytało się świetnie i trochę żałuję, że autor nie postawił właśnie na taki klimat w całości.
Bohaterowie też prezentowali się w miarę zacnie. Bren bywa irytujący, ale i tak śledziłam wątek jego i Leby z ciekawością. Zadra wreszcie pokazała pazur, choć momentami jej postać ginęła w chaosie fabuły. Faust – perełka z tym jego mocno pokręconym charakterem. Niby złol, ale… ;) No i na sam koniec Pieprz. Polubiłam tego gościa za podejście do życia, chociaż muszę przyznać, że jego złote rady w stylu „rzuć inny czar” czasem przyprawiały mnie o mdłości. ;)
I właśnie w tym momencie zaczęły się schody. Bo o ile bohaterowie ciągnęli historię do przodu, to sama fabuła wyglądała tak, jakby autor chciał upchnąć do finału wszystko, co mu się gdzieś tam po drodze „przewinęło przed oczami”. Magię, epickie turnieje, a nawet kosmitów. I nagle w tym całym przesycie fabuła zaczyna działać na zasadzie cudownych zbiegów okoliczności. Brakuje rośliny? Proszę bardzo, akurat w turnieju można ją wygrać. Bren w kulminacyjnym momencie potrzebuje konkretnego czaru? Idealnie, właśnie taki się trafia.
Do tego dochodzi wylewający się wręcz z powieści patos – sceny, które miały wzruszać, częściej wywoływały u mnie politowanie niż łzy. Choć przyznam, że kilka momentów miało w sobie potencjał, a te wszystkie pielgrzymki, epickie starcia i klimat anomalii naprawdę działały.
Podsumowując: Dar anomalii. Księga 3 Pawła Zbroszczyka to dobre, choć tonące w chaosie i patosie zakończenie serii. Słuchało mi się świetnie, bawiłam się nieźle, tylko zabrakło tego jednego, wielkiego BOOM.
Trylogia Daru anomalii kończy się trzecim tomem noszącym tytuł Pożoga. Autor, Paweł Zbroszczyk dowozi genialny finał pełen emocji. Książkę wydało Wydawnictwo Elfickie. Miałam przyjemność czytać tę pozycję jako beta czytelnik, więc gdy sięgnęłam po nią w formie audiobooka, było to moje drugie spotkanie z tą historią.
Fabularnie książka podejmuje wątki w tym samym momencie, co zostawił czytelników tom drugi. Dzięki temu od razu przystępuje do działania i zabiera akcję tam, gdzie dzieją się najlepsze rzeczy – do świata pielgrzymek. Choć tym razem nie zaczyna się od pielgrzymki, lecz Bren trafia do Przedsionka, by ratować starego druha. Jednak Leba nie jest tym samym Lebą, którego poznaliśmy w pierwszym tomie.
Z całą pewnością w ciągu całej trylogii najbardziej widać rozwój postaci. Na pierwszy rzut oka można powiedzieć, że finał opowiada o niemal zupełnie innych bohaterach, a jednocześnie wciąż pozostaje w nich pewna iskra czegoś znajomego. Najbardziej zaskakujące jest to, że tą zmianę widać dopiero wtedy, gdy przypomni się, jak to wszystko się zaczęło. Wtedy to czytelnika uderza – to zupełne inne osoby. Nie mamy już do czynienia z uciekającym złodziejaszkiem, ze skrytobójczynią, z Parkaninem o czystym, nieco naiwnym sercu przepełnionym wiarą w swoje zadanie. Zmiany w tych postaciach zachodziły stopniowo, zakradały się, kiedy czytelnik nie patrzył, by nagle zwrócić na siebie uwagę. Takie zmiany w bohaterach są najlepsze.
Zbroszczyk pisze fenomenalnie. Tu nie ma co komentować, tekst jest bardzo dobrze napisany i stylistycznie, i technicznie. Od razu można powiedzieć, że to porządnie dopracowana powieść, na którą pomysł był od pierwszego zdania pierwszego tomu – to czuć w każdym rozdziale, gdy wątki się łączą i szykują pod zakończenie trylogii.
Księga trzecia przynosi to, czego niektórym czytelnikom mogło brakować w poprzednich tomach. Wraz ze wprowadzeniem postaci Echo, dostajemy bardzo szczegółowo opisany system magiczny działający w Estepii, który tylko pokazuje, jak bardzo potężny i oryginalny pomysł miał autor. Osobiście nie jestem fanką zbyt szczegółowych wyjaśnień tego, jak działa magia ani zagłębiania się w metafizyczne cechy zdolności magicznych (o to w końcu chodzi w magii, by była „,magiczna”), ale w wykonaniu autora te wyjaśnienia mi całkiem podeszły. Nie będę udawała, że je w pełni rozumiem, ale były dość jasne, by móc się w nich połapać bez większych problemów ze zrozumieniem fabuły i działań bohaterów.
Jest to tom pełen emocji. Gdy go słuchałam, nie raz ogarniał mnie gniew czy żal, który odczuwali bohaterowie. Zdarzyło mi się raz płakać razem z nimi – kto czytał, ten pewnie wie, o który moment chodzi. To tylko pokazuje, że łatwo było się z nimi związać i polubić, mimo ich wad.
Sam finał był zarówno satysfakcjonujący, jak i nie w pełni. Samo starcie ze Styksem, głównym antagonistą, wydało mi się nieco mało klimatyczne, zwłaszcza że było to coś, na co czekało się przez całą książkę. Było opatrzone dużą dawką emocji, bo pokonanie go wymagało ogromnych kosztów, jednak nie do końca dało się odczuć, że to starcie dwóch potężnych magów. Moja uwaga w finale skupiła się na innych wydarzeniach i zakończenie wątku Styksa przeszło obok mnie bez większego echa. Jednak to, co się działo później… tam znalazłam najwięcej satysfakcji.
Autor nie dał czytelnikowi wszystkich odpowiedzi. Zostawił wiele możliwości dopowiedzenia sobie zakończenia losów głównych bohaterów, a jednocześnie zadbał, by musieli dokończyć sprawy, które zaczęli w ciągu tych trzech tomów. Jak dla mnie to stanowiło idealne zakończenie trylogii.
Księga trzecia Daru anomalii to dobre zakończenie fenomenalnej serii fantasy, po którą powinien sięgnąć każdy fan gatunku. Zbroszczyk to autor, o którym z pewnością jeszcze usłyszymy i nie mogę się doczekać, jakie jeszcze historie ma do opowiedzenia.
Wielki finał! Równie niesamowity i wciągający jak poprzednie tomy, choć o wiele silniej naznaczony goryczą rozstań. Motyw magicznego turnieju, jak i finałowe starcie, miały w sobie nieco więcej potencjału, niż autor zdecydował sie wykorzystać - co nie zmienia faktu, że całą serię po prostu uwielbiam i mam szczerą nadzieję, że autor jeszcze kiedyś do niej wróci. Polecam - zwlaszcza w papierowym wydaniu specjalnym, które estetycznie jest prawdziwą perełką.
3,5 ✨ Cała idea wycieczek, by uzyskiwać moce, szczególnie ta z początku 3 tomu była dla mnie bardzo ciekawa. Mój biedny Pieprz 🥹 Uwielbiałam jego postać. Co zabawne do końca serii postać Brena była mi chyba najbardziej obojętna, jego parkanin czynił go wyjątkowym. Zakończenie serii mimo wszystko mnie nie porwało, ale też nie rozczarowało. Dużo nieskończonych wątków i mało głównego antagonisty. Echo była dla nich większym zagrożeniem niż Styks tak naprawdę XD
Czytając całe to uniwersum mogę powiedzieć, że to był cudowny czas. Nie żałuję ani jednej przeczytaj strony i czasu, który poświęciłam na przeżywanie tej historii. Szczerze polecam! W tych książkach jest wszystko co sprawia, że zaliczam się do moli książkowych. Cudowna fabuła, ciekawe postacie z którymi można się utożsamić, wątek przyjaźni, miłości i zmiany na lepsze. Nie zabrakło walki i pięknej przygody, która nie mogła się piękniej zakończyć!
5⭐️/5. Trudno mi uwierzyć, że to już koniec. Zżyłam się z tym światem, z tymi bohaterami, a ten tom, choć usatysfakcjonował mnie zakończeniem, złamał mi też w kilku miejscach serce. Z niecierpliwością będę wypatrywała innych książek autora.