4,5 ⭐
Jak myślisz, czy nawet po latach nauki i wyrzeczeń, mając bardzo dobre wyniki i predyspozycje, łatwo jest być wiedźmą?
Odpowiedź, która jako pierwsza wysuwa się na myśl, wydaje się całkiem prosta. Tak, łatwo. Sally jednak w bardzo młodym wieku przekonała się, że niekoniecznie. Zależy od wyzwań, które zostaną przed nami postawione, od tego gdzie zostaniemy wysłani i jakim trudom będziemy musieli sprostać. Nawet będąc najlepszą z wiedźm, wciąż możemy natrafić na takie szaleństwa i dziwactwa, że żadna wiedza ani umiejętności, nie będą w stanie nam pomóc.
„Sally. Trudno być wiedźmą” to opowieść, jak oczywiście można się domyślić po tytule o pewnej malutkiej wiedźmie, która udaje się na praktyki magiczne do mieszkające w Charmwood Enid Spaniałej. Choć dziewczyna nie może powstrzymać ekscytacji na samą myśl o takiej szansie, w końcu jej przyszła nauczycielka to jedna z najpotężniejszych wiedźm, bardzo szybko dociera do dziewczyny, że ta przygoda wcale nie będzie taka miła i przyjemna, a czeka ją mnóstwo wątpliwej jakości atrakcji.
Już podczas podróży pociągiem, natrafia na pierwsze przeszkody, w wyniku których jest zmuszona, by wyskoczyć z pojazdu. Ląduje, a jakżeby inaczej, na ogromnej ropusze i wielkim dwunożnym kruku Edgarze. Później okazuje się, że jej nowa mentorka gdzieś zniknęła, a jej pomocnik ani słowem nie pisnął o tym dziewczynie, gdy odprowadzał ją do chaty zaginionej. W końcu las i jego mieszkańcy potrzebują pomocy wiedźmy, nieważne której, byle tylko sprawiła się w tej roli. Kruk ma nadzieję, że być może uda mu się przekonać dziewczynę, by została na dłużej.
Sally nie ma za bardzo wyboru, zrobi wszystko, by odnaleźć swoją nauczycielkę. Podczas tych poszukiwań natrafia na kolejne znaki świadczące o czymś, co gnębi Charmwood. Coś jest tutaj bardzo nie tak. Przecież nie może zostawić wszystkiego na pastwę tego czegoś!
To, co dzieje się później, to czysta jazda bez trzymanki, a jednocześnie fabuła i akcja są w miarę spokojne. Poznajemy wiele niesamowicie interesujących postaci, które praktycznie od pierwszej chwili chwytają za serce. Sama główna bohaterka jest bardzo szczera, o ciętym języku, pewna siebie i zabawna, ale moimi faworytami zdecydowanie jest cała reszta. Zaczynając od pełnego humoru narratora, gadającego kota Alfreda, który podąża za dziewczyną krok w krok, pełnego energii, absolutnie przeuroczego lisa Charliego, misia polarnego Salomona, jakże i samą demoniczną kukułkę Edgara, będącego pod postacią dwumetrowego kruka.
To, co pragnę zaznaczyć już tutaj, to fakt, że ta historia prowadzona jest trochę inaczej, niż fantastyka, którą czytamy na co dzień. Sporo jest tutaj humorystycznych wtrąceń, przypisów, jak również opisów, które niekoniecznie dodają coś więcej do fabuły, a przedstawiają bardziej różne rozważania i informacje na temat świata Atlasu w całości. Nie każdy się w tym odnajdzie, tym bardziej że te wstawki mogą trochę wybijać z rytmu.
Dla mnie, osoby, która zaznajomiona jest z podobnym piórem pod postacią książek Terry’ego Prattcheta, był to ogromny plus i nie raz uśmiechałam się, czytając błyskotliwe myśli narratora. Uwielbiam historie, które oprócz skupienia się na samej historii wyróżniają się czymś jeszcze, są pełne baśniowości, trochę tak jakby opowiadał je nam ktoś, kto sam je przeżył. Dlatego nie znajdziemy tutaj wielu dialogów, ale za to mamy mnóstwo humoru i sporo ciekawostek na temat różnych elementów uniwersum.
Styl autora jest bardzo wyjątkowy, jeśli miałabym porównać go z jakimś inny autorem, to oczywiście, moją pierwszą myślą jest wspomniany wyżej Terry Prattchet, którego twórczość Marek Maruszczak uwielbia, o czym pisał nie raz na swoich social mediach. Tak samo barwny, pełen życia, humoru i inteligentnych wstawek komentujących nie tylko niektóre zachowania w samym świecie Atlasu, jak również i w tym, w którym my żyjemy na co dzień.
Nie tylko same postaci, jak i świat są niezwykle angażujące i ciekawe, to jeszcze na każdym kroku jesteśmy zaskakiwani. Czy to wybuchem śmiechu spowodowanym przypisem, bądź humorystyczną wstawką w opisie, czy to szokiem spowodowanym kolejnymi wydarzeniami, których niekoniecznie można było się tutaj spodziewać. Nie będę jednak przybliżać żadnej z tych scen, bo są wisienką na torcie, kropką nad i, która pięknie zwieńcza całość, na stałe zakopując się w umyśle czytelnika.
Klimat jest bardzo mocno wyczuwalny, wraz z bohaterami zanurzamy się w leśne odmęty, odkrywając kolejne skryte między listowie tajemnice i dziwy. To nie jest zwykły las, tak samo jak nie jest to zwykła książka. Całość czytać się błyskawicznie i z pełnym zaangażowaniem. Dostajemy tutaj praktycznie wszystko, co składa się na dobrą powieść. Przyznam, że w pewnym momencie nie czytałam już „Sally”, by dowiedzieć się, jak wszystko się zakończy. Bardziej skupiłam się na słowach samych w sobie. Naprawdę żałowałam, że nie miałam więcej czasu na lekturę, by nie musieć się co chwilę od niej odrywać.
To doskonały przykład świetnie napisanego cosy fantasy, nawet, mimo że niektórym scenom daleko jest do bycia komfortowymi. „Sally. Trudno być wiedźmą” to tytuł, który bardzo wyróżnia się na tle innych książek i nawet jeżeli ta inność nie każdemu będzie odpowiadać, to zdecydowanie ten tytuł bardziej zapadnie w pamięć niż inne historie. Z przyjemnością dałam się jej porwać i mam nadzieję, że drugi tom pojawi się jak najszybciej, bo była to bardzo dobra lektura, która dała mi wszystko, czego potrzebowałam.
Ciekawy rozbudowany świat, bardzo kreatywne podejście, ogrom inspiracji, sporo magii i nieszablonowych rozwiązań. Ale przede wszystkim odnalazłam w tej historii siebie. Nawet jeżeli rozwiązanie zagadki, której próby rozwiązania obserwujemy, od początku było przewidywalne, to i tak nie zabrakło tutaj innych zaskoczeń. Była niezwykle komfortowa i bajkowa, otuliła mnie jak kocyk i pozostawiła po sobie przyjemne ciepło.
Choć akcja płynie bardzo spokojnie, jak strumyk, to jej nurt jest tak angażujący, że bardzo trudno jest wydostać się na brzeg. A kiedy już przyszła ta ostatnia strona i zostałam wypluta, to żałowałam, że to już koniec. Nawet jeśli miałam wobec niej trochę inne oczekiwania, spodziewałam się większej ilości dialogów i akcji, to totalnie mnie urzekła. Pozostaje mi tylko pomarzyć o placku z chmurgody, albo gulaszu ugotowanym przez Kazimierza.
Na koniec pragnę zaznaczyć, że wbrew pozorom, nie jest to książka dla czytelników poniżej 15 roku życia. Znajduje się tutaj trochę żartów, jak również i scen, które nie są odpowiednie dla młodszych, jak również i takich, które zdecydowanie lepiej dotrą do tego starszego odbiorcy.
Lubisz pióro Terry’ego Prattcheta i szukałxś czegoś podobnego? A może nie znasz tego autora, ale po prostu lubisz lekką fantastykę? A może uwielbiasz błyskotliwe, pełne humoru fantastyczne opowieści, kipiące od magii, magicznych stworzeń, zaskakujących i pomysłowych rozwiązań, a także jeśli ciekawi cię jaką rolę odegrają w tej historii grzyby? Nie widzę innej opcji, niż sięgnięcie właśnie po „Sally. Trudno być wiedźmą”. To debiut tak dobry, że będziesz mieć po nim tak srogiego kaca, jak bohaterka książki po pewnych jabłkach (miejmy nadzieję, że tylko na kacu się skończy).
Na koniec muszę dodać jeszcze parę słów o ilustracjach, które są po prostu boskie! Są wspaniałym dodatkiem do całości i żałuję, że nie ma ich tutaj trochę więcej. Absolutnie fantastyczne, zamawiam więcej na wczoraj.