Życie osiemnastoletniej Veroniki Hill dalekie było od ideału. Rozwód rodziców, wyjazd najlepszej przyjaciółki do Stanów, męczące ataki paniki – wszystko to wydawało się ponad jej siły. Ale prawdziwy koszmar zaczął się, gdy jej starszy brat, Simon, został oskarżony o morderstwo i… zniknął.
Matka oraz znienawidzony ojczym wysłali ją do szkoły z internatem, chcąc skupić się na poszukiwaniach. Pragnęli trzymać ją z dala od chaosu, ale Veronika szybko zrozumiała, że nie zdoła przed nim uciec.
Na miejscu dziewczyna wikła się w trudną relację z Alanem – chłopakiem wzbudzającym w niej sprzeczne emocje. Odkrywa też, że wokół niej wszyscy skrywają jakieś tajemnice. Im bardziej jednak zagłębia się w całą sprawę, tym wyraźniej widzi, że stała się pionkiem w grze, której zasad nie rozumie.
Niebezpieczeństwo rośnie z każdym dniem, a ona musi znaleźć w sobie siłę, by walczyć i… odkryć prawdę. Niezależnie od ceny, jaką przyjdzie jej zapłacić.
Do debiutów zawsze podchodzę z dystansem i przymrużeniem oka — jednak w przypadku tej książki trudno mi ją jednoznacznie ocenić. Z jednej strony spodobała mi się dynamiczna fabuła, pełna zwrotów akcji. Z drugiej – mocno zgrzytał mi styl pisania autorki i sposób wykreowania postaci, które wydały mi się płytkie, a szczególnie główna bohaterka, z którą zupełnie się nie polubiłam.
Veronika Hill to 18-latka mieszkająca z mamą i ojczymem, z którym nie łączy ją zbyt ciepła relacja. Jej życie z pozoru wydaje się zwyczajne, ale już w pierwszym rozdziale zaczyna się lawina zdarzeń: dziewczyna zostaje upokorzona w szkole, przypadkowo spotyka tajemniczego (oczywiście przystojnego) chłopaka w lesie, jej brat zostaje oskarżony o morderstwo, a ona sama nagle trafia do szkoły z internatem. I to dopiero początek.
Niestety, Veronika wydawała mi się bardzo dziecinna. Jej myśli i wypowiedzi przypominały bardziej 11-latkę niż dorastającą dziewczynę. Brakowało mi w niej rozsądku i głębi – wiele decyzji podejmowała impulsywnie, zupełnie ignorując logikę. Przykład? Po tym, jak dowiaduje się, że chłopak, z którym ledwo się zna, miał ją zabić, bez większych oporów wsiada z nim do samochodu i jedzie do hotelu. A po pierwszym pocałunku twierdzi, że to na pewno była miłość.
„- Halo? – usłyszałam spokojny głos chłopaka. Uśmiechnęłam się w myślach, że od razu odebrał. Czułam, że mogę na niego liczyć, pomimo tych wszystkich nieścisłości między nami. I tego, że miał mnie zabić.”
Pozostali bohaterowie również nie zapadli mi w pamięć – byli nijacy, bez wyraźniejszych cech charakterystycznych.
Fabuła pędziła na złamanie karku – akcja goniła akcję, co z jednej strony trzymało mnie w napięciu, ale z drugiej momentami przytłaczało. Wątki były prowadzone zbyt pobieżnie – niektóre z nich spokojnie można by rozwinąć, by dać czytelnikowi czas na emocjonalne zaangażowanie.
Zgrzytem były dla mnie również retrospekcje – wstawki z przeszłości nie były w żaden sposób graficznie oddzielone od teraźniejszości, przez co kilka razy musiałam wracać i upewniać się, co właściwie się wydarzyło.
Na plus – delikatny, nienachalny wątek miłosny, który nie zdominował fabuły, a był jej słodkim dodatkiem.
Największym minusem pozostaje dla mnie styl pisania – miałam wrażenie, że czytam pamiętnik młodszej dziewczyny, która sama nie wie, czego chce, a każda emocja została opisana w bardzo uproszczony sposób.
Podsumowując: to książka, która wzbudza mieszane uczucia. Są momenty, które wciągają i sprawiają, że chce się czytać dalej, ale są też elementy, które skutecznie psują przyjemność z lektury. Ocena? Trudna. Chyba musicie przekonać się sami.
Brat osiemnastoletniej Veroniki Hill jest podejrzany o morderstwo. Chłopak znika, a matka oraz ojczym wysyłają dziewczynę do szkoły z internatem. Na miejscu nawiązuje ona dziwną relację z Alanem, który intryguje ją od pierwszego momentu, a jednocześnie sprawia, że chce się od niego trzymać z daleka. Wkrótce potem Veronica odkrywa, że wszyscy wokół niej mają jakieś tajemnice i nie jest bezpieczna nawet w szkole. Za punkt honoru stawia sobie odkrycie prawdy, choć niebezpieczeństwo rośnie z każdym dniem. "More than I thought" to historia, do której mam dość mieszane uczucia. Z jednej strony autorka porusza niezwykle kluczową kwestię ataków paniki, z którymi bardzo często mierzą się młodzi ludzie, ale nikt nie mówi o tym głośno. Z drugiej strony mam wrażenie, że nierealne jest to, aby nastolatkowie w wieku głównych bohaterów mieli aż takie problemy i obracali się w takim środowisku. Akcja rozwija się w miarę szybko, później nieco się ciągnie, by ostatecznie wrócić do poprzedniego tempa. Pod koniec wydarzenia rozegrały się tak dynamicznie, że ciężko było mi się połapać, o co tak naprawdę chodziło. Autorka zapowiedziała już kolejny tom, więc jestem ciekawa, co się tam wydarzy, ale raczej nie sięgnęłabym po tę książkę drugi raz.
Podeszłam do tej książki bez wielkich oczekiwań. Oczywiście okazała się dość fajna i mnie zaciekawiła.
Cała akcja była bardzo spontaniczna i czasem było to fajnie, ale bywały momenty gdzie mnie to irytowało. Nie było tego za dużo, ale cała książka rozwinęła się szybko. Na taką ilość scen lektura mogłaby być o wiele dłuższa i lekko spokojniejsza. Te ciekawe sceny były po prostu za szybko rozwinięte i za szybko się kończyły.
Podchodząc do całej fabuły: była ciekawa i mnie wciągnęła. Autorka ma bardzo fajną wyobraźnię i super opisała sceny.
Główna bohaterka została również dokładnie opisania i miałam wrażenie, że wiem o niej wszystko. Jako osoba przedstawiająca całą książkę spisała się dobrze i była naprawdę dobrą i ciekawą postacią. Tutaj dzieje się naprawdę dużo, ale mimo to książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie.
Autorka ma również super styl pisania. Książka jest napisana w wygodnym stylu i jej pismo wpadło w moje gusta.