Gdy ważny biznesmen zostaje porwany w tajemniczych okolicznościach, Karol Hotaro – najemnik, specjalista od ekstrakcji o polsko-japońskich korzeniach – otrzymuje zadanie uwolnienia go. Sprawa wydaje się paskudna od samego początku, a krwawy trop wiedzie przez biznesowe centrum Tokio, gangsterskie speluny Yakuzy, tajską dżunglę i neonowe alejki Bangkoku.
Na drodze Hotaro stają przestępcy, skorumpowani wojskowi, tajne służby i rosyjscy najemnicy, jednak to nie oni okazują się najgroźniejsi...
4,5 Jeśli lubicie kino akcji, to ta książka bardzo przypadnie wam do gustu. Gaijin ma wszystko, co opowieść w tym gatunku mieć powinna. Jest wciągająca, angażująca. Jest napięcie i są emocje. Jest ciekawy główny bohater, są strzelaniny i wybuchy. Są tajne akcje, porwanie i wielka polityka. Jest przyjaźń, wierność wyznawanym zasadom i jest zemsta. Jeśli wahacie się czy po nią sięgnąć, to dodam że właśnie zaczęłam drugi tom.
Bardzo przyjemny akcyjniak. Zero zaskoczeń, ale i nie o tym jest ten gatunek. Mamy znakomitą, dynamiczną akcję i fajnie zrealizowany przegląd klisz charakterystycznych dla gatunku. Autor to analityk stosunków międzynarodowych i doświadczony pismak, jest to widoczne.
Do bólu poprawna powieść sensacyjna w starym stylu, trochę przypominała mi książki Toma Clancyego. Generalnie wszystkie elementy sensacyjnego bingo zostały odhaczone: tajemniczy twardziel po przejściach w roli głównej- jest, szybka akcja- jest, niezły wątek geopolityczny- jest, romans- jest... tylko jakiegoś błysku w tym wszystkim zabrakło, ot solidne rzemiosło, dobra rozrywka i z pewnością nie pozostawia czytelnika z poczuciem straconego czasu. (3,5/5)
Mam problem z tą książką. Realnie. Bóg widzi, że intencje miałem dobre, ale im dalej w ten Bukowy Las (wydawnictwo), tym gorzej. Pisałem, ale się nie cieszyłem.
Czytałem jedną książkę tego autora w marcu 2024, były to „Czarne Miecze”, ot powiastka o samuraju, trochę niczym stenogram z gry Ghost of Tsushima, ale ostatecznie podobała mi się, kupiłem drugi tom, czeka do dziś. Z drobnymi mankamentami oceniłem tamtą publikację na 7/10, a więc dość wysoko. Jako, że sensację lubię, a takie np. filmy z Jasonem Stanthamem zjadam tonami, byłem ciekaw, co może pokazać Autor, którego warsztat już raz pozytywnie do mnie przemówił.
I niech Czytelnika nie zmyli tytuł. James Clavell to to nie jest.
Gaijin rozpoczyna trylogię traktującą o przygodach byłego komandosa, człowieka do zadań specjalnych, Karola Hotaro. Osobliwa tożsamość głównego bohatera oraz wyjaśnienia w książce, prowadzą nas do jego polsko japońskiego pochodzenia. W Gaijinie, nasz najemny będzie rozwiązywał sprawę porwania japońskiego biznesmena, przedzierał się przez Tajskie dżungle i ostrzeliwał na ulicach Japonii. Tutaj rodzi się pierwszy poważny zgrzyt. Bo o ile sam anturaż Polska/Japonia, podwójne pochodzenie jest do akceptacji, i może być nawet ciekawy, o tyle Karol i nazwisko Hotaro nie ma właściwie żadnego uzasadnienia. Człowiek, który nigdy nie był w Polsce, tylko o niej słyszał ma na imię Karol, czego nie uzasadnia również jego dorastanie i wychowywanie w Danii przez oboje rodziców. Ot trochę na siłę. Co zwraca uwagę i bardzo denerwuje w trakcie czytania to na siłę, niemalże drwiące ukazanie tego, że Japończycy nie wymawiają niektórych wyrazów dobrze, więc taki Karol może przez nich wymawiany brzmieć Karor. I tak właśnie do niego mówią wszyscy Japończycy w książce, inne L wymawiając już normalnie. Ja rozumiem, że książka jest po polsku, ale na siłę przerabianie jednego wyrazu jest osobliwe. A to tylko początek problemów tej książki.
Główny bohater jest wydmuszką bez wyraźnego charakteru. Jest jakąś wizją autora, pomysłem. Szkicem i szkieletem, który nie wypełniony treścią pozostaje pusty. Zgaduję, że ze względu na formułę książki, celowany gatunek, ma być twardzielem po delikatnie sygnalizowanych przejściach. Niestety w przeciwieństwie do polskiego typowego kryminału, w tej prawie sensacyjnej książce, tło historyczne bohatera bardzo kuleje. Książka wiele razy sprawia wrażenie, że pisana była bez planu, jakby „na bieżąco”. W jakimś momencie dowiadujemy się, że z uporem maniaka pita herbatka z puszki to jest dlatego, że Gaijin jest/był/coś pomiędzy uzależniony od alkoholu. Sama historia tego alkoholizmu jest bardzo naciągana, nie przekonywująca. Sam bohater, to też przekombinowany temat. Pół Polak, pół Japończyk który dorastał w Danii gdzie został komandosem i służył w Jegrach, a potem zmaterializował się na Ukrainie, gdzie na wojnie służył w drużynie z Ukraińcem, Japończykiem i Anglikiem. Miał też rudowłosą żonę o imieniu Freja. No ludzie kochane. Człowiek orkiestra, blacharz tynkarz akrobata.
W przypadku pozostałych bohaterów nie jest lepiej. Rozchwianie w nieumiejętnym lecz „bardzo chciałbym” sztampowym kreowaniu postaci jest niesamowite. Mąż który chodzi na kurtyzany jest zły ale tradycyjna japońska żona, jak tylko zobaczy naszego gieroja to zamienia się w puszczalską żonę, która w rozpaczy który rzuca się na wybawiciela jej męża. Szał. Jednego razu prezentujemy żelazne zasady grupy bohaterów (wspomniane wyżej ukraińskie bohaterstwo krwi tworzy nam coś na kształt drużyny pierścienia, samo braterstwo zawiązane zdarzeniami nie do opisania jest kilka razy podbijane w książce), by w innym miejscu śmiać się z wymuszania zeznać torturami przez tych samych bohaterów. No słabo.
Rozczulająca jest też scena seksu, która przedstawia się mniej więcej tak „spędzili noc na igraszkach”. O borze. Kur zapiał. Ciekawe czy się autor rumienił jak to pisał.
Narracja jest słaba, niemalże infantylna. Jakbym czytał przygody trzech detektywów pisane przez Hitchcocka, którymi się zaczytywałem za młodu. Tylko, że tam było wiadomo że to młodzieżowe. Tutaj powieść sili się na sensację, a wychodzi średniej jakości Fabryka Słów circa 2004 roku.
I tutaj dochodzimy do grzechu głównego powieści.
Autorowi, podobnie jak przy poprzedniej przeczytanej przeze mnie książce, która jednak oceniałem daleko wyżej, ulewa się maniera encyklopedycznej, niepowstrzymywalnej potrzeby dzielenia się z czytelnikiem wiedzą merytoryczną, nawet gdy ta w danym momencie przerywa akcje, psuje ją i burzy budowane wcześniej napięcie. Jakby chciał się popisać, mama ja wiem! Albo też pokazać jak sprawnie poruszać się po informacjach że świata. Bardzo nużące jest czytanie nieskończonych nazw broni i automatycznego wyjaśniania zasad ich działania, amunicji, nazw, producentów, znowuż zasad ich działania. Bardzo, ale bardzo ta encyklopedia męczy. Nawet wiemy do której ładownicy co się wkłada. Nie ma to żadnego uzasadnienia fabularnego. Czytelnika zanudza, a nie wzbudza ciekawość. Taki Chris Carter w swoich thrillerach o Hunterze, może raz na książkę wspomni jaką lubi broń.
Ten refluks świadomości autorskiej miał potencjał na dobrą historię i w kilku miejscach fabularnych miał szansę na coś lepiej. Ale koniec końców można mieć kaca po tej lekturze.
Audiobook. Cztery gwiazdki, ponieważ powieść spełniła oczekiwania. Wartka, dynamiczna akcja, nieskomplikowana, ale ciekawa fabuła. Do tego autor postawił na realizm (szczegółowo przedstawił scenografię w jej różnych aspektach), dzięki temu miało to lepszy smak. Może nie podobałaby mi się, gdybym ją czytał - nie mój gust - ale do słuchania w aucie w sam raz. Chętnie sięgnę po ciąg dalszy. Pomyślałem, że byłby to dobry materiał na fajny film sensacyjno - szpiegowski. Aczkolwiek polski rynek filmowy jest (chyba) zbyt biedny na taki rozmach. Ale kto wie. Netflix dałby radę.
Moje pierwsze spotkanie z Saulskim i od początku porwał mnie w stworzoną mieszanką akcji, intrygi, a to wszystko pośród egzotycznej scenerii od Tokio po Bangkok.
Powieść rozpoczyna się z wysokiego c, a konkretnie porwania wpływowego biznesmena, które jest dopiero początki tego co mnie czekało. Karol Hotaro otrzymuje zadanie uwolnienia ów zakładnika i tutaj zaczyna się podróż przez azjatycką dżunglę, luksusowe Tokio, skąpany w niebezpieczeństwie Bangkok, a także rewiry pełne mroku gdzie rezyduje Yakuza.
Główną postacią jest Hotaro postać niezwykle złożona i ciekawa, ponieważ z pozoru twardy profesjonalizm miesza się z niezwykle złożoną warstwą emocjonalna, co za sprawą kontrastu przykuwa wzrok na tej postaci. Jego polsko-japońska mieszanka kulturowa jest rzeczą nietypową i dzięki tej mieszance liczne zachowania bohatera są trudne do przewidzenia, a co za tym idzie ciekawe.
Dobre wrażenie zrobiło na mnie, to jak autor nie idzie na łatwiznę, a za sprawą chociażby dialogów często ukrywa w historii dno. Spodobało mi się ukazanie scen akcji, które były niezwykłe angażujące i ukazane w sposób realistyczny. Generalnie sceneria wykorzystana przez autora dodała bardzo wiele atrakcyjności tej historii. Przedstawienia kryminalnego półświatka od Yakuzy po drobnych tajskich łobuziaków po międzynarodowe służby było bardzo prawdziwe, a zarazem odżywcze dla całej historii. Jedyne co mnie nieco zmęczyło to wątek romantyczny, ale to zwyczajnie dlatego, że wolę akcje.
Moje doznania sensacyjne po tej powieści są w pełni zaspokojone, a mówiąc kolokwialnie azjatyckie tło w postaci, chociażby metropolii zrobiło robotę. Ja co do twórczości autora czuję się zachęcona.
Gaijin... Człowiek z zewnątrz... Ale jedyny, który może teraz pomóc.
Karol Hotaro- były komandos zwany Gaijin, zostaje wynajęty do misji odnalezienia wpływowego biznesmena. Jest w tym najlepszy. Ale zadanie, które go czeka może być za trudne nawet dla niego. Macki intrygi sięgają bowiem głęboko. Nie wiadomo komu można zaufać i kto jest zamieszany. Yakuza, politycy, armia... Wróg może czaić się wszędzie. Karol, wspierany przez przyjaciół z dawnych lat staje twarzą twarz z niebezpieczeństwem. 👹
Przyznam szczerze, że po książkę sięgnąłem tknięty impulsem. Zazwyczaj nie patrzę na coś związanego z japońską stylistyką. Ale gdzieś na jakimś stories, chyba u @m.smielak i tytuł mnie zaintrygował. I nie żałuję, bo książka pochłonęła kompletnie.
Historia Hotaro i jego przygód to da mnie jedna z lepiej poprowadzonych historii, które miałem okazje ostatnio czytać. Nie ma tu udawania, że wszystko jest okey, wrogowie tak jak i bohaterowie na każdym kroku stają w obliczu końca swojego żywota. Nie ma co przyzwyczajać się tu do wizji "przeżyli wszyscy i wiodą szczęśliwe życia". Trafiamy do miejsc przesiąkniętych brutalnością. Gdzie jeden błąd może zmienić wszystko. A żaden plan nie ma stu procent pewności powodzenia. Japonia i inne azjatyckie kraje, gdzie z zewnątrz wszystko wydaje się piękne, tak naprawde od środka jest zupełnie inne...
Więc jeśli lubicie sensacyjne opowieści, gdzie wątki detektywistyczne przeplatają się z akcją (tej jest sporo i jest widowiskowa), a do tego to wszystko przyprawione jest azjatyckim klimatem to ta książka będzie dla Ciebie idealna. Ja nie mogłem się oderwać i z całego serca polecam, bo naprawdę @arkadysaulski wykreował naprawdę świetną postać z bardzo dobrą historią 🔥
Arkady Saulski to autor, którego bardzo lubię. To jak opowiada historie a dalekim wschodzie budzi we mnie pewnego rodzaju szacunek. Po historiach osadzonych w czasach zamierzchłych tym razem przychodzi opowieść z czasów teraźniejszych.
Tytułowy Gaijin to komandos, człowiek o polsko-japońskich korzeniach. Cyngiel do wynajęcia, duch, któremu zleca się akcje niemożliwe do realizacji a on je wykonuje bez mrugnięcia okiem. Właśnie dlatego trafia do niego tajemnicza sprawa porwanego japońskiego biznesmena. Brzmi dobrze? No jasne, i właśnie takie jest od samego początku. Pierwszą połowę książki przeczytałem bardzo szybko, potem jednak… wszystko się zepsuło. Zrobiło się nudno i powtarzalnie. Ile można się gonić po lasach? Ile można opowiadać o przenosinach obozu złodupca i tego jak jest on poszukiwany przez grupę bohaterów? Niestety ale w pewnym momencie fabuła tak siada, że porzuciłem lekturę na dobry tydzień i nie chciało mi się do niej wracać. Zapytacie co z zakończeniem? Otóż jest, i to całkiem niezłe ale jakie to ma znaczenie skoro wcześniej się tak bardzo wynudziłem.
Książka zdecydowanie miała potencjał. Niestety nie został on do końca wykorzystany i mam nadzieję, że jak autor pokusi się o kolejne tomy to będą one nieco krótsze a akcja mniej rozwleczona czego sobie i Wam drodzy czytelnicy życzę.
Arkady Saulski to solidny pisarz, a to dobrze zrealizowana powieść sensacyjna: wciągająca intryga, dobre sceny akcji i ciekawi bohaterowie. Pewnym zgrzytem są nieraz bardzo pretekstowe nazwiska nawiązujące wprost do znanych postaci tak prawdziwych jak i fikcyjnych. O ile bardzo dobrze mi się słuchało tej powieści ( w znakomitej interpretacji Krzysztofa Gosztyły - klasa sama w sobie), to jednak wolę fantasy, fantasy parahistoryczną, czy western w wykonaniu tego autora.
"Gaijin" to czysta, niczym nieskrępowana akcja. To "męskie kino" w formie książki, idealne dla fanów thrillerów, powieści szpiegowskich i każdego, kto szuka w literaturze przede wszystkim dynamicznej akcji. To mocne otwarcie trylogii, które nie bierze jeńców.
Genialna powieść w swoim gatunku. Klasa światowa. Ponadto rewelacyjna wersja audio w wykonaniu mistrza Gosztyły. Bardzo polecam! Trzyma w napięciu do ostatniej strony.
Książki Arkadego Saulskiego kojarzą mi się przede wszystkim z fantastyką i klimatem Kraju Kwitnącej Wiśni, dlatego Gaijin od razu wzbudził moją ciekawość. Tym razem jednak autor odkłada na półkę legendy, miecze i całą tę fantastyczną otoczkę, a sięga po zupełnie inny, dużo bardziej współczesny oręż. I przyznam szczerze – byłam bardzo ciekawa, jak sobie z nim poradzi.
Porwanie. Gdy ważny biznesmen zostaje porwany w tajemniczych okolicznościach, Karol Hotaro – najemnik, specjalista od ekstrakcji o polsko-japońskich korzeniach – otrzymuje zadanie uwolnienia go. Sprawa wydaje się paskudna od samego początku, a krwawy trop wiedzie przez biznesowe centrum Tokio, gangsterskie speluny Yakuzy, tajską dżunglę i neonowe alejki Bangkoku. Na drodze Hotaro stają przestępcy, skorumpowani wojskowi, tajne służby i rosyjscy najemnicy, jednak to nie oni okazują się najgroźniejsi…
Krwawo i “soczyście” Moja pierwsza myśl po zakończeniu książki była bardzo prosta. To aż się prosi o ekranizację i to najlepiej o taki porządny sensacyjny film akcji w mocno amerykańskim stylu.
Wszystko dlatego, że ta powieść wręcz ocieka akcją. Strzelaniny, pościgi, operacje specjalne, ciągłe zmiany miejsc i krajów – właściwie bez przerwy coś się dzieje, a ja nawet nie zauważyłam, kiedy kolejne strony zaczęły dosłownie uciekać mi pod palcami.
Sama dynamika nie jest zresztą jedynym plusem tej historii. Autor naprawdę fajnie oddał dalekowschodni klimat i do tego stworzył bohatera, którego mimo wad i bardzo lekkiego podejścia do używania broni, po prostu trudno nie polubić.
No właśnie – Karol (czy jak tam wolicie Karor ) Hotaro to pół Polak, pół Japończyk, były komandos i specjalista od zadań, których nikt rozsądny raczej nie chciałby brać na siebie. Dziś zarabia na życie odbijaniem porwanych ludzi. Drogo, dyskretnie i – co najważniejsze – skutecznie.
Oczywiście ta historia wyłącznie Hotaro nie sto, bo obok niego pojawia się też całkiem zgrana ekipa dawnych wojskowych znajomych, którzy najwyraźniej najlepiej odnajdują się tam, gdzie wokół latają kule.
I muszę przyznać, że bardzo fajnie zostało to poukładane. Widać różnice między nimi, ich charaktery, sposób działania, ale też tę więź, która została zbudowana dużo wcześniej, jeszcze na innych polach walki.
Oczywiście nie wszystko podczas lektury było aż tak różowiutkie – choć chyba w tym przypadku bardziej pasowałoby napisać krwawiutkie (czy w ogóle takie określenie istnieje ) . Są momenty mocno polityczne, przez które tempo lekko siada, a niektóre relacje między Karorem a jego zleceniodawczynią momentami wypadają dość dyskusyjnie.
Nie zmienia to jednak faktu, że książkę czyta się naprawdę świetnie, bo to kawał solidnej powieści sensacyjnej – dynamicznej, sprawnie napisanej i takiej, która bardzo dobrze sprawdza się wtedy, kiedy ma się ochotę na historię z międzynarodowym rozmachem i fajnym klimatem w tle.
Karol Hotaro to specjalista od ekstrakcji o polsko-japońskich korzeniach. Nigdzie do końca nie mieszka, nigdzie do końca nie przynależy. Po kolejnym wybuchowym zleceniu odzywa się do niego stary przyjaciel i wspólnie podejmują się sprawy porwanego biznesmena. Sprawa nie jest jednak tak powierzchowna jak mogłaby wydawać się na pierwszy rzut oka. Sięga głębokich intryg politycznych, które mają wstrząsnąć całą Azją. ______ ,,Gaijin” uświadomił mi, że chyba jeszcze nigdy wcześniej nie sięgnąłem po literaturę sensacyjną. Na początku miałem swoje obawy, ale równie szybko one zniknęły, co się pojawiły, i porwałem się w wir akcji. Dopiero poczułem co to znaczy płynąć przez tekst i czuć się jak w samym środku wydarzeń.
Czuć od autora niesamowitą znajomość tematów, o których pisze (co momentami bywa aż przytłaczające, zwłaszcza na początku, ale robi też wrażenie i skłania do zgłębienia się w różne tematy). Spotkałem się z piórem Pana Saulskiego już wcześniej i była to wielka gratka, ta książka, choć utrzymana w kompletnie innym stylu, również tę dobrą zabawę przynosi.
Oczywiście, zaraz obok akcji mamy tutaj dużo komentarzy na temat polityki globalnej i polityki Azji, a w postaci dialogów serwowane są nam politologiczne smaczki; świetnie przemyślana intryga, niesamowita wprawa w pisaniu scen akcji i rozłożeniu postaci na mapie.
W ,,Gaijinie” znajdziecie też dość niewinny wątek romantyczny, który jak na moje tylko dodaje tej historii człowieczego elementu.
P.S. Wyjątkowo urzekł mnie opis korzystania z tafli krwi jakoby z luster.