Co może się wydarzyć, kiedy się okaże, że najbliższy sąsiad jest gburem bez żadnych manier? Czyżby oznaczało to wojnę domową, a może intrygującą znajomość, która wywróci twoje życie do góry nogami?
Agnieszka nie żałuje powrotu do Holandii i zamieszkania w willi w Sosnowym Lesie. Mijają lata, wszystko układa się pozornie sielsko, przynajmniej do momentu, kiedy córka Agi i Stijna wkracza w burzliwy okres dojrzewania. Annemarie odziedziczyła słuch absolutny po swojej prababci, co ogromnie cieszy jej ojca, który ma wobec jedynaczki szeroko zakrojone plany związane z jej karierą pianistki. Tymczasem dziewczyna jest normalną nastolatką, przeżywa pierwsze miłości, buntuje się, szuka swojego miejsca na ziemi i nie do końca wpasowuje się w idealny obrazek grzecznej dziewczynki, którą widzą w niej rodzice.
Co jednak najgorsze, pomiędzy państwem de Bruinami coś zaczyna się psuć. Praktycznie się nie widują, bo on zdecydowanie za dużo pracuje, a ona co rusz wynajduje sobie nowe zajęcia – jest tłumaczką i wolontariuszką w miejscowym szpitalu, a poza tym pomaga schorowanemu prawnikowi, z którym zaprzyjaźniła się przed laty. Starszy pan wyjawia jej tajemnicę z młodości, która zaważyła na całym jego życiu, i prosi o odnalezienie bliskiej mu osoby. Aga z zapałem zanurza się w przeszłości, zapominając o całym świecie… i swojej rodzinie. Tymczasem okazuje się, że de Bruinowie mają wroga...
Kim jest prześladowca, który stale obserwuje Agnieszkę i wysyła jej niepokojące wiadomości? Czy w obliczu niebezpieczeństwa małżeństwo stanie za sobą murem, a może kryzysowa sytuacja będzie powodem kolejnych kłótni? Jaką rolę w życiu Agi odegra przystojny i czarujący lekarz? Wszystkie sekrety Sagi amsterdamskiej zostaną ujawnione w zaskakującym finale, czyli powieści Spotkajmy się w Amsterdamie.
Jeśli chcesz się dowiedzieć co jest w życiu ważniejsze marcepan czy kromka chleba koniecznie sięgnij po tę książkę. Kiedy po raz czwarty wracam do świata wykreowanego przez Agnieszkę Zakrzewską, czuję się, jakbym wchodziła do dobrze znanego, pachnącego kawą i tulipanami amsterdamskiego mieszkania. "Spotkajmy się w Amsterdamie" to kontynuacja losów Agnieszki, której historia splata się z urokami tego niezwykłego miasta – i choć czas płynie, wydaje się, że ona sama nie bardzo chce za nim nadążyć. 🌷 Wydanie, które zachwyca Zacznę od tego, co bookstagram kocha najbardziej – wizualna strona książki jest przepiękna! Barwione brzegi z tulipanami, które robią największe wrażenie gdy wszystkie 4 części leżą obok siebie. Okładki do siebie nawiązują, a przyjemne ilustracje w środku dodają smaku. To jedna z tych książek, które aż chce się fotografować. I tak wielokrotnie to powtarzałam jestem osobą wybierającą książkę po okładce i te brałabym w ciemno. Będą też idealne na prezent. 🌍 Amsterdam jako bohater drugoplanowy Autorka po raz kolejny pokazuje mniej oczywiste oblicze Amsterdamu i samej Holandii. W tej części też pojawia się kilka fascynujących ciekawostek historycznych i kulturowych. Jeśli planujesz podróż w to miejsce koniecznie przeczytaj. 👩🦰 Bohaterka, która nie dorasta Tu jednak muszę się zatrzymać. Choć z sentymentem śledzę losy Agnieszki od pierwszej części, mam wrażenie, że jej emocjonalny rozwój utknął w miejscu. Mimo upływu lat, nadal reaguje impulsywnie, jej decyzje kierowane są zawsze sercem. Z jednej strony to czyni ją ciepłą i bliską, z drugiej budzi czasem frustrację, gdy kolejny raz wpada w te same schematy. Czytelnik chciałby zobaczyć, że doświadczenia czegoś ją nauczyły. Bo czy warto całować namiętnie sąsiada, gdy ma się męża i dzieci, szczególnie jeśli w danym tygodniu z mężem spędziło się upojną noc? ❤️ Czy warto? To powieść idealna na spokojny weekend z kawą i kocem, szczególnie dla marzycieli. Zobaczycie w niej odrobinę odrębną kulturę. Sporo wzlotów serca. No i w końcu odkryjecie kro stał za otruciem kota i pogróżkami. Za klimat, wydanie i ukochany Amsterdam – duży plus. Za brak rozwoju postaci – lekki niedosyt. Ale mimo wszystko – warto dać się porwać tej podróży, choćby tylko oczami wyobraźni.
Pora na rozstanie z bohaterami, z którymi już zdążyłam się zżyć. Będzie to trudne, bowiem autorka wspaniale wykreowała te postaci i świat, w jakim przyszło im istnieć.
Wiele tajemnic dostanie w końcu odpowiedzi, Agnieszka pomagając wszystkim wokół nie dostrzega, że powinna pomóc także sobie samej.
Ale i na to przyjdzie czas...
Spotkajmy się w Amsterdamie przeminęło niewiadomo kiedy, czytałam z zapartym tchem od początku do końca.
W tej części akcja była bardzo dynamiczna, wiele się działo oraz uzyskaliśmy odpowiedzi na wszystkie pytania, które zrodziły się podczas czytania poprzednich tomów.
Nasi bohaterowie na przestrzeni lat zmieniali się, dojrzewali, inni pozostawali sobą (jak Prosper, jego hartu ducha nie złamie nic).
Mądre przesłanie przekazane przez najbliższych otworzyło naszej bohaterce oczy na prawdę, która pomogła jej znaleźć w końcu spokój i prawdziwe szczęście.
Był śmiech, było wzruszenie, chwile grozy... Mieszanka wybuchowa ale połączona tak umiejętnie, że stanowiła nierozerwalną całość i wspaniale się ze sobą komponowała.
Piękne wydanie stanowi cudowną ozdobę biblioteczki ale także zachęca do sięgnięcia po tę serię nie jeden raz.
Za każdym razem można spojrzeć na nią inaczej, myślę, że też zależnie od tego na jakim etapie życia jesteśmy pozwala nam wyciągać z tej historii inne wnioski. I to jest piękne, każdy znajdzie w niej coś dla siebie a zawarte wewnątrz zbeletryzowane porady są ponadczasowe.
Piękna przygoda o sile umysłu, miłości, więzi rodzinnych. O dążeniu do celu, radzeniu sobie z przeciwnościami losu.
Ciężko mi się rozstać z naszymi ulubieńcami ale na szczęście zawsze możemy powrócić do tej krainy deszczowców, wsiąść na rower i przeżyć tę przygodę kolejny raz.
Polecam serdecznie całą serię czterech tomów, z pewnością każdy z Was znajdzie w niej coś wartościowego dla siebie a także przyjemnie spędzi czas przy lekturze.
Zakochacie się w Holandii, poznacie kulturę jej mieszkańców i wprowadzicie z Agnieszką polskie akcenty do tego świata.
"Spotkajmy się w Amsterdamie" to czwarty i ostatni tom wciągającej, holenderskiej przygody, jaką jest saga amsterdamska.
Bohaterowie z tej serii na dobre rozgościli się w moim sercu, zżyłam się z większością z nich i ciężko było mi się z nimi rozstać. Ale wszystko, co dobre prędzej czy później dobiega końca. Jestem wdzięczna, że mogłam tę sagę przeczytać i niezmiennie będę ją polecać wszystkim miłośnikom powieści obyczajowych.
Czwarta część serii w przeważającej większości nie skupia się na miłych i przyjemnych momentach. Znajdą się w niej i takie radujące serducho, ale znacznie więcej jest trudnych decyzji, smutnych akcentów, wzruszeń, nieporozumień czy kłótni.
Akcja tej powieści jest dynamiczna, sporo się w niej dzieje, ale wszystkie rozpoczęte wcześniej wątki zostają wyjaśnione, zamknięte i spięte ładną, jednoznaczną, ale nieco nieoczekiwaną klamrą.
Każda kolejna część sagi amsterdamskiej opowiedziana została w ciekawy, bardzo angażujący sposób. Autorka nie szczędziła nam niezwykle interesujących ciekawostek oraz opisów, dzięki czemu zapragnęłam, aby kiedyś udać się do Holandii.
Burzliwa historia Agnieszki, jej wyborów, pragnień, potrzeb zrozumienia i miłości oraz poszukiwanie swojego miejsca na świecie całościowo wypada naprawdę świetnie. Polecam. 💗
Cześć. Nareszcie pięknie i niech już tak pozostanie.
Niestety co dobre dobiega końca, a mam namyśli ostatni tom „Sagi Amsterdamskiej”, pod tytułem „Spotkamy się w Amsterdamie” Agnieszka Zakrzewska, wydawnictwo Flow.
Jak zwykle przez książkę przepłynęłam, gdyż bardzo byłam ciekawa co wydarzy się dalej w życiu Agnieszki. Problemy macierzyństwa, problemy w małżeństwie, a także poszukiwania zaginionej miłości Jana, bardzo byłam tych wszystkich wątków ciekawa. A także to czy w sercu Agnieszki znajdzie się miejsce na kolejne uczucie. Ja już to wiem i szkoda, że to już ostatni tom, co powoduje że jest to już rozstanie z bohaterami, których bardzo polubiłam. Gdyż postacie tu wykreowane są tacy jak my, mają swoje rozterki, dylematy i stają przed trudnymi wyborami. Prowadza z pozoru poukładane życie, jednak czasem i trudne chwile również się pojawiają.
Muszę nadmienić, że dała Saga jest pięknie wydana, posiada kolorowe brzegi, a środek piękne ilustracje i ozdobne początki rozdziałów.
Znajdziemy tu również wiele tematów, które autorka zręcznie wplotła takich jak przyjaźń, sekret przeszłości, zdrada, macierzyństwo nastolatki i bunt, trudne decyzje, a także trudne wybory.
Bardzo polecam Wam całą serię „Sagi Amerykańskiej”, miło z nią spędziłam czas.
Agnieszka wróciła do Holandii. I nie żałuje swojego wyboru. Jej córka, Annemarie jest nastolatką, która przeżywa swoje pierwsze miłości, szuka swojego miejsca na ziemi i jest jej raczej daleko do grzecznej dziewczynki. Sama Agnieszka to postać, którą kłopoty kochają. Czasami jest faktycznie nie ciekawie. Cały czas ma wrażanie, że ktoś ją obserwuje. „Spotkajmy się w Amsterdamie” to już ostatnia, czwarta część Sagi Amsterdamskiej. Jest to powieść, która potrafi zaczarować pięknymi opisami Amsterdamu. A jeśli do tego dodamy Agnieszkę i jej przygody, które nie jeden raz rozbawią, ale też podniosą ciśnienie, to od książki, uwierzcie mi, nie będziecie potrafili oderwać się. W książce znajdziemy zaskakujące zrosty akcji oraz dość dynamiczne tempo akcji, które tak bardzo lubię. Bardzo lubię podróże, dlatego książka ta była dla mnie wspaniałą literacką przygodą. Szkoda, że już trzeba kończyć te przygodę. Na uwagę zasługuje również wydanie tej książki. Piękna okładka, barwione brzegi, a w środku rysunki amsterdamskich domków. Jeśli jeszcze nie znacie tej sagi to bardzo polecam.
Ta część jest ostatnią częścią Sagi Amsterdamskiej. Ostatnia i według mnie zdecydowanie najlepsza❤️ . Wszystkie wątki nas trapiące znajdują swoje zakończenie i w pełni satysfakcjonują, a w szczególności ostatnie strony😍 Jakże ucieszyło mnie to zakończenie🔥 Czekałam na nie od pierwszej części i udało się❤️ . Bardzo polubiłam się z tą sagą i samą Agnieszką, choć czuję, że raczej w życiu codziennym byśmy się nie zaprzyjaźniły 🫣 Aga jak magnez przyciąga kłopoty i problemy😁 Czy z wiekiem przyciąga ich mniej? Zdecydowanie nie 🙂↔️ . Kończę tę przygodę z uśmiechem na twarzy i zadowoleniem❤️ Ma swoje mankamenty i można, by było się kilku rzeczy "przyczepić", ale w całości wypada świetnie i polecam każdemu kto ma ochotę na gatunek obyczajowy.